Dlaczego upadają biura podróży?

Dlaczego upadają biura podróży?

fot. sxc
Po czarnej serii upadłości kolejnych biur podróży, NIK przeprowadził audyt rynku turystycznego. Raport końcowy akcentował wiele luk prawnych, które nie chronią klientów upadających firm. Kolejne bankructwa firm turystycznych uderzyły w kilkanaście tysięcy Polaków. - Spieszyliśmy się z naszą kontrolą, by zdążyć przed kolejnym sezonem wyjazdowym - stwierdził podczas spotkania ekspertów prezes NIK Jacek Jezierski.
- Mamy nadzieję, że wyniki audytu przyczynią się do poprawy sytuacji osób korzystających z usług biur podróży – dodał. Grzegorz Buczyński, odpowiedzialny bezpośrednio za kontrolę, zwrócił uwagę na luki w obowiązującym prawie.

- Upadłości są naturalną częścią gry rynkowej. Problem polega na tym, że klienci biur podróży stracili pieniądze, prawo gwarantuje im ich pełny zwrot, ale nie bardzo dziś wiadomo, kto miałby te pieniądze wypłacić – powiedział. Ministerstwo Sportu i Turystyki zapewnia, że robi wszystko, żeby uszczelnić przepisy.

- Mamy jednak pewien kłopot, bo rynek turystyczny już jest jednym z najbardziej regulowanych rynków w Polsce. Szybkie wprowadzenie zmian, bez rzetelnej analizy tego, co się wydarzyło, zamiast pomóc może nam wszystkim zaszkodzić – twierdza ministrowie.

Podobnego zdania na ten temat jest Monika Stec z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Kolejne regulacje mogą się wiązać z wypychaniem części przedsiębiorców z rynku, a to zmniejszy konkurencję i ostatecznie zaszkodzi samym klientom – oceniła. NIK zwrócił uwagę na nieuczciwość niektórych upadających biur.

Przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych zaznaczali, że jedynie 10 proc. spośród ofert biur, które później upadły lub okazały się niewypłacalne, zostało sprzedanych przez agentów. Reszta została zakupiona bezpośrednio przez klientów, głównie przez internet - Można więc powiedzieć, że sami przedstawiciele handlowi wykluczali nierzetelnych przedsiębiorców - mówił Marek Kamieński.

Dlaczego więc oferowano klientom usługi biur, co do których nie mieli przekonania? - Gdybyśmy dzielili się z ludźmi naszymi wątpliwościami, groziłaby nam odpowiedzialność sądowa. Były przypadki, że firmy, widząc nasze wahania, groziły nam procesem za szkodzenie ich interesom i wizerunkowi. - Ale klienci przychodzą do agentów, bo ci widzą i wiedzą więcej - twierdzi wiceprezes NIK Wojciech Misiąg. - Ludzie wam ufają i oczekują od was rzetelnej informacji. A jeśli jej nie otrzymują, to jest w tym coś głęboko niepokojącego – argumentował.

eb, nik.gov.pl

Czytaj także

 0