Mapa polskich milionerów

Mapa polskich milionerów

Ponad 13 tys. Polaków zarabia więcej niż milion złotych rocznie. Sprawdziliśmy, gdzie żyją i jak wydają pieniądze najbogatsi z nas.

Według najnowszego raportu Credit Suisse, drugiego największego banku Szwajcarii, wartość światowego bogactwa osiągnęła 241 bln dolarów. Chociaż to i tak absolutny rekord – jeszcze dziesięć lat temu w rękach najzamożniejszych było mniej niż połowa tej kwoty – to szwajcarscy bankierzy idą o krok dalej. Prognozują, że w ciągu najbliższych pięciu lat majątki bogatych powiększą się o kolejne 40 proc. „Za ten wzrost w połowie będą odpowiedzialni Chińczycy. Bardziej będą się bogaciły również rynki wschodzące (w tym Polska), gdzie liczba milionerów wyraźnie wzrośnie w kolejnych latach” – piszą na wstępie swojego raportu Szwajcarzy. Według ich szacunków dzisiaj w Polsce żyje 45 tys. osób z majątkiem powyżej miliona dolarów. To nie tylko pieniądze w portfelach i na kontach, ale też domy, ziemia, samochody czy dzieła sztuki. Credit Suisse prognozuje, że do 2018 r. liczba milionerów w Polsce się podwoi. 85 tys. osób będzie miało majątek przekraczający milion dolarów.

Sprawdziliśmy, ilu Polaków może się pochwalić dochodami powyżej miliona złotych rocznie. Według danych zgromadzonych przez wojewódzkie izby skarbowe w Polsce żyje już ponad 13,5 tys. milionerów.

Gdzie o miliony najłatwiej?

Najwięcej jest ich w województwie mazowieckim, gdzie ponad 3,5 tys. mieszkańców ma dochody powyżej miliona złotych rocznie. Kolejne najbogatsze regiony to Górny Śląsk (1467 milionerów), Małopolska (1350), Wielkopolska (1331) i Dolny Śląsk (916). Wśród miast najbogatsza jest Warszawa, gdzie żyje ponad 2,2 tys. osób z finansowej elity. Najwięcej na Mokotowie i Ursynowie. Ale tylko w podwarszawskich Piasecznie, Wołominie i Pruszkowie jest więcej milionerów niż w całym województwie lubelskim. Południowo-wschodnia Polska też się bogaci. W powiecie krakowskim liczba milionerów podskoczyła o prawie dziesięć procent do 617 osób. A niedaleko Krakowa istnieje jedno z największych zagłębi bogactwa w kraju. Przykładowo w liczącym 80 tys. mieszkańców Nowym Sączu żyje 102 milionerów. W oddalonej o pół godziny jazdy na zachód Limanowej jeden milioner przypada już na 300 mieszkańców. To właśnie z Sądecczyzny pochodzi kilku najważniejszych biznesmenów z listy 100 najbogatszych Polaków.

Tam swoją fabrykę lodów prowadzą bracia Koralowie. W Nowym Sączu działają również polski potentat w produkcji kurczaków Kazimierz Pazgan czy drugi największy producent okien dachowych na świecie – Ryszard Florek z nowosądeckiego Fakro. Dlaczego jego zdaniem akurat tam powstał jeden z najbardziej przedsiębiorczych regionów w kraju? – To miejsce nieskażone socjalizmem. Na nizinnych regionach Polski powstały PGR-y i państwowe kombinaty przemysłowe, a tutaj na wyżynach mieliśmy wiele prywatnych gospodarstw rolnych i zakładów rzemieślniczych. Kiedy w 1985 r. starałem się o pierwszy kredyt na założenie własnej firmy produkującej stolarkę okienną, bank w Tymbarku nie chciał mi pożyczyć pieniędzy, bo na tym terenie istniało wówczas już 12 zakładów stolarskich. Na Sądecczyźnie jest mnóstwo przedsiębiorczych ludzi, którzy zajmują się biznesem od pokoleń. Przyjmując nowego pracownika, nie muszę go uczyć, jak ma trzymać młotek czy wkręcić śrubkę. On już to wie, bo jego ojciec albo dziadek byli rzemieślnikami – komentuje Florek.

Milionerów ubywa w dotąd bogacącym się Śląsku czy na Wielkopolsce, ale przybywa ich w mniejszych województwach. W Lubuskim liczba osób z dochodem powyżej miliona złotych podskoczyła o jedną czwartą do 326 osób. To największy wzrost we wszystkich województwach. Więcej bogaczy pojawiło się również w województwach opolskim, podlaskim i pomorskim. Dobre wyniki nie dziwią firmy doradczej KPMG, która po raz kolejny przygotowała raport o rynku dóbr luksusowych w Polsce. „Niski wzrost PKB, stagnacja realnych wynagrodzeń, rosnące bezrobocie – te zjawiska, tak dotkliwe w skali całej gospodarki, mają niewielki wpływ na sytuację finansową osób zamożnych i bogatych. W 2013 r. grupa ta powiększyła się, a jej łączne dochody netto wzrosły kolejny rok z rzędu” – piszą autorzy. Przyjrzyjmy się, jak ponad 13 tys. polskich milionerów wydaje swoje pieniądze.

High life

Według szacunków KPMG w 2013 r. wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce wyniosła 10,8 mld zł, czyli o blisko 5,9 proc. więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym. Najbogatsi najwięcej pieniędzy, bo ok. 4,5 mld zł, wydali na samochody. Ulubione marki premium zamożnych Polaków to w kolejności: BMW, Mercedes-Benz, Audi i Volvo. Wśród bardziej luksusowych maszyn królują: Ferrari, Maserati i Bentley. Najbogatsi przeznaczali rocznie średnio 40 tys. zł na zakup luksusowej odzieży i dodatków. Największym wydarzeniem ubiegłego roku było dla nich otwarcie w Polsce pierwszego salonu Louis Vuitton. Wcześniej po torebki topowej francuskiej marki lecieli do Pragi albo Berlina. To między innymi za sprawą wejścia do Polski LV, Maserati i Rolls- -Royce’a polscy klienci mają już dostęp do 69 proc. kluczowych marek luksusowych. Jednak dla niektórych polskich milionerów wyznacznikiem luksusu jest czas, a nie najnowszy model mercedesa w garażu.

– Jeżdżę range roverem, bo lubię terenowe samochody. Mam też jaguara na specjalne okazje. Ale nie przesadzajmy. Jaguarem to nawet jeździł poseł Kalisz z kawiorowej lewicy. Staram się żyć na wysokim poziomie, ale nie mam jachtu, samolotu, prywatnej loży na stadionie Wisły czy Cracovii. Nie gram w golfa. W konsumpcji też nie przejawiam ostentacji – mówił w wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” Jerzy Mazgaj, założyciel giełdowej grupy Alma Market, która oprócz sieci ekskluzywnych delikatesów reprezentuje w Polsce takie luksusowe marki, jak Burberry, Kenzo czy Hugo Boss. Chociaż Mazgaj niedługo przeprowadzi się do własnego wieżowca w Krakowie, często bywa również na warszawskim Nowym Świecie, gdzie w największej palarni cygar w Europie może się delektować ekskluzywnymi gatunkami tytoniu i szklaneczką trudno dostępnych rodzajów whisky single malt. Ma tam nawet własną dębową półeczkę z wyrytym imieniem i nazwiskiem, gdzie przechowuje się cygara na specjalne okazje.


W oparach luksusu

– Jeżeli ktoś kupił sobie dobry garnitur, eleganckie buty, drogi zegarek i samochód, to na pewno przyjdzie też tutaj, gdzie wypije dobre 30-letnie whisky i zapali kubańskie cygaro. Tak jak pieniądz przyciąga pieniądz, tak luksus przyciąga luksus – komentuje Wojciech Jaroszewicz, dyrektor generalny Premium Cigars, który prowadzi warszawski klub cygarowy La Casa del Habano. Rocznie sprzedaje ponad 400 tys. sztuk cygar. Zainteresowanie jest tak duże, że w marcu zeszłego roku poszerzył działalność. Obok sklepu z małą częścią degustacyjną otworzył luksusowy klub na 40 miejsc siedzących. Podłoga z ciemnego dębu, drewniany sufit, na oknach grube żaluzje. Nawet toaleta ma oddzielne nagłośnienie, żeby klienci mogli z niej korzystać przy kojącej muzyce. W części klubowej skórzane fotele włoskiej marki Baxter, Rolls-Royce’a wśród mebli. Cztery tysiące euro za sztukę. Rozmiar siedziska, oparcie, miękkość skóry – wszystko wykonywane na zamówienie. Na boku naszywka z logo La Casa del Habano. Każdy po przekroczeniu progu ma się czuć jak VIP. Nieważne, że kupi cygarko za 20 zł, a do picia weźmie lampkę tańszego wina. Najwięcej klientów wpada od poniedziałku do piątku późnym popołudniem. Wtedy z pracy wychodzą prezesi spółek, finansiści, prawnicy, pracownicy warszawskiej giełdy, którzy urzędują zaraz naprzeciwko palarni. Ale klientami są też ciekawscy turyści, obcokrajowcy czy po prostu zwykli miłośnicy cygarowego dymka.

Ceny dobrych cygar zaczynają się od 50 zł za sztukę. Do tego szklaneczka whisky. Najdroższy single malt kosztuje tutaj 100 zł za porcję. Butelka kilkanaście razy więcej. Cygaro pali się średnio ok. 45 minut. Nie zaciągamy się. Aromat smakujemy w ustach. Wyczuwamy jego smak, tytoniowe niuanse. Popiół ląduje w porcelanowej popielnicy. Hiszpańska produkcja, na wierzchu logo warszawskiej palarni przyprószone spalonym tytoniem. Obsługa podaje palaczowi cygara w białych rękawiczkach. – To inny rodzaj luksusu. Różni się od kupna drogiego samochodu czy markowych ubrań. Cygaro to chwila, przyjemność, celebracja. Aficionados, jak nazywa się palaczy cygar, nie znają kryzysu, bo zawsze mogą wybrać ze swojej ulubionej marki cygaro, które formatem dopasowane jest do możliwości finansowych. Kiedy kilka lat temu branżę dotknął kryzys, sprowadziłem pudełko cygar po 150 zł za sztukę. Pomyślałem, że nikt tego nie kupi, ale cały towar zszedł w kilka tygodni. Zamówiłem więc jeszcze droższe. Dzisiaj najwięcej kosztuje cygaro Partagás Lusitanias Gran Reserva 2007 – 250 zł za sztukę. Już wiem, że sprzedam je szybciej, niż myślałem – opowiada Jaroszewicz. W 2012 r. rynek luksusowych cygar w Polsce osiągnął wartość 62 mln zł. Według londyńskiej agencji badawczej Euromonitor International w kolejnych latach może rosnąć nawet o 7,6 proc. rocznie.

KRÓLOWIE ŻYCIA

– Rynek produktów luksusowych rośnie, a zamożni Polacy mają już miejsca, gdzie mogą wydawać duże pieniądze – mówi Iwona Żelazna z Noble Concierge, firmy świadczącej luksusowe usługi lifestyle’owe. – Rezerwujemy loty, tworzymy skrojone na miarę zagraniczne wycieczki, zamawiamy taksówki, kupujemy bilety do teatru, budzimy na życzenie – wymienia niektóre czynności konsjerża, prywatnego asystenta zarządzającego stylem życia bogatych. Z takich usług najczęściej korzystają młodzi ludzie w wieku 30-45 lat. W większości mężczyźni – młodzi profesjonaliści, ale też artyści i biznesmeni. Roczny abonament kosztuje 6 tys. zł. Za tę cenę konsjerż jest na zawołanie klienta o każdej porze dnia i nocy. Najdziwniejsze fanaberie? – Jeden z pracowników specjalnie poleciał do Anglii i koczował przed londyńskim sklepem Apple, żeby nasz klient pierwszy w Polsce miał najnowszego iPada. Inny zażyczył sobie wynajęcie sali z fortepianem o piątej nad ranem. Kolejny wpadł na oryginalny pomysł zaręczyn: kwartet smyczkowy na jachcie połączony z pokazem fajerwerków i kolacją na plaży – opowiada Żelazna.

Kilka miesięcy temu swoje pierwsze biuro w Warszawie otworzył Quintessentially Lifestyle, brytyjski gigant z tej samej branży. Firma funkcjonuje w ponad 70 krajach i obsługuje ok. 150 tys. zamożnych klientów. Polskim biznesmenom oprócz porannego budzenia i rezerwacji biletów na pociąg chce oferować leczenie za granicą, a ich dzieci wysyłać na zachodnie uniwersytety. – Naszym celem w Polsce jest zdobycie nie więcej niż 2 tys. prywatnych klientów. Możemy się też zajmować pięcioma- -dziesięcioma dużymi klientami korporacyjnymi – mówił kilka tygodni temu szef polskiego oddziału firmy William Devine. Luksusem dla najbogatszych nie jest ekskluzywny samochód czy garnitur za kilkanaście tysięcy złotych, bo jeżeli ktoś ma na koncie ponad milion dolarów, to po udanych zakupach nie rozlicza paragonu ze sklepu. Dla nich największym luksusem jest swoboda dysponowania czasem, realizowanie własnych pasji, dalekie podróże czy delektowanie się kieliszkiem rocznikowego bertani z Veneto w północnych Włoszech. To samo widzi Jaroszewicz w oczach odwiedzających go klientów. Uczucie bycia panem własnego życia, a nie niewolnikiem na pasku korporacji. ■

Okładka tygodnika WPROST: 20/2014
Więcej możesz przeczytać w 20/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0