Mnożenie przez dzielenie

Mnożenie przez dzielenie

Korporacje ustępują miejsca niezależnym startupom, które na rynkach od hotelarskiego po taksówkarski ustanawiają własne reguły. Ich siła? Społeczność, która chce się dzielić, a przy okazji – zarabiać.

Ta rewolucja zaczęła się w 1999 r., kiedy to dwóch 19-latków, Shawn Fanning i Sean Parker, uruchomiło serwis Napster służący do bezpłatnego dzielenia się plikami mp3. Technologia peer-2-peer, na której opierał się serwis udostępniania plików w systemie torrent, była pierwszym krokiem na drodze, która przedefiniowała sposób myślenia o internecie. W rok po premierze portalu Fanning trafia na okładkę tygodnika „Time”. Tytuł głosi: Co dalej z Napsterem.

Dalej nie było jednak tak różowo. Napster szybko dokończył żywota – po sporach sądowych z wytwórniami muzycznymi, które oskarżyły go o kradzież praw autorskich, serwis został zmuszony do blokowania dostępu do plików. Lawina jednak ruszyła, a od dzielenia się plikami z muzyką do dzielenia się wszystkim innym nie było daleko. W 2003 r. powstała pierwsza wersja serwisu BlaBlaCar. To portal zrzeszający dwa typy podróżujących: tych, którzy mają auta i akurat zmierzają w jakimś kierunku, oraz tych, którzy aut nie mają, ale w jakimś kierunku chcieliby zmierzać. Pomysł pojawił się z obserwacji, dlaczego tylu kierowców „wozi powietrze”, skoro mogliby oni zabrać pasażerów zmierzających w tym samym kierunku i zredukować koszty paliwa przynajmniej o połowę?

EYJAFJALLAJÖKULL PODBIJA CENY

Punktem zwrotnym w rozwoju BlaBlaCar okazał się rok 2007 – to wtedy wybuchł wielki strajk pracowników transportu publicznego we Francji. Pocztą pantoflową przekazywana była informacja o niedrogich przejazdach prywatnymi autami w ramach serwisu. Nagle jednak z powodu eksplozji islandzkiego wulkanu Eyjafjallajökull cały pomysł zawisł na włosku – ceny za przejazd z Madrytu do Paryża podskoczyły nawet do 3,5 tys. zł. Aby nie zniszczyć ducha ekonomii dzielenia się, a tym samym całej idei tanich przejazdów, twórcy nałożyli limity cenowe, które sprawiły, że kierowcy – w świetle prawa – przestają zarabiać, a jedynie dzielą się kosztami benzyny.

BlaBlaCar opiera swój biznes na budowaniu zaufanej społeczności, elastyczności, szczerości i możliwości osobistego kontaktu – czyli tym wszystkim, co Marie Stafford, dyrektor ds. rozwoju w londyńskim oddziale agencji reklamowej JWT, określa „rdzeniem współdzielonej konsumpcji”. Dziś firma Frédérica Mazzelli i jego dwóch wspólników – Francisa Nappeza i Nicolasa Brussona – działa w 12 krajach Europy, realizuje ponad milion przejazdów miesięcznie dla 9 mln osób, a do tego pozwoliła zaoszczędzić ok. 260 mln euro i zapobiegła wyemitowaniu dodatkowych 500 tys. ton CO2. Najbardziej obiecujące rynki? Te w krajach rozwijających się, ale również Rosja, gdzie w ciągu trzech miesięcy od uruchomienia serwisu przybyło 250 tys. użytkowników. Początek lipca przyniósł także zastrzyk gotówki w postaci 100 mln dolarów na rozwój na rynkach Turcji, Indii i Brazylii. Serwis pobiera prowizje w wysokości ok. 10 proc. od każdego zrealizowanego przejazdu, ale jak dotąd tylko we Francji – w Polsce na razie nie ma opłat.

KANAPA ZA IMPREZĘ

Choć samo pojęcie shareconomy pojawiło się po raz pierwszy w 1978 r. za sprawą psycho logów Marcusa Felsona i Joego L. Spaetha, to niektórzy twierdzą, że dzielenie się jest wręcz zakorzenione w zachowaniu człowieka od niepamiętnych czasów. Start-upy opierające się na ekonomii dzielenia nie wymyślają więc niczego nowego, a jedynie wykorzystują coś, do czego człowiek był od zawsze skłonny. Do 2003 r. podróżnicy nie mieli zbyt wielkiego wyboru co do noclegu poza schematem: hotel albo hostel. W każdym razie wszystko płatne według cen rynkowych. Casey Fenton, Amerykanin, który postanowił oferować zupełnie za darmo nocleg na własnej kanapie, postanawia skoncentrować podobnych mu dobroczyńców i zakłada stronę Couchsurfing.org. Po 10 latach blisko 7 mln użytkowników ze 100 tys. miast całego świata robi dokładnie to samo. Po co? Bo w zamian otrzymuje to samo. Użytkownik portalu tworzy swój profil, gdzie uzupełnia takie rubryki jak zainteresowania, życiowa misja czy lifestyle. Zaznacza, czy chce podróżować, ale też czy udostępnia swoją – przysłowiową – kanapę. W zamian dostaje dobrą zabawę, wspólne imprezy czy np. naukę języków. Hasło portalu? „Share your life” – „dziel się swoim życiem”.

AIR, BED AND BREAKFAST

Szybko powstają podobne serwisy. Kalifornijski Airbnb umożliwia wynajęcie apartamentu, willi czynawet zamku – spośród ponad 600 dostępnych. „Nieważne, czy chodzi o apartament na jedną noc, czy willę na miesiąc – Airbnb łączy ludzi dzięki wyjątkowym doświadczeniom z podróży, za dowolną cenę”. 34 tys. miast w 190 państwach i ponad 17 mln gości świadczy o tym, że couchsurfing jako model biznesowy się sprawdza. Na czym on polega? Na czerpaniu korzyści finansowych z niewykorzystywanej przestrzeni w domu. Po co kupować mieszkanie i próbować je wynajmować, skoro można za niewielką kwotę odstąpić komuś „kawałek podłogi” na kilka dni? Twórcy Nathan Blecharczyk, Brian Chesky i Joe Gebbia monetyzują pragnienie ludzi z całego świata, by bardziej doświadczać miejsc, w których są. – W ubiegłe wakacje postanowiłam spędzić miesiąc we Włoszech. Szukając w internecie tanich noclegów, trafiłam na ogłoszenie Landiniego, a raczej: pana Landiniego, emeryta mieszkającego w Genui – opowiada Klaudia, studentka lingwistyki na Uniwersytecie Warszawskim. – Razem z chłopakiem zabukowaliśmy tygodniowy pobyt. Na początku czuliśmy się nieco niezręcznie, wyobrażając sobie spędzenie tygodnia z obcym,sześćdziesięcioparoletnim Włochem. Obawy zniknęły w chwili, gdy przekroczyliśmy próg mieszkania. Przywitał nas kolacją złożoną z regionalnych produktów i butelką wina, a przez kolejne dni oprowadzał nas po mieście, opowiadając historię swojego życia – śmieje się Klaudia, dodając, że taka „intymna turystyka” to doświadczenie nieporównywalne z pobytem w sterylnym, nudnym hotelu.

Portal zarabia na trzyprocentowej prowizji od ceny za nocleg. Niedawno serwis dofinansowały fundusze Sequoia Capital, Andreessen Horowitz czy aktor Ashton Kutcher, którzy wyłożyli ponad 326 mln dolarów na rozwój portalu. Dziś jest on wyceniany na 10 mld dolarów. Choć firma nie ujawnia swoich dochodów, Michael Pachter, analityk Wedbush Securities, na początku 2013 r. przewidywał przychody firmy na poziomie miliarda dolarów rocznie.

PODZIELMY SIĘ BIURKIEM

Oprócz BlaBlaCar i Airbnb na idei shareconomy opierają się działania takich firm jak Parking Panda – wynajem miejsca parkingowego, które w wielkich metropoliach bywa na wagę złota, Desk Near Me – pozwalający wynająć niewielką przestrzeń biurową na godziny, Eat Me – zrzeszający domorosłych kucharzy i amatorów lokalnych kuchni z całego świata, gdzie każdy może zaprosić do siebie kilku gości na kolację, czy Uber, o którym ostatnio było głośno z powodu debiutu w Polsce – dający każdemu kierowcy z wolnym czasem szansę stania się „taksówkarzem”. Pasażer może zlokalizować najbliższego kierowcę przez smartfona i go wezwać. Kiedy dociera na miejsce, Uber automatycznie ściąga należność za przejazd z karty kredytowej.

Po pierwszej fali oburzenia korporacyjnych kierowców podobnej do tej z innych krajów, gdzie działa firma, przyszła fala... rozczarowania niewielką ilością dostępnych kierowców. Firma zapewnia jednak, że kwestią tygodni jest szybkie zwiększenie liczby udostępniających siedzenia w swoim aucie, podkreślając, że ridesharing ma już ugruntowaną pozycję w 176 państwach na całym świecie. Swathy Prithivi, odpowiedzialna za rozwój działalności Ubera w Polsce, uważa, że dzięki postępowi technologicznemu możliwe jest zupełnie nowe spojrzenie na przyszłość miast i sposobu, w jaki się po nich poruszamy. – W tych aglomeracjach przyszłości posiadanie samochodu będzie mniej istotne niż takie możliwości jak wspólne przejazdy – twierdzi. Czy Printhivi ma rację? Trudno powiedzieć, ale wycena start-upu jest na poziomie 17 mld dolarów. I pozyskanie w ostatniej, czerwcowej rundzie finansowania 1,2 mld dolarów zmusza przynajmniej do zastanowienia się nad fenomenem.

ZNAJDŹ SWOJĄ DROGĘ, ALE NAJPIERW SPRÓBUJ WSZYSTKIEGO

Z doświadczeń związanych z share conomy skorzystał również młody polski start-up. Lifetramp.com to portal działający na zasadzie łączenia tzw. mentorów z „lifetramperami”, „życiowymi włóczęgami”, którzy mają ochotę nauczyć się czegoś nowego. Zastanawiałeś się, jak to jest być stolarzem? Programistą? Szewcem? Albo projektantem wnętrz? Wpisz cokolwiek, o czym marzyłeś, do wyszukiwarki, a istnieje spora szansa, że jest ktoś, kto podzieli się z tobą swoją pasją. Korzystając z portalu, możemy w wyjątkowy sposób spędzić czas z kimś, kto akurat pracuje w mieście, które na przykład zwiedzamy.

– Nie chcemy zepsuć w Lifetrampie tego, co jest w nim najlepsze. Nie chcemy sprawić, by monetyzacja zabiła zabawę i zniweczyła tony pozytywnej energii,która się tworzy wokół serwisu – opowiada o pomyśle Michał Michalski, jeden z założycieli. – Wprowadzenie klasycznego modelu płatności stworzyłoby stosunek kontraktowy pomiędzy użytkownikami, czego chcemy uniknąć. Zapłatę za spotkanie chcemy więc wprowadzić w formie datku na cel, na który dany mentor zbiera, a który związany jest jakoś z jego pasją czy zawodem. Wysokość opłaty zależna będzie od płacącego, tak by nie odcinać tych z chudszymi portfelami od możliwości, jakie oferuje Lifetramp – opowiada start-upowiec, podkreślając, że część z zarobionych przez mentorów pieniędzy będzie przekazywana na organizacje pożytku publicznego. Kiedy młoda firma chce wprowadzić opłaty? – Jest to kwestia jakichś dwóch-trzech miesięcy. Na razie sposobem na powiedzenie „dzięki” mentorowi, z którym spędziło się dzień, jest... postawienie mu obiadu – zaznacza Michał. Jego zdaniem shareconomy to po prostu dostrzeżenie, że więcej zależy od otoczenia niż nas samych. Że tylko poprzez współpracę, niekoniecznie opartą na jasno określonym interesie ekonomicznym, można uszczęśliwić siebie.

Tym samym pionierski model wymiany plików zapoczątkowany przez Napstera pod koniec lat 90. wraca w zmodyfikowanej formie, choć opiera się wciąż na tej samej zasadzie. Peer-to-peer oznacza: bez pośredników. Już dziś portal NearMe.com umożliwia stworzenie „Airbnb dla każdego rodzaju biznesu opartego na shareconomy” – i to bez znajomości choćby linijki kodu. Wystarczą pomysł i opłata za realizację. Bliskiej eksplozji tego typu biznesów należy spodziewać się już wkrótce.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2014
Więcej możesz przeczytać w 36/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0