Pomysły z departamentu brojlerów

Pomysły z departamentu brojlerów

Nie sprzyjają nam absurdalne unijne przepisy. Przy Komisji Europejskiej działają departamenty brojlerów, jajek, indyków. W każdym sztab ludzi i ekspertów. Próbujemy o tym mówić, ale nikt nas nie słucha – mówi Kazimierz Pazgan, szef Konspolu, największego w Polsce producenta przetworów z drobiu.

Szymon Krawiec: Dostał pan kiedyś coś od państwa? Jakąś dotację, grunt pod inwestycję, zwolnienie podatkowe?

Kazimierz Pazgan: Nie, nigdy.

A zagraniczni inwestorzy dostają.

Wiem. I jak możemy mówić w Polsce o wolnym handlu, kiedy ten handel jest nieuczciwy. Jak możemy mówić o wolnej konkurencji, kiedy jej nie ma. Jak mogę na równych prawach konkurować z firmą, która kilka kilometrów ode mnie działa w specjalnej strefie ekonomicznej? Nie płaci podatków, dostaje grunty, hale, ma preferencyjne warunki do prowadzenia biznesu. Niestety, ale poszczególne rządy dbają w szczególności o inwestorów zagranicznych, nie wspomagając polskich firm rodzinnych.

Może macie się całkiem dobrze i nie potrzebujecie wsparcia.

Mam się dobrze, ale chcę się rozwijać, tworzyć nowe miejsca pracy, wychodzić z moją technologią za granicę.

I co, nie może pan?

Podam przykład. Stawiam teraz w Indonezji najnowocześniejszy zakład przetwórstwa drobiu na świecie. Kiedy pomysł przyszedł do głowy, potrzebowałem pieniędzy. Poszedłem do polskich banków, prosiłem o kredyt i nic. Żaden nie udzielił.

A to dlaczego?

Bo nasze banki nie mają doświadczenia w kredytowaniu zagranicznych inwestycji. Działają przede wszystkim w Polsce. Boją się wychylać poza granice.

No to trzeba było iść do zagranicznego.

Dla mnie ze względu na technologie to niebezpieczne. Zagraniczne banki są cwane. Działają z firmami ze swoich krajów, które tylko czekają na to, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o konkurencji. Gdyby udzielili mi kredytu, musiałbym pokazać im moje kanały dystrybucyjne, składy produktów, technologię. Prowadzę swoją firmę 30 lat i tyle samo czasu zachodnie zakłady starają się skopiować mój model biznesowy. Nie wyłożę swojej firmy na srebrnej tacy zagranicznemu bankowi.

Ale indonezyjskiemu już tak?

W końcu pomógł nam chiński bank, ale tam też uruchomimy swoje zakłady, więc zagrożenie jest małe.

Czyli polskie banki to słabeusze.

Nie, tylko brak im doświadczenia w inwestycjach polskich firm za granicą. Mają szansę, żebyśmy razem zaczęli przecierać szlaki. Kiedy niemiecka firma inwestuje za granicą, zaraz za nią idzie niemiecki bank, który udziela kredytu, a państwo zabezpiecza go gwarancjami. W ten sposób przedsiębiorca czuje się spokojny i może realizować inwestycje.

Teraz potrzebuje pan kredytu, ale przy zakładaniu firmy o bankach pan w ogóle nie myślał.

Firmę zbudowałem bez pożyczonej złotówki, ale to były inne czasy. Mieliśmy ustawę o firmach polonijnych z 1980 r., która bazowała na niemieckim systemie podatkowym. Przez pierwsze trzy lata działalności w ogóle nie płaciłem podatku dochodowego. Później musiałem płacić, ale kiedy inwestowałem w rozwój firmy, znowu byłem od niego całkowicie zwolniony. Podatek płaciło „ się też od uzyskanych przychodów. Był bardzo niski – 2-3 proc. – i działał na prostych zasadach. Im większy miałem przychód, tym więcej wpływało do kasy państwa. Dzięki temu na początku lat 90. miałem już fabrykę o wartości 35 mln dolarów.

Złote czasy.

Absurdalne jest to, że wtedy odprowadzałem więcej podatków do budżetu niż teraz. Warunki do rozwoju były tak sprzyjające.

Panu chyba cała Unia nie sprzyja, bo buduje pan zakłady w Chinach, Argentynie, Indonezji.

Nie sprzyjają mi absurdalne unijne przepisy. Przy Komisji Europejskiej działają departamenty brojlerów, jajek, indyków. W każdym sztab ludzi i ekspertów.

Rozumiem, że są bardzo kreatywni.

Myślą nad tym, co zrobić, żeby mięso było bezpieczniejsze. Wpadli więc na pomysł, żeby dorobić kurnikom okna. Żywy inwentarz,tak jak ludzie w domach, musi widzieć niebo i słońce. Najnowszy pomysł to ogrody zimowe dla kur, żeby mogły się zimą przespacerować i popatrzeć na śnieg.

Takie pomysły funkcjonują gdzie indziej na świecie?

Nie, tylko u nas. W Stanach kury nie mają okien, ogrodów zimowych, są karmione dużo tańszą mączką mięsno-kostną, a nie tak jak u nas – droższymi paszami roślinnymi. Mięso jest później chlorowane i bakterie znikają. I jak tu mówić o równych zasadach konkurencji, skoro gdzie indziej na świecie koszty wyprodukowania jednego kilograma są o wiele mniejsze, bo nie trzeba spełniać wszystkich absurdalnych wymogów.

Ale jak na razie zalew amerykańskiego drobiu nam nie grozi.

Do czasu, bo są przecież prowadzone prace nad ustawą o wolnym handlu między USA a UE. Kiedy wejdzie w życie, Unię mogą zalać tony chlorowanego drobiu ze Stanów. I nie sądzę, żeby unijni inspektorzy jeździli do USA sprawdzać, czy kury mają okna albo ogrody zimowe w kurnikach.

No to trzeba walczyć. Iść do polityków, rozmawiać, naciskać.

Staramy się. Jestem z Ryszardem Florkiem w Radzie Gospodarczej przy premierze i mamy nadzieję, że to, co mówimy, zostanie wprowadzone. Genialna jest na przykład strategia gospodarcza Rosji.

Jak to?

Putin powołał fundację do wdrażania nowych technologii ze świata. Wyszukuje najlepsze firmy z unikatowymi technologiami i oferuje tworzenie wspólnych inwestycji. Jak ktoś się zgodzi, jest zwolniony na 20 lat z płacenia podatków.

Pan się Rosjan nie boi?

Bardziej Ukraińców, których chce wspierać polski rząd. W ramach umowy stowarzyszeniowej proponuje się naszym sąsiadom, że kupimy od nich białe mięso bez cła. U nich kilogram wytworzenia fileta z kurczaka kosztuje 10 zł. U nas – 12 zł. Mają duże zapasy taniego zboża, zwierzęta karmią mączką mięsno-kostną – mogą więc sobie pozwolić na oszczędności. Ponadto bardzo słaba waluta ukraińska sprawia, że na Ukrainie opłaca się wszystko produkować i eksportować. Jak my możemy konkurować? Polski rząd tego nie widzi.

I nic się nie zmienia?

Tego nie mogę absolutnie zrozumieć. Dlaczego politycy udają, że nas nie ma. Chociaż niedawno pani premier zapowiedziała zmianę polityki, mówiąc o nowych rozwiązaniach dla polskich firm. Również MSZ oświadczył, że pomoże polskim przedsiębiorstwom w inwestycjach na rynkach trzecich. Pierwszy raz coś takiego usłyszałem od polityków. Deklaracje są, ale czasu mało. Te zmiany można zrobić z dnia na dzień. Trzeba tylko chcieć.

Okładka tygodnika WPROST: 46/2014
Więcej możesz przeczytać w 46/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0