Luksus po polsku

Luksus po polsku

Jacht zaprojektowany w nowojorskim stylu art deco, cygaro po 250 zł za sztukę, najnowszy model ferrari? Mamy prawie milion zamożnych Polaków, którzy chcą luksusu. Pytanie, czy mogą go w Polsce zaznać.

Czym jest dla mnie luksus? Kiedy lecę najwyższą klasą Lufthansy i już po lądowaniu na płycie lotniska czeka na mnie nowiutkie porsche albo mercedes klasy S. Reszta pasażerów pędzi do podstawionego autobusu, a ja wygodnie sunę sobie do terminalu na skórzanych siedzeniach – opowiada Jerzy Mazgaj, ojciec polskiego luksusu. Sprowadza kubańskie cygara, reprezentuje w Polsce marki Armani i Hugo Boss, jest prezesem sieci delikatesów Alma.

Dla niego luksus po polsku to zupełnie inny standard niż ten włoski, francuski i niemiecki. – Kiedy u nas ktoś założy zegarek za 10 tys. zł, to już trzeba go nazwać luksusowym. Żeby tak samo nazwali go na Zachodzie, trzeba by wyłożyć z cztery razy tyle – mówi. – Nowobogacki Polak wybuduje sobie dworek zamiast domu, kupi superszybki samochód i już myśli, że żyje luksusowo. Tymczasem prawdziwy luksus to cała życiowa filozofia, do której Polacy dopiero dorastają – dodaje. Według najnowszego raportu firmy badawczej KMPG wartość rynku dóbr luksusowych wyniosła w tym roku 12,6 mld zł. To o 15 proc. więcej niż w 2013 r. Mówi się, że luksus nie zna kryzysu, jednak niewiele osób wie, jaka jest jego prawdziwa definicja.

High life

Jan Kulczyk mówi w wywiadach, że na jachcie jest nudno. Ale kiedy już wypływa w rejs, wzbudza dzikie emocje. Szczególnie wśród turystów podziwiających wypolerowanego kolosa z małych wysepek porozrzucanych po Morzu Śródziemnym. Jego prywatny jacht, 90-metrowy Phoenix 2, dorobił się już kilku filmów na YouTube. Na pokładzie kolekcja dzieł sztuki, egzotyczne drewno, detale wykończone w stylu nowojorskiego art déco z lat 30. Sześć pokładów, 12 gościnnych kajut i 30 osób z obsługi. W sieci jest nawet specjalna strona internetowa, na której można poznać po imieniu i nazwisku każdego członka załogi. Do tego oczywiście basen, jacuzzi, prywatna sala kinowa. A na dziobie kilkumetrowa rzeźba Feniksa autorstwa prof. Adama Myjaka, rektora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Podobno była tak ciężka, że przeważała część statku, przez co trzeba było go dodatkowo odpowiednio poziomować. Po co najbogatszym jachty? Jan Kulczyk Feniksa sprawił sobie akurat na 60. urodziny, ale oprócz maksymalnej dawki luksusu pływające wille dają jeszcze coś więcej.

Pomagają w budowaniu tzw. relacji. Można podpłynąć do ekskluzywnej mariny, zarzucić kotwicę i zaprosić na pokład kolejnego milionera albo na przykład księcia Monako. Już na niższym poziomie ekstrawagancji o poziomie luksusu świadczy też dobry samochód. I tutaj wśród najbogatszych mamy podział na klasycznych elegantów i krzykliwych drapieżników. Do tej ostatniej grupy na pewno należą bracia Koral, producenci lodów z Nowego Sącza. Przed ich domem stoją zaparkowane grube miliony złotych. Jest maybach, lamborghini murcielago, ferrari 430 i kilka rolls-royce’ów. Miejscowe media organizują nawet konkursy na ich najlepszy samochód. Ostatnio wygrał czerwony mercedes SLS 6,3AMG.

Ich przeciwieństwem jest prof. Janusz Filipiak, założyciel krakowskiej spółki informatycznej Comarch. Wąskie uliczki pokonuje swoim trzydrzwiowym rolls- -royce'em. Rekin polskiej giełdy Roman Karkosik wybrał maybacha, a Jan Kulczyk, chociaż najbogatszy, jeździ najtańszym autem z tej trójki, bo przedłużaną wersją audi A8. Według badania KPMG najbogatsi najwięcej pieniędzy, bo około 5,6 mld zł, wydali na samochody. Ulubiona marka premium u zamożnych Polaków to w kolejności: BMW, Mercedes-Benz, Audi i Volvo. Wśród bardziej luksusowych maszyn królują: Ferrari, Maserati i Bentley. I chociaż marki premium i te luksusowe to zaledwie jedna dziesiąta całego rynku nowych samochodów osobowych w Polsce, to właśnie ten segment zanotował największą dynamikę wzrostu sprzedaży rok do roku. Aż 10 proc. w porównaniu do sześcioprocentowej średniej dla całego rynku. W drugiej kolejności najbogatsi przeznaczali najwięcej na zakup odzieży lub dodatków. Średnio kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Dla tych zarabiających miesięcznie od 10 do 20 tys. zł cena za luksusowe buty zaczyna się od 1,3 tys. zł. Na luksusowy garnitur trzeba wyłożyć przynajmniej dwa razy więcej. Dla koneserów ekstrawaganckich ciuchów największym wydarzeniem było otwarcie pierwszego salonu Louis Vuitton w czerwcu ubiegłego roku. To między innymi za sprawą wejścia do Polski LV, Maserati i Rolls-Royce’a polscy klienci mają już dostęp do 70 proc. kluczowych marek luksusowych.

Luksus na emigracji

Jednak zdaniem Tomasza Wiśniewskiego, partnera w KPMG i współautora raportu o rynku dóbr, nigdy nie będzie tak, że do Polski ściągną wszystkie luksusowe brandy świata. Wszystko przez to, że Polak woli po luksus wybrać się do Berlina, Paryża albo Londynu. Tam ma większy wybór, a przy okazji niższe ceny. Skoro stać go na kupno torebki za kilkanaście tysięcy złotych, to dlaczego nie miałby wydać kilku tysięcy więcej za hotel i przelot, żeby wrócić do Polski z naręczami torebek od najlepszych projektantów? Nic więc dziwnego, że Louis Vuitton kilka tygodni przed debiutem w Warszawie zdążył otworzyć sklep w Ułan Bator, stolicy Mongolii, która liczy niecałe 3 mln mieszkańców! Nie ma w Polsce włoskiegodomu mody Bulgari, nie ma szwajcarskiego producenta zegarków Patek Philippe. No bo jaki jest sens otwieranie takiego salonu, w którym rocznie sprzeda się jeden albo dwa zegarki? W Tajlandii czy Singapurze przed tego typu sklepami potrafią ustawiać się kolejki. To, że zamożni Polacy wolą kupować za granicą, pokazują też badania KPMG. Ponad połowa zarabiających powyżej 20 tys. miesięcznie kupuje luksus poza granicami kraju. Co trzeci z nich decyduje się na zakupowy wyjazd przez niski poziom obsługi w polskich sklepach. W takich wyjazdach pomaga im Iwona Żelazna z firmy Noble Concierge świadczącej luksusowe usługi biznesowe.

– Rezerwujemy loty, tworzymy skrojone na miarę zagraniczne wycieczki, zamawiamy taksówki, kupujemy bilety do teatru, budzimy na życzenie – wymienia najważniejsze czynności konsjerża, czyli prywatnego asystenta zarządzającego stylem życia bogatych. Z takich usług najczęściej korzystają młodzi ludzie w wieku 30-45 lat. W większości mężczyźni – młodzi profesjonaliści, ale też artyści i biznesmeni. Roczny abonament kosztuje 6 tys. zł. Zatę cenę konsjerż jest na zawołanie klienta o każdej porze dnia i nocy. Najdziwniejsze fanaberie? – Jeden z pracowników specjalnie poleciał do Anglii i koczował przed londyńskim sklepem Apple, żeby nasz klient pierwszy w Polsce miał najnowszego iPada. Inny zażyczył sobie wynajęcia sali z fortepianem o 5 nad ranem. Kolejny wpadł na oryginalny pomysł zaręczyn: kwartet smyczkowy na jachcie połączony z pokazem fajerwerków i kolacją na plaży – opowiada Żelazna.

Niedawno swoje pierwsze biuro w Warszawie otworzył Quintessentially Lifestyle, brytyjski gigant z tej samej branży. Firma funkcjonuje w ponad 70 krajach i obsługuje ponad 150 tys. zamożnych klientów. Polskim biznesmenom oprócz porannego budzenia i rezerwacji biletów pociągowych chce oferować leczenie za granicą, a ich dzieci wysyłać na zachodnie uniwersytety. – Naszym celem w Polsce jest zdobycie nie więcej niż 2 tys. prywatnych klientów. Możemy zajmować się też 5-10 dużymi klientami korporacyjnymi – mówił kilka tygodni temu szef polskiego oddziału firmy William Devine.

Definicja bogacza

Zdaniem Wiśniewskiego w Polsce nie ma jednak aż tylu bogaczy, którzy mogliby korzystać z usług konsjerży albo robić zakupy w drogich sklepach z przewiązaną opaską na oczach. Trudno o przypadki, że klient konsjerża złamał nogę na Lazurowym Wybrzeżu, więc jego jacht trzeba było odprowadzić do najbliższej mariny, a właściciela przetransportować helikopterem do specjalistycznej kliniki ortopedycznej w Nicei. U nas luksusem jest zakup drogich perfum, wyjazd do kilkugwiazdkowego hotelu ze SPA, zakup apartamentu po cenie 17 tys. zł za mkw., kolacja przy dobrym winie. W swoim badaniu KPMG oszacowało, że w Polsce mamy już 878 tys. osób zamożnych i bogatych, których dochód przekracza 7,1 tys. zł.

– Luksus za 7 tys. zł nie istnieje. Tyle dostaje niemiecki bezrobotny z całym pakietem socjalnym albo zachodni emeryt – odpowiada Jerzy Mazgaj. Jego zdaniem wielu Polaków nie odróżnia luksusu od próby pokazania się. – Kupno superszybkiego samochodu albo budowa dworku nie robi z ciebie człowieka luksusu – tłumaczy. Co liczy się najbardziej? Przede wszystkim dobry garnitur. Z najlepszej wełny, miękko opływający sylwetkę. Cena: od 7 tys. zł w górę. Do tego buty. Oczywiście ręcznie szyte. Przynajmniej za kolejne 2 tys. zł. Obowiązkowy dodatek: zegarek. Koniecznie szwajcarski. Z odpowiednim mechanizmem, niwelującym przyciąganie ziemskie. Ceny zaczynają się tutaj od 30 tys. zł. I w takim luksusowym zestawie dopiero można zabrać się za kolejne atrybuty. Drogie koniaki, wina, whisky i cygaro.

W oparach luksusu

– Jeżeli ktoś kupił sobie dobry garnitur, eleganckie buty, drogi zegarek i samochód, to na pewno przyjdzie też i do mnie, gdzie wypije dobre 30-letnie whisky i zapali kubańskie cygaro. Tak jak pieniądz przyciąga pieniądz, tak luksus przyciąga luksus – komentuje Wojciech Jaroszewicz, szef warszawskiego klubu cygarowego La Casa del Habano. Rocznie sprzedaje ponad 400 tys. sztuk cygar. Zainteresowanie miejscem dedykowanych palaczom jest tak duże, że w marcu zeszłego roku poszerzył działalność. Obok sklepu z małą częścią degustacyjną otworzył luksusowy klub na 40 miejsc siedzących. Podłoga z ciemnego dębu, drewniany sufit, na jednej ze ścian otwarty kominek. Tutaj nawet toaleta ma oddzielne nagłośnienie, żeby klienci mogli z niej korzystać przy kojącej muzyce. W części klubowej skórzane fotele włoskiej marki Baxter. To rolls-royce wśród mebli. 4 tys. euro za sztukę. Rozmiar siedziska, oparcie, miękkość skóry – wszystko wykonywane na zamówienie. Na boku naszywka z logo La Casa del Habano. – Każdy po przekroczeniu progu ma się czuć jak VIP. Nieważne, że kupi cygarko za 20 zł, a do picia weźmie lampkę tańszego wina. Klub najwięcej klientów ma popołudniami. Wtedy z pracy wychodzą prezesi spółek, finansiści, prawnicy oraz pracownicy warszawskiej giełdy, którzy urzędują zaraz naprzeciwko palarni.

Ceny dobrych cygar zaczynają się od 50 zł za sztukę. Do tego szklaneczka whisky. Najdroższy single malt kosztuje tutaj 100 zł za porcję. Butelka kilkanaście razy więcej. Cygaro pali się średnio około 45 minut. Nie zaciągamy się dymem, tylko smakujemy w ustach jego aromat. Popiół ląduje w porcelanowej popielnicy. Hiszpańska produkcja, na wierzchu logo warszawskiej palarni przyprószone spalonym tytoniem. Obsługa podaje palaczowi cygara w białych rękawiczkach.

– To inny rodzaj luksusu. Różni się od kupna drogiego samochodu czy markowych ubrań. Cygaro to chwila, przyjemność, celebracja. Aficionados, jak nazywa się palaczy cygar, nie znają kryzysu, bo zawsze mogą wybrać ze swojej ulubionej marki takie cygaro, które formatem dopasowane jest do możliwości finansowych. Oni chcą palić dobrze, co nie zawsze znaczy drogo. Kiedy kilka lat temu branżę dotknął kryzys, sprowadziłem pudełko cygar po 150 zł za sztukę. Pomyślałem, że nikt tego nie kupi, ale cały towar zszedł w kilka tygodni. Zamówiłem więc jeszcze droższe. Dzisiaj najwięcej kosztuje cygaro Partagas Lusitanias Gran Reserva 2007. 250 zł za sztukę. Już wiem, że sprzedam je szybciej, niż myślałem – opowiada Jaroszewicz.

Jego zdaniem, luksusem dla najbogatszych nie jest ekskluzywny samochód ani garnitur za kilkanaście tysięcy złotych, bo jeżeli ktoś ma na koncie ponad milion dolarów, to po udanych zakupach nie rozlicza paragonu ze sklepu. Dla nich największym luksusem jest swoboda dysponowania czasem. Nie potężne pieniądze, a realizowanie własnych pasji, dalekie podróże czy delektowanie się kieliszkiem rocznikowego Bertani z Veneto w północnych Włoszech. To samo mówi Jerzy Mazgaj, dla którego butelka wina i dobra kolacja z żoną to największy luksus. Na święta kupi jej biżuterię. Z białego złota albo platyny. – W moich sklepach można takie kupić za 170 tys. zł – dodaje na koniec.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2014
Więcej możesz przeczytać w 51/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0