Między sztuką a nauką

Między sztuką a nauką

Hendrik Kelner wygląda trochę jak Winston Churchill. Nie chodzi tylko o cygaro i szklaneczkę whisky, ale też posturę. Spotykamy się w restauracji Amber Room, gdzie Kelner prezentuje nową linię luksusowych ręcznie zwijanych cygar Winston Churchill. Kelner jest najpoważniejszym plantatorem tytoniu na Dominikanie i Master Blenderem firmy Davidoff. Tworzy kompozycje, w których rozsmakowują się możni tego świata.

Co jest takiego w cygarach, że kojarzą się z władzą i pieniędzmi?

Wielu ludzi rzeczywiście zaczyna palić cygara dla prestiżu, bo palenie cygar kojarzy się z sukcesem. W końcu nasiąkają oni jednak kulturą tytoniową, która wywodzi się z indiańskiej tradycji z czasów przed Kolumbem. Tytoń był używany przez Indian do celów religijnych. Dziś także delektowanie się dobrym cygarem sprzyja skupieniu i refleksji. To także bardzo społeczna używka i źródło wielkiej przyjemności.

Zna pan ludzi, którzy palą pana cygara?

Wielu. Mam np. w domu list z podziękowaniami od prezydenta Clintona, który bardzo ceni sobie moje produkty.

Ważni ludzie lubią duże cygara?

Sylvester Stallone napisał mi kiedyś list z prośbą o przysłanie kilku sztuk do Tajlandii, gdzie kręcił którąś z części „Rambo”. Dzięki cygarom poznałem także szefa CIA George’a Teneta i pułkownika Olivera Northa. Wie pan, kto to jest Oliver North?

Oczywiście! W czasach prezydenta Ronalda Reagana North za pieniądze karteli kokainowych z Kolumbii organizował pomoc dla contras walczących z lewicowym rządem Nikaragui.

Amerykanie uważają go za bohatera, ale na Karaibach uważa się go za pirata. Przypomniał mi się, gdy komponowałem nową markę cygara pod nazwą Nikaragua. Użyliśmy do niego nikaraguańskiego tytoniu, który rośnie na wulkanicznej glebie, przez co uważany jest za ostry. Udało mi się zmiękczyć jego smak, m.in. poprzez zastosowanie sfermentowanych liści jako zewnętrznej warstwy cygara, czego normalnie się nie robi.

Skąd się biorą pomysły na cygara?

To kwestia wyobraźni. Cygaro ma trzy warstwy: wkładkę, zawijacz i pokrywę. Każda z nich może być robiona z innego tytoniu, pochodzącego z innego regionu i poddawanego innemu rodzajowi suszenia czy fermentacji. To daje mnóstwo kombinacji.

Zrobienie dobrego cygara to sztuka?

Więcej w tym jednak nauki. Trzeba starannie analizować różne czynniki. Na smak i jakość tytoniu mają wpływ rodzaj gleby, wilgotność powietrza, klimat. To tworzy charakterystykę tytoniowych liści, ich moc i aromat. A do tego trzeba być ciągle czujnym, bo w tej branży nic nie jest dane na zawsze. Każdy zbiór jest inny. Nad linią Nikaragua pracowałem aż 10 lat. Tyle trzeba było, żeby stworzyć odpowiedni gatunek nikaraguańskiego tytoniu. Czasami tyle czasu zabiera mi wyhodowanie dobrych liści na samą pokrywę cygara.

Długo się tym pan zajmuje?

Jestem w tym biznesie tylko 46 lat! Wyrastałem w rodzinie plantatorów tytoniu. Zajmowali się tym mój ojciec, trzej wujowie i wszyscy kuzyni, poświęcający swój czas i energię utrzymaniu się na rynku. Ojciec zawsze mówił, że to ciężki kawałek chleba i zachęcał mnie, żebym porzucił plantację i wyjechał na studia. Kiedy w roku 1970 umarł, wróciłem na Dominikanę, żeby znaleźć jakąś pracę i oczywiście zacząłem pracować w branży tytoniowej.

A kiedy zaczął pan komponować własne cygara?

Pod koniec lat 70. zdecydowałem się otworzyć małą, niezależną wytwórnię. Nie zależało mi na wielkim marketingu. Chciałem się skoncentrować na jakości. Dlatego stworzyłem fabrykę, w której mogłem całkowicie kontrolować proces od doboru ziemi pod uprawy po suszenie i fermentację liści aż po konsumpcję cygar.

Dużo pan pali?

Pierwsze cygaro zapaliłem jakieś 41 lat temu. Wcześniej nie paliłem. Dziś, jak ktoś mnie pyta, ile cygar palę, mówię, że nie wiem. Właściwie palę cały czas, bo to moja praca. Testuję różne gatunki tytoniu, różne mieszanki, które nie są dostępne na normalnym rynku. Sądzę, że wypalam jakieś 20 cygar dziennie.

Nie boi się pan raka?

Mam 90-letniego przyjaciela, który jest biskupem. Dużo pracuje, pisze książki, artykuły. Jest w świetnej formie i twierdzi, że to dzięki cygarom, które uważa za swoich przyjaciół.

Tworzy pan ofertę jednej z największych firm tytoniowych na świecie. Czy ma pan czas, by robić cygara dla siebie?

Cały ten marketing nie przysłania mi radości z samej pracy. Dlatego czasami robię jeszcze małe unikatowe serie dla przyjaciół. Wysyłam je potem na Boże Narodzenie, np. gubernatorowi Nowego Meksyku, który odwiedził mnie kilka razy w moim domu.

Okładka tygodnika WPROST: 26/2015
Więcej możesz przeczytać w 26/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także