Z energią do niższych cen

Z energią do niższych cen

Dzięki liberalizacji rynku energii pojawiło się mnóstwo firm oferujących tańszy prąd i gaz. Za ten biznes biorą się nawet operatorzy komórek czy telewizji kablowych. Dla klientów to dobra wiadomość, ale czają się też pułapki.

Gwarancja niezmienności ceny”, „Przez pierwsze trzy miesiące płacisz 1 zł” czy „Oszczędności przeznacz na lepsze wakacje” – tak kuszą firmy dostarczające energię w coraz liczniejszych kampaniach reklamowych. A ludzie coraz częściej odpowiadają „tak”. I przechodzą do konkurencji. Sprzedawcę prądu zmieniło dotąd ponad 370 tys. (plus 150 tys. firm), zaś gazu 22 tys. spośród 13,5 mln gospodarstw domowych. Niezbyt dużo? Być może. Ale choć liberalizacja rynku energii zaczęła się już w 2007 r., tak naprawdę dopiero teraz Polacy zaczynają z niej korzystać. Przykładowo jeszcze w 2011 r. liczba rodzin, które zmieniły dostawcę energii, sięgała ledwie 14 tys. W dodatku firmy oferujące prąd czy gaz uważają publikowane przez Urząd Regulacji Energetyki dane za zaniżone.

– Bez wątpienia mamy do czynienia z przełomem na rynku energii elektrycznej. Widzimy, jak coraz szybciej przybywa nam klientów. W tym roku ich liczba zwiększyła się dziesięciokrotnie – mówi Ewa Szawłowska, członek zarządu firmy Deltis, jednego z nowych graczy na rynku. I zapowiada wejście na rynek gazu w ciągu kilku miesięcy. Ewa Szawłowska powołuje się na przykład innych krajów zachodniej Europy. Przez lata ludzie oswajali się tam z nowinkami powoli, aż gdy uległa przekroczeniu pewna masa krytyczna, ruszała lawina. W Wielkiej Brytanii w szczytowym momencie dostawców zmieniało nawet 20 proc. klientów rocznie (w Polsce to na razie łącznie niewiele ponad 2 proc. gospodarstw domowych przez osiem lat). W efekcie ponad połowa rodzin zmieniła dotąd sprzedawcę prądu, a około 47 proc. gazu (dane Ofgem).

Podobny trend widać na polskim rynku gazu, choć tutaj liberalizacja na dobre zaczęła się dopiero w ubiegłym roku. Dostawcę gazu zmieniło w tym roku prawie 15 tys. gospodarstw domowych i firm. Dla porównania w latach 2011-2014 było ich łącznie tylko 7 tys. Możliwość wskazania firmy, od której kupujemy prąd czy gaz, daje nam zasada TPA (Third-party Acces) zawarta w Prawie energetycznym. Umożliwiła ona wejście nowych firm na dotychczasową infrastrukturę geograficznych monopolistów PGE, Taurona, Enei, Energi, RWE czy w przypadku gazu – PGNiG. Nie muszą mieć własnych elektrowni czy źródeł gazu. Kupują je na giełdzie energii. Z podobną gorączką zmian mieliśmy do czynienia, gdy w poprzedniej dekadzie padł monopol TP SA.

W PAKIECIE Z KOMÓRKĄ

Nic więc dziwnego, że i teraz firmy telekomunikacyjne, mając takie doświadczenie, idą w awangardzie zmian. Sieci komórkowe czy telewizje kablowe dysponują kapitałem, sieciami dystrybucji, znanymi markami i wielkimi bazami klientów, na których pozyskanie nie trzeba wydawać tak dużych środków – wystarczy do oferowanego pakietu dorzucić nowe usługi. To szansa na znaczne zwiększenie przychodów, kiedy systematycznie spadają na ich podstawowym, nasyconym i bardzo wymagającym rynku. Najpierw telekomy weszły w bankowość, a teraz stawiają właśnie na dostawy energii oraz gazu. Dla klienta to wygodne, bo może mieć wszystkie usługi dla domu u jednego dostawcy i coraz częściej na jednym rachunku. Zyskuje także rozmaite rabaty.

W ciągu ostatnich dwóch lat za energię wzięli się operatorzy komórek Plus, Orange i T-Mobile. Z usług energetycznych Orange korzysta już 5 tys. rodzin, a firma zamierza pozyskać kolejnych 200 tys. w ciągu pięciu lat. Idzie już o krok dalej i rozwija też usługi dla domu związane z bezpieczeństwem i oparte o tzw. internet rzeczy. – Na rynku klientów indywidualnych nowe usługi uzyskają widoczny wpływ na nasze przychody za dwa lata. W przypadku usług dla biznesu już ten wpływ odczuwamy – mówi prezes Orange w Polsce Bruno Duthoit.

Prąd sprzedaje też komórkowy Plus, który wykorzystuje własny prąd, bo jego właściciel Zygmunt Solorz-Żak kontroluje m.in. Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów- -Konin. Plus kusi niższymi cenami, comiesięcznym odczytem energii i rozliczaniem tylko faktycznego zużycia w danym miesiącu zamiast stosowania niezrozumiałych dla klientów prognoz. Z kolei w Orange można liczyć na powitalne rabaty wartości 50- 300 zł w zależności od dotychczasowego zużycia prądu i na nieco niższe jego ceny. T-Mobile poszedł inną drogą. Nie świadczy usług sam, lecz zawiązał sojusz z Tauronem. Tak początkowo chciał zrobić również Orange, który porozumiał się z energetykami z PGE, ale pilotaż nowej usługi nie spełnił nadziei telekomu. Porozumienie zostało zerwane.

Multimedia Polska to duży gracz na rynku telewizji kablowej i internetu z 800 tys. klientów. Firma zdecydowała się wyjść poza swoje standardowe usługi i najpierw zaoferowała telefonię komórkową, ubezpieczenia i monitoring domu. W 2014 r. wprowadziła usługę energetyczną, oferując 15-procentowy upust względem dotychczasowego sprzedawcy. Multimedia kuszą teraz darmowym abonamentem za telewizję i internet przez sześć miesięcy, jeśli ktoś weźmie cały pakiet usług wraz z prądem. Otwierający się rynek zmusił dotychczasowych monopolistów do kontrakcji. Wcześniej ich działania promocyjne ograniczały się do publikowania w gazecie nowych taryf. W końcu zaczęli budować działy sprzedaży i marketingu z prawdziwego zdarzenia, ściągając specjalistów z telekomów. Teraz wchodzą z ofertą tańszego prądu na tereny rywali i osiągają sukcesy, np. Tauron podebrał już innym prawie 90 tys. klientów, zaś PGE – 70 tys. (oczywiście równocześnie tracą klientów na rzecz nowych graczy). W przeciwieństwie do telekomów i kablówek oferują także gaz. Taką podwójną ofertę prądu i gazu określa się jako „dual fuel”.

AMBITNE MALUCHY

Na rynku pojawiły się też setki mniejszych graczy, a także brokerów, którzy mają po kilkanaście ofert innych firm. Na razie takie nazwy, jak Eniga, Green, Power.pl, Energie2, czy Deltis, niewiele mówią klientom, ale w przyszłości może być zgoła inaczej. – Za pięć lat chcemy być w pierwszej piątce dostawców energii – mówi Ewa Szawłowska z Deltis. To ambitne plany, zważywszy na fakt, że oznaczałoby to wyprzedzenie świadczącego głównie usługi w Warszawie niemieckiego giganta RWE. Na rynek wchodzą też zagraniczne firmy, jak skupiający się na Europie Środkowej słowacki Energie2.

Takie firmy kupują prąd i gaz na giełdzie, po zbliżonych cenach co giganci, którzy mają własne elektrownie i mogą korzystać z efektu skali. Na czym więc zarabiają? – Proszę zwrócić uwagę na budżet marketingowy takich gigantów, jak PGE, Enea, Tauron, te wszystkie sponsorowane koncerty, marmury, pałace, limuzyny. Mali gracze tego nie mają – tłumaczy Radosław Korzeniewski, właściciel internetowej porównywarki cen Enerad. Choć portal powstał już w 2008 r., dopiero ostatnie dwa lata to ogromny wzrost liczby odwiedzających. Ich liczba podwaja się w skali roku. – A to dopiero początek – mówi Korzeniewski. Liczy, że inwestycja zwróci mu się w ciągu dwóch- -trzech lat. Nic dziwnego, że pojawiają się już kolejne porównywarki ukierunkowane na ten rynek. Nowi usługodawcy zaczynają przeważnie od oferty dla firm. To oczywiście spijanie śmietanki. W ten rynek celuje np. Energia dla firm, największy w kraju niezależny sprzedawca energii elektrycznej. Z jego usług skorzystało już ponad 40 tys. przedsiębiorców, ale i samorządy. W ubiegłym roku spółka osiągnęła ponad 300 mln zł przychodów.

Na rynku gazowym wciąż chętniej zmieniają dostawcę firmy niż odbiorcy indywidualni. Zdaniem Mariusza Calińskiego, prezesa Duona, liberalizacja staje się właśnie faktem, choć narzucanie taryfy przez URE nie ułatwia biznesu. Ceny na giełdzie energii są wolne, ale w sprzedaży klientom – już nie. – Proszę sobie wyobrazić, że zawieramy z klientem kilkuletni kontrakt, zakładamy określoną marżę, a po roku URE nagle obniża nam taryfę. Zwłaszcza w przypadku klientów biznesowych to absurd – przekonuje Caliński. Na początku września Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że w Unii takie regulacje cen nie mogą mieć miejsca i nasz rząd będzie musiał to uwzględnić, zmieniając Prawo energetyczne. Szybsza liberalizacja i spadek cen będą się wiązać z komercyjnym otwarciem terminalu gazowego w Świnoujściu, dzięki czemu firmy zyskają możliwość sprowadzania na dużą skalę taniego gazu z innych krajów, zdecydowanie zmniejszając uzależnienie Polski od rosyjskiego Gazpromu. Tak różowo nie musi być na rynku prądu, gdzie główni producenci obarczeni są ogromnymi inwestycjami modernizacyjnymi.

W POSZUKIWANIU OSZCZĘDNOŚCI

Polskie ceny prądu i gazu na pierwszy rzut oka wydają się niskie. Ale uwzględnienie siły nabywczej sprowadza nas szybko na ziemię. Według Eurostatu Polacy płacą jedne z najwyższych rachunków za prąd w Unii, tyle samo, co obciążeni agresywną polityką ekologiczną Niemcy. Francuzi, Finowie czy Szwedzi płacą dwa razy mniej. O ile można obniżyć rachunki, zmieniając dostawcę? Na razie zmiana jest najbardziej opłacalna w przypadku dużych mieszkań czy domów. Jeszcze większe pole do obniżki kosztów mają małe i średnie przedsiębiorstwa. Często zamiast znaczących obniżek można liczyć na usługi dodatkowe, jak np. darmową pomoc fachowca przy naprawie piecyka gazowego (Tauron) czy ubezpieczenie (PGE).

Oszczędności mogą wydawać się niewielkie w skali miesiąca. Jeżeli ktoś płaci miesięcznie za prąd 100 zł, to może zyskać raptem 10 zł. Tyle że jak zacznie szukać we wszystkich dziedzinach, ziarnko do ziarnka, to już kwoty robią się poważne. Portal LepszaOferta.pl wyliczył, że optymalizując wszystkie wydatki na różne media, polska rodzina może zaoszczędzić średnio 1500 zł rocznie. Zmiana dostawcy nie oznacza pogorszenia jakości usług, zakłóceń w ciągłości dostaw, obniżenia parametrów. Procedura trwa zwykle kilka tygodni, a formalności bierze na siebie nowy sprzedawca po podpisaniu umowy. Z RWE można zawrzeć umowę przez internet. Jeszcze niedawno przychodziły do klientów dwie faktury – od sprzedawcy i od dystrybutora, z którego sieci w dalszym ciągu się korzysta. Teraz coraz częściej jest to już jedna faktura – to efekt porozumienia firm.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI

Możliwość ograniczenia kosztów energii brzmi kusząco, jednak trzeba uważać na pułapki, które firmy stosują w umowach. Do częstej praktyki należą wysokie kary umowne za rezygnację z usług. Według Federacji Konsumentów nie mają one żadnego uzasadnienia, bo dostawca energii nie ponosi znaczących kosztów związanych z zawarciem umowy, jak w przypadku telefonii komórkowej, gdzie zwykle abonent otrzymuje za symboliczną kwotę smartfona i spłaca go w późniejszych opłatach. Część firm stosuje też różne dodatkowe opłaty „manipulacyjne” czy „handlową”. Ponieważ rynek jest bardzo obiecujący i trzeba na nim szybko zająć jak najsilniejszą pozycję, firmy oferujące prąd i gaz często nie mają skrupułów. Przymykają np. oczy na praktyki akwizytorów, których zarobek zależy od liczby pozyskanych klientów. Świadczy o tym alarmująca liczba skarg napływających do URE. W ubiegłym roku było ich prawie 2 tys. Akwizytorzy stosują różne sprytne sztuczki. Najczęściej sugerują, że reprezentują dotychczasowego dostawcę, który wymaga przedłużenia umowy lub podpisania aneksu. Nieświadomemu podstępu klientowi podsuwają umowę z inną firmą. Zamiast podać konkretną nazwę firmy, mówią: „Jesteśmy z energetyki”. Również PGNiG żali się, że przedstawiciele konkurencji podszywają się pod jego pracowników („My z gazowni, proszę pana”) i mówią o konieczności odnowienia umów. Przed laty podobne praktyki stosowali akwizytorzy nowych firm telekomunikacyjnych, odbierając klientów TP SA. Ci ostatni nieraz słyszeli: „Jesteśmy z telekomunikacji”. Kłamstwem to nie było, bo tak określano zarówno dominującą firmę, jak i całą branżę.

W takie niuanse nie wchodzili oszuści w Bytomiu. Właśnie wpadło trzech takich rzekomych pracowników firmy energetycznej. „Kontrolowali” liczniki i dawali do podpisania protokół z kontroli. Problem w tym, że między papiery wkładali umowę z nowym dostawcą energii. Bytomianie odruchowo wszystko podpisywali. A oszuści inkasowali prowizje od pozyskanych klientów. Nie zostawiali przy tym kopii umowy, by klient nie mógł się wycofać w ustawowym terminie 14 dni. Nabici w dostawcę energii zwykle orientują się, że coś jest nie tak, dopiero wraz z pierwszym rachunkiem. Dotychczasowi monopoliści chętnie nagłaśniają przypadki nadużyć na swoim terenie, by zniechęcić klientów do zmian. Co więcej, sami prowadzą akcje pod hasłem: „Uważaj na dostawców prądu”. Zamieszaniu sprzyja zbyt mała aktywność URE, który ostrzega przed naciągaczami, ale nie kwapi się do wielkich akcji informacyjnych pod hasłem: „Polaku, masz wreszcie wybór”. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

O JAKIE SUMY TOCZY SIĘ GRA NA TYM RYNKU

800 tys. – tylu klientów posiada Multimedia Polska, duży gracz na rynku telewizji kablowej i internetu, który staje się dostawcą energii.

90 tys – tylu kientów podebrał konkurencji Tauron, odzyskując utraconych odbiorców, ale też stracił innych. Wolny rynek – wolność klientów.

300 mln zł – tyle miała przychodu w 2014 r. Enegia dla firm, największy w kraju niezależny sprzedawca energii elektrycznej.

1500 zł – portal LepszaOferta. pl wyliczył, że optymalizując wydatki na różne media, tyle rocznie może zaoszczędzić polska rodzina.

Okładka tygodnika WPROST: 51/2015
Więcej możesz przeczytać w 51/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0