Pamiętajcie o ekonomii

Pamiętajcie o ekonomii

500 zł na dziecko, opodatkowanie banków i marketów to na razie jedyne gospodarcze rozwiązania PiS. Mają jednak niewiele wspólnego z przedsiębiorczością. Żeby rosła, potrzebuje ekonomicznych bodźców. Tych w nowych ustawach jest za mało.

GÓRNICTWO

1 mld zł

W tegorocznym budżecie zapisano ponad 900 mln zł na dofinansowanie restrukturyzacji w górnictwie węgla kamiennego.

DODATKI

1,4 mld zł

Ma być przeznaczone na wypłatę jednorazowych dodatków pieniężnych dla niektórych emerytów, rencistów oraz osób pobierających świadczenia i zasiłki przedemerytalne, emerytury pomostowe lub nauczycielskie.

SIŁY ZBROJNE

3 mld zł

W lipcu podpisano ustawę podnoszącą nakłady na wojsko do 2 proc. PKB, czyli o blisko 3 mld zł więcej niż w 2015 r. Dodatkowe środki mają być przeznaczone na zakup nowoczesnego sprzętu dla armii.


Wzrost PKB w Polsce spowolni w 2016 r. do 3,4 proc. – podała w listopadowym raporcie Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. A jeszcze w czerwcu prognozy OECD mówiły o przyspieszeniu. Połowa spośród 1,3 tys. dyrektorów finansowych największych europejskich firm spodziewa się, że polski wzrost gospodarczy wyniesie w tym roku od 2,6 do 3,5 proc. – tak przynajmniej wynika z najnowszego badania firmy konsultingowej Deloitte. Na obniżkę prognoz polskiego PKB zdecydował się nawet Narodowy Bank Polski. W lipcu przewidywał jeszcze wzrost na poziomie 3,4 proc. W listopadzie już o jedną dziesiątą punktu procentowego mniej. Gdyby dorzucić do tego prognozy kilku banków, to perspektywy na ten rok malowałyby się fatalnie. Na przykład we francuskim Crédit Agricole spodziewają się, że dynamika polskiego PKB spadnie poniżej 3 proc.

Rząd premier Szydło tymi kiepskimi prognozami najwyraźniej nie zamierza się za bardzo przejmować. Kilka dni temu minister finansów Paweł Szałamacha raz jeszcze podkreślił, że w nowej ustawie budżetowej stoi jak wół: PKB w tym roku wzrośnie do 3,8 proc. Na tym założeniu opiera się też przyszłoroczny budżet, w którym wydatki w stosunku do poprzedniego urosły o prawie 36 mld zł. W tym wzroście jest kilkanaście miliardów na dodatki w wysokości 500 zł na dziecko, które mają być wypłacane od kwietnia. Do tego prawie miliard złotych na restrukturyzację górnictwa. Będzie też odmrożenie płac w budżetówce (koszt 2 mld zł) i jednorazowe dodatki dla emerytów i rencistów (1,4 mld zł). Wydatki na wojsko wzrosną do 2 proc. PKB, czyli o 3 mld zł. Choć przychody też w budżecie urosną, to będą one pochodzić z nowych podatków od banków i hipermarketów czy jednorazowych wypłat, jak aukcja LTE (9,2 mld) albo większy zysk z NBP (3,2 mld). Minister finansów jest jednak pewny, że budżet się zepnie. Założył się nawet o 10 tys. zł, że deficyt nie przekroczy 54 mld zł.

KRÓTKA PAMIĘĆ PIS

Gdyby tak cofnąć się w czasie i przypomnieć program gospodarczy PiS z 2014 r., partia jawiła się jako najlepszy adwokat przedsiębiorców. Główne założenia: młodzi przedsiębiorcy ZUS mieli płacić dopiero wtedy, gdy ich firma wykazałaby zysk. Ci, którzy nie uzyskali kredytu na działalność w komercyjnym banku, mieli dostawać drugą szansę od państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego, który udzielałby im pomocy kredytowej na start. W przypadku kontroli administracja nie mogłaby żądać od przedsiębiorców dokumentów, danych czy informacji, które uzyskano już wcześniej podczas innej procedury. Były postulaty walki z korupcją. Reforma sądownictwa, tak żeby przedsiębiorcy nie musieli długo czekać na wyroki w błahych sprawach. Autorzy pisali również o pomyśle przeznaczenia ćwiartki zysków wypracowanych przez spółki Skarbu Państwa na potrzeby dużych inwestycji prywatnych firm.

Dlaczego pomoc przedsiębiorcom jest tak ważna w kontekście wzrostu gospodarczego całego kraju? Na to pytanie odpowiedzi sami sobie udzielali autorzy tamtego programu wyborczego PiS: ,,Małe i średnie przedsiębiorstwa wytwarzają ok. 50 proc. polskiego PKB i zatrudniają 70 proc. osób czynnych zawodowo w sferze przedsiębiorstw. Stanowią siłę napędową polskiej gospodarki i dysponują ogromnym potencjałem rozwojowym” – czytamy. Pod kierunkiem prof. Modzelewskiego powstał nawet projekt nowej ustawy o VAT liczący ponad 400 artykułów. Politycy PiS zapewniali, że tylko nowe prawo pozwoli uszczelnić system, skutecznie ścigać oszustów i zwalczać wyłudzenia podatku (szacowane na kilkanaście miliardów złotych rocznie).

Dzisiaj jednak mało kto pamięta o tym fragmencie programu i samych jego założeniach. Nowa ustawa o VAT ani nie trafiła do Sejmu, ani nie była przyjęta przez rząd czy skierowana do uzgodnień międzyresortowych. Kilka dni temu rząd stwierdził, że się z pomysłu o nowej ustawie o VAT wycofuje i że będzie kolejna, ponad pięćsetna nowelizacja.

Wśród tych wszystkich gospodarczych pomysłów optymizmu może dodawać program 500+, bo chociaż brzmi socjalnie, to ma duży wymiar demograficzny. Inwestycja w rodzinę to przecież inwestycja w nasze PKB. Wydane z budżetu pieniądze w końcu wrócą na rynek.

GOSPODARCZE NIEWYPAŁY

Są też inne pomysły. Już nie tak stymulujące jak ten z 500 zł na dziecko. Na przykład ustalenie godzinowej stawki płacy minimalnej na poziomie 12 zł. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska chce, żeby taka płaca obowiązywała od lipca tego roku. Jednak na tym szlachetnym pomyśle suchej nitki nie zostawiła większość polskich ekonomistów. – Obietnice są składane przez polityków, a mają je realizować pracodawcy. To rodzi niebezpieczeństwo, że wymyślona konkretna kwota za godzinę pracy będzie nie do zaakceptowania – skwitował prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

– Narzucanie sztywnej stawki 12 zł/h może być źródłem perturbacji na rynku pracy, np. powiększania się szarej strefy – ostrzegał z kolei ekspert rynku pracy dr Kazimierz Sedlak. No bo jeżeli przedsiębiorca nie będzie mógł zatrudnić studenta do pracy za 10 zł za godzinę, bo rząd będzie kazał dawać o 2 zł więcej, to on i tak studenta za te 10 zł zatrudni. Ale bez umowy, na czarno. Idźmy dalej. Beata Szydło zapowiedziała, że podczas 100 pierwszych dni rządzenia podniesie do 8 tys. zł kwotę wolną od podatku. Paweł Szałamacha stwierdził jednak, że kwotę oczywiście trzeba podnieść, ale etapami. Najlepiej w ciągu trzech lat, a nie trzech miesięcy, jak to chciała pani premier. Kolejna obietnica: PiS zapisał w ustawie automatyczną obniżkę stawki VAT w 2017 r. – Tego się trzymamy – potwierdził krótko Henryk Kowalczyk, szef Stałego Komitetu Rady Ministrów. Jednak taki śmiały pomysł zrównał z ziemią prof. Witold Modzelewski, finansowy guru PiS, mózg stojący za każdym projektem podatkowym rządzącej partii. Według jego wyliczeń powrót do 22-proc. stawki VAT oznaczałby 9 mld zł rocznie mniej w budżecie. Podwyższona 23-proc. stawka weszła w życie w 2011 r. Donald Tusk obiecał wtedy, że podwyżka będzie obowiązywać tylko do 2014 r. Stało się jednak tak, że w tym roku będziemy obchodzić piąte urodziny podatku z założenia wprowadzonego na trzy lata.

Wicepremier Piotr Gliński w zeszły wtorek przyznał, że rząd może z planowanej na przyszły rok obniżki ostatecznie się wycofać. Skoro więc obniżka VAT nie jest już tak pewna, to może chociaż uda się obniżyć CIT z 19 do 15 proc. Niestety, dzisiaj Ministerstwo Finansów już o obniżce nie wspomina. Rocznie z powodu unikania płacenia podatku od firm luka w budżecie sięga od 10 do 46 mld zł. Minister Szałamacha mówi więc, że system trzeba uszczelnić. Chce w tym celu powołać nawet nowy specjalny organ: radę do spraw unikania opodatkowania. Ale specjaliści mający walczyć z podatkowymi uciekinierami siedzieli przecież za biurkami ministerstwa od lat. Problem w tym, że są tak słabo wyposażeni i tak kiepsko opłacani, że tych unikających płacenia podatków nie opłaca im się nawet łapać. Bardziej już opłaca się pracować po drugiej stronie barykady, czyli w firmach oferujących przedsiębiorcom agresywną optymalizację podatkową.

Ministrowi finansów uśmiech nie schodzi jednak z twarzy. W wywiadzie z ubiegłego tygodnia zapowiedział nawet, że za parę lat polskie PKB może urosnąć do 5,5 proc. Spytano go, czy to nagłe przyspieszenie zamierza osiągnąć poprzez łatanie dziur w systemie podatkowym? Odpowiedział, że to tylko jeden z elementów wzrostu PKB. Żeby taki wzrost osiągnąć, swoją cegiełkę muszą też dorzucić inne ministerstwa: infrastruktury, rozwoju, gospodarki morskiej, energii. W zasadzie to wszystkie resorty. Problem w tym, że ci wszyscy zbyt wielu pomysłów dla polskich przedsiębiorców nie mają. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 2/2016
Więcej możesz przeczytać w 2/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0