Iron Man

Iron Man

Seryjny przedsiębiorca, który do czegokolwiek się weźmie, dokonuje rewolucji, czy socjopata idący po trupach swoich współpracowników?

Howard Hughes, John D. Rockefeller, Thomas Edison, a może po prostu taki faktyczny Tony Stark, przedsiębiorca i superbohater z komiksu „Iron Man”? Kiedy kilka tygodni temu Musk dokonał kolejnego już wielkiego przełomu i po raz pierwszy w historii udało się odzyskać rakietę, która wyniosła ładunek na orbitę, świat znowu zaczął się zastanawiać, kim jest Elon Musk. Archetypem amerykańskiego przedsiębiorcy wizjonera, dokonującego co chwila technologicznych przełomów? Takim Johnem Galtem z powieści Ayn Rand „Atlas zbuntowany”? Czy może po prostu szaleńcem, który dzięki wrednemu, socjopatycznemu charakterowi i łutowi szczęścia osiągnął tak wiele? Wszak Musk cały czas ociera się o granice. Jego tempo pracy i – wydawałoby się nierealne – plany powodują, że nie ma roku, by któryś z analityków nie wieścił jego bankructwa.


Faktem jest, że Elon Musk stał się dziś symbolem przedsiębiorczej i wizjonerskiej Ameryki, zastępując na tym miejscu Steve’a Jobsa. Obaj mają ze sobą wiele cech wspólnych: potrafią być wredni, bardzo pracowici, wymagający, no i przede wszystkim twórczy. Elon Musk założył PayPala, który wywrócił sposób płatności w internecie. Potem była kosmiczna rewolucja SpaceX i wywracająca do góry nogami przemysł samochodowy Tesla. Oraz przynoszące ogromne zyski panele słoneczne Solar Sytems. Z ukazującej się właśnie w Polsce biografii Muska, autorstwa Ashlee Vance, wyłania się obraz osoby, która tak bardzo zaprzątnięta jest marzeniem o podróży na Marsa i czystej energii, że poświęci wszystko, żeby tylko osiągnąć cel. Wszystko – z rodziną włącznie. Musk wybiera się właśnie na kolejną wojnę mającą sprawić, że ludzie w przyszłości nie zostaną opanowani przez roboty.

Robot czy człowiek?

O – delikatnie mówiąc – „dziwnym” charakterze Muska świadczą słowa, które wypowiedział podczas przyjęcia ślubnego do swojej pierwszej żony: – To ja jestem samcem alfa w tym małżeństwie. Mówił to swej żonie tuż po ślubie. Zresztą jego małżeństwo się w końcu rozpadło. A jak traktował swoich pracowników? Vance pisze, że Musk nie uwzględnia emocji innych ludzi i nie dba o ich samopoczucie. Jego relacje z ludźmi są sadomasochistyczne. Kiedy jeden z pracowników firmy nie pojawił się na spotkaniu, bo jego żona właśnie rodziła, Musk napisał w e-mailu: „To żadne wytłumaczenie. Jestem rozczarowany. Powinieneś zdefiniować swoje priorytety. Zmieniamy świat, zmieniamy historię. Albo się zaangażujesz, albo nie”. Liczba ludzi, których zwolnił i pozbył się Musk, jest ogromna.

Z drugiej jednak strony potrafił usuwać wszelkie przeszkody, które stawały na drodze jego pracowników. Jeden z jego inżynierów podczas testów silnika rakiety Falcon 1 w płomieniach stracił okulary i z powodu braku czasu na pójście do optyka korzystał z porysowanych okularów ochronnych. Trwało to przez kilka dni. I kiedy w końcu poirytowany i śmiertelnie zmęczony wyrzucił to z siebie, Musk, który przypadkiem to usłyszał, opłacił mu laserową operację oczu. Vance po części przypisuje ten charakter wychowaniu, głównie relacji z ojcem. Jednak dokładnie nie wiadomo, o co chodzi. Jeden z braci Muska przyznaje, że Errol Musk stosował na nich tortury psychiczne. Sam Elon stwierdza, że to dziwak, który „potrafi zamienić życie w udrękę”. Elon Musk prawie całe dzieciństwo spędzone w RPA poświęcił na czytanie książek. W szkole traktowany był jako nerd. Miał fotograficzną i faktograficzną pamięć. Zamiłowanie do liczb i fizyki. I jak każde dziecko marzył o podróżach międzyplanetarnych czy elektrycznych samochodach. Pisał też kody komputerowe. Korzystając z komputera Commodore VIC-20, napisał w języku BASIC grę Blastar – prostą zręcznościówkę. Najważniejszym marzeniem był jednak wyjazd do USA.

Seryjny przedsiębiorca

Muskowi udało się znaleźć rodzinę w Kanadzie i w ten sposób znalazł się w Ameryce. Była to też ucieczka przed poborem. Musk zmienił obywatelstwo na kanadyjskie, skończył tam szkołę i w 1992 r. przeprowadził się do USA, gdzie skończył studia. Pierwszą firmą Muska był Zip2. To internetowa baza danych i przewodnik, w którym przedsiębiorcy mogliby umieszczać adresy swoich firm. Wyświetlały się one na mapie, więc była to taka wczesna forma Google Maps. Początkowo strona miała być sprzedawana klientom bezpośrednio, jednak nie bardzo to szło, więc Musk wpadł na pomysł, by z usługą pójść do wydawców gazet, którzy dzięki temu mogliby umieszczać gazetowe ogłoszenia na stronie internetowej. Zip2 szybko zdobył klientów, a wśród nich takie tytuły, jak „New York Times” i „Chicago Tribune”. Z czasem znalazł się kupiec – w 1999 r. Compaq zdecydował się kupić Zip2, płacąc za niego ponad 300 mln dolarów. 22 mln trafiły do Elona Muska.

Kolejną firmą był X.com. Musk swego czasu odbył praktyki w jednym z banków. Jego wrodzona pewność siebie sprawiła, że uznał, że bankowcy to idioci i wszystko robią źle. Irytowały go głównie długie, wielodniowe przelewy. Zamysłem było stworzenie strony, która pozwalałaby robić przelewy przez e- -mail. By zdobyć klientów, X.com obiecywał każdemu 20 dolarów za założenie konta. Dzięki błyskawicznej metodzie płatności firma zaczęła rosnąć razem z rodzącym się rynkiem internetowych aukcji eBaya. Jednak charakter i osobowość Muska nie pomagały w zarządzaniu firmą. Zwłaszcza że właściwie w tym samym budynku mieli konkurencję w postaci firmy Confinity, założonej m.in. przez Petera Thiela. Ich system płatności internetowych nazywał się PayPal. Inwestorzy wysokiego ryzyka naciskali do fuzji obu start-upów, a przez to, że Musk miał więcej gotówki, on stał się przejmującym. Tyle że szybko stracił w firmie władzę, w wyniku puczu przechwycił ją właśnie Thiel. Co się w końcu dobrze skończyło, bo firmę niemal w samym szczycie bańki internetowej przejął eBay, płacąc 1,5 mld dolarów.

Musk stał się jednym z najbardziej znanych graczy w Dolinie Krzemowej, a PayPal jednym z największych skupisk talentów. W PayPalu pracowali założyciele takich start- -upów, jak YouTube, Palantir Technologies czy Yelp. Zespół opracował przełomowe techniki do walki z nadużyciami w sieci, po udoskonaleniu wykorzystane przez CIA i FBI.

Podbój kosmosu

Po usunięciu z PayPala Musk powrócił do dziecięcych marzeń o rakietach i podróżach kosmicznych. Trafił na grupę miłośników kosmosu Mars Society, w której udzielał się m.in. reżyser James Cameron. Musk chciał wysłać na Marsa rakietę z myszami na pokładzie. I choć robiono sobie z niego żarty (przysłano mu do domu wielkie koło sera), Musk całkiem serio myślał o podróżach międzyplanetarnych. Jak pisze Vance, „chciał zainspirować tłumy i ożywić w nich pasję do odkryć i obietnic, jakie dawała nauka”. Według niego ludzkośćutraciła większość energii do przesuwania granic. Musk tak się zaangażował w projekt, że poleciał do Moskwy, by kupić od Rosjan odnowiony międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM), który miał być użyty jako rakieta. Nie udało się. Jednak w czasie lotu powrotnego napisał w arkuszu kalkulacyjnym plan budowy własnej rakiety. I jego plan zakładał drastyczne obcięcie kosztów. Podbój kosmosu odbywałby się dzięki dostępności takich przedsięwzięć. Z tej idei narodził się projekt budowy na początek małej rakiety, która tworzyłaby zupełnie nowy rynek dla mniejszych operatorów satelitarnych. Przewagą miały być też mobilne wyrzutnie. To miał być rodzaj resetu przemysłu kosmicznego. NASA i inne firmy nie miały konkurencji, więc do każdego wystrzelenia rakiety „budowano technologiczne ferrari”.

Musk uznał, że honda accord wystarczy. Obiecywał, że jego rakieta wyśle ładunek o masie 635 kg za 6,9 mln dolarów. Dla porównania NASA wysyłała 250 kg za 30 mln dolarów. Pierwsza rakieta nazwana została Falcon 1, co było ukłonem w stronę Sokoła Millennium z „Gwiezdnych wojen”. Praca nad nią była tytaniczna, bo oto pierwszy raz prywatna firma porwała się na projekt, jaki do tej pory organizowało tylko państwo. W dodatku początkowy budżet nie zakładał wybuchu rakiety przy starcie. I to wielokrotnego. Musk jednak dopiął swego i w 2008 r. rakieta wystartowała. Dziś w kosmos latają większe wersje Falcona, a kilka tygodni temu firma Muska wystrzeliła na orbitę okołoziemską kapsułę bezzałogową Dragon z zaopatrzeniem dla Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tym razem rakieta Falcon 9 wróciła z powrotem na Ziemię, lądując na specjalnej barce. Tym samym loty w kosmos stały się jeszcze tańsze.

Rewolucja za rewolucją

Musk dokonał jeszcze jednej wielkiej zmiany – w przemyśle motoryzacyjnym. W 2008 r. Musk pokazał w pełni elektryczny model Tesla Roadster. Cztery lata później sportowy sedan, czyli model Tesla S, który osiąga setkę w cztery sekundy, czy pokazany w ubiegłym roku crossover Tesla X. I tu trzeba było zrobić wszystko od początku – od pomysłu, projektu przez budowę nowego rodzaju baterii po stworzenie łańcucha dostaw, który nadąży za masową produkcją. W pewnym momencie Musk miał prawdziwy nóż na gardle, pobierał bowiem przedpłaty na samochód, jednak data dostarczenia aut się przesuwała. Groziło mu wycofywanie się klientów i faktyczne bankructwo. Dziś o tym, że Musk w końcu dokonał rewolucji, świadczy to, że w każdym kwartale Tesla sprzedaje ponad 10 tys. aut. W dodatku Tesla to nie tylko auta, ale cały system zasilania w postaci darmowych ładowarek zasilanych panelami słonecznymi Solar City.

Zresztą Solar City też należy do Muska. I choć nie jest tak znana jak Tesla czy ­SpaceX, ­to odpowiada ona za montaż 1/3 paneli słonecznych w USA. Dziś Elon Musk myśli już o zorganizowaniu „taniej” misji na Marsa. Zgodnie z planem (zapewne nierealnym) pierwszy prywatny statek poleci na Czerwoną Planetę w 2025 r. To jednak nie koniec ambicji. W 2100 r. SpaceX ma być najpopularniejszą firmą transportową w całym Układzie Słonecznym. A w tak zwanym międzyczasie Musk zapowiedział, że zamierza zrobić wszystko, by roboty i sztuczna inteligencja nie zniszczyły ludzkości. I jak tu nie mówić, że mamy do czynienia z superbohaterem. ■

©℗ Wszelkie PRAWA ZASTRZEżone

Okładka tygodnika WPROST: 5/2016
Więcej możesz przeczytać w 5/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0