Filantropia spekulacyjna

Filantropia spekulacyjna

Jak upada George Soros - "piąte mocarstwo świata".
"Rząd USA uzgadnia swoją politykę zagraniczną z Wielką Brytanią, Niemcami, Francją, Japonią i... George'em Sorosem" - mawiał Strobe Talbot, były sekretarz stanu w administracji Billa Clintona. Od kiedy amerykańskim prezydentem został George W. Bush, wpływy Sorosa topnieją w oczach. Pozbawione politycznych koneksji na szczytach władzy w USA imperium Sorosa chyli się ku upadkowi; miliarder stracił w ostatnich latach jedną trzecią majątku. Coraz rzadziej jest widywany w towarzystwie głów państw, a na dodatek nie ma już nieformalnego amerykańskiego immunitetu, jakim dotychczas był chroniony. We Francji został skazany przez sąd za przestępstwo finansowe sprzed... 15 lat! Jego ekstradycji domaga się Malezja, która oskarża Sorosa o wywołanie kryzysu walutowego w tym państwie w 1998 r. Na początku listopada moskiewskie biuro fundacji Sorosa zostało zajęte przez uzbrojonych ludzi. Oficjalnie mówiono, że byli to ochroniarze działający na zlecenie właściciela kamienicy; nieoficjalnie - że karząca ręka prezydenta Putina, który ma już dość "ambasady Sorosa" w Rosji. Istniejące w 50 krajach świata fundacje założone przez miliardera muszą ograniczać wydatki, na własną rękę szukają pieniędzy na dalszą działalność lub zamykają oddziały. Upokorzony Soros nie daje za wygraną. Chce ukarać "winowajcę" swoich nieszczęść i nie dopuścić do ponownego wyboru George'a W. Busha, forsując swojego kandydata na prezydenta USA.

Atak szału

"Ameryka rządzona przez Busha jest zagrożeniem dla świata" - grzmiał George Soros w wywiadzie opublikowanym 11 listopada 2003 r. w dzienniku "Washington Post". Porównał w nim wypowiedzi i działania Busha do... polityki hitlerowskich Niemiec, którą pamięta z dzieciństwa (Soros jest węgierskim Żydem, przeżył Holocaust). Nie cofnął się nawet przed stwierdzeniem, że Bush jest odpowiedzialny za wzrost nastrojów antysemickich na świecie. - Reakcja Georga Sorosa to typowy przykład europejskich uprzedzeń w stosunku do Busha - mówi "Wprost" prof. Adrian Hyde-Price, szef Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Leicester w Wielkiej Brytanii. "To atak szału" - skwitował wypowiedzi Sorosa James Tisch, członek władz Konferencji Przewodniczących Największych Amerykańskich Organizacji Żydowskich. Ten atak szału ma jednak swoje podłoże. Soros od dawna próbował się wkupić w łaski republikanów i rodziny Bushów. Wydał na ten cel dziesiątki milionów dolarów. W 1986 r., gdy obecny prezydent George W. Bush stał na czele borykającej się z poważnymi kłopotami finansowymi teksańskiej spółki naftowej Spectrum 7, pomocną dłoń wyciągnął... George Soros. Przez spółkę Harken, której był współwłaścicielem, wykupił Spectrum 7. Pozostawił Busha juniora w radzie nadzorczej spółki, podarował mu warte setki tysięcy dolarów opcje na akcje spółki i zapłacił 120 tys. dolarów honorarium za konsultacje. Zachowanie Sorosa wzbudziło zainteresowanie amerykańskich dziennikarzy. Davidowi Cornowi z magazynu "The Nation" podczas nieformalnej rozmowy na przyjęciu udało się namówić Sorosa do szczerego wyznania: "Nie interesowały nas talenty biznesowe Busha juniora. Kupowaliśmy polityczne wpływy". I wszystko jasne: w 1986 r. ojciec George'a W. Busha był wiceprezydentem. Dziś w prywatnych rozmowach Soros żali się, że wydatki na republikanów to była jego najgorsza inwestycja. George W. Bush nie poczuwa się bowiem do żadnej wdzięczności wobec miliardera. Demokracja według Sorosa

Soros uchodzi w świecie za filantropa upowszechniającego tzw. otwarte społeczeństwo, którego głównym filarem jest demokracja. Przez ostatnie siedem lat regularnie wspierał (w sumie wydał 18 mln USD) komitet Demokracja 21, który doprowadził do uchwalenia tzw. ustawy Mc Caina-Feingolda. Zgodnie z nią osoba prywatna może przeznaczyć na kampanię kandydata na prezydenta maksymalnie 2 tys. USD. Twórcom nowego prawa chodziło o to, by zmniejszyć rolę grup interesu i kapitału w wyborach w USA, a zwiększyć znaczenie zwykłych wyborców. Soros popierał tę ustawę, dopóki uważał, że jest dla niego korzystna. Wydanie 10 mln USD na kampanię przeciwko Bushowi to de facto przeznaczenie 10 mln USD na kampanię kandydatów Partii Demokratycznej. To klasyczne omijanie prawa. Narodowy Komitet Republikanów wysłał ostatnio list do Howarda Deana, kandydata demokratów na prezydenta, by za jego pośrednictwem przypomnieć ACT i innym podobnym organizacjom dotowanym przez Sorosa o obowiązku przestrzegania prawa. Rozgoryczenia nie krył także Fred Wertheimer, przewodniczący komitetu Demokracja 21. "To paradoksalne, że człowiek, który przez lata wspierał zmiany w systemie finansowania partii politycznych uniemożliwiające najbogatszym wpływanie na wynik wyborów teraz sam wydaje tyle pieniędzy, żeby pozbyć się jednego z kandydatów" - powiedział Wertheimer.

Kapitalizm reglamentowany

Aby zrozumieć, o co chodzi Sorosowi, trzeba wiedzieć, w jaki sposób zbił majątek. Kilka lat temu na kolacji dla inwestorów Berkshire Hathaway prezes tej firmy i jej mózg Warren Buffett mówiąc o sukcesach swojego przyjaciela George'a Sorosa, przypomniał słowa legendarnego J.P. Morgana: "W obrocie akcjami wygrywają ci, którzy mają układy i odpowiednio wcześnie dysponują informacją". W latach 1992-2000 w Białym Domu urzędował demokrata Bill Clinton. Z tą opcją polityczną Soros miał doskonałe kontakty. Kłopoty Sorosa rozpoczęły się, gdy epoka demokratów zbliżała się do końca. W 1998 r. podczas kryzysu w Rosji Soros stracił 2 mld USD. Rok później założył, że ceny akcji spółek związanych z Internetem będą spadać. Ceny jednak rosły i Soros stracił kolejne 700 mln USD. Chciał wykorzystać hossę i powetować sobie straty, masowo kupując akcje firm informatycznych. I znowu niewypał. W 2000 r. zaczęła się bessa na Nasdaq (amerykańskiej giełdzie spółek sektora nowoczesnych technologii); majątek Sorosa zmniejszył się jeszcze o 300 mln USD. W tym samym roku w Kosowie Soros wyrzucił w błoto 50 mln USD, próbując przejąć m.in. kopalnie złota, srebra i ołowiu Trepca (według szacunków złoża warte są 5 mld USD).

Sorosowi nigdy nie udowodniono sądownie (wyrok we Francji zapadł na razie w pierwszej instancji) korzystania z poufnych informacji, ale jest o to powszechnie oskarżany. Przed rozpoczęciem spekulacji funtem brytyjskim dużo czasu spędził w Wielkiej Brytanii. Spekulacje na Dalekim Wschodzie (w latach 1997-1998) poprzedziły akcje charytatywne w Malezji, Tajlandii i na Filipinach. Soros przegrał natomiast w Rosji mimo prowadzenia intensywnych działań filantropijnych. Niemal od razu zaczął głośno narzekać na nieprzewidywalność zjawisk ekonomicznych i domagał się od polityków wpływu na poprawę stabilności gospodarczej. "Kapitalizm ze swoją niepewnością jest źródłem wielu ludzkich tragedii" - mówił wówczas. Trudno mu się dziwić. Gdyby rynek rosyjski był równie stabilny jak na przykład brytyjski, Soros zamiast straty odnotowałby - jak w 1992 r. - 2 mld USD zysku.

Trzy lata temu podczas swoich 70. urodzin Soros ogłosił, że wycofuje się z działalności biznesowej, a schedę po nim przejmą synowie Robert i Jonathan. W Ameryce prawie wszyscy są zgodni, że powinien wreszcie dotrzymać słowa.

Aleksander Piński, Jan Piński. Współpraca: Jan M. Fijor

Pełny tekst ukaże się w najnowszym, 1099 numerze tygodnika "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 15 grudnia.

W tym samym numerze: Klub pięciu kontynentów (Lista najbogatszych emigrantów z Polski) oraz Menedżerowie śmierci (Do największych sponsorów międzynarodowego terroryzmu należą dziś Arabia Saudyjska i Unia Europejska)

Czytaj także

 0