73 lata temu wyzwolono obóz Auschwitz. „Rozmiarów zbrodni nie domyślało się nawet dowództwo”

73 lata temu wyzwolono obóz Auschwitz. „Rozmiarów zbrodni nie domyślało się nawet dowództwo”

Grupa węgierskich Żydów na rampie, lato 1944 roku
Grupa węgierskich Żydów na rampie, lato 1944 roku / Źródło: Ernst Hofmann lub Bernhard Walte, CC 3.0 Germany
„To wszystko było najbardziej poruszające i najstraszniejsze, co zobaczyłem i sfilmowałem podczas wojny. Czas nie ma władzy nad tymi wspomnieniami. Nie wycisnął on z mej pamięci wszystkich okropności, które zobaczyłem i nagrałem” – wspominał operator radzieckiej ekipy filmującej obóz. 73 lata temu miało miejsce wyzwolenie obozu Auschwitz-Birkenau.

Kilka miesięcy przed niemiecką likwidacją i radzieckim wyzwoleniem obóz koncentracyjny i obóz zagłady w Oświęcimiu-Brzezince (Auschwitz-Birkenau) osiągnął swój najwyższy stan liczbowy. Było to spowodowane przede wszystkim zbliżającym się frontem radzieckim i ewakuacją obozów koncentracyjnych oraz likwidacją gett rozlokowanych na wschodnich terenach okupowanej Europy. Przykładowo od marca do lipca 1944 roku z Majdanka do Oświęcimia ewakuowano ponad 7500 więźniów, których w większości uśmiercono w komorach gazowych. Ostatni transport więźniów z lubelskiego obozu odprawiono jeszcze 22 lipca 1944 roku. 9 sierpnia ze stacji Radegast wyruszył również pierwszy transport mieszkańców getta łódzkiego w kierunku Oświęcimia. Pod koniec sierpnia do KL Auschwitz przewieziony został przełożony Starszeństwa Żydów w getcie Litzmannstadt, Chaim Mordechaj Rumkowski wraz z rodziną. Praktycznie wszystkie osoby przewiezione z Łodzi do Brzezinki zostały zamordowane w komorach gazowych.

W maju 1944 roku rozpoczęto również największą w dziejach obozu akcję eksterminacyjną: zagładę Żydów węgierskich. 2 maja przybyły pierwsze transporty z Budapesztu i Topolya, liczące ok. 3800 osób. Prawie 2700 Żydów z tych transportów zagazowowano zaraz po przyjeździe, resztę zaś skierowano do pracy. W sumie w ciągu kilku tygodni, do początków lipca 1944 roku, wymordowano ok. 400 tys. Żydów przetransportowanych z Węgier, czyli prawie połowę wszystkich Żydów, którzy zginęli w tym obozie. Na potrzeby ich eksterminacji uruchomiono nowe piece krematoryjne, wykopano nowe doły do spalania zwłok, wybudowano kilka nowych baraków przeznaczonych na rozbieralnię, powiększono także znacznie załogę Sonderkommanda, czyli więźniów pracujących w krematoriach. W środku tej największej hekatomby w dziejach Zagłady od 12 sierpnia zaczęły przybywać pierwsze grupy więźniów z Pruszkowa, przeważnie mieszkańców Warszawy zatrzymanych podczas powstania warszawskiego i po jego zakończeniu. Dopiero od października 1944 napływ kolejnych grup więźniów znacznie zmalał. 7 października 1944 roku wybuchło powstanie członków Sonderkommanda. W obliczu malejącej liczby transportów i planów sukcesywnej likwidacji więźniów komanda, załoga krematorium IV postanowiła podjąć zbrojną walkę. Bunt został natychmiast stłumiony: większość powstańców poległa w walce lub została rozstrzelana wkrótce potem.

Równocześnie z w przyjmowaniem nowych grup, kilkanaście tysięcy osób miesięcznie wywożono w głąb Rzeszy, by pracowali jako robotnicy przymusowi w niemieckich fabrykach. Wielu więźniów KL Auschwitz skierowano do pracy w górnośląskim przemyśle.

Wstrzymanie eksterminacji

Na przełomie września i października 1944 roku Heinrich Himmler nakazał wstrzymanie bezpośredniej eksterminacji ludności żydowskiej. W KL Auschwitz zrezygnowano z masowych mordów dopiero miesiąc później. 30 października przybył z Terezina jeden z ostatnich transportów Żydów, z których większość wymordowano w komorach gazowych. Cztery dni później, 3 listopada na teren obozu wjechał pociąg ze słowackimi Żydami. Żaden z nich nie został poddany selekcji, lecz umieszczono ich w barakach jako więźniów; tym samym zaprzestano masowej, bezpośredniej zagłady. Wyłączono z użytku wszystkie komory gazowe, więźniów uśmiercano odtąd poprzez rozstrzeliwania. Zredukowano także znacznie liczbę członków Sonderkommanda, którego głównym zadaniem stało się odtąd zacieranie śladów zbrodni ludobójstwa. W styczniu 1945 roku ponad 100 członków tej formacji wzięło udział w „marszach śmierci”. Kilku z nich udało się zbiec i przeżyć wojnę. Jednym z nich był Henryk Mandelbaum, bezpośredni świadek zagłady Żydów węgierskich.

Wraz ze wstrzymaniem eksterminacji rozpoczęto ewakuację magazynów budowlanych znajdujących się przy obozie. Ich wywóz w głąb Rzeszy oznaczał ostateczną rezygnację z dalszej rozbudowy obozu (macierzystego Auschwitz I oraz obozu zagłady Auschwitz II Birkenau). Pod koniec roku przystąpiono także do rozbiórki drewnianych baraków, gdyż w związku ze zmniejszającą się liczbą więźniów zapotrzebowanie na nie było zdecydowanie niższe niż zaledwie kilka tygodni wcześniej. W listopadzie i grudniu zdemontowano ponadto urządzenia techniczne w dwóch komorach gazowych i piecach krematoryjnych. Pozostawiono jedynie krematorium V, które wciąż służyło do spalania zwłok i było czynne aż do ostatniego dnia poprzedzającego nadejście wojsk radzieckich. Nie rozebrano natomiast nigdy większości trwałej zabudowy obozowej rozlokowanej na terenie obozu macierzystego, takiej jak murowane bloki więźniarskie czy budynki używane przez obozową administrację. Po wojnie stały się one podstawą powstającej infrastruktury muzealnej, która wykorzystywana jest do dzisiaj.

Ewakuacje

Pierwszym większym transportem ewakuacyjnym więźniów z KL Auschwitz były wywózka ok. 2 tys. robotników przymusowych, głównie Polaków i Rosjan, pracujących dotychczas w zakładach IG Farbenindustrie, dla których powstał obóz koncentracyjny Auschwitz III w Monowicach (Monowitz). Zostali oni przetransportowani do obozu w Buchenwaldzie. Do grudnia 1944 roku zorganizowano jeszcze ponad 130 takich transportów. Więźniowie trafiali do różnych zakładów przemysłowych znajdujących na terenie III Rzeszy lub też innych obozów koncentracyjnych rozlokowanych dalej od zbliżającej się linii frontu. Największa ich liczba wywieziona została właśnie do Buchenwaldu oraz Flossenbürga (Bawaria). W obu obozach wykorzystywano niewolniczą pracę więźniów.

Bardzo ciężkie warunki panowały w obozie koncentracyjnym i obozie pracy „Dora” (Konzentrationslager Mittelbau-Dora). Obóz ten, należący do spółki Mittlerwerk GmbH, został założony w celu dostarczenia niewolniczej siły roboczej dla pobliskiej olbrzymiej podziemnej fabryki zbrojeniowej, w której produkowano rakiety V2. Początkowo był to podobóz KL Buchenwald, natomiast od 1 października 1944 roku, najprawdopodobniej w związku ze wzrostem znaczenia w militarnych planach nazistów, funkcjonował jako samodzielny obóz.

Ponad 9000 kobiet przetransportowano do Ravensbrück. Wielu więźniów trafiło w tym okresie do Dachau i Mauthausen. Ogółem wstępną ewakuacją objęto ok. 65 tys. więźniów, których większość skierowano do innych obozów koncentracyjnych. W październiku 1944 roku po raz pierwszy w historii obozu liczba wywiezionych więźniów (26,5 tys.) przekroczyła liczbę przybyłych do obozu (6 tys. osób). W obozie nadal pozostawało jednak prawie 70 tys. osób, w większości zatrudnionych w kopalniach, hutach i innych zakładach Zagłębia Górnośląskiego i Zagłębia Dąbrowskiego.

W związku z kolejną ofensywą radziecką, w wyniku której Armia Czerwona dotarła nad górną Wisłę i Prosnę oraz zajęła Kraków, władze niemieckie zdecydowały się wcielić w życie tajne wytyczne nadprezydenta prowincji górnośląskiej, Fritza Brachta, z 21 grudnia 1944 roku. Zgodnie z nimi ewakuowani mieli zostać robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni, którzy nadal mieli być wykorzystywani w charakterze niewolniczej siły roboczej. Więźniowie mieli przemieszczać się przede wszystkim pieszo. Pierwszeństwo przyznano kolumnom z KL Auschwitz i innych obozów koncentracyjnych. Więźniów z obozu oświęcimskiego planowano poprowadzić w kierunku Odry, którą mieli przekroczyć mostem pontonowym.

Marsze śmierci

Ostateczny rozkaz przeniesienia przetrzymywanych w obozach koncentracyjnych wydał w połowie stycznia 1945 roku Ernst Heinrich Schmauser, wyższy dowódca SS i policji we Wrocławiu. Ewakuację z obozu KL Auschwitz rozpoczęto 17 stycznia i objęto nią ok. 55 tys. osób. Piesze transporty więźniów nazwano „marszami śmierci” z powodu ogromnej liczby osób, które straciły życie w ich trakcie. Drogi usłane były zwłokami tych, którzy zmarli z głodu, wyczerpania i przemarznięcia. Za kolumnami więźniów podążały specjalne grupy esesmanów, tak zwane komanda egzekucyjne, które zabijały więźniów pozostałych w tyle. Były więzień, uczestnik marszu śmierci Józef Ciepły wspomina:

„Niedaleko od obozu, w okolicach Rajska, dostrzegłem na poboczu drogi skuloną postać kobiety. Był to oczywiście trup więźniarki, którą zastrzelili wartownicy SS. […] Marsz utrudniał silny mróz oraz oblodzona droga […].. Między miejscowościami Miedźna i Ćwiklice widziałem największą ilość zwłok rozstrzelanych więźniów. Jeden z naszych kolegów, pochodzący z Poznania, doliczył się 114 zwłok. […]. Pamiętam, że jeden z kapów, Niemiec, usiłował odciągnąć na pobocze leżące na drodze zwłoki. Kiedy ruszył trupa, na drogę wylała się cała zawartość czaszki, która widocznie została rozsadzona przy wystrzale”.

Równie tragiczne wspomnienia z ewakuacji obozu zachował w swojej pamięci dr Miklós Nyiszli, zatrudniony przez Josefa Mengele na stanowisku lekarza pomocniczego:

„Po kilku następnych kilometrach wiemy już więcej o tych, którzy idą przed nami: w odstępach do czterdzieści – pięćdziesiąt metrów leżą w rowie zwłoki kobiet z zakrwawionymi twarzami. Tak jest też na dalszej trasie. Trupy. Trupy. Co jakieś pięćdziesiąt kroków zwłoki! Nie miały już siły iść, a kto zostawał w tyle, dostawał kulę w łeb”.

Wielu więźniów umierało także w miejscach postoju. Tylko nieliczni mieli możliwość wypoczynku pod dachem, w stodole lub szopie. Większość spędzała mroźne noce na otwartej przestrzeni.

Wchodzące na tereny przemysłowe Górnego Śląska jednostki Armii Czerwonej pokrzyżowały plany ewakuacji i przecięły jej trasy. Zamiast na zachód piesze kolumny skierowane zostały w okolicach Strzelec Opolskich na południe. Odtąd główne szlaki marszów wiodły do Gliwic i Wodzisławia Śląskiego, gdzie kończyły się etapy pieszej wędrówki.

Tylko na terenie Górnego Śląska i Opolszczyzny zginęło co najmniej kilka tysięcy więźniów KL Auschwitz wyprowadzonych w piętnastu pieszych kolumnach z obozu macierzystego i jego kilku podobozów. Zdecydowana większość ewakuowanych została pomiędzy 19 a 23 stycznia 1945 roku wysłana transportami kolejowymi z Wodzisławia Śląskiego i Gliwic w kierunku kilku obozów koncentracyjnych. Wielu z nich, wycieńczonych dotychczasowym marszem i przewożonych w otwartych wagonach towarowych, zmarło. Transporty kolejowy kierowane były przez Czechy do KL Mauthausen, a także Buchenwaldu i KL Dora-Mittelbau oraz obozów w Ravensbrück, Sachsenhausen, Dachau, Gross-Rosen i Bergen-Belsen. Na kolejowych etapach „marszu śmierci” zmarło co najmniej 850 spośród kilkudziesięciu tysięcy osób, które przetrwały morderczą pieszą wędrówkę.

Obecnie liczbę ofiar „marszów śmierci”, które wyszły z obozu w Oświęcimiu, uwzględniając relacje świadków, szacuje się na 9 do 15 tys. osób. W Rzeszy, na terenie obozów koncentracyjnych i wybranych zakładów przemysłowych, znalazło się ok. 45 tys. byłych więźniów Auschwitz. Wielu z nich zginęło podczas kolejnych ewakuacji bądź likwidacji obozów koncentracyjnych. Ilu dokładnie, nie wiadomo.

Uwzględniając ewakuacje wstępne i ewakuację ze stycznia 1945 roku, można oszacować, że władzom niemieckim udało się przetransportować na zachód w sumie ok. 120 tys. osób. Wielu z więźniów zginęło, jednak większość z nich wykorzystana została dla potrzeb niemieckiej gospodarki wojennej jako siła niewolnicza. Na terenie obozu pozostało ok. 9 tys. więźniów, skrajnie wyczerpanych, chorych i zbyt słabych, aby mogli podjąć marsz. Wielu z nich uniknęło śmierci z rąk esesmanów i doczekało wyzwolenia.

Zacieranie śladów zbrodni. Fotografie

Demontaż infrastruktury obozowej, rozpoczęty w listopadzie 1944 roku, kontynuowany był w styczniu. Dodatkowo załoga SS postanowiła wywieźć część dóbr materialnych, w tym najcenniejsze przedmioty. Zlikwidowano magazyny obozowe, w których przechowywano mienie zagrabione Żydom (tzw. „Kanadę”). Do Rzeszy wysyłano przede wszystkim mienie ruchome: ubrania, drewno, aparaturę medyczną wykorzystywaną do zbrodniczych eksperymentów. W końcowej fazie ewakuacji przystąpiono do wywozu produktów żywnościowych. 20 stycznia esesmani wysadzili budynki krematoriów II i III, a 26 stycznia krematorium V. 23 stycznia podpalono magazyny na terenie Brzezinki, z których nie zdążono wywieźć zagrabionego mienia. Paliły się przez pięć dni. Mimo to ocalały znaczne ilości odzieży, obuwia czy sprzętów domowych znajdujące się w magazynie na terenie obozu macierzystego.

Przystąpiono także do likwidacji różnego rodzaju kartotek, spisów więźniów, list transportowych, akt medycznych. Uratowano natomiast przed zniszczeniem blisko 40 tys. negatywów zdjęć identyfikacyjnych. Fotografie te, będące później dowodami zbrodni narodowosocjalistycznych, ocalały głównie dzięki Wilhelmowi Brassemu, który zignorował rozkaz swojego przełożonego i ich nie spalił. Brasse był Polakiem, fotografem z zawodu, który po przewiezieniu do obozu został wcielony do tzw. komanda rozpoznawczego Gestapo (Erkennungsdienst). Wykonywało ono nowo przybyłym więźniom zdjęcia przeznaczone do więziennej kartoteki. W filmie Irka Dobrowolskiego „Portrecista” Brasse tak wspomina moment ocalenie tych zdjęć:

„20 stycznia szef wpadł do Erkennungsdienst, po prostu powiedział w ten sposób, żeby […] wszystkie zdjęcia palić. Kazał nam wyciągać z tych szaf negatywy i odbitki i do pieca. W piecu się paliło, więc żeśmy zaczęli wrzucać do tego pieca, ale ogień się zatłamsił od razu. Tym bardziej, że te negatywy były, filmy były z niepalnego materiału, więc one się bardzo trudno paliły. Jak on tylko wyszedł, to myśmy przestali palić i zalaliśmy nawet, to co można było jeszcze zalać, wodą i wyciągnęliśmy to wszystko nadpalone. Te negatywy i odbitki wyciągnęliśmy z pieca. Co się dało rozłożyliśmy, żeby się to do reszty nie zniszczyło i próbowaliśmy zabezpieczyć w jakiś sposób. Z tą myślą właśnie, że kiedyś te rzeczy mogą być jako dokumenty; jako dokumenty, powiedzmy sobie, przeszłości i dokumenty po prostu zbrodni, jakiej dokonywano w obozie”.

Wyzwolenie

27 stycznia 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej weszli do Oświęcimia. Ok. godz. 15 wyzwolili obóz macierzysty i obóz w Brzezince. Przy wkraczaniu na teren tego pierwszego obozu żołnierze radzieccy napotkali opór wycofujących się sił niemieckich. Wyzwolenia doczekało ostatecznie ok. 7 tys. więźniów. Na miejscu Armia Czerwona zastała zwłoki ok. 600 osób zastrzelonych przez Niemców bądź zmarłych z głodu i wycieńczenia. Żołnierze 60. Armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego byli witani jako autentyczni wyzwoliciele. Irena Konieczna, więźniarka i lekarka w szpitalu obozowym wspomina:

„W dniu 27 stycznia na teren obozowego szpitala żeńskiego weszło kilku żołnierzy radzieckich – zwiadowców – z karabinami, gotowymi do strzału. Więźniarki rzuciły się uradowane w ich stronę. […] Gdy żołnierze radzieccy zorientowali się w naszej sytuacji, zaopatrzyli nas w żywność pierwszej jakości (doskonały chleb wojskowy z foremek, suchary i tłuszcz naturalny). W dzień lub dwa dni potem zjawiło się kilku pięknie zbudowanych i ubranych w czyste, białe i długie kożuchy oficerów radzieckich”.

Z kolei Aleksander Woroncow, operator radzieckiej ekipy filmowej odpowiedzialnej za filmowanie obozu, wspominał po wielu latach:

„Wierzę, że rozmiarów zbrodni popełnionych w tym największym obozie koncentracyjnym nie domyślało się nawet dowództwo naszej armii. Wspomnienia stamtąd zachowałem na całe moje życie. To wszystko było najbardziej poruszające i najstraszniejsze, co zobaczyłem i sfilmowałem podczas wojny. Czas nie ma władzy nad tymi wspomnieniami. Nie wycisnął on z mej pamięci wszystkich okropności, które zobaczyłem i nagrałem”.

Liczby

W sumie do całego kompleksu obozowego przywieziono w latach 1940–1945 1,3 mln osób. 900 tys. z nich nie wprowadzono do ewidencji, co oznacza, że zabito je po przetransportowaniu do obozu. Większość zamordowanych spośród osób nieobjętych ewidencją stanowili Żydzi, którzy zginęli mniej więcej w ciągu 1–2 godzin po wyładowaniu na rampie. Łącznie do obozu trafiło 1,1 mln Żydów. 1 mln z nich zginął.

Łączną liczbę osób zabitych w KL Auschwitz szacuje się na 1,1 mln osób. Wśród tych 100 tys. znalazło się 70 tys. Polaków, 21 tys. Romów oraz 15 tys. jeńców radzieckich. Przyjmując perspektywę państwową, największą grupę ofiar stanowią obywatele Węgier, a na drugim miejscu znajdują się obywatele polscy. W obu wypadach większość z nich była Żydami, zgładzonymi w bezpośredniej eksterminacji. Obóz KL Auschwitz-Birkenau przeżyło mniej niż 200 tys. osób.

Autorem tekstu „Ostatnie dni Auschwitz-Birkenau” jest Bogumił Rudawski. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0

Czytaj także

 76
  •  
    A za impreze "Wyzwolenie Bielska-Bialej" dzieci maja miec kary !!!!
    Jestem przeciwko takim imprezom, wiec i te klamstwa o "Wyzwoleniu Auschwitz" powinny byc tak samo karane.
    Czerwona Armia natknela sie na opuszczony oboz przypadkowo. Tak samo go "wyzwolila" jak Warszawe w 45 r. Do tego pogwalcila zbiorowo niektore wiezniarki, niektore na smierc, zwlaszcza Francuzki.
    •  
      "73 lata temu wyzwolono obóz Auschwitz" Przypomnienie dla "Wprost" niemiecki obóz Auschwitz.Każdy Polak ma w swojej rodzinie kogoś ,kogo zamordowali niemieccy barbarzyńcy Dokonali zbrodni wobec ludzkości tak obrzydliwej i wielkiej że dziś ich potomkowie nie mogą się pogodzić z tym że ich naród zszedł na taki poziom zbydlęcenia.Ale że "niedaleko pada jabłko od jabłoni" zaczęli zrzucać swoje winy na ofiary swych zbrodni,dlatego trzeba być precyzyjnym by nie ułatwiać zakłamywania historii temu narodowi psychopatycznych morderców i złodziei.
      • Nie dziwię się zdziwieniu Rosjan. Oni tak nie męczyli ludzi jak Niemcy. Rosjanie kulturalnie strzelali w tył głowy.
        • berta IP
          Ewa Błaszczyk - Orszaki, dworaki yt
          Idź i patrz / Come and see / Иди и смотри (1985) Lektor PL
          • ajwaj aleluja i do przodu IP
            dlaczego bo nie trawie tranzystorów ha ha ah PONOĆ CNOTLIWYCH HA AH AH