Z Wyspy Fałszerzy nad Wisłę - historia Pinkertona

Z Wyspy Fałszerzy nad Wisłę - historia Pinkertona

Pierwotne logo Agencji Pinkertona
Pierwotne logo Agencji Pinkertona / Źródło: American School Art Library
Historia agencji Pinkertona zaczęła się w romantycznych czasach i romantycznych okolicznościach, ciężko chyba o lepszy przykład realizacji etosu american dream. Allanowi Pinkertonowi – jej założycielowi – zawdzięczamy nie tylko współczesną detektywistykę.

W czasie, kiedy na ziemiach polskich powstawała pierwsza linia kolejowa, w Pilźnie uwarzono pierwsze jasne piwo, a Karol Dickens kończył „Opowieść Wigilijną”, Allan Pinkerton i jego żona Joan, szkoccy emigranci uciekający przed nędzą Starego Świata leżeli na plaży Sable Island niedaleko Halifaksu w Kanadzie. Statek, którym płynęli z Europy rozbił się, a młodzi Pinkertonowie zostali obrabowani z resztek dobytku przez miejscowych Indian. Allan miał w rękach fach bednarza, dzięki czemu, po dalszej ciężkiej przeprawie, para mogła się osiedlić na farmie w Illinois i spróbować szczęścia wśród innych imigrantów. Mimo, iż interes przedsiębiorczego Szkota kwitł, to nie jako producent beczek zapisał się na kartach historii. Podczas jednej z wypraw łodzią po beczkowe drewno na rzeczną wyspę odkrył kryjówkę fałszerzy monet i dokumentów finansowych. To niepozorne wydarzenie było w istocie punktem zwrotnym w historii prywatnego wywiadu. Allan Pinkerton właśnie podłożył podwaliny pod nowe gałęzie gospodarki: wywiad gospodarczy i prywatną detektywistykę. Sam wywiad – gospodarczy, czy wojskowy - jest stary, jak świat. Allana Pinkertona jednak uważa się za tego, który jako pierwszy zaoferował usystematyzowane usługi wywiadowcze i detektywistyczne dla przedsiębiorców i osób prywatnych.

Na Wyspie Fałszerzy Allan Pinkerton we współpracy z miejscowym szeryfem aresztowali bandę zaskoczonych rzezimieszków. Inteligentny, cierpliwy i wnikliwy bednarz stał się – na razie – lokalną sławą, aby z czasem stać się inspiracją dla prywatnych detektywów, śledczych policji i agentów wywiadu. Dzięki kolejnym błyskotliwym sukcesom w walce z lokalnymi złodziejami i fałszerzami w stanie Illinois, szybko dorobił się stanowiska zastępcy szeryfa w dynamicznie rozwijającym się Chicago, a jego talenty mogły rozwinąć prawdziwy potencjał. Jego wykrywalność przestępstw biła wszelkie wcześniejsze rekordy i budziła zdumienie nawet najbardziej doświadczonych policjantów. Z brutalnej pracy chicagowskiej policji przeszedł jednak do Poczty Amerykańskiej, gdzie jako „przykrywkowiec” – sortowacz poczty nakrył nieuczciwego pracownika na kradzieży z listów niebagatelnej wówczas sumy 3738 dolarów. Przestępca okazał się być na dodatek bratankiem samego naczelnika poczty. Kolejne sukcesy przyniosły Pinkertonowi prestiż, pochwały władz, honorowe tytuły i nagrody. Pinkerton wszakże nigdy nie uciekał od rozgłosu w prasie – od początku pieczołowicie pielęgnował zasłużoną dobrą reputację, chętnie nagłaśniał swoje sukcesy, budował renomę i po prostu dbał o marketing. Już w 1850 r. mógł on sobie pozwolić na założenie własnej prywatnej agencji detektywistycznej. W spółce ze znajomym adwokatem otworzyli biuro w centrum Chicago. Małe biuro reprezentujące nieznaną szerzej branżę rozwijało się powoli. W czasach, kiedy nie było FBI, ani żadnej międzystanowej policji, czy organów śledczych, Pinkerton’s National Detective Agency, jak się nazywała wówczas firma byłego bednarza, znalazła swoją niszę. Zachodnie pogranicze Stanów Zjednoczonych, jakim było wówczas kilkudziesięciotysięczne Chicago, było tyglem skupiającym wszelkiej maści przestępców, łotrów i krętaczy.

Pinkerton nie szukał już jednak pracy na koszt podatnika. Jego agencja miała świadczyć usługi dla klientów biznesowych i korporacji chcących zminimalizować straty z tytułu różnych czynników ryzyka – zarówno zagrożeń zewnętrznych, jak i tych pochodzących z wewnątrz przedsiębiorstwa. Ten model biznesowy firmy nie zmienił się w swoim zasadniczym założeniu do dziś. Największe ówczesne korporacje – koleje oraz spółki telegraficzne i górnicze miały mnóstwo problemów z rabunkami, nieuczciwymi pracownikami, czy wewnętrznymi nadużyciami. Pinkerton kreował swoją agencję, jako straż prywatnej własności, głosząc wartości uczciwości, czujności i znakomitości działania. Mottem firmy stało się hasło „We never sleep” („Nigdy nie śpimy”), a znakiem firmowym otwarte ludzkie oko. Firma nie przestała być konserwatywna w kwestii tej symboliki. „Prywatne oko” do dziś jest synonimem prywatnego detektywa w USA.

O historii Agencji Pinkertona przeczytać można w wielu książkach na temat dziejów szpiegostwa przemysłowego. Pojawia się ona niemal zawsze, kiedy mowa o współczesnym wywiadzie korporacyjnym. Dla innych, pinkertonowcy to strażnicy Dzikiego Zachodu, coś na kształt prywatnej policji, której legenda wrosła przez wiele dekad w krajobraz Stanów Zjednoczonych, w podobnym stopniu jak rewolwerowcy, Indianie, czy poszukiwacze złota. Agenci Pinkertona są wyczuleni na nazywanie ich szpiegami gospodarczymi, gdyż kierują się rygorystycznym kodeksem etycznym, gdzie uczciwość i nieskazitelność są najwyżej cenionymi atrybutami, a działanie w granicach obowiązującego prawa jest bezwzględnie przestrzegane. Allan Pinkerton twierdził, że praca detektywa to „misja szlachetna i zaszczytna”, a przestępcy doskonale wiedzieli, że jego dobrze opłacani agenci są niewrażliwi ani na łapówki, ani negocjacje, ani nawet nie interesują ich nagrody.

Agencja Allana Pinkertona wkrótce znalazła klientów wśród największych amerykańskich przedsiębiorców. Były wśród nich przewożąca cenne ładunki American Express Company, ogólnokrajowa kolej Pennsylvania Railroad, czy Western Union, która instalowała w całym kraju sieć stacji telegraficznych. Dla tej ostatniej agenci Pinkertona rozpracowali nieuczciwych pracowników, którzy przesyłali fałszywe depesze na Wall Street w celu spekulacji kursami. Wkrótce do Pinkertona zaczęło trafiać większość śledztw samego Departamentu Sprawiedliwości, gdyż tylko on i jego ludzie mogli się nimi skutecznie zająć. Pinkerton nie bał się nowinek technicznych, skutecznie wprowadzając do śledztw takie narzędzia, jak aparat fotograficzny, czy telegraf. To agencja wymyśliła zdjęcia twarzy oszustów, które dały początek kartotekom policyjnym. W 1864 agenci Pinkertona doprowadzili do aresztowania w Kalifornii nieuczciwego maklera giełdowego, który próbował podsłuchiwać linie telegraficzne i wykorzystywać biegnące nimi informacje na giełdzie. Wyrafinowane metody przestępców korporacyjnych najczęściej przerastały możliwości zbiurokratyzowanej policji. Organy ścigania ledwo radziły sobie z utrzymaniem porządku publicznego, nie miały nigdy wystarczających sił i środków do zapewniania finansowego bezpieczeństwa biznesu, co wymagałoinnych sposób działania. W jakimś stopniu jest to też bolączką współczesnych przedsiębiorców, co stale utrzymuje na rynku popyt na prywatne usługi wywiadowcze.

Allan Pinkerton i jego ludzie mieli w zanadrzu szeroki wachlarz nowatorskich metod operacyjnych, jako ulubione stosując złożone operacje pod przykryciem. Do infiltracji eleganckich salonów agencja Pinkertona wykorzystywała kobiety, co było bardzo innowacyjnym wówczas posunięciem. Kate (Kitty) Warne była autorką wielu spektakularnych sukcesów agencji, a sam Allan Pinkerton, zachwycony jej niespodziewanymi przez niego sukcesami, ustanowił w firmie cały dział kobiet-agentek. W konserwatywnym społeczeństwie przełomu wieków kobiety były szczególnie niezastąpione w nawiązywaniu relacji z innymi kobietami i pozyskiwaniu od nich informacji. Ponadto nie wzbudzały takich podejrzeń, jak mężczyźni. Nawet, kiedy Kitty została przyłapana na gorącym uczynku przez konfederackich żołnierzy, potraktowano ją bardzo łagodnie, gdyż nikomu wówczas nie mieściło się w głowie, iż mogła by być doświadczonym wywiadowcą. Agencja Pinkertona była również prekursorem w dziedzinie bardzo nowoczesnej jak na tamte czasy dokumentacji i imponujących baz danych. Powstałe później FBI bezpośrednio wzorowało się na metodach organizacyjnych Pinkertona.

Agencja Pinkertona ścigała najsłynniejszych przestępców i gangi Dzikiego Zachodu, chroniła przed napadami pociągi i banki, tropiła przestępców korporacyjnych, a w czasie wojny secesyjnej pełniła rolę agencji wywiadu wojskowego, a nawet osobistej ochrony prezydenta Lincolna. Prezydent znał Pinkertona jeszcze z czasów swojej kariery prawniczej i bardzo szanował jego kompetencje. Abraham Lincoln wprawdzie zginął w zamachu, ale w czasie kiedy nie był już chroniony przez pinkertonowców. Wcześniej, na samym początku jego burzliwej prezydentury detektywi Pinkertona skutecznie udaremnili jeden z planowanych zamachów na niego.

Niezwykle skuteczne działania Pinkertona i jego agentów, zwanych po prostu pinkertonami lub pinksami stały się iskrą zapalną do powstania FBI, amerykańskiego wywiadu wojskowego, ale także agencji detektywistycznych i ochrony. Znaczenie i rozpoznawalność Agencji w latach ‘80 XIX wieku było już ogromne. Znamienne, iż firma zatrudniała więcej uzbrojonych ludzi, niż służyło w armii USA. Ciemną stroną w historii działania agencji był niespokojny okres w latach ‘90 XIX wieku, kiedy przylgnęła do nich etykieta łamistrajków. Choć Agencja starała się trzymać z daleka od spraw obyczajowych, skandalów, polityki i związków zawodowych, nie udało jej się to ostatnie. Znalazłszy się między młotem a kowadłem, czyli między wynajmujących ich do pilnowania bezpieczeństwa i porządku korporacjami, a agresywnie strajkującymi związkami zawodowymi górników i kolejarzy, pinksi wplątali się nie jeden raz w brutalne starcia tracąc nie tylko agentów, ale i nieskazitelną do tej pory reputację. U schyłku XIX wieku agencja znalazła się w kryzysie. Amerykańskie państwo krzepło, a zamiast kolejnych wspólnych przedsięwzięć, na fali skandalów bójek ze związkowcami, zakazała zatrudniania przez rząd agencji Pinkertona i innych powstałych podobnym jej firm. Prawo to jednak wkrótce okazało się martwe. A gdy w obliczu II wojny światowej Amerykę ogarnął strach przed sabotażystami i agentami wrogich wywiadów, oddziały pinksów zapewniały ochronę infrastruktury krytycznej, elektrowni, lotnisk, fabryk.

Agencja Detektywistyczna Pinkertona świetnie prosperowała pod zarządem synów Allana, po tym jak ich ojciec zmarł w 1884 roku w wyniku… zakażenia z powodu poślizgnięcia i ugryzienia się w język. Tak jak kolej żelazna umożliwiła firmie podbój kontynentu amerykańskiego, tak statki parowe otworzyły jej możliwości globalne. Pinkertoni zaczęli zdobywać sławę w Londynie, Paryżu i w całej Europie. W 1965 r. Pinkerton stał się spółką publiczną, a wkrótce, po stu latach Agencja przestała być firmą rodzinną. W 1999 roku przejęta została przez szwedzkiego Securitasa, globalny koncern zatrudniający ćwierć miliona pracowników na całym świecie. Pinkerton już dawno przestał być monopolistą w swojej branży, niemniej wciąż jest jednym z najważniejszych światowych graczy na rynku szeroko definiowanego konsultingu dla biznesu i bezpieczeństwa. Posiadając filie na całym świecie, oferuje swoim klientom zarządzanie ryzykiem, wyspecjalizowane usługi ochroniarskie i zwalczanie nadużyć wewnątrz korporacji. Filozofia firmy pozostała więc ta sama od czasów Allana Pinkertona, a zamiast agenta z winchesterem poruszającego się konno, czy parowozem, pinksi są dziś raczej konsultantami pod krawatem, tak jak dawniej stawiającymi bezpieczeństwo biznesu klienta na pierwszym miejscu.

Legenda prywatnego wywiadu postawiła swoje kroki również w Polsce, choć dopiero w ostatnim czasie. Konsulting w zakresie zarządzania ryzykiem jest nad Wisłą młodą branżą, rozwijającą się jednak dynamicznie. Jedną z pierwszych firm na polskim rynku była IBBC, założona przez młodego detektywa Bartosza Pastuszkę 10 lat temu. Wartość swojej firmy budował podobnie, jak Allan Pinkerton, czyli budując unikatowy zespół ekspertów. Prężnie działająca firma szybko zaczęła nawiązywać współpracę z coraz większymi klientami – przedsiębiorcami z Polski, ale też tymi zagranicznymi, którzy nie mogli pozwolić sobie na wysokie ryzyko inwestowania w trudnym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. IBBC wkrótce zdobyło zainteresowanie Szwedów z Seccredo, części Securitasa zajmującej się zarządzaniem ryzykiem biznesowym. Następnym etapem dla IBBC była zmiana barw na pinkertonowskie. Polscy przedsiębiorcy zwracają się do polskiego Pinkertona z problemami różnego typu, traktując firmę, jak lekarza pierwszego kontaktu. Najczęstsze zlecenia, to weryfikacje wiarygodności i reputacji podmiotów, z jakimi przychodzi klientom nawiązywać relacje, śledztwa i audyty w sprawach nadużyć w firmach, sprawdzenia uczciwości pracowników i kandydatów do pracy, wykrywanie zagrożeń technicznych (np. zainstalowanych podsłuchów), pomoc w odzyskiwaniu trudnych długów, czy badanie konkurencji. Kiedy na zdobywanie przewagi informacyjnej jest już za późno, firma podejmuje się też zarządzania kryzysowego, a także rozwiązywania sporów i trudnych sytuacji w organizacjach. Konsultanci IBBC/Pinkertona działają dyskretnie, dzięki czemu nie narażają korporacji na kryzys wizerunkowy, który mógłby zostać spowodowany ujawnieniem przypadków korupcji na zewnątrz. Dyskrecja współczesnych pinksów, to coś co odróżnia ich od szablonowych działań koncernów doradczych z tzw. wielkiej czwórki.

Parowozy i telegraf zastąpione zostały przez samoloty i Internet. W epoce globalizacji i big data polscy pinkertoni przy większości zleceń od swoich klientów muszą działać nieszablonowo i elastycznie, sprawnie poruszać się w analizie informacji, nowych technologiach, rozpoznawaniu przypadków prania pieniędzy w rajach podatkowych, czy nadużyciach wykraczających poza granice kraju. Niezastąpione wciąż od czasów Allana Pinkertona są przy tym siatki kontaktów osobowych. Polski Pinkerton może liczyć na ekspertyzy zatrudnionych przez siebie specjalistów kluczowych branż, prawników, analityków informacji ogólnodostępnych, czy detektywów śledczych. Globalne koncerny mają globalne problemy, toteż mający obecnie główną siedzibę w Ann Arbor nieopodal Detroit Pinkerton, wyznaczył polskiej filii odpowiedzialność za interesy swoich klientów w obrębie Europy Środkowej i Wschodniej. Ten niespokojny region można w pewien sposób porównać do tego, w którym Allan Pinkerton zaczynał swoją działalność, tj. Zachodniego Pogranicza kształtujących się USA. Napady na pociągi są tu może rzadsze, ale nie wyłudzenia VAT, pranie pieniędzy, kradzieże transportów, kwitnący rynek podróbek, czy szalejąca korupcja w korporacjach.

Historia w tym sensie zatoczyła koło.


Tomasz Kapuściński

Czytaj także

 0

Czytaj także