Historia pożarnictwa w pigułce. Jak przez wieki radzono sobie z ogniem?

Historia pożarnictwa w pigułce. Jak przez wieki radzono sobie z ogniem?

Jan van der Heyden – sikawki wężowe – rok 1690 (domena publiczna)
Jan van der Heyden – sikawki wężowe – rok 1690 (domena publiczna) / Źródło: domena publiczna
W tym roku obchodzone jest 25-lecie Państwowej Straży Pożarnej, a niedawno świętowany był Dzień Strażaka, przypadający na 4 maja, w dniu świętego Floriana. Warto przyjrzeć się temu, jak na przestrzeni wieków walczono z żywiołem, który nierzadko mógł oznaczać zagładę dla całego miasta.

Początkiem cywilizacji był ogień, dzięki któremu – niezależnie od jego dwoistości – człowiek dotarł aż do XXI wieku. Ogień z jednej strony przyczynił się do technologicznego rozwoju ludzkości, z drugiej zaś, jako żywioł niszczycielski, do wielu tragedii, śmierci, strat materialnych, a czasami – upadku miast. Twoja to rzecz się dzieje, gdy płonie ściana sąsiada. A lekceważone pożary zwykły przybierać na sile – pisał kronikarz Wincenty Kadłubek (Mistrz Wincenty Kadłubek. Kronika Polska. Tł. Brygida Kürbis. Diepholz 2010, s. 119).

Inaczej, choć równie prawdziwie, wypowiedział się Teodor (Fiodor) Tiutczew, dziewiętnastowieczny rosyjski dyplomata i poeta:

„Pod żywiołem oszalałym
Co rozpętał się zdradziecko
Człowiek samotny oniemiały
Stoi jak bezradne dziecko”

Jakub Haur (1632-1709), polski popularyzator wiedzy rolniczej, w traktacie „O czterech żywiołach”, pisał, że ogień jest dobrodziejstwem dla człowieka, ale również bywa szkodliwy osobliwie tym, którzy go jakim głupstwem albo nieostrożnością używają (J.K. Haur, Skład abo skarbiec znakomitych sekretow oekonomiey ziemianskiey. Kraków 1693, s. 89). Jednak – będąc dzieckiem swojej epoki – przekonywał, że skutecznymi środkami zwalczania pożarów są: modlitwy, chleb św. Agaty wrzucany do ognia oraz supliki zanoszone do patrona od ognia i chroniącego przed pożarem – św. Floriana.

Władysław Smoleński (1851-1926), profesor historii Uniwersytetu Warszawskiego, krytykując brak wiedzy w społeczeństwie polskim i jego zabobonną wiarę, uzupełniał tę listę o obchodzenie pożaru przez księży z najświętszym sakramentem oraz miłosierdzie Boskie (W. Smoleński, Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII. Studya historyczne. Kraków-Petersburg 1891, s. 8).

Zapoczątkowana w końcu XVIII wieku zmiana świadomości w rozumieniu pożaru, jako zjawiska fizyko-chemicznego, i jego zwalczania zawarta jest między innymi we wstępie do „Ustawy ogniowej” ustanowionej dla koszar królewskich kadetów w Warszawie w roku 1773, gdzie zdecydowanie wyrażono opinię, że pożar, w przeciwieństwie do tego, co głoszono nie tylko w Średniowieczu, nie jest karą Boską za grzechy, ale wynika z ludzkiej nieuwagi, opieszałości i gnuśności (Ustawa względem ognia dla koszar do korpusu kadetow JKMci y Rzpltey należących z wyraźnego rozkazu JKMci publikowana, Warszawa 1773, k. 1).

Pierwsze narzędzia ogniowe

Najdłużej stosowanymi narzędziami gaśniczymi są wiadra, dawniej drewniane lub skórzane –beczki i stągwie oraz bosaki i siekiery przeznaczone do rozrywania konstrukcji budynku, i oczywiście drabiny. Używano także namoczonych wodą płacht, najpierw skórzanych, a później wojłokowych, do ochrony dachów budynków sąsiednich.

Przez setki lat technika pożarnicza ograniczała się do narzędzi najprostszych i najpowszechniej stosowanych. Nie pamiętano lub nie znano antycznego urządzenia, ręcznej pompy Ctesibiusa (285-228 r.p.n.e), greckiego konstruktora i wynalazcy, bardzo podobnej do znacznie późniejszej konstrukcji Herona (10-70 r.n.e.) z Aleksandrii w dawnej Polsce zwanej sikawką ogniową. To właśnie ona podlegała największym przeobrażeniom konstrukcyjnym, aby później stać się wyznacznikiem rozwoju techniki pożarniczej.

Do szerszej znajomości jej konstrukcji i stosowania przyczyniło się dzieło Marka Witruwiusza (81 p.n.e-15 n.e), rzymskiego architekta i inżyniera wojskowego – „O budownictwie ksiąg dziesięć” – gdzie w rozdziale „O machinie Ktezibiusza, która jak najwyżej wodę podnosi” znalazł się także opis pompy do gaszenia pożarów, która mogła być używana przez rzymskich wigilów, członków „millitia vigilum”. W polskim przekładzie nie zamieszczono jej rysunku, ale można go odnaleźć w dziele Federico Commandino (1509-1575: włoski humanista, matematyk, tłumacz).

Zanim Europejczycy „przypomnieli” sobie o skuteczniejszym niż „strzykawka” urządzeniu do gaszenia pożarów, podobnego do pompy Ctesibiusa i Herona, ich rozwiązania były do XVI w. mogły być znane tylko z dzieła arabskiego uczonego Al-Jazarii ibn al-Razzaz (1136-1206) wynalazcy, konstruktora, matematyka i artysty. Na drodze do szerszej znajomości tej konstrukcji przyczyniła się nie tylko nieznajomość arabskiego autora i jego prac, a także rodzaj dokumentu źródłowego – nośnika informacji. Do upowszechnienia osiągnięć naukowych i technicznych przyczynił się dopiero druk, dzięki któremu Europa dowiadywała się o nowościach dużo łatwiej i powszechniej niż z dokumentów rękopiśmiennych.

Spuścizna po czasach antycznych

Najstarszym, jak się wydaje, drukowanym źródłem zawierającym opis i rysunek sikawki ogniowej jest dzieło Jacquesa Bessona (1530-1573) francuskiego matematyka, konstruktora i wynalazcy, wydanego w 1578 roku. Porównując konstrukcje Ctesibiusa i Bessona widać zasadniczą między nimi różnicę: zamiast tłoków do wytworzenia i nadania prędkości przepływowi wody zastosował śrubę. Rozwiązanie to, jako mało skuteczne nie znalazło późniejszego zastosowania.

Do istotnego rozwoju w europejskiej technice pożarniczej przyczyniły się prace Hansa Hautscha (1595-1670), Georga Boecklera/Böcklera (1617-1687), Jana van der Heydena (1637-1712) – niekiedy nazywanego holenderskim Canaletto, Heinricha Zeisinga (?-1610) i Bernarda de Belidora (1698-1761).

Wszyscy ci konstruktorzy, choć w podobny sposób, przekształcili i udoskonalili konstrukcję antycznego inżyniera, tworząc urządzenia mniejsze, do przenoszenia, i większe, zwane w Polsce wozowymi, do przewożenia zaprzęgami konnymi. Mimo pojawiania się coraz doskonalszych pomp – bardziej wydajnych i o większym zasięgu strumienia wody – nadal były używane te proste, jednotłokowe pompy, zwane „strzykawkami”, wykonywane z drewna lub mosiądzu. Charakteryzowały się one małą wydajnością i praktycznie mogły być używane tylko do gaszenia niewielkich zarzewi ognia i dlatego, na przykład w przypadku pożaru kamienicy, nie przynosiły większych skutków. Wynikało to z tego, że ich pojemność wynosiła zaledwie 3 – 5 litrów, choć bywały także większe 10- i 20-litrowe, ale i one także nie były skuteczne.

Narzędzia ogniowe w Polsce

W Polsce były one znane od co najmniej pierwszej połowy XVI w., jeśli nie od jego początku. Świadczy o tym zamówienie stu takich sikawek po pożarze Wilna w 1542 r. u krakowskich rzemieślników Johana i Stanisława Kłodownickiego, w cenie 15 groszy za jedną. Innym świadectwem ich obecności w tym samym okresie, tym razem w Warszawie, jest uchwała rady miejskiej z 1548 r. „Constitutio de incendio”.

Pierwszy polski opis sikawki ogniowej, wraz z rysunkiem, znajduje się w dziele Stanisława Solskiego (1622-1701), matematyka, architekta, autora dzieła o maszynach i geometrii. To siedemnastowieczne dzieło, „Architekt Polski”, zawiera szczegółowy opis konstrukcji wykonanej z drewna (dębu, gruszy i śliwy), nie wyłączając części ruchomych jak tłoki i prądownica (rura QR). We wstępie, autor informował czytelników, że wiele miast posiada maszyny do gaszenia – Instrument bardzo wygodny, zwłaszcza gdzie ogień przystąpić nie dopuści [...] i ciska wodę na najwyższe dachy (S. Solski, Architekt Polski to iest nauka ulzenia wszelkich ciezarow. Kraków 1690, s. 189).

Ponad 80 lat później, Józef Osiński (1738-1802) pedagog, autor wielu dzieł z zakresu fizyki, mechaniki i elektryczności, w podręczniku „Fizyka doświadczeniami potwierdzona” opisuje urządzenie do „zalewania ognia” z wężami tłoczącymi wodę, przypominające rozwiązania Jana van der Heydena (węże umożliwiały doprowadzenie wody do wnętrza palącego się budynku): Gdy więc ogień pokaże się naczynie wodą napełniają, która pompami złożonemi na przemian pędzona […] wypada i ogień zalewa […] rurkę dla tego daią skórzaną [wąż], aby woda w każdą stronę mogła bydź obrócona – wyjaśniał Osiński._

Najpowszechniejszymi konstrukcjami był maszyny obsługiwane przez dwóch lub czterech pompiarzy. Aby zwiększyć ich skuteczność, budowniczowie proponowali urządzenia obsługiwane nawet przez kilkunastu mężczyzn. Efektywność sikawki w XVIII wieku, można było ocenić na podstawie wytycznej, która brzmiała: Sikawki naylepsze są takie, które blisko trzy beczki wody w iedney minucie do 60. lub 70. stóp w górę wyrzucać mogą [17-20 m] (Valentiner, O sposobach naywłaściwszych zapobiegania szkodom z pożarów mogących wyniknąć po wielkich miastach. Nowy Pamiętnik Warszawski 1803 T. 29, nr 26, s. 206).

Niezwykle rzadko występującym w polskiej ikonografii przedstawieniem sikawki ogniowej jest rysunek Jana Pawła Norblina „Pożar Pałacu Rzeczypospolitey” w roku 1782. Widać na nim akcję gaszenia, gdzie najbardziej zwraca uwagę tłum ciekawskich. Autor centralnie umieścił sikawkę wozową wężową i pracujących pompiarzy oraz ludzi ratujących z pałacu przedmioty i dokumenty. O wydarzeniu tym obszernie donosiła „Gazeta Warszawska” z 18 grudnia 1782 roku. Paliło się poddasze bo jak widać, węże „wchodzą” do wnętrza budynku.

Jedną z najstarszych polskich norm prawnych dotyczących narzędzi gaśniczych i mającą znaczenie ogólnokrajowe, jest zamieszczony w zbiorze konstytucji z roku 1632 ciekawy zapis powtarzany w roku 1648, 1669, 1674 i 1678. Dokument ten, „Porządek na seymie elekcyi między Warszawą a Wolą [...]”, w punkcie 18 ustalał zasady dotyczące narzędzi ogniowych zobowiązując wszystkich gospodarzy i właścicieli domów do posiadania naczyń napełnionych wodą, bosaków, drabin i „innych rzeczy do tego należących”. Nakazywano, aby w rynkach przy kuchniach polowych, stawianych podczas obrad sejmowych, znajdowały się także beczki i stągwie z wodą, za co odpowiedzialni byli marszałkowie. W przypadku nieposzanowania tych zasad groziła kara czternastu grzywien, a każdy niszczący narzędzia ogniowe karany był sześciotygodniowym więzieniem z jednoczesnym wynagrodzeniem szkody.

Wraz z rozwojem miast, gdy zwiększała się liczba mieszkańców budynków, wzrastała liczba potencjalnych źródeł pożarów i narzędzi do ich gaszenia Ustalano miejsca przechowywania sprzętu i zwracano większą uwagę na jego stan techniczny, a także wyznaczono urzędników za to odpowiedzialnych. Za dowożenie wody i dużych sikawek wozowych odpowiadały nie tylko cechy jak na przykład piwowarów, ale także konfraternie furmanów i fiakrów oraz poczta – organizacje dysponujące własnymi lub wynajętymi końmi. Pod koniec XVII stulecia większe miasta polskie miały urządzenia gaśnicze.

Do końca XVIII wieku to władze miejskie i cechy kupowały narzędzia ogniowe, zwłaszcza te najdroższe – sikawki przenośne (wiadrowe) i przewoźne (wozowe). Natomiast mieszczanie sami musieli wyposażać swoje kamienice i warsztaty w najprostsze sikawki typu „strzykawka”, drabiny (krótsze), bosaki i naczynia z wodą.

W stuleciach XVI-XVIII organizacja ochrony przeciwpożarowej miast była regulowana przez ordynacje ogniowe, zwane także porządkami ogniowymi. Jednym z ciekawszych dokumentów jest warszawski „Porządek ogniowy” ustanowiony przez marszałka Stanisława Lubomirskiego w roku 1779, dotyczący Starej i Nowej Warszawy oraz wszystkich jej jurydyk (Porządek ogniowy w Warszawie od marszałka Wielkiego Koronnego na mocy prawa ustanowiony 1779).

Według „Porządku” w mieście, oprócz 24 studni publicznych, znajdowało się 75 stągiew, 14 sikawek wozowych (w tym kilka wężowych, 15 sikawek wiadrowych, 142 mosiężnych sikawek typu „strzykawka”, 366 wąworków (wiader), 102 bosaki i 42 drabiny. W „Porządku” po raz pierwszy, wzorem innych miast, wprowadzono zasady znakowania sprzętu, co miało pomóc w utrzymaniu porządku i ułatwić jego kontrolę.

Interesującym wydarzeniem, godnym prasowego odnotowania, a to z powodu jego głównego bohatera, była prezentacja narzędzi ogniowych przeznaczonych dla Zamku Królewskiego w Warszawie:

„Dnia 8 września; Król Jmć P.N. Miły [Stanisław August Poniatowski] w przeszły wtorek po obiedzie [...] raczył oglądać sikawkę nowo inwentowaną dla prędszego zalania ognia; tudzież drabinę z Anglii zapisaną, żeby z każdego piątra mogli się ludzie w pożarze (gdy iuż przez schody uciekać dla ognia nie można) przez okno bezpiecznie salwować; oraz inne do porządku bronienia podczas pożaru potrzebne statki, z rządu teraźnieyszey tegoż Jmci pana Marszałka WXLit. [Władysław Gurowski] juryzdykcyi obmyślone” („Gazeta Warszawska” 1787, nr 72).”

Owe nowe nabytki nie były przeznaczone li tylko na potrzeby Zamku Królewskiego. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, od ośmiu lat narzędzia ogniowe składowane w zamku mogły być dysponowane do pożarów w obu miastach, Starej i Nowej Warszawie. Na mocy zapisów „Porządku ogniowego” ustanowionego przez marszałka Wielkiego Koronnego Stanisława Lubomirskiego i, jak zapisano, dzięki przychylności króla:

„Do tak potrzebney ustawy J.K.Mść Pan Nasz Miłościwy, doznawszy dotąd zawsze ratunek [wykaz pożarów Warszawy znajduje się w pracy B.Ulicki, Pożary w dawnej Warszawie, lata 1260-1795. Maszyn. Warszawa 2016] łaskawie z Zamku swego Królewskieg, determinować raczył w przystawieniu do pożaru ogniowego sikawek wielkich wozowych z wszelkim porządkiem trzy, sikawek ręcznych sześć, kubełków czyli wąworków sto siedm [!], szturmafasów czyli stągiew [szturmfasa z języka niemieckiego: stągiew w kształcie beczki, ale zamiast jednego dna miała zdejmowaną pokrywęz uchwytami] z wszelkim porządkiem cztery, bosaków ośm, siekier trzy, drabin trzy, oskard ieden, dziubas ieden y motykę iednę” (Porządek ogniowy w Warszawie od marszałka wielkiego koronnego na mocy prawa ustanowiony. [Warszawa] po 29.05.1779, [k. 12]).”

W połowie XIX stulecia, już pod władzą zaborców, pojawiają się pierwsze przepisy normalizujące wymagania techniczne dla sprzętu gaśniczego używanego we wszystkich jednostkach administracyjnych. Na przykład w „Zbiorze przepisów administracyjnych Królestwa Polskiego” z roku 1866 odnajdujemy te dotyczące beczek pożarowych i ich przechowywania (w roku 1843 i 1852), a w przypadku sikawek ogniowych, wytyczne do ich budowy oraz sugestię cen i wymienionych z nazwy dostawców zatwierdzenie przez władze.

Siła pary

Techniczny przewrót w XIX wieku sprawił, że pojawiły się pierwsze pompy gaśnicze napędzane silnikami parowymi, co było ogromną zmianą w technice pożarniczej, ale nadal były one dowożone zaprzęgami konnymi. Koniec tego stulecia to okres, w którym powstały bardziej nowoczesne maszyny – samojezdne sikawki parowe – by już w następnych latach ustąpić konstrukcjom z silnikami spalinowymi.

Ciekawostką jest fakt, że w dobie rewolucji technicznej odnotowano społeczny aspekt zamiany sikawek ręcznych na parowe. Angielski konstruktor i producent, John Braithwaite, spotkał się z tak silnym protestem ówczesnych strażaków wobec nowinki technicznej, że musiał zaprzestać produkcji nowych urządzeń, choć sprawdziły się one podczas kilku pożarów i miały swoich odbiorców w Niemczech i Rosji. Sikawki starego typu były bardzo proste w budowie i obsłudze, parowe zaś miały skomplikowaną konstrukcję, pełną zaworów, pokręteł, zegarów: były buchającą ogniem „piekielną” maszyną (pierwsze lokomotywy parowe przez długi czas też budziły opór, a często i strach).

Warto zauważyć, że wobec wielu set lat używania sikawek ręcznych (przenośnych i przewoźnych), rewolucja techniczna szybko doprowadziła do pojawienia się pierwszych samochodów pożarniczych – nawet z pompami gazowymi, a era maszyn parowych odeszła w przeszłość. Okres ten był bardzo krótki i wynosił zaledwie około 70 lat.

Pompy parowe znalazły się w wyposażeniu „polskich” straży ogniowych dość szybko, bo już na początku drugiej połowy XIX wieku. Przykładem może być jednostka warszawska, która pierwszą sikawkę parową otrzymała w roku 1864, ale już w roku następnym dokupiono dwie następne. Były one obsługiwane przez trzech maszynistów, trzech podoficerów i dwunastu strażaków. Jednak burzliwy rozwój urządzeń z silnikami, najpierw parowymi, a później spalinowymi, nie całkowicie wyeliminowały ręczne sikawki o konstrukcjach wywodzących się z XVII w. Wspomniana warszawska straż ogniowa, w XIX wieku, oprócz nowoczesnych urządzeń miała także dwadzieścia dwie konne sikawki wozowe z ręcznymi pompami.

Mimo znacznego postępu techniki, konstrukcje te był używane jeszcze w połowie wieku XX, o czym mogą świadczą stare fotografie i wydawnictwa jubileuszowe, zwłaszcza ochotniczych straży pożarnych. Dzisiaj, oprócz sal muzealnych, można je zobaczyć jako działające urządzenia na pokazach historycznych i modele w kolekcjach zbieraczy-hobbystów.

Autorem tekstu „Od sikawki ręcznej do sikawki parowej, czyli jak kiedyś gaszono pożary” jest Bogusław Ulicki. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

Czytaj także

 0