Unikatowe świadectwo ujrzało światło dzienne. Odczytano gryps członka Sonderkomanda z Auschwitz

Unikatowe świadectwo ujrzało światło dzienne. Odczytano gryps członka Sonderkomanda z Auschwitz

Członkowie Sonderkommando palący zwłoki węgierskich Żydów zamordowanych w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau, sierpień 1944
Członkowie Sonderkommando palący zwłoki węgierskich Żydów zamordowanych w komorach gazowych Auschwitz-Birkenau, sierpień 1944 / Źródło: Domena publiczna
Niemieckie media, m.in. „Der Spiegel” i „Deutsche Welle” donoszą o odzyskaniu niezwykle cennego dokumentu. Chodzi o gryps Żyda pochodzenia greckiego, który był członkiem Sonderkommanda w niemieckim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau.

Notatki zostały napisane prawdopodobnie w listopadzie 1944 roku przez Marcela Nadjariego, pochodzącego z Salonik żydowskiego kupca. Zapiski zostały odnalezione lata temu w poblizu krematorium III. Notatki znajdowały się w termosie owiniętym w skórzaną kurtkę i były częściowo nieczytelne. „Codziennie doświadczamy rzeczy, których ludzie nie są w stanie sobie wyobrazić” – relacjonował członek Sonderkommando, specjalnego oddziału utworzonego do pomocy przy akcjach eksterminacyjnych, m.in. przy obsłudze krematoriów i komór gazowych.

Nadjari szczegółowo opisał, jak dochodziło do kaźni – z jego słów wynika, że więźniowie byli upychani w komorach gazowych „jak sardynki”. „Pod ogrodem znajdowały się dwie bezkresne piwnice – jedna przeznaczona do rozbierania się, a druga to była komora śmierci. Ludzie wchodzili do niej nago, a gdy było ich już około 3 tysięcy, zamykano wejście i wpuszczano gaz” – relacjonował Grek.

„Po około pół godziny otwieraliśmy drzwi i zaczynała się praca” – pisał. Najari, jako jeden z więźniów odpowiedzialnych za kremację, podkreślał, że „z człowieka zostawało około 640 gramów prochów”. Z opisu wynika, że członkowie Sonderkomenda nie stosowali żadnej podpałki, by ciało zapłonęło, wystarczał tłuszcz znajdujący się pod skórą. Kolejnym krokiem po spopieleniu szczątków było przesypywanie prochów przez wielkie sito, by wyodrębnić pozostałe kości. Popiół wywożony był do rzek – w ten sposób Niemcy zacierali ślady swoich zbrodni.

„Gdy przeczytasz o tym, co robiliśmy, powiesz: »jak ktokolwiek mógł to robić, palić innych Żydów?«” - pisał Nadjari. „Na początku też tak myślałem, i potem wiele razy” – przyznawał więzień. Jak tłumaczył, przy życiu utrzymywała go myśl o zemście. „DW” podkreśla, że Najari przeżył obóz, mimo że Niemcy likwidowali członków Sonderkomanda, by nie przetrwały ich relacje. W 1951 roku mężczyzna wraz z żoną wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie zajął się handlem. Zmarł w 1971 roku w wieku 54 lat.

Zapiski żydowskiego kupca odczytali historyk Paweł Polian i informatyk Alexander Nikitiajew. Rezultat swoich prac opublikowali w czasopiśmie naukowym „Vierteljahreshefte fuer Zeitgeschichte”. Polian podkreśla, że Nadjari jako jeden z pięciu ocalałych członków Sonderkomanda opisał swoje wspomnienia. Nie mówił jednak o notatkach, które dopiero teraz ujrzały światło dzienne.

Czytaj także

 4

Czytaj także