Odtajnione materiały ONZ trafią do Polski. Alianci wiedzieli o hitlerowskich obozach zagłady

Odtajnione materiały ONZ trafią do Polski. Alianci wiedzieli o hitlerowskich obozach zagłady

Przekazanie informacji na temat materiałów Komisji ONZ ds. Zbrodni Wojennych
Przekazanie informacji na temat materiałów Komisji ONZ ds. Zbrodni Wojennych / Źródło: MKiDN, fot. Danuta Matloch
Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami imienia Witolda Pileckiego uzyskał dostęp do materiałów Komisji ds. Zbrodni Wojennych ONZ. Dowodzą one, że alianci wiedzieli o funkcjonowaniu hitlerowskich obozów zagłady na terenie okupowanej Polski.

„Alianci wiedzieli co dzieje się w Polsce”

Dokumenty ONZ znajdują się obecnie w Nowym Jorku i zostały odtajnione w 2017 roku. Dzięki staraniom Magdaleny Gawin i wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego uzyskał do nich dostęp. W środę 14 lutego br. w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbyła się konferencja prasowa z udziałem Magdaleny Gawin oraz zastępcy dyrektora Ośrodka Wojciecha Kozłowskiego. Podczas niej odbyło się przekazanie istotnej informacji opinii publicznej, w obecności byłej więźniarki Auschwitz-Birkenau Ireny Wiśniewskiej.

– W tych materiałach zawarte są raporty rządu polskiego w Londynie, który za pośrednictwem wywiadu i kontrwywiadu Armii Krajowej, informował Zachód o obozach koncentracyjnych w Polsce, o eksterminacji ludności cywilnej, o eksterminacji inteligencji oraz o Zagładzie Żydów europejskich i polskich – powiedziała na konferencji prasowej wiceminister kultury. – Były podawane wszystkie nazwy obozów koncentracyjnych i obozów śmierci, łącznie z ich lokalizacją. Alianci wiedzieli, co się dzieje w Polsce i nie podjęli żadnych akcji, żadnej prewencji, nie zbombardowali ani jednej linii kolejowej, która prowadziła wagony pełne ludzi do obozów i do komór gazowych – dodała.

Udostępnienie materiałów

Dokumenty Komisji po odtajnieniu w 2017 roku trafiły do The Wiener Library oraz School of Oriental and African Studies w Londynie, a także do Holocaust Memorial w Waszyngtonie. Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego jako jedna z pierwszych instytucji na świecie otrzyma dokumenty Komisji Narodów Zjednoczonych do spraw Zbrodni Wojennych. Cyfrowe kopie materiałów archiwalnych będą tam przechowywane i udostępniane badaczom.

Materiały zawierają m.in raporty rządu emigracyjnego w Londynie z lat II wojny światowej alarmujące aliantów o nasilającej się eksterminacji ludności polskiej oraz żydowskiej w obozach śmierci zbudowanych przez nazistów. Dokumenty te potwierdzają bezsporną wiedzę aliantów na temat działalności takich miejsc jak Auschwitz-Birkenau, oraz informacje na temat okrucieństw popełnianych przez niemieckiego okupanta. Raporty były wykorzystane w Procesach Norymberskich, po czym zostały utajnione na 70 lat.

Komisja Narodów Zjednoczonych ds. Zbrodni Wojennych

Komisja Narodów Zjednoczonych ds. Zbrodni Wojennych została ustanowiona na spotkaniu w Foreign Office w Londynie 20 października 1943 r. W skład Komisji weszli przedstawiciele rządów 17 państw członkowskich: Australii, Belgii, Kanady, Chin, Czechosłowacji, Danii, Francji, Grecji, Indii, Luksemburga, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Polski, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Jugosławii. Pierwsze posiedzenie odbyło się 11 stycznia 1944 r., a prace trwały do końca marca 1948 r.

Archiwum komisji zawiera 450 tys. stron dokumentów. Są wśród nich akty oskarżenia przeciwko zbrodniarzom wojennym, relacje świadków, protokoły z posiedzeń, sprawozdania i korespondencja. Zgromadzone materiały archiwalne dotyczą ponad 30 tys. osobnych przypadków zbrodni wojennych, popełnionych podczas II wojny światowej przez państwa Osi.

Czytaj także:
73 lata temu wyzwolono obóz Auschwitz. „Rozmiarów zbrodni nie domyślało się nawet dowództwo”

/ Źródło: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czytaj także

 10
  • Z kąd Hitler wziął pieniądze??? ...od...??? tak, tak zwycięstwo ma...USA ...bank ....????
    • Maszyny IBM a na karty ../pierwsze komputery były używane w administracji obozów..z Tadeuszem jest numer na przedramieniu..każda cyfra znacz np.1/chłopiec 2/dziewczyna reszta to rasa Religia, stan Zdrowia, itd. IBM w czasie wojny serwisował je i to byli pracownicy IBM z USA którzy to robili ...czyli wiedzieli...i co tu jeszcze dyskutować
      •  
        Inny wariant, dlaczegos ocenzurowany.


        Ad rem. Fragment ze wstepu do ksiazki ”Cale serce sine”.
        Kiedy po blednym rozszyfrowaniu niemieckiego meldunku radiowego (nazwe sali “przelozonych” pomylono z “naczelnym dowodztwem”) zdecydowaly sie wojska alianckie, wbrew poprzednim obietnicom zlozonym Watykanowi, na zbombardowanie klasztoru Benedyktynow, i po ucieczce z ruin wojsk niemieckich (byli tam zreszta komandosi probowani uprzednio na Krecie, w tym mowiacy po polsku Slazacy, ktorych lojalnosci w rzezi nie mozna bylo byc calkiem pewnym), i kiedy juz na Monte Cassino zostaly tylko oddzialy rzeznikow z ciezka bronia maszynowa i w dole tysiace nieswiadomych polskich ofiar, jeszcze zywych i ruszajacych sie, i kiedy wojska alianckie zdobyly wreszcie inna droge na Rzym, ta nad morzem, padl rozkaz gen. Alexandra ”Sycylijskiego”:- ”Zabijac, bo pojda jeszcze na pomoc Warszawie, a tam juz spiewaja nasze katiuszenki nad krutoj”. Niczym kosciuszkowcy pod Maciejowicami wstepowali zolnierze w gore jak do nieba albo jak na szubienice, a “Z piekla rodem” Katarzyna przygrywala im na husarskim Zlotym Rogu. Dobrze, ze rzad Bawarii oddal wreszcie niedawno Polsce prawa autorskie do tej piosenki –  i  mozemy plakac w zywe oczy. Mamy tu i Lesmiana, i Galczynskiego, i corride, i Stalina, i Kaganowicza, i lagry, i dzielnosc bez miary, i bliskowschodnie opium zamiast wina, i prowokacje czerwonej mafii jak na Gibraltarze, i Katyn i klasztor i polskie cmentarze, i beznadziejna, bo nieodwzajemniona, milosc do Ojczyzny. Kochamy ich tylko po smierci, idacych czworkami do nieba. Przysiegnijmy jednak, ze ich madrzej wykorzystamy w przyszlosci, nie w Reducie Ordona, ale w polu, w choragwii Wolodyjowskiego.

        Bitwa z cieniem pod Monte Cassino.
        ... "palce mialas na oslep skrwawione ich sokiem."
        ... "nie pal, bo bedziesz sie rzucal jak pies na kable."

        Widzicie te gruzy na szczycie? Tam wrog wasz sie ukryl jak tchorz.
        Musicie, musicie, musicie! Sam Stalin tak kazal i juz!
        I poszli zawzieci, szaleni, I poszli umierac i gnic.
        I poszli na plotno z czerwieni! Jak byk, ktory nie chce juz zyc!
        Czerwony pajak na Monte Cassino Zamiast wody zlopal polska krew.
        Tam po makach szedl zolnierz i ginal Bo od smierci mocniejszy byl ...zew.
        Oficerow zwineli w Katyniu, Szeregowym wlasnie nadszedl czas.
        Po spotkaniu u Benedyktynow Dol swoj maja i krzyzy jak las.
        Jak na haju od zapachu lata, Pod nahajem przetraconych dni,
        Swoja droga, ta jedyna, co ulata; Jak z kaganem przed oczami szli.
        I przed nimi ojczysta juz ciemnosc. A z nich samych tylko stosy cial.
        Bez pozytku, bo milosc i wzajemnosc Juz nie ida reka w reke, jak Bog dal.
        Przejda wieki, zabliznia sie blizny. W mgle zatona slady dawnych dni.
        Tylko te kwiaty czerwonej trucizny Czerwiensze beda, bo w polskiej byly krwi!

        Od zmarlego w Halmstad w Szwecji bylego zolnierza korpusu Andersa orginalny tekst, ktory od prawie religijnego charakteru piesni wybitnie antykomunistycznej (a po cichu popieranej przez komunistow z intencja, ze z chytroscia azjatycka Polak nie wygra, bo jest tylko najwyzej prostym rebajla) - rozni sie realizmem- czesc Kresowiakow, wiedzac co sie stalo z ich rodzinami i z ich oficerami szla zwiedziona przez Anglikow (Linia Curzona to angielska linia) do ataku "na Zyda". Stalin czy Hitler - co to byla dla nich za roznica? I musieli byc zabici. Cala polska historia
        •  
          "Cale serce sine" - ten tytul ksiazki - to zwrot z raportu lekarza przeprowadzajacego sekcje zolnierza, ktory nie zyl bez widocznych ran na ciele. Peklo mu serce od tego, co widzial.
          •  
            Felieton Michalkiewicza na poczatek.
            „Czy widzisz te gruzy na szczycie? Tam wróg twój się kryje, jak szczur” - śpiewał chór „Symfonia” w Parku Paderewskiego nieopodal Toronto, w którym 21 maja odbywały się obchody 73 rocznicy bitwy o Monte Cassino. Na uroczystość przybyła niewielka już grupka weteranów II wojny z blisko 100-letnim panem Stefanem Podsiadło, który mimo swego wieku nie traci wigoru i nie tylko wygłosił przemówienie, ale nawet sam zaśpiewał fragment cytowanej pieśni. Przybyli reprezentanci różnych polonijnych organizacji, polonijnych mediów z panem red. Andrzejem Kumorem, wydającym w Toronto tygodnik „Goniec”, w którym mam zaszczyt pisywać, prezesi Kongresu Polonii Kanadyjskiej – również lokalnych ogniw tej organizacji z Toronto i Niagary, pani Teresa Berezowska z „Rady Polonii Świata” oraz pan konsul, reprezentujący Konsulat Rzeczypospolitej. Wojsko kanadyjskie reprezentował major Lucjan Grela, który wygłosił po polsku przemówienie wskazujące, że dobrze się do uroczystości przygotował. Wyliczam te wszystkie obecne osobistości, żeby podkreślić, iż nie było nikogo więcej – oczywiście poza licznie zgromadzoną polską publicznością. Nie było zatem żadnego polskiego oficera – a chyba jakiś attache wojskowy jest w Ambasadzie w Ottawie, no i oczywiście – żadnego lokalnego polityka kanadyjskiego. Być może dlatego, że akurat w Kanadzie trwał „długi weekend” - bo poniedziałek 22 maja jest tutaj dniem wolnym z powodu Victoria Day, czyli dnia królowej Wiktorii, która panowała przez 63 lata, ustanawiając rekord panowania, pobity obecnie przez JKM Elżbietę II – więc być może dlatego, że trwał akurat „długi weekend” i osobistości wolały wyjechać sobie na wypoczynek, niż uczestniczyć w polonijnych uroczystościach – ale być może również dlatego, że nikomu nie przyszło do głowy, by na przykład zaprosić na taką uroczystość miejscowego parlamentarzystę. Takie rzeczy zdarzały się nie tylko w Kanadzie, ale i w USA, gdzie niektórym rzutkim działaczom polonijnym udało się , wprawdzie po pewnym czasie, niemniej jednak, przekonać lokalnych polityków, że warto pofatygować się na takie uroczystości choćby po to, żeby miejscowi Polacy mieli jakiś powód, by na nich głosować. Tak czy owak, rocznicę bitwy o Monte Cassino Polacy świętowali w swoim gronie, co pokazuje, że polskiej polityki historycznej tak dobrze, jak nie ma i gdyby ludzie dobrej woli nie uwinęli się wokół takich obchodów z własnej inicjatywy, to i tego by nie było. A przecież na tak zwaną „promocję Polski w świecie” wydaje się podobno spore sumy z podatkowych pieniędzy. Gdzie się to wszystko podziewa – trudno zgadnąć, o czym miałem okazję przekonać się przed kilkoma laty, kiedy to moja mieszkająca we Francji siostra, współpracująca ze Stowarzyszeniem Polskich Kombatantów poprosiła mnie o wysondowanie, czy nie znalazłyby się fundusze na urządzenie cocktailu z okazji zainstalowania w Paryżu „u Inwalidów”, a więc w bardzo prestiżowym miejscu wystawy ilustrującej udział Wojska Polskiego w II wojnie światowej. Dzięki życzliwości tamtejszego mera wystawa debiutowała w Wersalu, budząc spory rezonans we francuskich mediach, dzięki czemu udało się zainstalować ją również w Paryżu. Zadzwoniłem do pewnego senatora, czy nie udałoby się wysupłać chociaż tysiąc euro na wspomniany cocktail, żeby zaproszone na otwarcie francuskie osobistości poczęstować choćby kieliszkiem wina - ale usłyszałem, że to niemożliwe, bo pieniądze zostały wydane na liczne i dalekie podróże, między innymi – pana marszałka Borusewicza, który latał do Gdańska gwoli osobistego wyprowadzania psa na sikanie i kupę. Przekazałem tę odpowiedź siostrze, która załatwiła sponsora w postaci znajomej wydawczyni znanego francuskiego pisma dla kobiet, dzięki czemu koszty promocji Polski za granicą zostały jakoś zbilansowane. Ciekawe, że ta historia powtórzyła się w dniach ostatnich, kiedy to okazało się, że bilboard ze stylizowanym wizerunkiem wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera na tle bramy oświęcimskiego obozu został unieruchomiony z powodu braku funduszy na benzynę. Kiedy byłem w Birmingham na zaproszenie działającej w Wielkiej Brytanii młodzieżowej polskiej organizacji Patriae Fidelis, dowiedziałem się, że właśnie prowadzą zbiórkę pieniędzy na ten cel, dzięki czemu wkrótce bilboard znowu ruszył w drogę, bodajże do Belgii i dalej – do Niemiec. Tak to się wszystko odbywa, co wzbudza we mnie podejrzenia, że władza dygnitarzy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie sięga poza próg ich gabinetów – że sekretariaty i korytarze w gmachu MSZ już są eksterytorialne, to znaczy – pod jurysdykcją „zespołu” skompletowanego według kryteriów rasowych jeszcze przez pana prof. Bronisława Geremka. Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji polska polityka historyczna została szczelnie zablokowana przez znakomicie skoordynowane polityki historyczne: niemiecką i żydowską, z których pierwsza jest nastawiona na delikatne, ale cierpliwe i metodyczne zdejmowanie z Niemiec odpowiedzialności za II wojnę światową, a druga – na stopniowe przerzucanie jej na winowajcę zastępczego, na którego wytypowana została Polska, od której przemysł holokaustu spodziewa się w związku z tym haraczu. Obrazu całości dopełnia „pedagogika wstydu”, wokół której uwija się środowisko skupione wokół żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika, która ostatnio przyznała tytuł „Człowieka Roku” zastępcy przewodniczącego Komisji Europejskiej Fransowi Timmermansowi, co to w charakterze owczarka niemieckiego tarmosi nieszczęsną Polskę pod pretekstem uchybień w socjalistycznej praworządności. Mam nadzieję, ze Frans Timmermans i inni unijni dygnitarze nie okażą się niewdzięcznikami i że wkrótce rozmaitym tubylczym osobnikom będą przyznawane tytuły Honorowego Folksdojcza, albo jakieś podobne. Pedagogika wstydu, jak wiadomo, nakierowana jest na wzbudzenie w przedstawicielach mniej wartościowego narodu tubylczego poczucia winy wobec Żydów. Uwijają się wokół tego zadania nie tylko „światowej sławy historycy” w rodzaju pana doktora Jana Tomasza Grossa, który podobno znowu odbywa jakieś tournée, ale również „ludzie chałtury”, gwoli zdobycia jeszcze jednego listka do wieńca sławy, a kto wie – może i paru złotych, bo czasy są przecież ciężkie, a porzucona żona-celebrytka, przy pomocy szczwanych adwokatów potrafi wyszlamować człowieka z pieniędzy do gołej skóry. W rezultacie wielu młodych ludzi myśli, że to wszystko naprawdę, podobnie jak Roch Kowalski, któremu nie mogło pomieścić się w głowie, że można podnieść rękę na Radziwiłła, co zresztą, jak wiadomo, przypłacił życiem. Kiedy taka postawa się u nas upowszechni, szlachta jerozolimska będzie mogła panować nad mniej wartościowym narodem tubylczym bez konieczności uciekania się do terroru. W takiej sytuacji nie ma powodu, by komukolwiek przypominać rocznice bitew, nawet jeśli odbywały się z właściwych pozycji i w słusznej sprawie, bo nigdy nie wiadomo, co się komuś z czym skojarzy i być może właśnie dlatego nawet Niebo zablokowało pomysł złożenia wieńców pod pomnikiem w Parku Paderewskiego, bo zaczął padać deszcz tak rzęsisty, że o żadnym pochodzie z rozwiniętymi sztandarami nie mogło być mowy.
            Ad rem. Fragment ze wstepu do ksiazki ”Cale serce sine”.
            Kiedy po blednym rozszyfrowaniu niemieckiego meldunku radiowego (nazwe sali “przelozonych” pomylono z “naczelnym dowodztwem”) zdecydowaly sie wojska alianckie, wbrew poprzednim obietnicom zlozonym Watykanowi, na zbombardowanie klasztoru Benedyktynow, i po ucieczce z ruin wojsk niemieckich (byli tam zreszta komandosi probowani uprzednio na Krecie, w tym mowiacy po polsku Slazacy, ktorych lojalnosci w rzezi nie mozna bylo byc calkiem pewnym), i kiedy juz na Monte Cassino zostaly tylko oddzialy rzeznikow z ciezka bronia maszynowa i w dole tysiace nieswiadomych polskich ofiar, jeszcze zywych i ruszajacych sie, i kiedy wojska alianckie zdobyly wreszcie inna droge na Rzym, ta nad morzem, padl rozkaz gen. Alexandra ”Sycylijskiego”:- ”Zabijac, bo pojda jeszcze na pomoc Warszawie, a tam juz spiewaja nasze katiuszenki nad krutoj”. Niczym kosciuszkowcy pod Maciejowicami wstepowali zolnierze w gore jak do nieba albo jak na szubienice, a “Z piekla rodem” Katarzyna przygrywala im na husarskim Zlotym Rogu. Dobrze, ze rzad Bawarii oddal wreszcie niedawno Polsce prawa autorskie do tej piosenki –  i  mozemy plakac w zywe oczy.
            Mamy tu i Lesmiana, i corride, i Stalina, i Kaganowicza, i lagry, i dzielnosc bez miary, i bliskowschodnie opium zamiast wina, i prowokacje czerwonej mafii jak na Gibraltarze, i Katyn i klasztor i polskie cmentarze, i beznadziejna, bo nieodwzajemniona, milosc do Ojczyzny. Kochamy ich PO ich smierci.

            Bitwa z cieniem pod Monte Cassino.
            ... "palce mialas na oslep skrwawione ich sokiem."
            ... "nie pal, bo bedziesz sie rzucal jak pies na kable."

            Widzicie te gruzy na szczycie? Tam wrog wasz sie ukryl jak tchorz.
            Musicie, musicie, musicie! Sam Stalin tak kazal i juz!
            I poszli zawzieci, szaleni, I poszli umierac i gnic.
            I poszli na plotno z czerwieni! Jak byk, ktory nie chce juz zyc!
            Czerwony pajak na Monte Cassino Zamiast wody zlopal polska krew.
            Tam po makach szedl zolnierz i ginal Bo od smierci mocniejszy byl ...zew.
            Oficerow zwineli w Katyniu, Szeregowym wlasnie nadszedl czas.
            Po spotkaniu u Benedyktynow Dol swoj maja i krzyzy jak las.
            Jak na haju od zapachu lata, Pod nahajem przetraconych dni,
            Swoja droga, ta jedyna, co ulata; Jak z kaganem przed oczami szli.
            I przed nimi ojczysta juz ciemnosc. A z nich samych tylko stosy cial.
            Bez pozytku, bo milosc i wzajemnosc Juz nie ida reka w reke, jak Bog dal.
            Przejda wieki, zabliznia sie blizny. W mgle zatona slady dawnych dni.
            Tylko te kwiaty czerwonej trucizny Czerwiensze beda, bo w polskiej byly krwi!