Głód w Auschwitz. Eksperymenty żywieniowe i zbrodnicza fascynacja niemieckich lekarzy

Głód w Auschwitz. Eksperymenty żywieniowe i zbrodnicza fascynacja niemieckich lekarzy

Auschwitz
Auschwitz / Źródło: Flickr / Adam Tas
Choroba głodowa była w obozach koncentracyjnych problemem powszechnym, choć oficjalnie nieistniejącym. Dramat konających więźniów bez skrupułów wykorzystywali niemieccy lekarze, którzy przeprowadzając serię eksperymentów żywieniowych, dążyli do zaspokojenia swoich naukowych ambicji.

Obóz koncentracyjny Auschwitz został utworzony przez Niemców z rozkazu Heinricha Himmlera. Powstał w 1940 roku w byłych koszarach wojskowych na przedmieściach miasta Oświęcim. Jednym z powodów jego uruchomienia było przepełnienie więzień spowodowane masowymi aresztowaniami Polaków.

Pierwszy transport przybył do Auschwitz 14 czerwca 1940 roku i liczył 728 polskich więźniów politycznych z Tarnowa. Data ta uznawana jest za pierwszy dzień działania obozu. Wówczas kierowano do niego m.in.: osoby duchowne, przywódców społecznych, inteligentów, przedstawicieli kultury, oficerów oraz uczestników ruchu oporu. Z czasem do Auschwitz zaczęto wysyłać Romów, sowieckich jeńców wojennych oraz więźniów z krajów okupowanych. W 1942 roku obóz stał się miejscem masowej zagłady Żydów europejskich.

Spośród około 400 tys. zarejestrowanych w obozie osób, ponad 50 proc. zginęło wskutek wycieńczającej pracy, chorób, epidemii, terroru, egzekucji, kar, eksperymentów medycznych oraz głodu. Na chorobę głodową cierpiało ponad 90 proc. więźniów wszystkich obozów koncentracyjnych. Towarzyszyła ona niemal wszystkim pozostałym schorzeniom. Dodatkowo ukształtowała postać więźnia oraz obraz jego życia w obozie.

Problem głodu

Prawidłowe odżywianie powinno zawierać odpowiednią ilość składników odżywczych, które wzmacniają organizm i dodają mu energii. Jeżeli niedobór tych składników będzie trwał tylko krótki czas, wówczas dochodzi do nieznacznej utraty wagi. Jeśli jednak głodzenie trwa dłużej, skutkuje to bardzo poważnymi zmianami w narządach. Mówi się wtedy o chorobie głodowej. U człowieka rozróżnia się jej dwa etapy:

Stan niedoboru pokarmowego – organizm zużywa własne zapasy tłuszczów. Może dojść do osłabienia mięśni oraz uwydatnienia obrysów kości. Głodzeni oddają mniej moczu, mają zwolnioną czynność jelit, dręczy ich bezustanne uczucie głodu, często mówią o jedzeniu, są drażliwi.

Właściwa choroba spowodowana głodem – organizm wyczerpuje własne rezerwy odżywczo-energetyczne, a po ich wykorzystaniu zużywa ciała białkowe, powodując zniszczenia tkanki. Samotrawienie rozpoczyna się od największego magazynu rezerw, jakim jest wątroba. Na początku pogarsza się stan skóry, a włosy matowieją i zaczynają wypadać. Następnie obniża się ciepłota ciała do 36°C, spada ciśnienie krwi i serce zaczyna pracować wolniej. Oczy są zamglone - początkowo reagują na jedzenie, jednak szybko obojętnieją nawet wobec niego. Klinicznymi objawami choroby głodowej są dodatkowo: obrzęki występujące najczęściej na kończynach dolnych, zespół zmian skórnych oraz biegunka.

Biegunki były w obozie bardzo częste i dotyczyły niemal każdego więźnia. Wczesne miały charakter fermentacyjny bądź zakaźny i dość szybko przemijały. Te właściwe, wywołane chorobą głodową, pojawiały się u wygłodzonych chorych i ustępowały tylko pod wpływem poprawy wyżywienia.

Więzień zapadał na chorobę głodową zazwyczaj po upływie około 3 miesięcy, co znalazło swoje odbicie w powiedzeniu SS-manów:

„Przyzwoity więzień nie powinien żyć dłużej niż trzy miesiące. Jeśli żyje dłużej to jest złodziejem” lub „Tutaj Żyd żyje dwa tygodnie, Klecha żyje trzy tygodnie, a normalny więzień żyje trzy miesiące”

Więźniów cierpiących na chorobę głodową nazywano muzułmanami, dlatego że w rozwiniętym stadium choroby dochodziło do spowolnienia ruchów w wyniku zaniku mięśni oraz ścięgien, co powodowało, że poruszali się oni bardzo wolno, a gdy upadali na ziemię, powoli wyciągali ręce przed siebie, przez co przypominali modlących się wyznawców islamu.

Co jadali więźniowie?

Kuchnia powstała i funkcjonowała dzięki grupie ludzi, która organizowała obozową służbę zdrowia. Mieściła się na parterze bloku 28, wchodzącego w skład kompleksu szpitala obozowego i miała powierzchnię ok. 40 m². Na początku swej działalności była miejscem rozdziału żywności.

W kuchni zostały zainstalowane dwa kociołki o pojemności 25 litrów oraz 50 litrów, w których przygotowywano herbatę. W następnych latach rozbudowano ją i przygotowywano w niej ok. 350 litrów różnych pokarmów płynnych (co zaspokajało potrzeby jedynie 1/10 chorych): herbatę ziołową, kleik (dla więźniów chorych na biegunkę i pozostałe choroby przewodu pokarmowego) oraz zupę bezsolną z minimalną ilością mięsa i ziemniakami – dla osób cierpiących na schorzenia nerek.

W obozie najlepsze wyżywienie było na samym początku jego działalności, wówczas więzień otrzymywał porcje jedzenia, którego wartość określało się na 1300 kalorii. Zważywszy na to, że więźniowie pracowali nawet po 12 godzin dziennie, niezależnie od pogody, kaloryczność posiłków była zbyt niska (Komitet Fizjologów Sekcji Higieny Ligii Narodów ustalił, że ciężko pracujący człowiek powinien otrzymywać na dobę około 4800 kalorii). Pożywienie składało się z ok. 20 g białka, 20 g tłuszczu oraz 300 g węglowodanów.

Więzień otrzymywał za dnia następujące posiłki:

• około litra zupy brukiewno-ziemniaczanej, która była przygotowywana ze zgniłych części brukwi lub ziemniaków, a oprócz tego dokładano do niej mąkę żytnią i kaszę jaglaną. Niekiedy podawano pożywne zupy przygotowywane z chleba i ciast, które odebrano świeżo przybyłym transportom. Do zup dodawano nieraz ślimaki.
• 250 g chleba i naprzemiennie takie dodatki jak 50 g margaryny, kiełbasy, sera, pasztetówki, marmolady, a dodatkowo kawę zbożową.

Chorzy więźniowie dostawali zupy przygotowywane z płatków owsianych, grysiku, kaszy, makaronu z dodatkiem sproszkowanego mleka. Wzbogacano je okruchami spleśniałego chleba i dla urozmaicenia dorzucano zanieczyszczone resztki żywności, co powodowało, że w posiłku można było znaleźć gwoździe, żyletki i prezerwatywy.

W latach późniejszych wartość kaloryczna posiłków znacznie spadła. Utrzymywano ją na poziomie 1000 kalorii, a z czasem była nawet jeszcze niższa. Rano więźniowie otrzymywali zupę (rzadką zacierkę), kawę zbożową albo żołędziową. Zasadnicze pożywienie wydawano wieczorem: pół litra wodnistej zupy z brukwi albo ziemniaczankę. Do tego dodawano kawę lub wywar ziołowy. Chleb dzielono zazwyczaj na cztery osoby, jednak dochodziło do tego, że bochenek dzielony był na dziesięć osób. Podawano do niego różne dodatki: albo 50 g margaryny lub jedną łyżkę marmolady, albo 50 g smalcu lub jedną sztukę serka chłopskiego. Prócz tego raz w tygodniu otrzymywano plasterek kiełbasy. Więźniowie byli tak wygłodzeni, że po śmierci kolegi byli w stanie pobić się o małą, brudną kromkę chleba.

Woda i bakterie

Badania chemiczne i biologiczne umożliwiły ustalenie jakości wydawanych w obozie posiłków. Pożywienie przeznaczone dla SS-manów było bogatsze w składniki pokarmowe i zawierało mniejszą ilość wody oraz wyższą ilość białka. Dla przykładu kiełbasa przeznaczona dla więźniów miała w swoim składzie od 66.8 proc. do 78.5 proc. wody i od 13.2 proc. do 16.2 proc. białka, a kiełbasa dla SS-manów zawierała 54.8 proc. wody i 18.2 proc. białka.

Pasztetówka dla więźniów zawierała bacterium coli i bacterium proteus, a zatem bakterie kałowe. Mięso odpowiadało wg klasyfikacji berlińskiej klasie II nr 7 i pochodziło ze starej, wychudzonej krowy. Często znajdowało się w stadium początkowego rozkładu. Pasta rybna zawierała 6.2 proc. tłuszczu, 14.9 proc. białka, 19.2 proc. minerałów (w tym 11.4 proc. soli kuchennej) i 59.7 proc. wody. W paście nie oznaczono bacterium coli i proteus. W 1944 roku zaczęto też wydawać więźniom zepsute konserwy.

Od drugiej połowy 1942 roku władze obozowe zezwoliły na przysyłanie więźniom paczek żywnościowych, które SS-mani okradali z bardziej wartościowych produktów. Przywilej otrzymywania paczek nie obejmował Żydów i sowieckich jeńców wojennych.

W 1947 roku jeden z anglosaskich badaczy postanowił zaobserwować, jaki wpływ na szczury będzie miała dieta wprowadzona w obozach koncentracyjnych. Już po upływie trzech miesięcy (zatem tak jak u ludzi) pojawił się zespół zmian charakterystycznych dla choroby głodowej.

Eksperymenty żywieniowe

Sytuacja ta stwarzała dogodne warunki dla lekarzy, którzy pragnęli wykorzystać ogromne właściwości, jakie dawały obozy bogate w materiał badawczy. Lekarze zafascynowani chorobą głodową postanowili skorzystać z możliwości i wykonać szereg eksperymentów żywieniowych, których głównym celem był wyłącznie rozwój zainteresowań lekarzy i chęć zdobycia wyższego tytułu naukowego.

W okresie od listopada 1942 do stycznia 1943 Ernst Schenck, niemiecki lekarz i inspektor ds. wyżywienia, odwiedził wszystkie jednostki Waffen SS, by przeprowadzić badania nad chorobą głodową. Na temat wyżywienia więźniów w obozach napisał, że podana żywność jest dobrej jakości. W przypadku 23 proc. więźniów stwierdził wychudzenie i obrzęki głodowe, a jako formę leczenia zaproponował podanie im drożdży piwnych.

W 1943 roku Główny Urząd Gospodarki i Administracji zaczął przeprowadzać badania nad wyprodukowaniem Biosyny tj. białka, które znajduje się w grzybni pleśniaków szlachetnych. W efekcie wytworzono kiełbasę z owej grzybni, która z rozkazu Himmlera miała być podawana więźniom. Wyglądem i zapachem przypominała ona wątrobiankę, jednak wg badań Ernsta Martina wynikało, że produkowano ją z odpadów ze ścieków powstających przy otrzymywaniu celulozy. Latem tego roku rozpoczął się eksperyment w obozie Mauthausen, który trwał sześć miesięcy i był przeprowadzony na 370 więźniach. Podzielono ich na trzy grupy:

  • Pierwsza (150 osób) otrzymywała pożywienie pozbawione białka. Więźniowie spożywali przez osiem miesięcy gęstą zupę z dodatkiem śrutowatego ziarna, a poza nią nie dostawali nic innego do jedzenia. Już na początku zmarła znaczna część badanych, ponieważ pożywienie wywołało silne obrzęki i obciążało przewód pokarmowy.
  • Druga (110 osób) otrzymywała pożywienie normalne i dodatkowo drożdże piwne.
  • Trzecia (110 osób) otrzymywała standardowe pożywienie obozowe.

Efektem doświadczenia była śmierć 56 osób w grupie pierwszej, 17 osób w grupie drugiej i 43 osób w grupie trzeciej. Ponadto 48 osób wysłano do obozu dla rekonwalescentów, który mieścił się w zamku Hartheim, ponieważ uznano je za małoodporny materiał doświadczalny. Więźniowie, którzy przeżyli, borykali się z dolegliwościami żołądkowo – jelitowymi.

Zagadnieniem choroby głodowej, występującej u więźniów oświęcimskich, zajmowali się dr Siegfried Schwela, dr Eduard Wirths oraz dr Johann Paul Kremer. Ten ostatni zeznawał:

„Gdy któryś z więźniów, z uwagi na daleko posunięty stan głodzenia, interesował mnie, polecałem sanitariuszowi takiego chorego dla mnie zarezerwować i zawiadomić mnie o terminie, w którym chory ten zabity zostanie za pomocą zastrzyku [...] wówczas układano chorego jeszcze za życia na stole sekcyjnym. Ja wypytywałem chorego np. o jego wagę przed aresztowaniem. Po zebraniu informacji podchodził do chorego sanitariusz i zastrzykiem w okolicę serca zabijał chorego”.

W dalszym etapie pobierano od zabitego wycinki z wątroby i trzustki, które Kremer konserwował i wysyłał do dalszych badań.

W oficjalnych dokumentach zarówno Lagerarzta, jak i Komendatury choroba głodowa nie istniała. Zapisywano w nich jedynie biegunkę oraz ogólne osłabienie ustroju. Były więzień Władysław Fejkiel wspominał, jak zasłyszał niegdyś rozmowę między członkami komisji sanitarnej, a Lagerarztem na temat złego stanu fizycznego więźniów. Lekarz obozowy wytłumaczył komisji, że owy stan wynika z tego, że:

„Są to Polacy, naród dziki. W normalnych warunkach żywili się głównie roślinami pastewnymi i pili wódkę. Obecnie na lepszym odżywianiu, nie mogą się do niego przyzwyczaić i cierpią na choroby przewodu pokarmowego”.

Zbrodnia wychodzi na jaw

Reasumując, wydawane więźniom jedzenie zupełnie nie odpowiadało podstawowym zasadom higieny żywienia. Zawierało głównie węglowodany i było ubogie w białko i witaminy. Dodatkowe racje żywnościowe służby obozowe odbierały. Niska kaloryczność posiłków doprowadzała do poważnych chorób, a w końcowym efekcie do śmierci.

Po wyzwoleniu obozu, na przełomie lutego i marca 1945 roku, sowiecka specjalna komisja sądowo-lekarska zbadała 2819 ocalonych chorych więźniów i orzekła, że spośród nich 91 proc. (tj. 2189 osób), chorowało wskutek skrajnego wyczerpania i głodowego wyniszczenia organizmu, np. waga więźniarki nr A 27858 o wzroście 155 cm wynosiła 23 kg, a waga więźniarki nr 44884 o wzroście 160 cm – 25 kg. Dokonane sekcje 536 zwłok ustaliły, że w 474 wypadkach śmierć nastąpiła wskutek wyniszczenia głodowego.

Siegfried Schwela, przeprowadzający doświadczenia pokarmowe z dodatkiem arniki, zmarł w 1942 roku w Oświęcimiu na tyfus. Inspektor ds. wyżywienia Ernst Schenck spędził 10 lat w niewoli radzieckiej, a po powrocie do Niemiec miał zakaz wykonywania zawodu lekarza. Eduard Wirths, który eksperymentalnie podawał więźniom drożdże i pokrzywy jako dodatek do posiłków, popełnił samobójstwo we wrześniu 1945 roku. Johanna Paula Kremera ekstradowano do Polski i w 1947 roku skazano na karę śmierci, którą zamieniono na dożywotnie więzienie. W 1958 został zwolniony i powrócił do RFN, gdzie ponownie stanął przed sądem i skazany został na 10 lat więzienia, jednak ostatecznie zaliczono mu karę, którą odbył w Polsce i ułaskawiono, odbierając jednocześnie prawo do wykonywania zawodu.

Autorką tekstu „Głód w Auschwitz. Zbrodnicza fascynacja nazistowskich lekarzy” jest Katarzyna Okoniewska. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0

Czytaj także

 8
  • A PiS chce wypłacać żydom odszkodowania za niemieckie zbrodnie z Polskich podatków ,już nigdy nie zagłosuje na PiS ani żydo lewackie śmieci
    • tyle, że podobnie zywieni byli zwykli żołnierze w armii cerwonej, opanowanej przez chazarskich oficerów politycznych i partyjne kierownictwo. Również polscy partyzanci zazwyczaj nie mieli lepiej. A Polacy - więźniowie powojennych obozów koncentracyjnych prowadzonych (często w tych samych miejscach co hitlerowcy nawet przez 10 lat po wojnie) mieli zazwyczaj istotnie gorzej od kierownicw obozów z żydokomuny z wyrzywieniem i eksperymentami w wypracowaniu np. naukowych metod przesłuchań torturami lub przeszczepów na żywca itd.
      • Oczywiście PiS będzie musiał za to zapłacić odszodowania dla nowych organizacji Zydowskich (tych co się nie załapały bo np. powstały później z dzieci rzeźników Narodu Polskiego). Albo będziemy karani mocniej.
        • I jak widać najlepsi przezyli, np. kappo zydowscy z Auschwitz 1, którzy ciemiężyli Polaków wg fantazji, byle mięc wydajność na nas, wtedy dostawali nagrody w postaci basenu pływackiego i burdelu (bilet) bo jedzenie standardowo mieli lepsze. Co innego w Autschwtz 2, gdzie tafiał tzw. drugi gatunek ale dopiero jak niemcy pokłucili się z żydokomuna, bo sowiety chciały zabrać cała Europę dla siebie i hitler uprzedził swoim atakiem (oraz pokłucenie się o judeopolonię ze sponsorami i elitami syjonistów), co w konsekwencji spowodowało przesunięcie Zydów na pierwsze miejsce w Europie Zachodniej.
          • Niemcom władza ludowa KSy na kilkuletnie więzienie zmieniała, a Polaków zabijała po podwórkach. Ale czerwona władza to byli jednak ruscy namiestnicy, a nie Polacy. Nie wolno zapomnieć kto ich na salony zapraszał, kto im pomniki stawiał. Wszak robił to wedle tvnowskich sondaży „najlepszy w dziejach rząd Donalda”.