Operacja fryzjer, czyli jak Nowak Jeziorański przekonywał do NATO

Operacja fryzjer, czyli jak Nowak Jeziorański przekonywał do NATO

Jan Nowak Jeziorański
Jan Nowak Jeziorański / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
– Jan Nowak Jeziorański nie został w lesie – odpowiada Ryszardowi Terleckiemu Jan Ołdakowski, producent filmu „Kurier”, który właśnie wchodzi do kin. W rozmowie z Anną Gielewską, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego podkreśla: dobrze, żeby trwał spór, bo spór o historię jest potrzebny.

Pieniądze dał Piotr Gliński, ale „Kuriera” zrobił reżyser znienawidzonego przez władzę „Pokłosia”. Jak film o Janie Nowaku Jeziorańskim wpisuje się w dzisiejszą politykę historyczną?

Przede wszystkim film jest rezultatem naszego konsekwentnego działania, które od lat prowadzimy. Mam nadzieję, że to będzie przede wszystkim film o polskim bohaterze, który zresztą przyjaźnił się z politykami, będącymi dzisiaj po różnych stronach barykady. Film by nie powstał, gdyby nie decyzja Piotra Glińskiego, który dał pieniądze z rezerwy MKiDN, gdy przygotowywaliśmy się do zdjęć. Ale oczywiście Władysław Pasikowski jest twórcą zupełnie niezależnym, robi filmy po swojemu. Przy czym to chyba pierwszy duży, historyczny film, który powstał za tych rządów. Próbujemy w nim opowiedzieć kawałek polskich dylematów, zachęcić do dyskusji o tym, jak wygląda ten polski los. Pewnie każda strona będzie znajdować w nim jakieś potwierdzenie swoich tez, ale dobrze, żeby trwał taki spór, bo spór jest potrzebny.

Nie wiem, czy marszałek Terlecki by się z panem zgodził, że jakiś spór jest potrzebny. On mówi, że po 1945 r. najlepsi szli do lasu, a „dzisiejsze szmaciarstwo kwestionuje ich odwagę, bo chce wykoślawić historię”.

Nowak Jeziorański szedł inną drogą, nie został w lesie. Był wtedy w Londynie, a później w Monachium. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że został menedżerem dystrybucji informacji, zajął się mówieniem o polskiej polityce, współczesnej historii, kulturze. Robił to w sposób popularny, na antenie Wolnej Europy puszczane były patriotyczne piosenki, a tysiące ludzi miało poczucie, ze obcuje z prawdziwą Polską. Wreszcie, ostatnia wyjątkowa misja – gdy z ambasadorem Jerzym Koźmińskim, Nowak w kilka tygodni organizuje wsparcie wejścia Polski do NATO. To było coś niesamowitego, wyniesionego właśnie z myślenia AK-owskiego, że jeżeli czegoś się nie da zrobić, to znaczy, że się da, tylko trzeba inaczej. Rozpisali plan w najdrobniejszych szczegółach, to musiało wyglądać jak takie mapy relacji znane z filmów sensacyjnych. Zidentyfikowali i dotarli do każdego lidera opinii w amerykańskim kongresie. Jednego z kluczowych kongresmenów o tym, że warto, by Polska weszła do NATO, przekonywał jego fryzjer, u którego golił się od kilkudziesięciu lat. Tylko Nowak mógł coś takiego wymyślić!

Patrzę na wspólne zdjęcie w pana gabinecie – przyjechał do Muzeum krótko przed śmiercią.

Jego ostatnie wystąpienie publiczne miało miejsce właśnie tutaj. I miałem wielką frajdę z takiego momentu, gdy Nowak, który nam zawsze mówił, żeby robić historię dla młodych, poruszając się w Muzeum na wózku, zobaczył w pewnej chwili ekran, na którym on kilkanaście lat wcześniej opowiadał o kulisach wybuchu Powstania. Przed ekranem stały młode dziewczyny ze słuchawkami w uszach, słuchając go w skupieniu, jakby był bohaterem popkultury. Miał wtedy łzy w oczach, bo okazało się, że to działa. Ten mistrz docierania z informacją zobaczył, że jest miejsce, gdzie oni są nareszcie bohaterami. Przywołał mnie wtedy i zapytał bardzo zasadniczo: – Ale proszę powiedzieć, tylko szczerze, czy pan te dzieciaki specjalnie tu przywiózł na tę wizytę? Ja na to: - Przecież dowiedzieliśmy się o pana wizycie 40 min temu, skąd byśmy je wzięli? Powtarzał to pytanie jeszcze kilka razy – z jednej strony to był oczywiście żart, ale z drugiej, on naprawdę nie mógł się temu nadziwić.

Okładka tygodnika WPROST: 11/2019
Cały wywiad opublikowany jest w 11/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0