Aksamitna rewolucja, czyli jak Czechosłowacja obaliła komunizm

Aksamitna rewolucja, czyli jak Czechosłowacja obaliła komunizm

Dwa lata końca

Jakeš nie dawał nadziei na ratunek. Brakowało mu energii i zdecydowania, nie miał też pomysłu na zażegnanie kryzysu. Deklarował wolę realizowania гласностьi (głastnosti) oraz перестройкi, pozostawało to jednak tylko na płaszczyźnie deklaratywnej, w polityce bowiem nie zmieniał niczego. Kryzys ekonomiczny pogarszał warunki bytowe, a liberalizacja życia w sąsiednich krajach socjalistycznych rozbudzała apetyt na wolność. Rok 1988 upłynął pod znakiem powolnego wzrostu temperatury w kraju.

19 stycznia 1989 roku miały miejsce masowe manifestacje na terenie Czechosłowacji. Upamiętniały one samobójczą śmierć Jana Palacha, który tak jak Ryszard Siwiec w Polsce dokonał samospalenia w akcie protestu przeciw zdławieniu Praskiej Wiosny. Manifestacja został rozpędzona, zaś jej uczestników poddano represjom, zapoczątkowała jednak kolejne demonstracje i protesty, głównie zbiegające się z ważnymi rocznicami Praskiej Wiosny i operacji „Dunaj”.

Tymczasem poza granicami zaczynały pękać lody. Upadek bloku socjalistycznego, do niedawna jeszcze niewyobrażalny, teraz nabierał realnych kształtów. Nadszedł brzemienny w skutkach listopad roku 1989. NRD i Bułgaria poszły za przykładem Polski i Węgier, w Czechosłowacji jednak wciąż jeszcze było relatywnie spokojnie. Dawał o sobie wieloletni brak opozycji: chociaż Karta 77 działała prężnie, nie była jednak ruchem, który mógł się zaangażować politycznie, nie miała bowiem na to planu. Aż w połowie miesiąca wydarzenia przyspieszyły.

Rewolucja z przypadku

Demonstracja, która ruszyła 17 listopada przez Pragę, była całkowicie oficjalna. Władza zgodziła się na nią bez problemu – w końcu cel był szczytny: manifestowano upamiętniając czyny nazistów wymierzone w Czechosłowację. Dość szybko jednak się okazało, że choć hasła są zgodne z planem, to liczebność już nie: spodziewano się pięciu tysięcy demonstrantów, przyszło zaś dziesięć razy tyle. Władza zorientowała się, że traci kontrolę nad sytuacją i zażądała blokady manifestacji, która w tym czasie ruszyła ku placowi Wacława. Demonstranci próbowali podkreślić swoją pokojowość wręczając milicjantom kwiaty, działanie to jednak nie przyniosło skutku – zostali brutalnie spacyfikowani (było ponad 560 rannych). Brzemienna w skutkach okazała się jednak nieprawdziwa plotka o jednej ofierze śmiertelnej. Pośród zrewoltowanych manifestantów rozprzestrzeniła się ona lotem błyskawicy. Jeszcze tej samej nocy zastrajkowali studenci, do których rychło dołączyły środowiska artystyczne.

Czytaj także

 0