Zygmunt Stary i Bona Sforza: małżeństwo w cieniu wielkiej polityki

Zygmunt Stary i Bona Sforza: małżeństwo w cieniu wielkiej polityki

Zygmunt Stary i Bona Sforza z dworem
Zygmunt Stary i Bona Sforza z dworem / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
8 grudnia 1506 roku Zygmunt Stary został wybrany przez Senat na króla Polski. Chociaż był dopiero piątym synem królewskim, w końcu doczekał się na swoja kolej na tronie. Jednym z symboli jego panowania stało się małżeństwo z drugą żoną – Boną z włoskiego rodu Sforzów.

Zygmunt Stary i Bona Sforza pobrali się z powodów politycznych. Wśród monarchów miłość nie była normą, bo królewskie matrymonium było sprawą państwową a nie prywatną. Czasem jednak z tej pragmatycznej układanki wykluwało się uczucie przepełnione troską i romantyzmem. Tak było też w tym przypadku.

W zbiorach Archiwum Archidiecezji Łódzkiej znajduje się niezwykle piękny ornat. Czerwono-złoty, wykonany z drogocennego złotogłowia, przyozdobiony snującymi się motywami roślin granatu symbolizującego życie wieczne, zawiera na swoim tyle pewne przedstawienie heraldyczne. W tarczy hiszpańskiej dzielonej w krzyż na cztery pola, wyraźnie widoczne są charakterystyczne mobilia herbowe. Na polu górnym po stronie prawej orzeł przepasany literą S – symbol Królestwa Polskiego i króla Zygmunta Starego – po lewej zaś czarne orły na złotym tle i węże trzymające w paszczy Saracena – herb Księstwa Mediolanu i rodu Sforzów. Na dole po prawej stronie ukoronowane gryfy i pola dzielone w złoto-czerwone pasy – herb aragońskiego rodu Trastámara – po lewej zaś litewska Pogoń z krzyżem lotaryńskim na tarczy – herb Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Fundacja tego wspaniałego ornatu przypisywana jest królowej Bonie, która przywieźć miała do Polski szatę liturgiczną w ramach wyprawy ślubnej. Sam herb wyhaftowany miał być później – w latach 30. XVI wieku. Niezależnie od tego kiedy go wykonano, zawiera on przesłanie, które silnie wpłynęło na losy domu Jagiellonów w pierwszej połowie XVI wieku.

W tej złożonej narracji heraldycznej znalazła się pełnia oczekiwań i nadziei. Sny o potędze mieszały się z historycznym dziedzictwem, włoski temperament i pompatyczność z jagiellońską prostotą i spokojem. Ten zdobny herb, niczym lustrzane odbicie, prezentował wszystko to co zapisze się na kartach historii Polski u progu nowej epoki. Przede wszystkim widać w nim dynastyczne ambicje, sięgające daleko poza polsko-litewskie opłotki.

Śmierć królowej

Być może historia potoczyłaby się inaczej, gdyby 2 października 1515 roku w Krakowie nie zmarła Barbara Zapolya – pierwsza żona Zygmunta Starego. Opisywana jako skromna i pobożna, była pozytywnie oceniana przez najbliższe otoczenie monarchy. Wzorowo wypełniała polski ideał monarchini: wycofanej, nieingerującej w bieżącą politykę, zdystansowanej i pokornej. Barbary nie ośmielał z pewnością młody wiek. Kiedy wstępowała na tron miała ledwie 17 lat, jej mąż zaś 45. Pomimo tej różnicy od razu przypadli sobie do gustu. Z czysto politycznych – jak to wśród monarchów – powodów zawarcia małżeństwa wyrosło wielkie uczucie pokrewnych dusz. Dobrotliwy, nieco ospały i delikatny Zygmunt, miał przy swoim boku równie spokojną żonę.

Uwielbienie na królowej udzielało się zresztą innym. Marcin Bielski pisał: „dla wielkiej jej pobożności, ku królowi wiary i powolności, a ku wszystkim ludziom niewymownej dobroci i ludzkości, ku ubogim szczodrobliwości, i dla innych wszelakich cnót, musieli ją wszyscy miłować”. Jakaż wręcz rozpacz runęła na Koronę kiedy w konwulsjach i bólach królowa schodziła z tego świata. Stało się to zaledwie kilka miesięcy po urodzeniu drugiej córki Anny. Historycy podejrzewają dziś, że przyczyną zaskakującego zgonu mogło być zakażenie w czasie porodu lub nieusunięte do końca łożysko.

Barbara – umierając w aurze świętości – odchodziła leżąc na rękach poety i osobistego sekretarza Andrzej Krzyckiego. Tuż obok jej łoża czuwać miał też zrozpaczony Zygmunt Stary, który jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy z trudem radził sobie ze zgonem małżonki. Tym tłumaczono zwlekanie z podjęciem decyzji o kolejnym małżeństwie. Tymczasem matrymonialna machina ruszyła na dobre. Zygmunt Stary – pomimo zaawansowanego wieku – był doskonałym kandydatem na męża. Władca dwóch potężnych monarchii, prowadzący aktywną politykę zagraniczną i rywalizujący o wpływy w Europie Środkowej, był niezwykle ważną figurą na europejskiej szachownicy.

Ślub z Zapolyą też nie wyrósł przecież na romantycznej glebie. Jego podłożem była czysta polityczna kalkulacja, za którą szła chęć budowania silnej pozycji rodu Jagiellonów w tej części Europy. Choć na Węgrzech i w Czechach panował brat Zygmunta Władysław, w walce z Habsburgami o Węgry król dążył do zawiązania ściślejszych relacji z tamtejsza antyhabsburską opozycją. Ślub z Zapolyą miał być gwarancją ochrony Węgier przed ekspansją władców Austrii, próbą stworzenia przeciwwagi i skupienia przeciwników Habsburgów wokół polskiego króla.

Zygmunt Stary i Bona Sforza: w okowach polityki

Po 1515 roku sytuacja geopolityczna zaczęła się jednak radykalnie zmieniać. Z punktu widzenia polskich interesów trwały sojusz z Węgrami stawał się coraz bardziej kłopotliwy, zwłaszcza wobec porozumienia cesarza Maksymiliana z Wasylem III – wielkim księciem moskiewskim. Polska i Litwa wzięte zostały w geopolityczne kleszcze. Od wschodu zagrażał im ambitny Wasyl wiedziony ideą zbierania ziem dawnej Rusi Kijowskiej, od południa Habsburgowie walczący o dominację w Europie Środkowo-Wschodniej, od północy zaś Państwo Krzyżackie, które choć wydawało się już efemerydą dążącą ku upadkowi, wraz z objęciem krzesła wielkiego mistrza przez Albrechta Hohenzollerna, zaczęło ponownie walczyć o niezależność.

Siostrzeniec Zygmunta Starego – syn Fryderyka Hohenzollerna i Zofii Jagiellonki, córki Kazimierza Jagiellończyka – nie zamierzał być pokornym lennikiem swojego wuja. Doskonale wiedział, że wyniesienie na godność mistrzowską zawdzięczał Maksymilianowi I, któremu towarzyszył w czasie wyprawy wojennej na Wenecję w 1509 roku. Mógł więc liczyć na przychylność cesarza i wsparcie w rewizjonistycznych planach jakie powstawały w jego głowie. Chodziło zaś w nich nie tyle o odbudowę potęgi Zakonu, co raczej stworzenie nad Bałtykiem silnego państwa o częściowo lub całkowicie świeckim charakterze. Drogą do tego celu było zrzucenie zależności lennej usankcjonowanej w 1466 roku pokojem toruńskim, a następnie podbój Prus Królewskich, które z bogatymi portami w Gdańsku i Toruniu były genialnym zapleczem gospodarczym zapewniającym stały dopływ gotówki. Oczywiście nie chodziło tu jedynie o wizje młodego wielkiego mistrza, ale także o interesy dworu brandenburskiego, który patrząc zachłannie na Pomorze Zachodnie oraz niepokojąc się o Nową Marchię, w Państwie Krzyżackim upatrywał cennego sojusznika w czasie ewentualnego sporu z Królestwem Polskim.

O ile samo istnienie silnego Państwa Krzyżackiego było z punktu widzenia Habsburgów całkowicie obojętne (a wzmocnienie Hohenzollernów w dłużej perspektywie dość niekorzystne), to już ferment na północnej granicy Królestwa Polskiego na początku XVI wieku był im jak najbardziej na rękę. W tym kontekście odrzucić należy dominujące w polskiej historiografii postrzeganie stosunków habsbursko-krzyżackich z perspektywy rzekomej solidarności niemieckiej. Polska zajęta gaszeniem pożarów na północy siłą rzeczy w sprawie Czech i Węgier musiała być bardziej koncyliacyjna. Habsburgom nie zależało zatem na bezpośrednim konflikcie z Koroną, skoro sprawę polską można było rozgrywać obcymi rękoma i w każdej nadarzającej się chwili móc dokonać zasadnej wolty. Zarówno Krzyżacy jak i Wielkie Księstwo Moskiewskie doskonale się do tej gry nadawali.

W lutym 1514 roku Maksymilian zawarł z Wasylem III sojusz zaczepno-obronny. W ramach jego działań na kolejny rok planowano wielką wyprawę zbrojną przeciwko Polsce i Litwie. Przyjaznym okiem na to porozumienie spoglądał także Albrecht Hohenzollern, a w rosnącej w siłę armii Wasyla coraz więcej było zaciężnych z Prus i Inflant.

Wojna

Na efekty porozumienia nie trzeba było długo czekać. Wiosną pierwsze oddziały moskiewskie na czele z księciem Michałem Glińskim zaczęły oblegać Smoleńsk. W czerwcu, dzięki cesarskim subsydiom, potężna, prawie 42 tys. armia Wasyla III ruszyła w stronę Smoleńska wspomóc oblegających. Wielki książę dotarł tam w okolicach 15 lipca. Twierdza nie opierała się długo i po dwóch tygodniach oblężenia upadła. W tym samym czasie do Krakowa doszły niepokojące informacje z Węgier: tamtejsi chłopi, szykowani na wielką krucjatę przeciw Turcji, wobec jej odwołania wystąpili przeciwko szlachcie.

Czytaj także

 0