Nieudany pucz gen. Januszajtisa. Pierwsza próba zamachu stanu w II RP

Nieudany pucz gen. Januszajtisa. Pierwsza próba zamachu stanu w II RP

Marian Januszajtis
Marian Januszajtis / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
W listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, a jej pierwszy oficjalny rząd sformował socjalista Jędrzej Moraczewski. Sytuacja wewnętrzna była jednak daleka od stabilizacji. W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku, młodemu państwu zagroził zamach stanu.

W połowie listopada 1918 roku stojący na czele struktur odradzającego się państwa polskiego Józef Piłsudski wezwał do siebie Jędrzeja Moraczewskiego. Obaj panowie doskonale się znali. Piłsudski był doświadczonym i zasłużonym bojowcem, wieloletnim liderem Polskiej Partii Socjalistycznej. Moraczewski był z kolei socjalistą galicyjskim i posłem do parlamentu wiedeńskiego. Ważniejsze było jednak to, że przed Komendantem Legionów Polskich zameldował się żołnierz tej formacji w randze kapitana. „Kapitanie, obejmiecie urząd premiera” – miał powiedzieć Piłsudski. „Tak jest” – miał służbiście odpowiedzieć stojący na baczność Moraczewski. Czy scena ta miała miejsce w rzeczywistości? Tego nie wiemy. Pewne jest jednak, że Moraczewski został premierem, natomiast Józef Piłsudski, 22 listopada 1918 roku objął dyktatorską władzę w Polsce, obejmując urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa.

Sytuacja wewnętrzna

W ten sposób dwa kluczowe stanowiska w państwie objęli reprezentanci obozu socjalistycznego. Cieszył się on co prawda poparciem niemałej liczby Polaków, ale nie można było powiedzieć, że z jego utworzenia cieszyli się wszyscy. W rządzie brakowało reprezentantów bardzo silnego ruchu ludowego, z jego niekwestionowanym liderem Wincentym Witosem. Jeszcze bardziej zauważalny był brak polityków związanych z obozem narodowym. Pierwszy garnitur działaczy Narodowej Demokracji znajdował się na emigracji, a jej przywódca Roman Dmowski kierował pracami Komitetu Narodowego Polskiego – uznawanemu za reprezentanta polskich interesów przez mocarstwa zwycięskie w I wojnie światowej. Taka sytuacja nie mogła sprzyjać stabilności rządu Moraczewskiego.

Celem Józefa Piłsudskiego w ostatnich tygodniach roku 1918 było poszerzenie zaplecza politycznego dla nowotworzonej w Warszawie ogólnopolskiej władzy. Nie było to proste, ponieważ pomiędzy stronnictwami prawicy i lewicy istniały zadawnione niechęci. Socjaliści byli oskarżani przez endeków o sympatie prokomunistyczne. Jesienią 1918 roku robiło to ogromne wrażenie. Tym bardziej, że z ogarniętej rewolucją Rosji niemal codziennie docierały mrożące krew w żyłach wieści o grabieżach i mordach popełnianych przez bolszewików. Socjaliści oskarżali z kolei endeków o niechęć do poprawienia bardzo trudnej sytuacji socjalnej szerokich rzesz Polaków, pracujących w prywatnym przemyśle czy rolnictwie. Każda ze stron uważała, że ma prawo do budowy sprawiedliwego rządu, reprezentującego rzeczywisty interes narodowy.

Sprawy zewnętrzne

Tymczasem sytuacja zewnętrzna odradzającej się Polski była ogromnie trudna. Utworzony wokół osoby Piłsudskiego warszawski ośrodek władzy nie miał międzynarodowego uznania. Jedynym państwem jakie uznało rząd Moraczewskiego były pokonane Niemcy, co wywołało fatalne wrażenie na Zachodzie. Zwycięskie w I wojnie światowej mocarstwa Ententy nie zapominały bowiem, że Piłsudski jako wódz Legionów Polskich walczył po stronie państw centralnych. Spodziewano się więc po nim wszystkiego najgorszego, a przede wszystkim tego, że rodzące się państwo polskie będzie faktycznym wasalem Niemiec.

Piłsudski był świadom tego, że bez uznania ze strony państw zachodnich przyszłość Polski będzie malowała się w czarnych barwach. Jeszcze ważniejsze było jednak to, że na całym froncie wschodnim, w ramach tzw. „Ober-Ostu” (tak nazwano obszary rosyjskie okupowane przez wojska niemieckie) znajdowało się kilkaset tysięcy żołnierzy niemieckich. Polska nie dysponowała więcej niż kilkudziesięcioma tysiącami żołnierzy Obecność żołnierzy niemieckich na wschodzie zapewniała Polsce tymczasową ochronę przed armiami bolszewickimi, które były znacznie słabsze od Niemców i nie podejmowały z nimi walki. Z drugiej jednak strony, Gdyby Niemcy poczuli się zagrożeni, mogli z łatwością zdławić rodzące się zalążki polskiej państwowości. Dlatego też konieczne było utrzymanie z nimi możliwie jak najlepszych stosunków, dla zyskania bezcennego czasu.

Jakby tego było mało, niechętny stosunek do rządu w Warszawie miały także władze Czechosłowacji, Litwy oraz rodzącej się w bólach Ukrainy. Te pierwsze, na czele z prezydentem Tomášem Masarykiem, domagały się ustąpienia Polaków z obszaru Śląska Cieszyńskiego i były bardzo niechętne prowadzeniu jakichkolwiek rozmów. Litwini wykazywali ogromną niechęć wobec Polaków obawiając się tego, że Warszawa będzie chciała rekonstruować Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Na Litwie uważano ją za związek nierównoprawny i za prostą drogę do wynarodowienia narodu litewskiego. W końcu stosunki polsko-ukraińskie najlepiej symbolizowała sytuacja w jakiej znalazł się Lwów. Od początku listopada 1918 roku toczyły się tam mordercze walki pomiędzy oddziałami Strzelców Siczowych i nieregularnymi oddziałami polskimi.

W stronę przesilenia

Na żadnej granicy nie było spokoju, władze warszawskie nie miały międzynarodowego uznania. Jakby tego było mało nawet wśród Polaków brakowało im jednomyślnego, ogólnonarodowego poparcia.

Głównym powodem dla którego w połowie listopada 1918 roku powstał rząd Moraczewskiego była chęć uspokojenia burzliwych nastrojów w kraju. Piłsudski również obawiał się, że żywioły komunistyczne mogą przejąć kontrolę nad sytuacją, dlatego nie protestował, gdy Moraczewski zdecydował się na wprowadzenie daleko idących reform społecznych. W ten sposób w polskim systemie prawnym pojawiły się m.in. ośmiogodzinny dzień pracy, legalne związki zawodowe i prawo do strajku, a także inspekcja pracy czy ubezpieczenia chorobowe. Jednak to wszystko, co pomagało postawić skuteczną tamę komunizmowi, udaremniało możliwości porozumienia z Narodową Demokracją. Polska prawica była jeszcze gotowa zaakceptować u władzy Józefa Piłsudskiego, ale socjaliści byli dla niej solą w oku.

Sytuacja z czasem zaczęła się zaostrzać. Do kraju przybył Stanisław Grabski, jeden z najwybitniejszych działaczy endeckich, jeden z bliskich współpracowników Romana Dmowskiego. Zdynamizowało to prawicę, pogrążoną do tej pory w marazmie. Ożywiły się debaty prasowe, zwiększyła się aktywność szeregowych działaczy. Gdy w końcu grudnia 1918 roku do Poznania przybył wybitny pianista (i sympatyk endecji) Ignacy Paderewski, sprowokowało to ludność stolicy Wielkopolski do zbrojnego wystąpienia przeciwko Niemcom. Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia i stało się wielkim sukcesem. W ciągu kilku dni opanowali m.in. poznańską Cytadelę oraz szereg miast i miasteczek w regionie. Politycznie na powstaniu wielkopolskim zyskiwała Narodowa Demokracja, będąca wyraźnie dominującym ugrupowaniem politycznym w całym zaborze pruskim. Z każdym dniem pozycja polityczna endecji była coraz mocniejsza.

Czytaj także

 1
  • WPROST znowu podsuwa nieśmiało pomysły Kodziarstwu i Targowicy?