Prawa pięta generała

Prawa pięta generała

Dodano:   /  Zmieniono: 8
Jak się naukowo okazało, nie było żadnego puczu na Gibraltarze. Badania Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Johna Sehna w Krakowie jednoznacznie wykazały, że generał broni Władysław Sikorski, polski przywódca, premier i naczelny wódz, 4 lipca 1943 r. poniósł śmierć na Gibraltarze w wyniku katastrofy lotniczej.

Tym samym takie pojęcia, jak zamach, sabotaż czy pucz na Gibraltarze jako brednie z zakresu spiskowej teorii dziejów można włożyć między bajki i czarne legendy historii. A wątpliwości zgłaszane w ciągu 65 lat przez dziesiątki badaczy muszą dziś wobec jednoznacznej wymowy faktów zamilknąć.

Krakowscy badacze dowodzą, że charakter obrażeń generała świadczy o tym, iż odniósł je człowiek żyjący. Wyrostki poprzecznych kręgów lędźwiowych łamią się wskutek nagłego skurczu mięśni lędźwiowych. A więc skoro uległy złamaniu, Sikorski musiał w tym momencie żyć. Tym samym spekulacje na temat wcześniejszej śmierci generała i o zmistyfikowanej katastrofie można wrzucić do kosza na historyczne śmiecie.

Prawdopodobnie do tego samego kosza trafią także inne hipotezy i dokumenty. Na przykład odtajniony raport sir Burke’a Trenda z 1969 r. Powstał on na polecenie brytyjskiego premiera, sir Harolda Wilsona, który z niepokojem śledził prace niemieckiego pisarza Rolfa Hochhutha, oskarżającego Churchilla o śmierć Sikorskiego. Podobny niepokój premiera budziły ustalenia historyka Davida Irvinga, który w 1976 r. kończył śledztwo tezą o zabójstwie politycznym dokonanym na gen. Sikorskim. Irving ujawnił fakty tak niewygodne, jak „życie po życiu" ofiar rzekomej katastrofy. Wilson zlecił tajne śledztwo, które miało ustalić prawdę.

Dokumenty komisji śledczej prowadzącej prace na Gibraltarze w 1943 r. uznano w Anglii po wojnie za „ośmieszające" dowództwo RAF i próbowano powstrzymać ich publikację. Inaczej niż w Polsce, gdzie dla kilku wybitnych umysłów akademickich do dziś stanowią one katechizm wiedzy o ka- tastrofie gibraltarskiej. Uznano, że śledztwo niczego nie wyjaśnia, a przeciwnie – stara się ukryć prawdę. Prawdę o oczywistym sabotażu. Sformułowano to tak: „Stanowcze słowa podsekretarza stanu ds. lotnictwa, kpt. Harolda Haringtona Balfoura, wykluczające sabotaż, wypowiedziane w parlamencie 23 grudnia 1943 roku, były bardziej kategoryczne, niż upoważniały do tego fakty”. Trudno zaprzeczyć elegancji sformułowania. Fakty przedstawione premierowi Wilsonowi nie były już eleganckie. Ujawniały raporty brytyjskich oficerów kontrwywiadu, m.in. majora Howartha z Kairu donoszącego w lutym 1943 r. do centrali o przygotowywanym przez polskich oficerów zamachu na Sikorskiego. W Londynie raporty zlekceważono. „Czy było to przejawem niefrasobliwości, czy też Brytyjczycy celowo przymknęli oczy na szykowany zamach”? – pytała Eugenia Maresch w eseju opublikowanym w 60. rocznicę tragedii gibraltarskiej.

Eugenia Maresch jest jednym z najwybitniejszych polskich archiwistów. Przed kilku laty przekazała do Archiwów Państwowych całość ujawnionych dokumentów gibraltarskich. Przypominam jej kompetencje, by przywołać jeszcze zdanie z jej eseju: „Żaden z ujawnionych dotychczas dokumentów brytyjskich nie rozstrzyga niestety, czy generał Sikorski poniósł śmierć w wypadku, czy padł ofiarą zamachu. Wyraźnie potwierdzają one jednak, że władze brytyjskie od początku starały się wyciszyć katastrofę gibraltarską, z góry przyjmując tę drugą hipotezę".

Z brytyjskich dokumentów wynika, że Anglicy od początku nie wierzyli w katastrofę. Wiedzieli o przygotowywanym zamachu. Jeden z tajnych dokumentów wywiadowczych przesłany przez Intelligence Service do Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza, w którym Brytyjczycy wyliczają znane im i udokumentowane w ciągu trzech lat wypadki kontaktów Polaków z Niemcami, kończy się stwierdzeniem: „Istnieje jakiś drugi aparat wojskowy i cywilny w aparacie gen. Sikorskiego o innych celach i zamiarach, ukrywanych pilnie przed władzami polskimi i angielskimi. Tylko wzajemną i szczerą współpracą Intelligence Ser. i O II można to niebezpieczeństwo usunąć zarówno ze względu na interes Polski, jak i W. Brytanii. (...)".

Po 65 latach historia dochodzenia prawdy gibraltarskiej stanęła na rozdrożu. Jest ekspertyza lekarzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych jednoznacznie świadcząca o katastrofie lotniczej jako przyczynie śmierci. Z drugiej strony mamy ekspertyzę naukowców z Politechniki Warszawskiej, z Zakładu Aerodynamiki Obiektów Ruchomych, która równie kategorycznie wyklucza wypadek. W świetle obliczeń i symulacji komputerowych przeprowadzonych przez zespół prof. Jerzego Maryniaka, współpracującego z producentem samolotu, katastrofy nie było. Bo katastrofami lotniczymi rządzą prawa fizyki. A w tej historii wykluczają one wypadek. Samolot, nim zatonął, unosił się na falach 6-8 minut, a pilot, który powinien być zmiażdżony, miał tylko zadrapany policzek.

Mapa obrażeń, urazów i złamań, których doznał gen. Sikorski, przekracza wyobraźnię badacza. To ciało zostało wręcz zmasakrowane. Złamanych zostało obustronnie 16 żeber, w tym kilka wielokrotnie. Obojczyk, wyrostki lędźwiowe. W ranie głowy tkwił fragment drewna. Jeśli przyjąć za wiarygodne świadectwa por. Ludwika Łubieńskiego, świadka tych zdarzeń, to podobne obrażenia odniósł też gen. Tadeusz Klimecki, którego ciało „stanowiło worek z kośćmi, tak połamanymi, że grzechotały wręcz przy każdym ruchu". Trudno uwierzyć, by ludzie w fotelach lotniczych, przypięci pasami, a por. Łubieński nie ma wątpliwości, że Klimeckiego wyłowiono przypiętego do fotela, mogli odnieść podobne obrażenia.

Być może uwierzyłbym w wersję wypadku komunikacyjnego, gdyby nie jeszcze jedna rana Sikorskiego zidentyfikowana przez lekarzy. Zmiażdżenie prawej kości piętowej. Można uwierzyć w latające po samolocie skrzynki z daglezji (sosna amerykańska), we wbijające się w majtki i koszulę generała drzazgi wiązu i cyprysu. Można, choć to trudne, uwierzyć, że zamiast się instynktownie skulić w fotelu, wyprostował się. Tylko nie w to, że sam zmiażdżył sobie piętę. Podobne uszkodzenie – zmiażdżenie kości pięty prawej nogi powstać mogło jedynie wskutek uderzenia zadanego z potworną siłą z dołu. A co mogło uderzyć z dołu w nogę człowieka siedzącego w fotelu? Tego obrażenia nie da się logicznie wytłumaczyć. Podobnie jak braku okrzemków na ciele i ubraniu generała, co wskazuje, że nie znalazło się ono w wodzie morskiej ani nie zostało z niej wyłowione.

Czy jest jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie sprzeczności? Czy mógł Sikorski zginąć w katastrofie, której nie było, a skoro jej nie było, czy mógł doznać stwierdzonych przez lekarzy obrażeń charakterystycznych dla katastrofy lotniczej? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Jest natomiast pewna podpowiedź. Oto dwa miesiące przed katastrofą gibraltarską, na atlantyckich plażach Huelvy hiszpańscy rybacy znaleźli ciało mężczyzny. Był to, sądząc po battledressie, angielski oficer. Ciało przekazano Niemcom. Mężczyzna, przy którym znaleziono dokumenty brytyjskiego majora Martina,przewoził dokumenty sztabowe i korespondencję między dowódcami sprzymierzonych. Listy gen. Alexandra, adm. Mountbattena i Eisenhowera. Wszystko wskazywało na to, że w niemieckie ręce dostało się ciało kuriera, który zginął w katastrofie lotniczej.

To może najgłośniejsza operacja dezinformacyjna służb brytyjskich w całej wojnie. Nosiła kryptonim „Mincemeat" (mielone mięso). Dzięki mistyfikacji Niemcy uwierzyli w prawdziwość mjr. Martina i dokumentów. Uwierzyli, że najbliższa operacja wojskowa sprzymierzonych zostanie skierowana na greckie wyspy Dodekanezu, a nie na Sycylię. Ważne w tej historii było to, że człowiek, który stał się mjr. Martinem, zmarł w styczniu 1943 roku w Londynie na gruźlicę. Brytyjscy anatomopatolodzy przez kilka miesięcy przechowali ciało w lodzie i tak „przygotowali”, by nosiło cechy ofiary katastrofy lotniczej. W protokole posiedzenia Komitetu Dwudziestu z 4 lutego 1943 r. zapisano: „Plan 'Mincemeat' został przyjęty przez Komitet i postanowiono, (…), że przedstawiciel Admiralicji w Komitecie znajdzie odpowiednie miejsce przy brzegu hiszpańskim, w którym można będzie wyrzucić ciało”.

W sprawie mjr. Martina chodziło o powodzenie inwazji na Sycylię i życie tysięcy żołnierzy. Można przyjąć, że jeśli najwybitniejsi brytyjscy anatomopatolodzy pomagali tu wywiadowi, to niemieccy anatomopatolodzy weryfikowali obrażenia mjr. Martina, szukając złamań spiralnych, właściwych dla katastrof lotniczych i złamań wyrostków kręgów lędźwiowych świadczących o tym, że w chwili wypadku Martin żył. Mistyfikacja się udała. Jak? Pewnie nikt tego nie wie, bo zwycięstwa wywiadu polegają na tym, że nikt nie poznaje całej prawdy. Choćby dlatego, by można było odnieść kolejne zwycięstwo, na przykład dwa miesiące później w Gibraltarze. Dariusz Baliszewski Historyk, publicysta

Okładka tygodnika WPROST: 15/2009
Więcej możesz przeczytać w 15/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • krakus57 IP
    Panie Hist - EEEEE - ryku i  co  z  Pańską książka gdzie miał Pan uikazać całemu światu te  PARALIŻUJACE dokumenty w  sprawie Sikorskiego łaacznie z tym pilotem , którym miał byc George Buerling as mysliwskiego lotnictwa z RACF . ( ciekawe jak myśliwiec mógł byc pilotem Liberatora Mk II ) na  dodatek zapomniał Pan dodac ,że w tym czasie ( lipiec ) był w ...Kanadzie po rekonwalescencji ( po  wypadku w... Gibraltarze - kiedy totalnie rozbił sie tam Liberator Mk II AL -516 równiez z  RAF 511 Sqn ) ale  Pan tego nie  wiesz , jak i w wielu innych sprawach w których zabierał ( całe szczęście ,że wreszcie się na  Panu poznali ) Pan głos. W głoszeniu idiotyzmów i bzdur ma Pan godnego kontynuatora - Tadeusza Kisielewskiego . dla  niego materiałem jest ....Wikipedia i internet . Gratulacje .

    Mieczysław Jan Różycki ( ten który od  ponad 20 lat zajmuje sie wypadkiem ( tak , tak ) lotniczym AL -523 na  North Front. A który odnalazł dwóch ostatnichzyjacych swiadków bioracych udział w  akcji ratunkowej i  wydobywczej nw Gibraltarze 04.07 .1943 .

    PS. A  dokumentami archiwalnymi ( o których Pan i Kisielewski - mówicie super tajne ) mółbym Panów przysypac po czubki głów. Prosze poczekac do  04 lipca tego roku ( 2012) to cos się Panowie dowiecie z przeszło godzinnego filmu .
    • Ivo IP
      \"Rzeczpospolita\", 28.04.07 Nr 100
      Plus Minus
      Kto strzelał do Winstona Churchilla
      Rozmowa Piotra Zychowicza ze Zbigniewem Stańczykiem z Instytutu Hoovera

      Rz: II wojna światowa od czerwca 1941 roku aż do zakończenia toczyła się pomiędzy Anglosasami i Związkiem Sowieckim a Niemcami. Według oficjalnej wersji historii wszystkie strony konfliktu od początku gotowe były na walkę aż do całkowitej kapitulacji przeciwnika. Informacje o możliwości odwrócenia sojuszy w trakcie działań wojennych traktowane są dziś jako spekulacje z dziedziny political fiction. Jak było w rzeczywistości?
      Zbigniew Stańczyk: Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Trzeciej Rzeszy brano pod uwagę rozmaite scenariusze. Wywiady tych krajów nie zamykały drzwi do innych, często sprzecznych z ówczesnym układem sojuszniczym, rozwiązań. Niewiele brakowało, żeby II wojna światowa potoczyła się zupełnie inaczej. Historia ówczesnych służb wywiadowczych jest pełna tajemnic i zaskakujących faktów, które nijak się mają do wersji wydarzeń, którą znamy z podręczników.
      Na przykład?
      W raportach amerykańskiego wywiadu znalazłem zapis o tym, że w piątek 2 lipca 1943 roku o godzinie 9.30 rano przed siedzibą premiera Wielkiej Brytanii na Downing Street nr 10 miał miejsce zamach na Winstona Churchilla. Oddano w jego stronę chybiony strzał i rzucono ręczny granat, który nie eksplodował.
      Czy ta informacja została kiedykolwiek potwierdzona?
      Znalazłem jedynie potwierdzenie, że Churchill faktycznie opuścił wtedy swoją siedzibę i pojechał do Parlamentu. Czy mamy zatem do czynienia z aktem dezinformacji, czy z prawdziwym wydarzeniem, które było ściśle chronioną tajemnicą państwową? Jak wynika z kolejnych zapisów Amerykanów, o zamachu mieli być poinformowani tylko najbliżsi współpracownicy brytyjskiego premiera, wiedziały też o tym oczywiście osoby z jego ochrony. Wszyscy zostali zobowiązani do milczenia.
      Kto strzelał do Churchilla?
      Na miejscu miano aresztować trzech mężczyzn. Wszelki słuch o nich zaginął. Najprawdopodobniej po krótkim dochodzeniu zostali rozstrzelani.
      Próbowano zabić Churchilla na dwa dni przed śmiercią Sikorskiego! Czy oba te wydarzenia były ze sobą powiązane?
      Wygląda to na więcej niż przypadek. Wydaje się, że życie tych dwóch polityków pozostawało w jakimś stopniu zależności. Albo ktoś założył, że trzeba się pozbyć obydwu, albo, że może żyć tylko jeden z nich. Sikorski zdawał sobie już wówczas sprawę z brytyjskich intencji wobec Polski. Wiózł ze sobą dokumenty, których Brytyjczycy nie chcieli widzieć w Londynie. Dotyczyły one m.in. zbrodni katyńskiej i mogły popsuć stosunki między wielkimi sojusznikami.
      Po \"wypadku\" na Gibraltarze rozpaczliwie poszukiwali tych dokumentów, udało im się je odnaleźć, ale polski rząd do dzisiaj ich nie otrzymał. Wiele wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z elementem pewnej zakrojonej na szeroką skalę operacji sił specjalnych, która miała zmienić bieg II wojny światowej.
      Komu zależało na pozbyciu się brytyjskiego premiera?
      Podobnie jak Sikorski, miał on we własnym kraju wrogów kwestionujących jego plany strategiczne. Zdaniem wielu brytyjskich mężów stanu otwarta konfrontacja z Niemcami miała fatalny wpływ na losy podupadającego imperium. Środowiska konserwatywne Wielkiej Brytanii jeszcze przed wybuchem wojny widziały zbieżność interesów z Trzecią Rzeszą w zwalczaniu narastających wpływów komunizmu w Europie. Wielka Brytania była wówczas skłonna dać Niemcom wolną rękę w polityce wschodniej, ale domagała się bliższych konsultacji na temat innych obszarów. Takie poglądy reprezentowali premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain, minister spraw zagranicznych lord Halifax, jego zastępca Rab Butler i minister spraw wewnętrznych Samuel Hoare. To oni byli twórcami ugodowej wobec Rzeszy polityki appeasementu. Agresywna linia polityczna Berlina nie sprzyjała jednak porozumieniu.
      Ale byli Niemcy, którzy myśleli inaczej niż Hitler.
      Owszem. Brytyjski wywiad, zdominowany przez ludzi o antykomunistycznych, konserwatywnych poglądach, nawiązał stosunki ze swoim niemieckim odpowiednikiem - Abwehrą, na której czele stał admirał Wilhelm Canaris. Wkrótce pomiędzy nim a szefem brytyjskiego wywiadu MI6 Stewartem Menziesem wytworzyła się wieź, która trwała lata, mimo że reprezentowali teoretycznie wrogie organizacje. Doszło nawet do tego, że Menzies zdecydował się na wyeliminowanie arcyrywala Canarisa Reinharda Heydricha. Szef Głównego Urzędu Bezpieczenstwa Rzeszy wpadł na trop zagranicznych kontaktów admirała i miał dowody na to, że spiskuje on przeciwko Hitlerowi. Brytyjscy agenci, dokonując w maju 1942 roku skutecznego zamachu na Heydricha, uratowali szefa Abwehry przed zdemaskowaniem. W grudniu tego samego roku Canaris i Menzies - co się może wydać szokujące - spotkali się na neutralnym gruncie.
      Czyli po wybuchu wojny brytyjscy konserwatyści nie porzucili planów porozumienia z Niemcami?
      Zaraz po inwazji na Francję i przejęciu władzy przez radykalnego Churchilla byli członkowie gabinetu Chamberlaina wysyłali sygnały, że gotowi są negocjować nawet w obliczu pełnej dominacji Niemców na kontynencie. W czerwcu 1940 zapewnili Berlin, że \"żadna rozsądna propozycja nie zostanie odrzucona\".
      Aby przeprowadzić takie porozumienie, należałoby jednak przejąć władzę w Wielkiej Brytanii.
      Pewne ślady tego, że już wtedy planowano pucz, możemy znaleźć w dokumentach. Na przykład ambasador Szwecji w Londynie informował swój rząd, że z końcem miesiąca Churchill zostanie zmuszony do ustąpienia i zastąpi go Halifax, który podejmie rozmowy z Niemcami. Latem 1940 roku potwierdził to Hoare. Podczas spotkania z przedstawicielem Canarisa zapewniał, że koniec Churchilla jest bliski i że on sam będzie prowadził rozmowy pokojowe z Niemcami. W negocjacjach uczestniczył Menzies. Gdy informacje o tym, co się dzieje, dotarły do Churchilla, zagroził on Halifaksowi aresztowaniem. Niewiele to jednak dało, bo właśnie z upoważnienia tego ostatniego doszło w listopadzie 1940 roku do kolejnych pertraktacji. Tym razem z byłym adiutantem Hitlera Fritzem Wiedemannem.
      Churchill nie próbował bardziej stanowczo przeciwdziałać?
      Starał się rozbić to środowisko. Podjął decyzję o usunięciu Halifaksa z Londynu i mianował go ambasadorem w Waszyngtonie. Hoare został ambasadorem w Hiszpanii, a Butlerowi znaleziono niewiele znaczącą funkcję na miejscu. Tylko Menzies utrzymał się na stanowisku.
      Czy w ten sposób zakończono sprawę?
      Wprost przeciwnie, konserwatyści jeszcze bardziej wzmogli swoją aktywność. W marcu 1941 roku podczas kolejnego spotkania z agentem Canarisa Hoare jeszcze raz zapewnia, że Churchill nie może liczyć na poparcie w kraju i że on sam wkrótce przejmie władzę premiera i doprowadzi do pokoju. Nowym szefem dyplomacji miał zostać Butler. Dzisiaj nie ma już wątpliwości, że Hoare był jednym z głównych motorów spisku mającego na celu obalenie rządu w Londynie. Wedle opinii sekretarza stanu w brytyjskim MSZ Alexandra Cadogana Hoare był \"potencjalnym Quislingiem\". Ówczesne działania środowiska ugodowego pozostają jedną z wielkich tajemnic II wojny światowej i są skrzętnie ukrywane przed brytyjską opinią publiczną.
      Co na to Niemcy?
      10 maja 1941 roku ląduje w Wielkiej Brytanii jeden z przywódców Trzeciej Rzeszy Rudolf Hess. Ważną rolę w ściągnięciu go do Szkocji odegrał właśnie Hoare. Chodziło o określenie strategii brytyjskich środowisk konserwatywnych wobec inwazji Niemiec na Związek Sowiecki. Propaganda Churchilla przedstawiła całą sprawę jako pułapkę, w którą rzekomo wciągnięto Hessa. W rzeczywistości odpowiedział on na sygnały wysyłane przez brytyjskie kręgi polityczne zainteresowane rozmowami o nowym podziale wpływów na kontynencie europejskim. Churchill celowo odsunął od dochodzenia w tej sprawie SIS zdominowane przez elementy germanofilskie i podejrzewane o współudział w misji Hessa.
      Hess podzielał opinie Hitlera, że Niemcy powinny budować imperium na lądowych obszarach Eurazji, pozostawiając globalną, oceaniczną kontrolę Brytyjczykom. Późniejszy Führer swoją wizję bez ogródek opisał już w \"Mein Kampf\": \"Poszerzenie Rzeszy będzie możliwe tylko kosztem Rosji, ale ta polityka wymaga jednego sojusznika - Anglii\".
      Czy angielscy konserwatyści brali pod uwagę możliwość porozumienia z Hitlerem?
      Szybko się okazało, że jest to niemożliwe. Menzies i Canaris wiosną 1943 roku zgodzili się, że należy obalić Hitlera i powołać rząd wywodzący się z pokrewnych ideowo Brytyjczykom konserwatywnych oficerów Wehrmachtu. Menzies przedstawił swoim niemieckim partnerom warunki pozyskania przychylności Londynu: osadzenie Hitlera w areszcie domowym z dala od stolicy i utworzenie demokratycznej rady zdolnej przejąć jego funkcje.
      Czy w tej grze wywiadów brali udział Polacy? Mieliśmy przecież jedną z najlepszych siatek szpiegowskich na terenie Europy.
      Oczywiście. Zarówno Menzies, jak i jego rywal Colin Gubbins, szef Special Operations Executive (SOE), wykazywali szczególne zainteresowanie Polską i jej służbami zarówno przed, jak i po wybuchu wojny. Co ciekawe, swoje działania podjęli za plecami polskich, w końcu sojuszniczych władz, zakładając na terenie Polski struktury wywiadowcze znajdujące się poza kontrolą naszego rządu i Państwa Podziemnego.
      Myśli pan o Muszkieterach?
      Tak. Ta licząca kilkaset osób organizacja przeprowadzała najbardziej ryzykowne operacje nie tylko natury wywiadowczej, ale również politycznej. Brała m.in. udział w planowaniu obalenia rządu Sikorskiego. Jej przywódca Stefan Witkowski współpracował jednocześnie z Brytyjczykami i Niemcami. Wprowadzał w życie zbieżny z jego własnymi poglądami plan brytyjskich konserwatystów, którzy chcieli zniszczyć państwo komunistyczne na wschodzie. Stworzył gabinet cieni, niechętny zawartemu przez Sikorskiego sojuszowi z Sowietami. Wówczas został przerzucony do kraju marszałek Edward Rydz-Śmigły, który miał stanąć na czele tego przedsięwzięcia. Marszałek wraz z szeregiem wyższych rangą oficerów i przedstawicielami II Oddziału w 1941 roku przygotowywał się do przejęcia władzy. Chciał stworzyć ośrodek będący alternatywą dla władz RP w Londynie, który mógłby myśleć o zawarciu ugody z Niemcami. Plany te nadzorował właśnie Witkowski. Prowadził wówczas otwartą akcję wymierzoną przeciwko legalnym władzom podziemia, organizując zamachy na jego członków i ich siedziby. Na przykład Muszkieterowie, podszywając się pod Niemców, zorganizowali w marcu 1941 roku atak na siedzibę ówczesnego delegata na kraj Cyryla Ratajskiego. Celem akcji było przejęcie jego archiwum.
      Rydz i Witkowski zakończyli życie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Czy ich śmierć związana była z tą sprawą?
      Z informacji, do których miałem dostęp, wynika, że starano się obu zlikwidować po zapoznaniu się z ich planami. Zdumiewające jest, jak wiele istnieje - wykluczających się nawzajem - teorii dotyczących okoliczności śmierci Rydza i Witkowskiego. Proszę sobie wyobrazić, że polskie władze komunistyczne prowadziły tajne śledztwa w obu tych sprawach jeszcze w latach 70. Między innymi zbierano informacje wśród ciągle żyjących świadków.
      Brytyjscy konserwatyści widzący największe zagrożenie dla Europy w Związku Sowieckim i dążący dlatego do porozumienia z Niemcami szukali w Polsce ludzi o zbliżonych poglądach. Do kogo się jeszcze zgłosili?
      Kolejnym polskim środowiskiem penetrowanym i finansowanym przez brytyjski wywiad i Canarisa było tzw. Międzymorze (Intermarium). Organizacja, która opowiadała się za utworzeniem federacji państw środkowoeuropejskich jako geopolitycznej przeciwwagi dla rozprzestrzeniającego się ze wschodu komunizmu. Ludzie ci odnosili się wrogo do rządów Sikorskiego i umizgów Churchilla do Stalina.
      Mówimy o okupowanym kraju. A co z Polakami na Zachodzie?
      Wydaje się, że wiele osób myślących w ten sposób było w polskich służbach wywiadowczych. Dwójka wspierała na przykład środowisko wywodzące się z przedwojennego ruchu prometejskiego, zakładające wiodącą rolę Polski w wyzwoleniu Europy Wschodniej spod wpływów komunistycznych. Członkowie ruchu działali w MSZ i dyplomacji - na przykład polscy posłowie Karol Dubicz-Penther w Portugalii i Marian Szumlakowski w Hiszpanii. Ten ostatni związał się w Madrycie ze wspomnianym Samuelem Hoare\'em i za jego pośrednictwem kontaktował się z Canarisem. Wdrożono nawet przeciwko niemu jako osobie \"szkodliwej dla sprawy polskiej\" postępowanie dyscyplinarne.
      Wróćmy więc do lipca 1943 roku, gdy w odstępie dwóch dni doszło do zamachów na Churchilla i Sikorskiego...
      Salony dyplomatyczne Europy huczały od plotek, że latem 1943 roku dojdzie do jakiegoś przełomu, który diametralnie zmieni losy wojny. Kilka miesięcy wcześniej Hans Lazar, Austriak pracujący w ambasadzie niemieckiej w Madrycie - który jak się okazało po wojnie, utrzymywał kontakty z ludźmi zbliżonymi do Muszkieterów i Oddziału II - mówił, że Sikorski zostanie pozbawiony władzy. Wiosną nabrała intensywności wymiana informacji między ośrodkami wywiadowczymi na całym kontynencie. Wzmogły się wizyty wyższych rangą niemieckich generałów na Półwyspie Iberyjskim. Działający na terenie Portugalii as polskiego wywiadu podpułkownik Jan Kowalewski utrzymywał wówczas wyjątkowo ożywione kontakty z Niemcami.
      Ten, który po upadku Francji przygotował tzw. deklarację lizbońską oferującą Niemcom osiągnięcie jakiegoś modus vivendi z Polakami?
      Ten sam. Z raportów, które się zachowały, możemy poznać założenia projektowanej przez niego wówczas akcji \"Monika\". Pokrywały się one z planem operacji \"Walkiria\" opracowanym przez jedną z bardziej aktywnych postaci opozycji antyhitlerowskiej Henninga von Tresckowa. (Operacja ta została w końcu - bez sukcesu - przeprowadzona po zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 roku). Pomiędzy polskim a niemieckim wywiadem miała miejsce ożywiona wymiana informacji. Jednym z rozmówców Kowalewskiego w Barcelonie był Fritz Kramer z Abwehry. Otwarcie proponował Polakom zmianę frontu i zjednoczenie przeciwko Sowietom.
      Wiemy, że planowano zabić Sikorskiego i Churchilla. Co w tym czasie zamierzali zrobić niemieccy opozycjoniści?
      Zakładali pozbycie się Hitlera poprzez jego fizyczną eliminację bądź zneutralizowanie. Rozmowy na ten temat prowadził Canaris ze specjalnym wysłannikiem Roosevelta na Bałkany George\'em Earlem. Spotkali się w Stambule. Szef Abwehry chciał wiedzieć, jak na sprawę puczu i zmiany sojuszy zareaguje najpotężniejszy gracz - Stany Zjednoczone. Rozmowy miały miejsce w kwietniu 1943 roku, parę tygodni po kolejnej próbie zamachu na Hitlera w Smoleńsku, nadzorowanej zresztą osobiście przez admirała Canarisa. Do najpoważniejszego zamachu miało jednak dojść latem 1943 roku (według podobnego scenariusza jak w lipcu 1944). Puczyści mieli otoczyć Wilczy Szaniec w Prusach Wschodnich, odizolować Hitlera od świata i przejąć władzę w Berlinie. Plan pokrywał się z warunkami postawionymi wcześniej przez Menziesa i Canaris zażądał aprobaty prezydenta USA. Pomimo wielokrotnych monitów Earla Roosevelt nie odpowiedział. Zawiedziony Earl poróżnił się z prezydentem, który zagroził mu zesłaniem na antypody. Po wojnie Earl podkreślał, ze Waszyngton zmarnował wówczas najlepszą szansę na zakończenie wojny.
      Zamachowcom udało się zabić Sikorskiego, ale Churchill i Hitler zostali przy władzy. Wyobraźmy sobie jednak, że cała operacja potrójnego puczu zakończyłaby się sukcesem. Polski i brytyjski rząd dostają się w ręce antykomunistycznych konserwatystów, którzy zawierają pokój z nowymi władzami Rzeszy reprezentowanymi przez pragmatycznych generałów. Jak wówczas potoczyłyby się dalsze dzieje II wojny światowej?
      Historycy różnie oceniają oferty Niemców. Wynika to między innymi stąd, że opozycja niemiecka wysuwała je w zależności od rozwoju wydarzeń na froncie. Proponowali coraz więcej w miarę posuwania się Armii Czerwonej. Nie ulega wątpliwości, że widzieli przyszłą Polskę jako państwo buforowe z jak najdalej wysuniętymi na wschód granicami. Czyli odwrotnie do tego co po wojnie zrobił Stalin, który przesunął Polskę od siebie jak najdalej na zachód. Gdyby zgodnie z życzeniem Niemców zawieszono działania wojenne na zachodzie i kontynuowano je na wschodzie - doszłoby do otwartego konfliktu aliantów z Moskwą. Nie jest tajemnicą, że taki wariant zakładało wówczas wielu zachodnich strategów.
      Dlaczego wiadomości o tych tajnych negocjacjach nie ma w podręcznikach?
      Wszelkie ślady tych rozmów były skrzętnie ukrywane przed opinią publiczną. Osoby w nie zaangażowane milczały, a te, które ośmieliły się mówić - eliminowano. Dochodziło do wielu skrytobójczych morderstw. Na przykład w Nicei w 1951 roku znaleziono straszliwie zmasakrowane zwłoki żony Rydza-Śmigłego, która dużo wiedziała o tych sprawach. Ten mord miał być ostrzeżeniem dla innych.
      W Niemczech wiele dowodów zaginęło wraz ze śmiercią członków spisku przeciwko Hitlerowi. Zabrali ze sobą do grobu niewygodną prawdę. Ostatnio trochę to się zmienia. Wiele na temat kontaktów zamachowców z zagranicą opublikowano w minionych dwóch, trzech latach. Powoli udaje się nam zrekonstruować fragmenty wydarzeń sprzed lat, co zmusza do dokonania poważnych przewartościowań i zmiany rozumienia tamtego okresu.
      Rozmawiał Piotr Zychowicz
      Zbigniew Stańczyk jest opiekunem polskich archiwaliów w Instytucie Hoovera na Uniwersytecie Stanforda. Był kuratorem wystawy \"Amerykańska przyjaźń. Herbert Hoover a Polska\"
      • Ivo IP
        Polecam:
        http://www.historycy.org/index.php?showtopic=28526
        • sanator IP
          Czy historia nie zna przypadków spowodowania śmiertelnych uszkodzeń ciała bez widocznych obrazeń? Proszę sobie przypomnieć Grzegorza Przemyka i pomyślec skąd wywodzi się szkoła jego katów.
          • M.R.P. IP
            1. Spróbowałbym zanalizować - wszystkie - depesze gibraltarskie z tego, poprzedniego i następnego dnia.
            2. Bezwzględnie żadać zwrotu - wszystkich - rzeczy Generała jako własności RP.