Wielka historia w Bobolicach

Wielka historia w Bobolicach

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Czterdzieści lat temu w Znamirowicach nad Jeziorem Rożnowskim chłopu Janowi Stachowi sąsiad zagrodził jedyną drogę prowadzącą do chałupy. Stach go nie okaleczył ani nie oddał pod sąd. Zdecydował wybudować własną drogę. A że na niej leżał głęboki jar, postanowił wznieść też most. Po latach okazało się, że sam zbudował największy kamienny most na świecie, wysoki na 15 m, długi na 12 m, a szeroki na metrów sześć.

Przy okazji powstała droga do jego gospodarstwa nazywanego (nomen omen) Zapaść, długa na 500 metrów. Dzisiaj obiekt ten, znajdujący się w znakomitym stanie, w miejscowych przewodnikach figuruje jako wielka atrakcja turystyczna – Most Mocarza.I ściąga tysiące ludzi z kraju i ze świata.

Wspaniały, rzymski most Stacha stoi i zapewne stać będzie do końca świata. O Stachu przypomniałem sobie, gdy usłyszałem o człowieku, który odbudował z kompletnej ruiny wielki średniowieczny zamek. Zrobił to Ja- rosław W. Lasecki. Stach był biedny, Lasecki jest bogaty, a nawet bardzo bogaty. Dlatego mógł zatrudnić do odbudowy najwybitniejszych ekspertów i najlepszych rzemieślników. Prywatny zamek Laseckiego w Bobolicach można zwiedzać bez biletów wstępu. W 2009 roku dotarło tu już 150 tys. turystów.

O co mogło chodzić Laseckiemu, który kupił ruinę zamku, przez cztery lata walczył z absurdalnym, biurokratycznym światem o prawo odbudowy, a gdy je wreszcie uzyskał, przez następne pięć lat przechodził upiorną drogę przez mękę urzędniczych decyzji, sprzecznych postanowień, oczywistych szykan i złośliwości. Tylko w 2007 roku Jarosław Lasecki albo jego młodszy brat Dariusz musieli 182 razy stawić się w urzędzie konserwatora zabytków w Częstochowie. A przecież można było jeszcze zażądać, aby Laseccy, odbudowując swoje Bobolice, do wiązania kamienia używali wyłącznie zaprawy zgodnej ze średniowieczną recepturą. Ten wymóg rzeczywiście postawił im konserwator zabytków. Tyle że eksperci do dziś nie wiedzą, co takiego dodawano do zaprawy, że jej trwałość sięgała tysiąclecia. Jedni byli przekonani, że to piwo, drudzy, że jaja, a ściślej kurze białko. Może konserwatorom z Częstochowy udało się tę zagadkę rozwiązać. Jeśli nie, to po prostu znęcali się nad ludźmi, którym winni byli wyłącznie pomoc.

Problemem było wszystko: kąt nachylenia dachu, materiały pokryciowe, gatunek drewna na drzwi oraz rodzaj zamków i okuć metalowych. Urzędników nie ruszało to, że za każdym projektem i pomysłem Laseckiego stała myśl i ekspertyza najwybitniejszych specjalistów, archeologów, historyków czy historyków sztuki z krakowskich uczelni. Przez dziesiątki lat urzędnicy nie troszczyli się o gruzy w Bobolicach, a teraz nagle dostrzegli własne pięć minut w historii. W 2004 roku, nie bacząc na szykany i nie zrażając się częstochowską urzędniczą niechęcią, mieszkańcy Mirowa, właściciele innej sterty gruzów zwanej zamkiem w Mirowie, zwrócili się do Laseckich, by odkupili i uratowali także ich zamek. Plotki głoszą, że do odbudowy zamków szykują się także Siewierz, Ogrodzieniec i podczęstochowski Olsztyn. Odbudowują się Korzkwia pod Krakowem, Tropsztyn pod Nowym Sączem i Tykocin Podlaski. A w kolejce czekają jeszcze Poznań, Puck, Olkusz, Czchów i Nowy Sącz.

Licząc bardzo ostrożnie, na polskiej ziemi mamy ok. 450 zamków, strażnic i grodów. Ogromna ich część stanowi tzw. trwałą ruinę. W XIX wieku mówiło się – rozwalinę. Bo też ich świetność historyczna dotyczyła pierwszych wieków polskiej państwowości. Powstawały ich dziesiątki i dziesiątki ginęły. Budowano je głównie z drewna, z wałami ziemnymi. Władysław Łokietek, pacyfikując Wielkopolskę, zdołał zniszczyć kilkadziesiąt z nich. Jego syn Kazimierz zwany Wielkim zdołał zbudować ponad 70. Tyle że Kazimierz nakazał budować zamki z kamienia i cegły – trwalsze i okazalsze. To za jego panowania powstały zamki w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej: 25 wspaniałych „orlich gniazd". Miały stanowić ochronę granicy z nieprzyjaznym wówczas, czeskim Śląskiem. To wtedy powstały Bobolice i Mirów, dwa zamki na tzw. Grzędzie Mirowskiej,odległe od siebie o 1200 metrów, co pozwalało na synchronizację działań obronnych. Bobolice wymienia w swej kronice Jan Długosz. Nie ma pewności, czy były to zamki kazimierzowskie, czy też zamki rozbójnicze.

Według legendy dwa bliźniacze zamki należały do braci bliźniaków tak podobnych, że nie sposób było ich odróżnić. Oba zamki łączył ponoć tunel, w którym bracia zgromadzili zagrabione skarby. Było ich tak wiele, że aż biła od nich łuna. Wiara w tę legendę przez wieki prowadziła tu zastępy poszukiwaczy skarbów gotowych wysadzać w powietrze mury i skały. Lecz mimo wysiłków nigdy niczego nie znaleziono. Być może wszystko przepadło, gdy bracia poróżnili się o piękną brankę i gdy jeden raził drugiego mieczem. Sam zresztą, targany wyrzutami sumienia, niebawem został śmiertelnie rażony piorunem. Została tylko dziewczyna, zamknięta w lochu, do dzisiaj jeszcze widywana na murach przez tych, którzy odważają się nocą zbliżyć do zamku w Bobolicach. Być może cała ta historia znalazłaby potwierdzenie, gdyby Laseccy odnaleźli i zrekonstruowali także owo podziemne przejście. Ale tego nie planują. W trzech komnatach zamku w Bobolicach ma powstać muzeum zamkowe czasów Wielkiego Kazimierza, a w kilku z siedemnastu izb będą pokoje gościnne. Już powstała kaplica z Matką Boską Zamkową. Powstaje także w pobliżu zamku karczma żydowska dla spodziewanych turystów. W 2010 roku, w 700-lecie narodzin Kazimierza Wielkiego, zamek w Bobolicach będzie już żył własnym, gwarnym życiem.

Jarosław W. Lasecki, senator VI kadencji Senatu RP, zajmuje się nie tylko Bobolicami, ale i prognozami rozwoju turystyki w Polsce. W 2004 roku udział przychodów z turystyki wyniósł tylko 2,4 proc. PKB, podczas gdy w Portugalii (która nie ma swojego szlaku „orlich gniazd") wynosił 4 proc., w Hiszpanii – 4,8 proc., a w Austrii – 6 proc. Gdybyśmy podjęli się rozbudowy turystycznej infrastruktury i wykorzystali unijne dotacje na ten cel, byłby to może najlepszy sposób kontynuacji myśli Kazimierza Wielkiego sprzed wieków. Obejmując tron, zwany był on „krakowskim królikiem”. Gdy po niemal czterdziestoletnim panowaniu umierał, zostawiał Polskę dwukrotnie większą, dwukrotnie ludniejszą i wielokrotnie bogatszą.

Czy marzenia o Polsce bogatszej dzięki turystyce kiedykolwiek się ziszczą? Jedno jest pewne: ludzie, którzy będą tysiącami stawać przed wspaniale odbudowanym zamkiem w Bobolicach, chcąc nie chcąc, pomyślą o tym, że wszystko jest możliwe.

Okładka tygodnika WPROST: 47/2009
Więcej możesz przeczytać w 47/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • misiek IP
    wiekszosc z tych zamkow to ruina od potopu szwedzkiego. Nagle sie obudzilismy i niektorzy robia sobie eksluzywne dacze
    • bez-nazwy IP
      Jan Stach, to mój krewny :)
      • Zibi55 IP
        Jak widac liczyl na siebie nie na panstwo nie na sasiada to motto dla PO
        • bez-nazwy IP
          Swietny artykuł! Najwyższy czas, aby zmienić podejście do naszych zabytków. Wskrzesić dumę Polaków z pomników przeszłości. Pokazać, że nie tylko ruiny, jako wyrazy hołdu składanego najeźdźcom, którzy się do ich powstania przyczynili, są mocno wyryte w naszej świadomości.

          Czas pomagać takim ludziom, którzy bezinteresownie tworzą wielkie rzeczy!