Ochmatów, czyli niewykorzystane zwycięstwo nad Kozakami

Ochmatów, czyli niewykorzystane zwycięstwo nad Kozakami

Obóz zaporożców (obraz Józefa Brandta, ok. 1880 r., domena publiczna)
Bitwa pod Ochmatowem mogła być może doprowadzić do upadku zbuntowanego hetmana Chmielnickiego. Wojska polskie odniosły znaczne zwycięstwo nad armią kozacko-moskiewską, poniosły jednak strategiczną porażkę. Zadecydowała o tym zdrada tatarskiego sojusznika.
Autorem tego artykułu jest Maciej Adam Pieńkowski. Tekst „Bitwa pod Ochmatowem 29 stycznia – 1 lutego 1655" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Po nieudanej kampanii żwanieckiej z 1653 roku, kolejna konfrontacja Rzeczypospolitej z Kozaczyzną była tylko kwestią czasu. Ugoda zawarta w obozie pod Żwańcem 16 grudnia satysfakcjonowała w zasadzie jedynie Tatarów. Na dłużą metę była nie do przyjęcia zarówno dla Polaków, jak i dla Chmielnickiego. Przypomnijmy, iż jej postanowienia w znacznej mierze opierały się na traktacie zborowskim zawartym cztery lata wcześniej. Utrzymanie 40 tys. rejestru oraz autonomii Kozackiej na ziemiach ukrainnych było zaprzeczeniem państwowotwórczych aspiracji Chmielnickiego. Stąd hetman kozacki zaczął coraz wyraźniej kierować swój wzrok w kierunku cara. Zbliżenie na linii Czechryń-Moskwa, niebezpieczne tak dla Rzeczypospolitej, jak i Chanatu Krymskiego, musiało w konsekwencji prowadzić do przewrotu sojuszy.

Rzeczpospolita w przeddzień „potopu” i pierwszy sejm 1654 roku

Rzeczpospolita wkraczała w 1654 rok mocno osłabiona. Długotrwała wojna domowa doprowadziła do poważnych trudności natury politycznej oraz gospodarczej. Potrzeba dwukrotnego odtwarzania wojska koronnego (klęski u Żółtych Wód, pod Korsuniem oraz Batohem) skutkowała utratą wielu doświadczonych oficerów wysokiego oraz średniego szczebla. Zapełnienie tej luki okazało się niezwykle trudne, co przyczyniło się do niepowodzeń wojska koronnego po 1652 roku. Jednocześnie wojna była bardzo kosztowna. Do 1654 roku skarb Rzeczypospolitej przeznaczył na działania zbrojne 25 mln zł. Wysokie podatki obciążyły przede wszystkim ludność z centralnie położonych ziem Korony. Liczne zarazy (szczególnie w 1652 roku) oraz nieurodzaj rzutował dodatkowo na osłabienie wydolności struktur państwa na szczeblu lokalnym oraz centralnym.

1 stycznia 1654 roku, po powrocie króla Jana Kazimierza z wyprawy żwanieckiej do Warszawy, odbyła się rada senatorów. Postanowiono wówczas zwołać sejm na 11 lutego oraz skierować pozostające w służbie chorągwie na leża w pobliże linii demarkacyjnej z Kozaczyzną. Jednocześnie zdecydowano o podjęciu wyprawy wojennej na Ukrainę, łamiąc tym samym niedawno zawarte porozumienie. W myśl decydentów Rzeczypospolitej kampania miała przypominać działania zbrojne z 1651 roku. Głównym założeniem planu był jednoczesny atak na Kozaczyznę z północy oraz zachodu przeprowadzony siłami polskimi oraz litewskimi.

Aby osiągnąć te cele, sejm musiał uchwalić wysokie pobory oraz zwiększyć etat wojska. Propozycje króla zawarte w legacji na sejmiki nie spotkały się jednak z życzliwym przyjęciem przez szlachtę. Nieudana kampania żwaniecka wywołała ogólne niezadowolenie. Obywatele domagali się odebrania Janowi Kazimierzowi naczelnego dowództwa nad wojskiem oraz pociągnięcia do odpowiedzialności za nadużycia przedstawicieli aparatu skarbowego. Władca, trzymając w swoim ręku buławę wielką koronną (po śmierci Mikołaja Potockiego), nie miał jednak zamiaru jej oddawać, chcąc utrzymać dotychczasową bezpośrednią kontrolę nad wojskiem.

Przebieg sejmików nie wróżył spokojnego przebiegu obrad sejmowych. Tymczasem w Perejesławiu na Ukrainie Chmielnicki zawarł 18 stycznia ugodę z Moskwą, oddając się pod zwierzchność cara Aleksieja Michajłowicza. Wydarzenie to zbiegło się w czasie z trwającymi sejmikami przedsejmowymi, przez co informacja o porozumieniu nie zdążyła dotrzeć do szlachty. Ze względu na upór króla w sprawie wakującej buławy sejm został zerwany pod koniec marca. Żądania posłów dotyczące mianowania nowego hetmana były zgodne z prawem, jednakże ich stanowisko przyczyniło się również do pominięcia w dyskursie sejmowym spraw publicznych. W rezultacie „nieczego nie załatwiono […] tak zostaliśmy ukarani” pisał w pamiętniku Stanisław Albrycht Radziwiłł. Pretekstem to zerwania obrad był protest Jana Bąkowskiego, ale „inne sprawy spowodowały tę zbrodnię”.

Rzeczpospolita została bez środków do prowadzenia działań zbrojnych. Przybyli na sejm delegaci wojska koronnego odjechali z niczym. Musieli kontentować się jedynie zapewnieniami Jana Kazimierza, iż następny sejm załatwi sprawę żołdu. Już 31 marca król na radzie senatu zdecydował o zwołaniu nadzwyczajnego sejmu na 9 czerwca. Pomimo niemocy ustawodawczej, podjęto jednak w tym czasie działania o charakterze dyplomatycznym. Do Stambułu wyprawiono Mikołaja Bieganowskiego, na Krym zaś Mariusza Jaskólskiego. Obydwaj mieli zabiegać o przychylność wobec działań Rzeczypospolitej wymierzonych w Kozaczyznę. Polscy posłowie spotkali się z życzliwym przyjęciem, co pozwalało mieć nadzieję na pozytywne sfinalizowanie sojuszu obydwu stron.

Wojska polskie, kozackie i moskiewskie

Armia koronna nie prezentowała sobą dużej wartości bojowej, niemniej król rozkazał hetmanowi polnemu Stanisławowi Potockiemu rozpoczęcie działań zaczepnych na Ukrainie. Wódz podjął akcję pacyfikacyjną, ale nie osiągnął poważniejszych sukcesów. Kozacy zdołali obronić Humań oraz Bracław, zmuszając Polaków do wycofania się na Wołyń. Z początkiem drugiego kwartału 1654 roku armia liczyła 25 631 koni i porcji, czyli po odliczeniu załóg miast i zamków nie więcej jak 21 tys. żołnierzy. Chmielnicki zdawał sobie sprawę, że zakrojona na szeroką skalę akcja Polaków jest jedynie kwestią czasu. Do jej odparcia przygotowywał się wraz ze swoim nowym sojusznikiem.

Wojska moskiewskie szykowały się do wkroczenia w granice Rzeczypospolitej już od jesieni 1653 roku. Car podzielił armię na trzy części: I skoncentrowana między Pskowem a Nowogrodem pod dowództwem Wasyla Szeremietiwa miała uderzyć na Połock i Witebsk (13 tys. ludzi), II zgromadzona w oklicach Wiaźmy pod formalnym zwierzchnictwem cara powinna była oblec Smoleńsk i ruszyć w stronę Dniepru (41 tys. ludzi), w końcu III Aleksieja Trubeckiego skoncentrowana pod Brańskiem winna opanować Mścisław, po czym maszerować na pomoc Kozakom (15 tys. ludzi).

Na Ukrainie przebywał już silny korpus moskiewski dowodzony przez Wasyla Buturlina w sile 10 tys. ludzi, z czego część stanowiła załogę Kijowa. Z kolei Chmielnicki na prośbę cara odkomenderował 18 tys. Kozaków (trzy pułki) na północ pod dowództwem Iwana Zołotarenki. Uczynił to niechętnie, ale zapewniono go, iż w razie ataku wojska koronnego otrzyma wsparcie od Trubeckiego. Hetman kozacki skoncentrował pozostałe mu pułki pod Białą Cerkwią, po czym z początkiem czerwca przeniósł się do leżącego 70 kilometrów na południowy-wschód Bohusławia. Równocześnie ruszyła ofensywa rosyjska na Wielkie Księstwo Litewskie. W sumie więc wojska moskiewsko-kozackie liczyły około 120 tys. żołnierzy. Były to siły potężne, z jakimi na wschodzie Rzeczpospolita się jeszcze nie mierzyła.

Drugi sejm 1654 roku

Skuteczny opór wobec nieprzyjaciela mogły zapewnić jedynie szybkie i mądre decyzje sejmu, a następnie ich sprawna realizacja. W legacji król zwracał uwagę na takie sprawy jak podatki, konieczność powiększenie wojska, wypłatę upominków dla tatarów, opatrzenie Kamieńca oraz Smoleńska, poddanie pod obrady kwestii ewentualnego zwołania pospolitego ruszenia. Szlachta zebrana w maju na sejmikach rozumiała powagę sytuacji, przyjmując jednak postawę legalistyczną, dalej domagała się rozdania wakujących urzędów. Tym razem król ustąpił. Buławę wielką koronną oddał Stanisławowi Potockiemu, a polną Stanisławowi Lanckorońskiemu. Z kolei buławę wielką litewską przekazał Januszowi Radziwiłłowi, polną zaś Wincentemu Gosiewskiemu.

Decyzja monarchy przyspieszyła pracę sejmu, ale nawet po rozdaniu wakansów pojawiły się wątpliwości dotyczące incompatibliów. Gosiewski pełnił bowiem urząd podskarbiego litewskiego, więc „podnieśli niektórzy niemożność łączenia godności, […] inni tego bronili”. 23 czerwca do Warszawy dotarła wieść o poddaniu Połocka oraz Dorohobuża. „Długo Warszawa nie chciała uwierzyć w postępy nieprzyjaciela, choć przecież sąsiednie województwa zaklinały, aby stan rycerski [izba poselska] zajął się sposobem obrony Rzeczypospolitej”. 6 lipca przybyła na sejm delegacja wojska koronnego, „prosząc, aby pozwolono na poprawę żołdu; w końcu oświadczyli [żołnierze], że jeśli w terminie nie wypłaci się im zasług, to będą zmuszeni w środku wojny zaprzestać walki o Rzeczpospolitą”. W końcu, 10 dni później sejm:

    Powiększył wojska Rzeczypospolitej do 53 tys. koni i porcji (35 tys. w Koronie oraz 18 tys. na Litwie), z czego na wojsko koronne miało przypaść: 3 tys. husarii, 2 tys. rajtarii, 14 tys. pancernych, 8 tys. piechoty niemieckiej, 6 tys. dragonów oraz 2 tys. piechoty polskiej. Komput przewidywał więc 19 tys. jazdy i 16 tys. piechoty (54% do 46%). Nie wiemy, jaką liczbę dział przeznaczono dla armii koronnej. Wprawdzie w arsenałach znajdowała się pokaźne liczba dział (w tym kartauny), ale z pewnością problemem była odpowiednia liczba koni oraz „aparatu wojennego”, zatem kul i lontów.

    Uchwalił 24 pobory w Koronie oraz 22 podymne na Litwie z surowymi karami dla zalegających z płatnościami [retentorzy]. Skarb koronny obliczył koszty utrzymania wojska z zaległościami na 4,4 mln zł, litewski zaś na 1,1 mln zł. Na podarki tatarskie przeznaczono 140 tys. zł.

    Zdecydował o podjęciu ofensywy przeciwko Kozakom oraz wysłaniu posiłkowego korpusu koronnego na Litwę w sile 6 tys. koni i porcji.

    Dał królowi możliwość zwołania pospolitego ruszenia.

    Zaakceptował sojusz z Tatarami przeciwko Moskwie i Kozakom. Warunki porozumienia dotyczyły przede wszystkim wspólnych akcji zbrojnych oraz zobowiązania do wzajemnej pomocy, a także niezawierania separatystycznych porozumień bez wiedzy jednej ze stron.

Sejm był owocny, jednakże zebranie pieniędzy oraz rozbudowa armii do przewidzianego etatu wymagała sporo czasu. Przez te obiektywne czynniki Litwini, dysponujący 8 tys. ludzi, musieli ustąpić przeważającym siłom moskiewskim. Wprawdzie Janusz Radziwiłł pobił w sierpniu pod Szkołowem dywizję rosyjską, ale niedługo po tym poniósł klęskę pod Szepielewiczami. W wyniku tej wygranej Rosjanie doszli do Berezyny. Posiłkowy korpus koronny zjawił się na Litwie dopiero w połowie września i niemiłosiernie łupił dwory szlachty litewskiej. Pomimo rozkładu morale Koroniarzy, ich pojawienie się w okolicach Mińska pozwoliło hetmanowi wielkiemu na ponowne zebrania sił.

Chmielnicki tymczasem przegrupowywał swoje wojska. W lipcu ruszył się do Fastowa i otrzymał wiadomość, iż Trubecki został wysłany pod Mohylew i nie przyjdzie z pomocą Kozakom. Car żądał, aby pułki kozackie ruszyły w szybkim tempie na zachód w celu złączenia się z Trubeckim gdzieś na Wołyniu. Chmielnicki odmówił wykonania tego rozkazu, obawiając się, iż armia koronna wejdzie na jego tyły. Połączył się jedynie z Buturlinem, osiągając około 20 tys. ludzi, po czym wysłał podjazd w kierunku Łucka.

Koncentracja wojsk

Latem 1654 roku Polacy koncentrowali swoje siły w trzech obozach: pod Kamieńcem, Dubnem oraz Glinianami. W sierpniu obóz został przeniesiony pod Zborów i wówczas do wojska dołączył hetman polny Lanckoroński. W połowie tegoż miesiąca w obozie miało się znajdować jedynie 14 chorągwi jazdy, co świadczy o bardzo opieszałym koncentrowaniu wojska oraz formowaniu nowych zaciągów. Brak pieniędzy uniemożliwiał również przedłużenie służby jednostkom, które służyły w poprzednich kwartałach.

Pomimo szczupłości sił Lanckoroński wysłał na rekonesans podjazd w sile 600 koni pod podczaszym kijowskim Stanisławem Górskim. Został on rozbity przez podjazd nieprzyjaciela w okolicach Zasławia. Zginęło dwóch rotmistrzów i wielu towarzyszy; wróg dotarł do Pińska. Chmielnicki nie podążył jednak dalej, gdyż otrzymał informację o wkraczających na Ukrainę czambułach tatarskich. Kozacy wycofali się pod Białą Cerkiew.

Pod koniec października król zaakceptował plan działania dla armii koronnej. Zdecydowano uderzyć na Bracławszczyznę wraz z połączoną armią tatarską, aby zmusić Chmielnickiego do zerwania porozumień perejesławskich. Stamtąd armia koronna miała skręcić na północ i uderzyć na Kijów.

Koncentracja armii przeniosła się pod Tarnopol. Z końcem października udało się zebrać nie więcej jak 20 tys. żołnierzy, w tym zaledwie pięć chorągwi husarskich i ani jednej (!) rajtarskiej. Tymczasem sytuacja na Litwie była coraz bardziej dramatyczna. W październiku padły Smoleńsk oraz Witebsk. Radziwiłł wobec szczupłości swoich sił nie widział możliwości kontratakowania.

Jakkolwiek stan etatowy armii polskiej był daleki od komputu sejmowego, to ze względu na pasywność Kozaków oraz nadchodzące wieści o posiłkach tatarskich była ona w znacznie lepszej sytuacji niż litewska. Wojska koronne, podzielone na 12 pułków pod rozkazami obydwu hetmanów, a także m.in. oboźnego koronnego Stefana Czarnieckiego (wiódł pułk królewski) oraz Piotra Potockiego, wojewody bracławskiego, zaczęły opuszczać obóz już z końcem października, kierując się w kierunku Baru, a następnie Szarogrodu. Prawdopodobnie wiodły ze sobą kilkanaście dział pod komendą generała artylerii koronnej Krzysztofa Grodzickiego, towarzyszył jej również elitarny regiment piechoty Wilhelma Butlera.

Początek kampanii

Po osiągnięciu w połowie listopada Baru, a następnie Szarogrodu, postanowiono na radzie wojennej iść na Buszę. Pierwszy wyruszył Czarniecki, który pokusił się o samodzielne zdobycie miasteczka. Obrońcy odparli pierwszy atak, ulegli jednak 30 listopada po przybyciu kolejnych oddziałów koronnych. Buszę spalono, jej mieszkańców zaś wymordowano. Następnie z marszu ruszono w stronę Tymanówki, która poddała się 5 grudnia. Po tych sukcesach podjęto dalsze istotne decyzje w kwestii operowania na teatrze działań. Zgodnie z zaleceniami Jana Kazimierza armia miała maszerować w kierunku Kijowa. Hetmani uznali to jednak za zbyt ryzykowne. Ostatecznie zdecydowano pozostać na bracławszczyźnie i oczyścić miejscowe ziemie z załóg kozackich.

Czarniecki ruszył w tej sytuacji do Bracławia, silnie obsadzonego przez wojska Chmielnickiego. Można sądzić, iż znalazło się w nim około 15 tys. żołnierzy, w tym pułki bracławski i kalnicki. Kozacy nie unikali walki. Uszykowali armię przed miastem, podejmując wyzwanie. Starcia z pułkiem Czarnieckiego oraz Potockiego nie przyniosły rozstrzygnięcia. Po przybyciu pozostałych pułków armia koronna szykowała się to szturmu generalnego. Dowództwo polskie pokrzepiły nadchodzące posiłki (600 jazdy i 150 Tatarów). Tymczasem 18 grudnia Kozacy opuścili miasto i uciekli do Humania. Polacy zajęli więc Bracław, nie pozostawiając w nim jednak załogi. Wojska rozlokowano w okolicznych miejscowościach.

Hetmani rozsyłali uniwersały wzywające miejscową ludność do posłuszeństwa. Działania te nie odnosiły jednak większego skutku. Pod koniec grudnia książę Dymitr Wiśniowiecki przekazał hetmanowi wielkiemu informację, iż duża grupa chłopstwa oraz Kozaków zamknęła się w Demówce. Potocki posłał księciu duże posiłki, szacowane na kilka tysięcy żołnierzy. Oddziały polskie przy znacznych stratach (300–400 rannych i zabitych) wyparli obrońców z pierwszego wału. Podczas trwających negocjacji wojsko koronne niespodziewanie uderzyło na miasto i zajęło zamek. Ludność poddała się, jednak gdy opuszczała miasto, została zaatakowana przez jazdę. Jak przypuszczają historycy, żołnierze zrobili to z zemsty za duże straty poniesione w czasie walk. Zginąć miało 6 tys. ludzi.

Na spotkanie z nieprzyjacielem

11 stycznia armia koronna spotkała się z ordą między Trościańcem a Obodówką. Tatarami dowodził Ach murza oraz Kammechmet murza. Potocki wjechał do obozu sojuszników z wielkim przepychem, ofiarowując im konie i złoto. Ustalono warunki wspólnego prowadzenia działań. Tatarzy zobowiązali się do niewybierania jasyru i oznajmili, że w związku ze zmęczeniem koni muszą odpocząć co najmniej kilka dni. Armia koronna miała ruszyć na Humań jako pierwsza. Lżej uzbrojeni Tatarzy mieli ją dogonić.

Koncentracja wojsk kozacko-moskiewskich przebiegała wolniej. Dopiero 12 grudnia Szeremietiew wysłał do hetmana kozackiego Buturlina z 4 tys. ludzi. 11 dni później również Szeremietiew dołączył do Chmielnickiego, prowadząc około 8 tys. ludzi. Po 23 stycznia wojska kozacko-moskiewskie wyruszyły w stronę Humania, nie wiedząc, iż w jego kierunku kieruje się również armia polsko-tatarska.

Dowództwo armii koronnej nie posiadało dobrego rozpoznania, nie wiedziało, gdzie znajdują się główne siły nieprzyjaciela oraz jak liczna jest załoga Humania. Hetmanowi Potockiemu zależało na zdobyciu miasta, gdyż jego zdaniem pozwoliłoby to na utrwalenie nowych zdobyczy po lewej stronie Bohu. W tym czasie armia koronna została zasilona nowymi chorągwiami przysłanymi przez Jerzego Bałabana, co pozwoliło sformować w sumie 14 pułków jazdy. Nadal doskwierał jednak brak żołdu oraz trudne warunki pogodowe, tym dotkliwsze dla mniej odpornej piechoty.

Połączone siły polsko-tatarskie dotarły do miasta 25 stycznia. Atak na leżący nad rzeką Umą Humań został wstrzymany, dowództwo polskie otrzymało bowiem wieści o zbliżającym się nieprzyjacielu. Wobec tego hetman Potocki rozkazał ruszyć armią na północ w dniu 27 stycznia. Marsz był powolny, dzień później wojska dotarły do oddalonej o 30 km od Humania Sokołówki, zaś 29 stycznia do Buzówki. Wówczas wysłano podjazd do Ochmatowa, gdzie osaczono 2 tys. Kozaków. Pospiesznie wyprawiono w tym kierunku oddziały Czarnickiego oraz Lanckorońskiego, ale w związku z nadchodzącą od strony Stawiszcz armią kozacko-moskiewską nie podjęto oblężenia.

Bitwa pod Ochmatowem: szturm

Według najbardziej prawdopodobnych wyliczeń armia kozacko-moskiewska liczyła 40-45 tys. żołnierzy oraz kilkadziesiąt dział. W składzie wojsk kozackich miało się znajdować 11 pułków: przyłucki, połtawski, białocerkiewski, kaniowski, korsuński, perejesławski, hadziacki oraz mirhorodzki. Naprzeciwko stanęły wojska polsko-tatarskie liczące nie więcej niż 40 tys. ludzi. W związku z brakiem komputu nie wiemy, jaki dokładnie był skład wojska polskiego. Można przypuszczać, iż w jego składzie znalazło się: 5 chorągwi husarskich, 87 pancernych, 11 tatarskich, 10 wołoskich, 7 regimentów dragonii i 8 piechoty typu niemieckiego oraz 12 rot piechoty typu polskiego. Artyleria była nieliczna, liczyła 12-15 dział. Siły obydwu stron były niemal równe, jednakże armia kozacko-moskiewska podążała w szyku taborowym, co ograniczało przydatność Tatarów w przypadku szturmu. To z kolei groziło zepchnięciem ciężaru walk na armię koronną.

Polacy uszykowali wojska w szachownicę. Straż przednia składała się z kilku pułków jazdy, główne siły z pozostałych chorągwi jazdy oraz piechoty i dragonii, w tym piechoty polskiej w piętnastorzędowym taborem. Oddziały hetmana Lanckorońskiego tworzyły straż tylną. Bardzo mało wiemy o szyku wojsk nieprzyjaciela. Z pewnością można jednak stwierdzić, że połączone siły kozacko-moskiewskie nie dysponowały większą liczbą jazdy, zaś na czele taboru znaleźli się strzelcy moskiewscy ze znaczną częścią artylerii.

Bitwa pod Ochmatowem rozegrała się na północ od tej miejscowości, gdzie rozciągała się duża równina. Warunki terenowe były korzystne dla obydwu stron, ponieważ z jednej strony umożliwiały ewentualne manewry taborem, z drugiej pozwalały na atak polskiej jazdy. Dużym problemem był za to siarczysty mróz. Nierzadkie były przypadki odmrożeń, śmierci z wyziębienia i przymarzania broni do odzienia, a nawet dłoni.

29 stycznia w czasie rady wojennej dowództwo polskie zdecydowało się na atak tego samego dnia wieczorem. Ustalono, iż w zapadających ciemnościach istnieją największe szanse na zaskoczenie wroga. Zmrok utrudniał celowanie, co pozwalało sądzić, że szarsza polskich pułków jazdy odbędzie się przy minimalnych stratach własnych. Zdaniem Adama Kerstena znaczny udział w przeforsowaniu tego planu miał Czarniecki.

Zgodnie z relacją hetmana Potockiego starcie trwało tego dnia trzy godziny. Straż przednia uderzyła na wysunięte przed ochronny łańcuch wozów siły moskiewsko-kozackie, rychło spychając je do taboru. Chorągwie jazdy z dużym impetem wbiły się za uciekającym wrogiem w tabor, co pozwoliło rozerwać jego front oraz prawy róg (Tatarzy atakowali lewy). Nieprzyjaciel wpadł w panikę, rzucił się do ucieczki i zmieszał pozostające z tyłu własne oddziały. Polska piechota podążająca za uderzeniem nie zdołała jednak przeprowadzić ataku, gdyż została zablokowana przez jazdę, która rzuciła się do rabowania. Chmielnicki wykorzystał nieład w polskim dowództwie, wyprowadzając kontratak z głębi taboru. Jazda koronna wycofała się wówczas pospiesznie, zabierając łupy i przeszło 20 dział. Piechota oraz dragonia po zaciekłej walce również zostały wyparte. W ten sposób zakończono walki 29 stycznia.

Bitwa pod Ochmatowem: oblężenie

Na naradzie hetmani koronni wraz z innymi dowódcami podjęli decyzję o oblężeniu przeciwnika. Położenie sił kozacko-moskiewskich było złe: obrońców odcięto od wody oraz drewna, otaczając ich ze wszystkich stron. Chmielnicki zdołał jednak ponownie spiąć tabor oraz wyrównać jego linie. Cały następny dzień (30 stycznia) upłynął walczącym na wzajemnym ostrzale artyleryjskim, przy czym znaczne sukcesy odniosła w tym przypadku artyleria polska dowodzona przez Grodzickiego. Celny ogień zadał nieprzyjacielowi znaczne straty. 31 stycznia kontynuowano bombardowanie, doszło również do zwycięskiego dla jazdy polskiej starcia z wycieczką obleganych.

Chmielnicki zdawał sobie sprawę z beznadziejnego położenia swoich wojsk i zdecydował się wysłać dwa poselstwa. Hetman kozacki zaproponował Polakom rozpoczęcie rokowań, Tatarom zaś złoto. Dowódcy ordy przyjęli propozycję hetmana kozackiego: w zamian za haracz mieli oni ułatwić Kozakom wydostanie się z oblężenia. Tatarzy złamali warunki sojuszu z Polakami, o czym ci ostatni dowiedzieli się dopiero 1 lutego, kiedy podjęli kolejny atak na tabor. W nocy z 31 stycznia na 1 lutego zorientowano się, że Kozacy i Moskale szykują tabor do wymarszu. Zaalarmowane chorągwie jazdy koronnej ruszyły w stronę nieprzyjaciela. Proszeni o pomoc Tatarzy odmówili i powrócili do kosza. Polskie pułki próbowały zatrzymać tabor, częściowo nawet udało mi się go rozerwać, ale ostatecznie zostały odrzucone przez obrońców. Tabor miał do przebycia 1800 metrów, a ze względu na płaski teren przemieszczał się szybko. Artyleria koronna, chociaż toczona zgodnie z jego ruchem nie mogła wiele zdziałać. Kiedy tabor dotarł do Ochmatowa dalsza walka nie miała już sensu.

Skutki

Straty kozacko-moskiewskie szacowano na kilka tysięcy zabitych, polskie na 600 zabitych oraz setki rannych. Po bitwie tylko 1200 piechurów było w pełni zdolnych do walki! Armia polska rozpoczęła pochód na zachód. W pierwszej kolejności zdecydowano o odesłaniu piechoty, której groziła całkowita zagłada. Dłuższy postój wojska koronnego oraz nadal towarzyszących im Tatarom miał miejsce w Żywotowie. Około 15–16 lutego armia koronna dotarła nad Boh. Lanckoroński, dysponując około 10 tys. ludzi, podejmował jeszcze pewne kroki skierowane przeciwko nieprzyjacielowi. Zajęto i spalono: Cybulew, Marków, Krystynpol, Janów i Berszady.

Znaczny udział w tym dziele mieli Tatarzy, którym zależało na wybraniu jasyru. Stąd naciskali na hetmana, aby szturmował poszczególne miasta oraz miasteczka. Po kilku dniach do Lanckorońskiego dołączyły świeże oddziały tatarskie, które żądały powrotu piechoty do armii koronnej oraz wyruszenia w pole. Spotkało się to ze sprzeciwem hetmana. Ostatecznie rozłożono wojska na leża, jednocześnie dziękując Tatarom za pomoc w dotychczasowych działaniach wojennych.

Sytuacja wojska koronnego była tragiczna, wycieńczone długą kampanią nie nadawało się do walk. Lanckoroński i Czarniecki wyjechali w głąb Korony. Tymczasem Tatarzy domagali się kolejnych miast na kwatery, czemu trudno się było przeciwstawiać. W efekcie całą niemal bracławszczyzną zarządzała orda, wybierając gdzie się tylko dało jasyr. Wśród wojska koronnego panowała demoralizacja, objawiająca się w pomaganiu Tatarom w wyłapywaniu ludzi.

W ten sposób zakończyła się kampania ochmatowska, która w ujęciu strategicznym nie przyniosła Koronie sukcesu. Na opuszczone przez wojsko polskie tereny po lewej stronie Bohu powrócili Kozacy. Tatarzy, tak jak niegdyś pod Zborowem nie dotrzymawszy warunków sojuszu, wychodzili najlepiej na wzajemnych walkach polsko-kozackich. Nie chcąc doprowadzić do całkowitego zniszczenia sił kozackich, umożliwili Chmielnickiemu ucieczkę z oblężenia.

Przy relatywnie dużym wysiłku finansowym oraz mobilizacyjnym nie osiągnięto wyznaczonych celów. Do kolejnych walk z połączonymi siłami kozacko-moskiewskimi doszło dopiero pięć lat później. W 1660 roku armia koronna, zwyciężając pod Cudnowem oraz Słobodyszczami, doprowadziła do zajęcia prawobrzeża.

Autorem tego artykułu jest Maciej Adam Pieńkowski. Tekst „Bitwa pod Ochmatowem 29 stycznia – 1 lutego 1655" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Czytaj także

 5
  • Zenek IP
    Gdyby Chmielnicki nie zdradzil Polakow Ukraina bylaby juz w Unii Europejskiej.
    • dewajtis IP
      Warto pokazywać genezę upadku Rzeczypospolitej, pazerność i panoszenie się szlachty, osłabienie obronności przez ograniczenie praw mieszczan i likwidację stanowiska samodzielnego sołysa, który ongiś w XV wieku stanowił trzon piechoty. I ta totalna niechęć płacenia podatków na wojsko i obawa przed ukróceniem hultajstwa i swawoli. Sześć lat klęsk na Ukrainie nikomu nie otwarło oczu, a rozum naszpikowany w szkołach błąkał się wokół historii starożytnego Rzymu, ale już wnioski były zgoła zawodne. Wypada tylko z perspektywy lat podziwiać, jakie to niezmierzone siły tkwiły w narodach tworzących Polskę i Litwę, że jeszcze przez 140 lat przetrwala.
      Na Ukrainie udało się przegrać wszystko. Ziemia ta ma jakiś wyjątkowy wpływ na podejmowanie decyzji również we współczesnej Polsce, obawiam się z podobnym skutkiem. Polskie pany i po majątki na Podole, wzajemne roszczenia, z których faktycznie nikt nie rezygnuje, są nadal barierą nie do pokonania. Dążenie do utrzymania stosunków dobrosąsiedzkich, ułatwianie wymiany ludności i towarów, prezentowanie kultury to minimum. Nasze ingerencje w przeświadczeniu, że jesteśmy specjalistami od sąsiadów, to tylko kolejny blamaż i nieszczęsie dla obu narodów. Ostatni sojusz Piłsudskiego i Petlury z roku 1920 jeszcze nadal jest pamiętany. I początek i realizacja i finał. Podobnie popieranie pomarańczowych reanimatorów banderyzmy
      • Juliusz z Danii IP
        Jak wiec widac Rzeczpospolita z dawien dawna "kochala" ukraincow - i zawsze przy tym popelniala bledy! Tak jak i dzisiaj ...