Sufrażystki-terrorystki

Sufrażystki-terrorystki

Podpalały budynki rządowe, podkładały bomby i atakowały polityków. 100 lat temu kobiety w Wielkiej Brytanii wydały wojnę męskiej dominacji.

BOJOWE FEMINISTKI

Emily Davison

studiowała na Oksfordzie, aresztowana dziewięć razy, m.in. za próbę napaści na ministra finansów. Zginęła samobójczą śmiercią, stratowana przez konia króla Jerzego V.

Mary Leigh

obcięła siekierą ucho konserwatywnego polityka, podpaliła kino, w którym miał przemawiać premier.

Mary Richardson

podłożyła bombę na stacji kolejowej, zniszczyła akt kobiecy pędzla Velázqueza w National Gallery, w latach 30. została liderką brytyjskich faszystek.

Derby w Epsom to nie tylko wyścigi konne. To także wielkie wydarzenie towarzyskie gromadzące całą elitę brytyjskiego imperium. Konie do biegów wystawia tutaj rodzina królewska, której przedstawiciele z królem Jerzym V na czele zasiadają w loży honorowej. Król wiele sobie obiecuje po starcie Anmera pod dżokejem Herbertem Jonesem, który od lat wygrywa dla niego najważniejsze wyścigi w Anglii.


W tej gonitwie Anmer idzie trzeci, gdy nagle z tłumu mężczyzn gromadzących się przy barierce wybiega pani Emily Davison i krzycząc: „Prawa wyborcze dla kobiet!”, wskakuje na tor. Wyciąga rękę, jakby chciała zatrzymać galopującego konia. Na unikalnym zdjęciu sprzed 102 lat widać, jak impet uderzenia rzuca kobietę i konia o ziemię. Spust migawki naciśnięto w chwili, gdy ich nogi są jeszcze w górze, a kapelusz pani Davison toczy się po torze. – Stałem kilka metrów od niej, jestem pewien, że zrobiła to specjalnie, żeby zatrzymać konia króla – mówi potem wyraźnie zdziwiony John Ervine, jeden ze świadków zdarzenia.

Kobiety mają w Epsom ściśle określoną rolę: towarzyszą dżentelmenom i się nie wtrącają. To męski świat i obowiązują tutaj męskie reguły. Tyle że Emily Davison nie jest byle kurą domową uwieszoną męskiego ramienia. To absolwentka Oksfordu i aktywistka feministyczna mająca za sobą aż dziewięć wyroków za udział w ulicznych burdach, akty wandalizmu, podpalenia i próbę zamachu na ministra finansów rządu Jej Królewskiej Mości. Trudno o lepszy cel ataku na patriarchalny reżim imperium niż koń wyścigowy angielskiego króla. Na Wyspach od kilku lat płoną bastiony kontrolowanego przez mężczyzn państwa: z dymem idą pawilony na torach wyścigowych, kręgielnie i sale do gry w krykieta. Niechętni równouprawnieniu politycy są atakowani tasakami i za pomocą bomb. Jest lato 1913 r., brutalna wojna płci sięga zenitu.

SIŁA SŁABEJ PŁCI

Jeśli ktoś narzeka dziś na wojujący feminizm Magdaleny Środy czy Kingi Dunin, to powinien się cieszyć, że nie miał do czynienia z angielskimi sufrażystkami. Dziś pamiętamy je jako dostojne panie w kapeluszach i powłóczystych spódnicach domagające się przyznania kobietom praw wyborczych. Ówczesna Anglia nie jest krajem przyjaznym kobietom. Można mieć do dyspozycji pokaźny majątek, rozległe posiadłości i gruntowne wykształcenie, ale nie można głosować – w przeciwieństwie do kierowcy i kamerdynera, których się zatrudnia. To budzi zrozumiałą frustrację, której nie rozładowują uliczne demonstracje poparcia dla petycji słanych w tej sprawie do parlamentu. Krewkie działaczki szybko przechodzą od słów do czynów.

Zaczyna się od demonstracji ulicznych pod budynkiem parlamentu. Potem grupy bojowo nastawionych kobiet maszerują ulicami brytyjskich miast, rozbijając okna wystaw sklepowych, urzędów pocztowych, ministerstw, a nawet atakując siedzibę premiera przy 10 Downing Street. Jedną z nich jest właśnie Emily Davison. Jej droga do sufrażystek wiedzie przez kręte korytarze angielskich uniwersytetów, niechętnie patrzących na kształcące się kobiety. W Oksfordzie zdobywa z wyróżnieniem licencjat, ale droga do dalszej kariery naukowej jest zamknięta, bo słynna uczelnia nie przewiduje nadawania tytułów naukowych paniom, nawet z dobrych domów. Gdy w końcu zdobywa dyplom University of London, jest już zaprawiona w bojach z mężczyznami o swoje miejsce w społeczeństwie.

W połowie 1909 r. Emily Davison ma za sobą trzy wyroki za naruszenie porządku publicznego. Za pierwszym razem dostaje miesiąc więzienia za próbę wręczenia premierowi Herbertowi Asquithowi petycji w sprawie praw kobiet. Potem znów ląduje w więzieniu za zakłócenie przemówienia ministra finansów Davida Lloyda George’a. W celi ogłasza strajk głodowy i wychodzi po pięciu dniach, by wrócić na kolejne dwa miesiące za starcia z policją. Znów wychodzi z więzienia, po czym wraz z nauczycielką Mary Leigh i kilkoma innymi aktywistkami atakuje kamieniami samochód wiozący ówczesnego ministra finansów, a późniejszego premiera Wielkiej Brytanii Davida Lloyda George’a. Kamienie własnoręcznie owija w kartki, na których pisze swoje ulubione hasło: „Bunt przeciw tyranii to posłuszeństwo wobec Boga”.

„Emily odstawiła na bok swoje intelektualne pasje i poświęciła się niezmordowanej pracy na rzecz wyzwolenia kobiet” – napisała o niej Emmeline Pankhurst, jedna z liderek ruchu sufrażystek w Anglii. Niezmordowana praca dla sprawy wymaga szczególnych poświęceń, kolejne odsiadki aktywistek stają się już normą. Tym razem Emily dostaje miesiąc ciężkich robót. Więzienie Strangeways w Manchesterze jest dumą brytyjskiego systemu penitencjarnego. Specjalizują się tam w łamaniu krnąbrnych więźniów metodami, które pozostają niezmienione także 70 lat później, gdy premier Margaret Thatcher prowadzi wojnę z terrorystami z IRA. W więzieniu Emily ogłasza głodówkę, licząc, że za kilka dni wyjdzie na wolność, ale wtedy do jej celi wchodzi dwóch lekarzy i sześć strażniczek, które obezwładniają ją na łóżku. Lekarz wpycha jej do ust metalowy lejek, przez który wlewają jedzenie. Gdy zaczyna je wypluwać, jedna ze strażniczek zatyka jej nos, drugi lekarz wsadza w usta specjalny knebel unieruchamiający język.

Następnego dnia pani Davison barykaduje się w celi, używając pryczy, krzesła i stołu, a wtedy strażnicy ryglują drzwi i uruchamiają wąż przeciwpożarowy, przez który zalewają celę wodą niemal po sufit. Podobne tortury stosowane są także wobec innych skazanych na więzienie feministek. Kitty Marion, znana aktorka rewiowa skazana na odsiadkę za atak na urząd pocztowy w Newcastle, wznieca w celi pożar, żeby uniknąć kolejnego przymusowego karmienia. Z więzienia pisze wraz z trzema innymi towarzyszkami list z ultimatum dla rządu. List trafia do redakcji „Timesa”. „Ogłaszamy strajk głodowy, dając rządowi cztery możliwości: może uwolnić nas w ciągu kilku dni, może karmić nas siłą, może też pozwolić nam umrzeć z głodu, czyniąc z nas męczennice naszej sprawy, albo zrobić rzecz najmądrzejszą, czyli pozwolić kobietom głosować”. Władze decydują się na propozycję numer dwa, a tortury, jakim poddają kobiety, szybko mobilizują do akcji inne sufrażystki.

KAMIENIAMI W PREMIERA

We wrześniu 1909 r. Scotland Yard wpada na trop spisku przeciwko premierowi Herbertowi Asquithowi, który jest zdecydowanym przeciwnikiem równouprawnienia płci. Pojawiają się raporty o sufrażystkach doskonalących strzelanie z browninga w strzelnicach przy Tottenham Court Road i na Charing Cross. Okazuje się jednak, że akty terroru można popełniać także z zastosowaniem przedmiotów codziennego użytku. 20 listopada 1909 r. niejaka Therese Gurnell, uzbrojona w pejcz do okładania koni, czeka na peronie dworca kolejowego w Bristolu. Gdy z pociągu z Londynu wysiada młody minister spraw wewnętrznych o nazwisku Winston Churchill, pani Gurnell wyciąga pejcz i zaczyna chłostać wschodzącą gwiazdę brytyjskiej polityki. Kilka dni później w Liverpoolu panie Selina Martin i Leslie Hall, udające sprzedawczynie pomarańczy, ostrzeliwują z proc samochód premiera Asquitha.

Przemoc popłaca, bo sufrażystki stają się realną siłą przed wyborami powszechnymi w 1910 r. Stworzony przez nie projekt nowelizacji prawa wyborczego zbiera prawie 300 tys. podpisów i z poparciem 36 członków parlamentu udaje się go wprowadzić pod obrady. Kampania zbrojna zostaje zawieszona, ale spokój nie trwa długo, bo Izba Gmin odmawia przegłosowania nowej ordynacji wyborczej. W Westminsterze zbierają się tłumy sufrażystek, które powołują Parlament Kobiet i wysyłają do Izby Gmin 300-osobową delegację. Panie zostają otoczone przez konstabli i na oczach gapiów zebranych przed parlamentem są bite i poniżane przez ponad sześć godzin. Policjanci obmacują je i podszczypują. Próbujące się bronić kobiety są pałowane, przewracane na ziemię i kopane do nieprzytomności. Wydarzenia, które przechodzą do historii ruchu feministycznego jako Czarny Piątek, oznaczają koniec rozejmu. Gniewny tłum rusza do boju, używając jako broni kamieni i bambusowych tyczek od transparentów nawołujących do przyznania kobietom prawa głosu. Grad kamieni pozbawia szyb w oknach gmachu ministerstwa do spraw kolonii, a także resortów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Trzy panie przebijają się samochodem przez kordony policyjne aż na Downing Street – zostają zatrzymane dopiero pod kancelarią premiera. Sam Herbert Asquith zostaje przydybany w aucie pod parlamentem. Wściekłe sufrażystki wybijają szyby w automobilu, zanim kierowcy uda się bezpiecznie wywieźć szefa rządu Jej Królewskiej Mości. Londyn zamienia się w prawdziwe pole bitwy.

Konserwatywny „The Times”, ostoja patriarchalnych porządków w brytyjskim imperium, relacjonuje te wydarzenia z typowym angielskim przekąsem: „Uczestniczki wczorajszych zamieszek straciły nad sobą kontrolę. Niektóre wrzeszczały, inne śmiały się histerycznie, walcząc z bezcelową zaciętością. Wiele z nich to były młode dziewczyny, których zachowanie nie wynikało raczej z głębokiego przekonania, tylko zbiorowej histerii, której ofiarą padły”.

WOJNA WYDANA IMPERIUM

Po Czarnym Piątku zaczyna się partyzancka wojna miejska na dużą skalę. Bojowe feministki polują na znanych polityków. Szef rządu cudem unika śmierci w Dublinie, gdy rzucony przez znaną nam już Mary Leigh toporek odcina ucho konserwatywnego deputowanego Johna Redmonda. Jeszcze tego samego dnia Mary Leigh podkłada ogień w składzie łatwopalnych rolek z taśmą filmową w kinie Theatre Royal, gdzie premier Asquith ma spotkanie z dublińskimi wyborcami. Ogień udaje się ugasić, a wezwana na miejsce policja znajduje także pokaźnych rozmiarów puszkę pełną prochu strzelniczego, ukrytą pod sceną, czekającą na premiera.

Próbując wywrócić do góry nogami ustanowiony przez mężczyzn porządek imperium, sufrażystki uderzają w najczulsze punkty systemu. Pierwszym celem stają się sieci komunikacyjne. W całym kraju płoną skrzynki pocztowe, a listonosze boją się je opróżniać w obawie przed poparzeniem żrącymi substancjami wlewanymi do środka przez aktywistki. Płoną urzędy pocztowe, zerwanych zostaje kilkadziesiąt linii telefonicznych i telegraficznych w całym kraju. Z dymem idzie kilka stacji kolejowych i pociąg, podpalony przez Kitty Marion za pomocą zostawionej pod siedzeniem poduszki nasączonej benzyną. Aktorka musicalowa staje się jedną z głównych organizatorek akcji bojowych. A także jedną z najbardziej utalentowanych. Panna Marion podróżuje z występami pod hasłem „Artystka musicalowa i wojująca sufrażystka”, przyciągając tłumy zaciekawionych, ale i nieco przestraszonych widzów. „Przerażenie widowni szybko ustąpiło miejsca zadowoleniu, gdy ta pani dowiodła, że jest czarującą wokalistką” – donosi jedna z lokalnych gazet po występie Kitty Marion w Colchester.

Jej tournée to także świetny pretekst do typowania celów ataku. Bo sufrażystki poza uderzeniem w system komunikacyjny imperium prowadzą także wojnę kulturalną. Zadowoleni z siebie dżentelmeni nie znają dnia ani godziny, każde z miejsc, w których spędzają wolny czas, może się stać obiektem ataku. Sufrażystki demolują szklane gabloty skarbca w londyńskim Tower, gdzie przechowywane są królewskie klejnoty rodowe. W Kew Gardens zniszczony zostaje pawilon parkowy i tłumnie odwiedzana oranżeria z imponującą kolekcją orchidei. W Glasgow feministki demolują szklane gabloty miejscowej galerii sztuki, a w Manchesterze policja znajduje bombę rurową w palmiarni Alexandra Park. „Zbite okno to najważniejszy argument we współczesnej polityce” – ogłasza Emmeline Pankhurst, liderka brytyjskich sufrażystek, a londyński „Daily Graphic” relacjonuje: „Bandy kobiet paradowały Piccadilly, Strandem i Oxford Street, tłukąc szyby kamieniami i młotkami”.

ZAPOMNIANA MĘCZENNICA

Po wyjściu z więzienia Strangeways Emily Davison była na najlepszej drodze, by zostać męczennicą ruchu emancypacyjnego na Wyspach. Po kilku kolejnych odsiadkach za udział w burdach próbowała popełnić samobójstwo na oczach tłumu, rzucając się z metalowych schodów. Wylądowała w drucianej sieci, która uratowała ją przed męczeńską śmiercią. Gdy doszła do siebie, zaczęła planować bardziej spektakularny sposób na odebranie sobie życia. Na Derby w Epsom wybrała się z Mary Richardson, znaną z podłożenia bomby, która zdemolowaławiejską rezydencję ministra skarbu Lloyda George’a. Wedle relacji Mary Emily była bardzo spokojna. – Uśmiechnęła się, gdy usłyszałyśmy tętent końskich kopyt. Nagle prześlizgnęła się pod barierką i wybiegła na środek toru. To wszystko stało się tak szybko – wspominała Richardson. Tyle że ofiara Emily Davison poszła na marne. Szowinistyczna męska prasa więcej pisała o obrażeniach znanego dżokeja i cennego konia wyścigowego monarchy niż o emancypacji kobiet. Sufrażystki wręcz straciły przez tę tragedię wiele sympatii, bo darzący wielkim sentymentem konie wyścigowe Anglicy zaczęli coraz głośniej krytykować feministyczne ekscesy.

Sufrażystki przegrały także starania o wciągnięcie w swoje szeregi klasy robotniczej. Kobiety pracujące wolały działalność w związkach zawodowych i walkę o prawa pracownicze od abstrakcyjnych dla nich żądań politycznych. Ruch emancypacyjny pozostał stowarzyszeniem zamożnych kobiet z dobrych domów, gotowych zabijać czas podpaleniami i wybijaniem szyb. Z czasem i przemoc straciła swój smak, bo w obliczu wybuchu pierwszej wojny światowej wszelkie społeczne spory zeszły na dalszy plan. Sufrażystki zaczęły spełniać swój patriotyczny obowiązek, zasilając swoimi działaczkami newralgiczne gałęzie przemysłu, pozbawione męskich rąk do pracy z powodu mobilizacji. Grupka radykalnych sufrażystek z Kitty Marion na czele próbowała protestować, ale władze brytyjskie skrzętnie wykorzystały fakt, że panna Marion była obywatelką niemiecką, i deportowały ją do USA. Prawa wyborcze kobiety zyskały w Anglii tuż po wojnie metodami parlamentarnymi, a nie przemocą, o której najlepiej było zapomnieć dla zachowania dobrego imienia całego ruchu. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 12/2015
Więcej możesz przeczytać w 12/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Agniecha IP
    Fajny wpis co by było gdyby nie było sufrażystek: riposton.com/?r=riposte/view&id=Z-okazji-minionego-Dnia-Kobiet
    • Agniecha IP
      Fajny wpis co by było gdyby nie było sufrażystek Z okazji dnia kobiet