Niezwykłe państwo z przeszłości. Kto rządził Królestwem Jerozolimskim?

Niezwykłe państwo z przeszłości. Kto rządził Królestwem Jerozolimskim?

Azja Mniejsza i państwa krzyżowców w Sytii ok. 1140 (źródło: Alexander G. Findlay, Classical Atlas of Ancient Geography)
Gdy papież Urban II wezwał Europejczyków do wyrwania Ziemi Świętej z rąk niewiernych, chyba nie przewidywał tego co nastąpi dalej. Rycerze z całej Europy masowo wyruszali po to, by walczyć z muzułmanami. Gdy zwyciężyli, stworzyli Królestwo Jerozolimskie. Kto rządził tym niezwykłym krajem?
(Autorem tego artykułu jest Marcin Sałański. Tekst "Kto rządził Królestwem Jerozolimskim?" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons)

Szacuje się, że w drugiej połowie XII wieku Królestwo Jerozolimskie zamieszkiwało około 620 000 ludzi, z czego około 140 000 stanowili Łacinnicy. Koloniści z Europy chętnie napływali do Ziemi Świętej ze względu na atrakcyjne warunki. Każdy z nich otrzymywał kawałek ziemi uprawnej, którą mógł sprzedać albo zacząć uprawiać. Obciążenia fiskalne kolonistów nie były duże: uiszczali oni tylko dziesięcinę. Większość osadników stanowili przybysze z Francji, posługujący się dialektami północnofrancuskimi (langue d’oil). Bywały jednakże osady, gdzie mieszkali także przybysze z Niemiec, Italii czy z Katalonii, np. w Bet Guwrin, gdzie obecnie znajdują się ruiny kościoła św. Anny, który muzułmanie nazywali Sandahanna.

Łacinnicy i muzułmanie

Frankowie, którzy napływali do Królestwa Jerozolimskiego, byli wedle prawa określani jako chrześcijanie obrządku rzymskiego (de la ley de Rome) i bez względu na swój status w dawnej ojczyźnie byli w Lewancie wolnymi ludźmi. Nowe wioski zamieszkiwane były głównie przez ludność jednego wyznania. Często jednak koloniści osiedlali się w wioskach zamieszkanych przez wschodnich chrześcijan, wśród których czuli się bezpieczniej. Obok przybyszów z terenów dzisiejszej Francji, ważną rolę w miastach Królestwa odgrywali Wenecjanie, Genueńczycy, a także Pizańczycy. Na mocy traktatów posiadali oni placówki w większych portach królestwa, m.in. w Jaffie, Akce, Cezarei, Arsufie, Tyrze, Bejrucie, a także w Trypolisie czy Antiochii. Przywileje nadane włoskim gminom rodziły liczne konflikty między nimi a możnowładcami i królem, Włosi byli jednak niezbędni ze względu na posiadaną przez nich flotę. Kontrolowali oni napływ pielgrzymów, żołnierzy i kolonistów z Europy, którzy byli potrzebni, by bronić zdobytych terytoriów. Przybysze z Italii rozwijali także w Królestwie Jerozolimskim handel.

Większość ludności zamieszkującej Królestwo Jerozolimskie stanowili jednak muzułmanie i chrześcijanie z Kościołów wschodnich. Na terenie królestwa znajdowały się także niewielkie gminy żydowskie. Prawosławni, stanowiący najliczniejszą grupę chrześcijan, zostali zrównani w prawach z wyznawcami katolicyzmu. Członkom pozostałych wyznań (jakobici, maronici, Ormianie) zagwarantowano wolność religijną. Bez względu na przynależność religijną, wszyscy chłopi nie będący Frankami byli w gruncie rzeczy chłopami pańszczyźnianymi, bowiem byli przywiązani do ziemi i musieli oddawać panu ¼ zbiorów i od ¼ do ½ produkcji z winnic, tłoczni oliwy i sadów.

Osiedlający się w Królestwie Łacinnicy przywykli do nowych warunków życia. Co więcej, w Lewancie wielu z nich mogło pozwolić sobie na wyższy poziom życia niż w Europie. Powszechne stawało się korzystanie z publicznych łaźni, pożywienie było bardziej zróżnicowane niż w dawnej ojczyźnie. Nawet ubiór był inny, gdyż wielu Franków mogło pozwolić sobie na jedwab lub bawełnę. Powszechne były mieszane małżeństwa Franków zarówno ze wschodnimi chrześcijankami, jak i z muzułmankami, które przyjęły chrześcijaństwo. W pierwszym pokoleniu związki przybyszów z ojczyzną były zapewne silne, lecz w kolejnych generacjach siłą rzeczy musiały słabnąć.

Wydawać by się mogło, że społeczeństwo Królestwa Jerozolimskiego w 1174 roku urzeczywistniało wizję Fulchera z Chartres. W III księdze jego kroniki Historia Hierosolymitana (Dzieje Jerozolimskie) czytamy:

"[…] kto wcześniej był człowiekiem Zachodu teraz jest Wschodu. Kto był Rzymianinem lub Frankiem teraz jest Galilejczykiem albo Palestyńczykiem. Kto był obywatelem Reims lub Chartres teraz jest Tyryjczykiem albo Antiocheńczykiem. Już zostały zapomniane miejsca narodzin naszych – już dla wielu z nas są albo nieznane albo po prostu obce".

Niestety obraz ten jest tylko w części prawdziwy.

Sami Frankowie byli grupą zróżnicowaną. Nowoprzybyli niejednokrotnie nie rozumieli zmian, jakie dokonały się wśród ich pobratymców ze Wschodu, którzy przybyli tu przed nimi. Dostosowanie się do nowych warunków życia sprawiło, że tylko język i religia były czynnikami integrującymi obie grupy Franków. Chrześcijanie wschodni z kolei do wszystkich Franków odnosili się z rezerwą. Mimo kilkudziesięcioletniej obecności Franków w Ziemi Świętej nadal byli oni uważani za obcych. Główną przeszkodą w integracji z ludnością autochtoniczną był język. Podczas gdy Frankowie posługiwali się dialektami północnofrancuskimi, dla wielu wschodnich chrześcijan językiem mówionym był arabski bądź greka. Ta różnica językowa powodowała, że chrześcijanie wschodni bardziej akceptowali władców muzułmańskich niż panów i rycerzy łacińskich. Wysoko urodzeni możni prowadzili z kolei życie odbiegające od ideału przedstawionego przez Fulchera, uważając się nadal za członków chrześcijańskiej i europejskiej wspólnoty, z której kulturą się utożsamiali. Owszem, uważali się za panów w Trypolisie, Galilei, Nablusie, Ibelinie czy Sydonie, ale czuli silną więź ze swoimi rodakami we Francji czy Italii i utrzymywali stałe kontakty z rodziną lub przyjaciółmi.

Wilhelm wspomina o tym, że Miles z Plancy przed swoją śmiercią posłał Baldwina z Jaffy do swoich krewnych i przyjaciół z Francji z prośbą o pomoc w przejęciu władzy w Królestwie. Trzeba zaznaczyć, że Miles z Plancy nie urodził się w Królestwie Jerozolimskim i nie należał do żadnego ze starych rodów krzyżowców, którzy przybyli do Królestwa na początku XII wieku. Niemniej jednak zaliczał się do ścisłej elity możnowładczej. Fakt, że kontaktował się ze swoimi krewnymi dowodzi, że mogła to być powszechna praktyka wśród możnych Królestwa. Trudno sobie wyobrazić, by członkowie takich rodów jak np. de Courtenay nie utrzymywali związków ze swoimi krewnymi z Francji.

Liczebność stanu rycerskiego w Królestwie Jerozolimskim

We wszystkich państwach krzyżowców możni kontrolowali około 90% ziemi i stanowili nieliczną grupę społeczną. Prawdopodobnie liczba wszystkich baronów i rycerzy w Królestwie Jerozolimskim nie przekraczała tysiąca ludzi. Biorąc pod uwagę ich żony i dzieci oraz starców, niepełniących służby rycerskiej, a także duchownych, liczebność wyższej warstwy społeczeństwa Królestwa prawdopodobnie nie przekraczała trzech tysięcy osób. Bernard Hamilton, powołując się na Livre de Assises, podaje, że Baldwin V w 1186 roku mógł powołać pod broń 677 rycerzy. W tym samym okresie władca Antiochii miał pod swoją komendą 700 rycerzy, a Rajmund z Trypolisu – 300 oraz dowodził setką rycerzy z Królestwa Jerozolimskiego.

Te liczby znajdują pośrednie potwierdzenie w kronice Wilhelma z Tyru. W opisie bitwy pod Forbelet – do której doszło w 1182 roku, po tym jak Saladyn zaatakował Galileę w odwecie za łupieżcze wyprawy Renalda z Chatillon – czytamy, że wróg na wyprawę zabrał 20 tys. uzbrojonych ludzi, nasze siły zaś wynosiły 700 jeźdźców [equites]. Liczba 700 rycerzy wydaje się dość wysoka na tle dopiero co przytoczonych danych i faktu, że prawdopodobnie część rycerzy Królestwa musiała pozostać w miastach i twierdzach. Powinniśmy jednak wpierw zadać pytanie, co oznacza słowo equites. Opisując dalej przebieg kampanii Saladyna w 1182 roku, Wilhelm z Tyru podaje, że w pobliżu Daron brat Saladyna dokonał najazdu, w wyniku którego zginęło 36 lekko uzbrojonych jeźdźców [milites], których zwą Turkopolami. Turkopole byli lekką kawalerią uzbrojoną na modłę lekkiej kawalerii bizantyńskiej. Rekrutowano ich z miejscowej ludności lub z konwertytów, nie ma więc możliwości, by mogli oni stanowić część stanu rycerskiego. Pojawia się jednak rozróżnienie na equites i milites. Rozróżnienie to jest o tyle istotne, że w Europie w XIII wieku termin miles był określeniem przynależności do rycerstwa. W Niemczech termin ten przysługiwał m.in. młodym rycerzom, którzy uzyskali pełnoletność, a w większości krajów chrześcijańskiej Europy przysługiwał także rycerzom pasowanym.

Nadal jednak nie wiemy, w jakim kontekście zostało użyte w opisie bitwy pod Forbelet słowo equites. Być może powinno być tłumaczone jako kawaleria, w skład której wchodziły także lekkie formacje, takie jak Turkopole, określane mianem milites? Analiza tekstu kroniki pokazuje, że jest inaczej, tzn. equites oznacza jednak rycerzy. Słowo to często pojawia się w dziele Wilhelma w odniesieniu do jazdy łacińskiej. Opisując armię, którą zebrał Gwidon z Lusignan w 1183 roku, Wilhelm podaje, że było z nim jakieś 1300 rycerzy. Z tego samego fragmentu wynika, że w skład armii weszli Rajmund III z Trypolisu, Ibelinowie, Renald z Sydonu, Renald z Chatillon, Joscelin z Courtenay oraz goście z Europy. Wydaje się, że tych 1300 jeźdźców należy identyfikować z rycerzami, bez Turkopolów, tym bardziej, że Gwidon zebrał wokół siebie jednych z najważniejszych wasali i sprzymierzeńców królestwa. W tym wypadku słowo equites może oznaczać rycerstwo. Z kolei informując o stratach po stronie Łacinników w bitwie pod Forbelet, Wilhelm używa określenia ordo equestris, co wzmacnia przekonanie, że słowa equites używał on na określenie rycerzy.

Wilhelm z Tyru i Liwiusz

Analiza językowa dzieła Wilhelma z Tyru i jego stylu literackiego dokonana przez Conora Kosticka wykazała, że Wilhelm znał Liwiusza i jego dzieło Ab Urbe condita (Od założenia Miasta) . Co więcej, mocno się na owym dziele wzorował. Sam Wilhelm wspomina Liwiusza we wstępie do XXIII księgi. W tym samym zresztą fragmencie kroniki Wilhelm wykorzystuje cytat z Liwiusza, pisząc: […] iam enim ad ea tempora, quibus nec nostra vitia, nec eorum remedia pati possumus, perventum est.

Wilhelm zapożyczył od Liwiusza wiele pojęć i sformułowań. Kostick dowodzi, że istnieje podobieństwo stylistyczne pomiędzy tekstem dokumentu z 1183 roku wprowadzającego specjalny podatek na potrzeby wojny z Saladynem, a informacjami Liwiusza o cenzusie, jaki został wprowadzony w Rzymie za Serwiusza Tuliusza. W obu przypadkach podstawą opodatkowania było posiadane bogactwo, a nie posiadana ziemia. W tym czasie (1183 rok) kanclerzem był Wilhelm z Tyru, zatem musiał mieć udział w redagowaniu dokumentu o podatku, który zresztą jest w całości przytoczony w kronice. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że o ile u Liwiusza słowo equites oznacza członków klasy o wysokim cenzusie majątkowym, o tyle u Wilhelma określa się nim rycerzy. Tym samym słowo milites oznaczałoby żołnierzy.

Warto jeszcze powrócić do kwestii liczebności stanu rycerskiego w Królestwie Jerozolimskim. Z obu zacytowanych fragmentów kroniki Wilhelma wynika, że wynosiła ona 700–1300 osób (equites). Jeśli porównamy te liczby z informacjami z Livre de Assises to dojdziemy do wniosku, że są one zbyt duże. Jednakże należy wziąć pod uwagę, że w bitwie pod Forbelet brał udział także kontyngent z Trypolisu dowodzony przez pasierba Rajmunda, z kolei w 1183 roku Gwidon miał do swej dyspozycji wielu potężnych rycerzy, w tym samego Rajmunda III z Trypolisu, którzy przyprowadzili swoich ludzi. Jeśli odliczymy kontyngent z Trypolisu, który mógł wynosić około 400 rycerzy, otrzymamy hipotetyczną liczbę członków stanu rycerskiego w Królestwie Jerozolimskim, to jest około 800–900 ludzi. Wilhelm jako kanclerz musiał znać stan liczbowy wasali króla; jego przekaz informuje nas pośrednio, że Baldwin IV mógł mieć pod swoją komendą najwyżej 800 rycerzy. Fakt, że Baldwin V w roku 1186 dysponował około 670 rycerzami może z kolei wskazywać na wysokie straty, jakie poniosło Królestwo za panowania Baldwina IV. Podsumowując, wszystko wskazuje na to, że Królestwo Jerozolimskie nie mogło dysponować więcej niż tysiącem rycerzy.

Z tej i tak niewielkiej grupy rekrutowali się bardzo nieliczni członkowie Sądu Najwyższego, który stał na straży praw. Sąd był także ciałem doradczym króla, a z czasem król musiał zacząć konsultować z nim swoje decyzje i potrzebował zgody zasiadających w nim możnych na wprowadzenie nowych podatków czy zorganizowanie wyprawy wojennej. Pozycja króla była silna, lecz członkowie Sądu starali się wzmocnić prerogatywy tego organu. Jak wynika z postanowień o generalnym podatku z 1183 roku, uchwalono go bez udziału króla. Sam Wilhelm stwierdza, że w Jerozolimie zebrali się wszyscy możni królestwa (regni principes), nie wspomina jednak, by był obecny król. Za poprzedników Baldwina IV podobne inicjatywy dotyczące generalnego podatku zawsze wychodziły z inicjatywy króla. Okoliczności wprowadzenia podatku z 1183 roku nie muszą jednak wskazywać na osłabienie pozycji władcy. Nieobecność króla Baldwina IV przy uchwalaniu podatku można wytłumaczyć chociażby jego postępującą chorobą. Kim z kolei byli owi regni principes? W skład Sądu Najwyższego wchodzili najważniejsi urzędnicy i wasale koronni, dostojnicy kościelni oraz przedstawiciele tych gmin cudzoziemskich, które miały własne posiadłości ziemskie w obrębie Królestwa. Grupa tych feudałów najprawdopodobniej nie przekraczała około 40–50 osób. Z tej małej grupki ludzi rekrutowała się z kolei ścisła elita władzy.

(Autorem tego artykułu jest Marcin Sałański. Tekst "Kto rządził Królestwem Jerozolimskim?" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons)

Czytaj także

 0

Czytaj także