5.07.1945, czyli jak Stettin stał się Szczecinem

5.07.1945, czyli jak Stettin stał się Szczecinem

Szczecin w 1945 r. (fot. domena publiczna)
„Nasz wysiłek, nasza praca i trudy nie poszły na marne (…) Szczecin jest polski!” – obwieścił Piotr Zaremba w lipcu 1945 roku. Zanim jednak pierwszy polski prezydent miasta mógł ogłosić tę wiadomość, losy Szczecina długo były niepewne…
(Autorką tego artykułu jest Agata Łysakowska. Tekst "5.07.1945 czyli jak Stettin stał się Szczecinem" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons)

Dzieje tego miasta w 1945 roku przypominają wciągający film z kilkoma nagłymi zwrotami akcji. Żeby zrozumieć, dlaczego przez kilka miesięcy było niepewne swojej przyszłości, należy cofnąć się do początków 1945 roku. Już w lutym władze niemieckie rozpoczęły ewakuację mieszkańców. Z miasta wywożono także sprzęt, maszyny z fabryk oraz archiwalia. Głównymi kierunkami była Meklemburgia oraz Rugia. Władze miejskie przygotowywały miasto również do walk ulicznych: wznoszono barykady, budowano rowy przeciwczołgowe i tworzono pola minowe. 20 marca Szczecin ogłoszono miastem-twierdzą. Kiedy wojska radzieckie zajęły prawobrzeżną część Szczecina, zadecydowano o zaminowaniu portu oraz o zniszczeniu mostów na Odrze. Takie działania wstrzymały Armię Czerwoną na kilka tygodni i umożliwiły Niemcom ewakuowanie lewobrzeżnej części miasta. 25 kwietnia, już po sforsowaniu Odry na południe od Szczecina przez wojska 1. Frontu Białoruskiego, miasto opuścił gauleiter Pomorza Franz Schwede-Coburg. Dzień później, 26 kwietnia 1945 roku, miasto zdobyły wojska 65. Armii 2. Frontu Białoruskiego. Mimo przygotowania do starć ulicznych, Szczecin właściwie skapitulował bez walki. Wraz z jego zajęciem władzę na tym terenie objęła Komendantura Wojenna, na czele z pułkownikiem Aleksandrem Fiedotowem.

W głównych rolach: Borkowicz i Zaremba

W kwietniu 1945, po konferencji w Jałcie, było już wiadomo, że granica Polski przesunie się na zachód. Nic więc dziwnego, że władze polskie bardzo szybko zadecydowały o wysłaniu na „Ziemie Odzyskane” swoich przedstawicieli. Jedną z osób, którym Szczecin zawdzięczał „odzyskaną” polskość, był Leonard Borkowicz. Na początku kwietnia 1945 roku wyjechał w podróż inspekcyjną m.in. do Koszalina i Stargardu. Po powrocie skontaktował się z Bierutem i zwrócił uwagę na całkowite nieprzygotowanie administracji polskiej do przejęcia tych ziem. Przewodniczący KRN podzielił jego niepokój i mianował go Pełnomocnikiem Tymczasowego Rządu na Okręg Pomorze Zachodnie – Borkowicz przejął tę funkcję po Aleksandrze Karczosze–Józefskim, który został wiceministrem administracji publicznej.

Borkowicz szybko zabrał się do pracy: do Szczecina wysłał Piotra Zarembę (wyznaczonego na prezydenta miasta) oraz Wiktora Jaśkiewicza (zastępcę pełnomocnika). Sam Zaremba tak wspominał przyjazd do zdobytego miasta:

"Przejazd przez Odrę. Dalej droga grząska w torfowiskach od wczoraj tylko kołami wyrobiona. Budowa mostów w toku. Jedziemy jako pierwsi przedstawiciele władz polskich. Defekt w trzęsawisku – rura wydechowa zaczepiła o gałąź. Popychamy. Dalej jazda drogą drewnianą, znów wjazd na szosę. Jeszcze jeden strzaskany most. Zasieki – jedziemy „na ciepło” zaraz za frontem. Objazd lejów bombowych. Pierwsze domy Szczecina".

Władze cywilną w mieście Polacy przejęli 28 kwietnia 1945 roku. Dwa dni później, o godzinie 8.15, na Wałach Chrobrego (wcześniej: Hakenterasse) została wciągnięta na maszt biało-czerwona flaga. Tego samego dnia Zaremba przygotował apel do Polaków przebywających w Szczecinie:

"Polacy
W ciężkiej pracy nad przywróceniem polskości potrzebna jest pomoc każdego, chwilowo lub stale przebywającego w Szczecinie. Oczekuję od każdego z was współpracy. Otwarta jest każdemu droga do Milicji Obywatelskiej, Straży Pożarnej, urzędów i zakładów.
Zapisy i informacje uzyska się w szczecińskim Urzędzie Wojewódzkim, Wały Chrobrego (dotąd Hakenterasse) nad Odrą. Tam już czynne są kuchnie zbiorowe.
Szczecin, dnia 30 kwietnia 1945 r.
(-) inż. Piotr Zaremba
Prezydent Miasta Szczecina"

Jak widać, już od początku administracja polska starała się wpoić ludności, że Pomorze Zachodnie to prastare polskie ziemie. To miała być również ta informacja, która na tereny te miała przyciągnąć polskich osadników. Jedna z kobiet przybywających do miasta w swoich wspomnieniach odnotowała:

"Ojciec nasz wrócił po sześciu latach z obozu koncentracyjnego i zaczarował nas jednym słowem: Szczecin. Nikt z nas nie wiedział, gdzie to jest, wiedzieliśmy tylko, że to prastare polskie ziemie, po wiekach odzyskane. Znajome dzieci, którym powiedziałam, że wyjeżdżamy całą rodziną do nowego miasta, bardzo mi zazdrościły".

„Ogromnie trudna sytuacja”

A jednak przybycie polskich władz do Szczecina nie oznaczało wcale, że miasto to przypadnie Polsce. Mimo tej niepewności Zaremba i jego współpracownicy starali się utrzymać porządek w mieście. Nie było to łatwe. W Szczecinie pozostało około 6 tysięcy Niemców; codziennie wybuchało kilkadziesiąt pożarów, a sytuacji wcale nie ułatwiało stacjonowanie wojsk radzieckich. Nie można było kontrolować miasta chociażby ze względu na małe zasoby ludzkie po stronie polskiej – dlatego Zaremba szczególnie apelował do Polaków wracających z robót w Niemczech, aby pozostali w Szczecinie.

Sytuację komplikowała także ludność niemiecka. 5 maja Fiedotow udzielił zgody na powstanie w mieście niemieckiego cywilnego zarządu administracyjnego: Deutcher Bezirk Zabelsdorf, który początkowo obejmował tylko Niebuszewo, jednak później zaczął obejmować całe miasto i przekształcił się w Szczeciński Zarząd Miejski (Stettiner Stadtverwaldung). Po zakończeniu wojny wielu Niemców decydowało się na powrót do rodzinnego miasta. Jedna z niemieckich mieszkanek miasta wspominała:

"Kiedy wojna się skończyła, nie dali nam tam (w Stralsundzie) nic do jedzenia, powiedzieli, że każdy musi wrócić tam, gdzie się urodził. Stałam z mamą trzy dni i trzy noce po bilet na barkę, która miała nas przewieźć do Szczecina".

Jednym z pierwszych kroków niemieckiego Zarządu miasta było wystosowanie odezwy do Niemców znajdujących się w Szczecinie. Na narożnikach ulic rozlepiono ogłoszenia o następującej treści:

"Jak straszne jest to dziedzictwo, które pozostawili nam naziści, jak wielka jest bieda i nędza, w której jesteśmy zmuszeni żyć. Nie wolno nam jednak narzekać i skarżyć się. Musimy połączyć swoje wysiłki, a wówczas znowu wszystko pójdzie lepszą drogą. Początek w Szczecinie już zrobiliśmy".

Sytuacja w mieście była na tyle trudna, że 12 maja Leonard Borkowicz zdecydował się na wystosowanie noty do Rządu. Pisał w niej m.in. o tym, że w Szczecinie „wytworzyła się ogromnie trudna sytuacja”, donosił, że władze sowieckie nie pozwalają na osiedlanie się Polaków oraz że „nie robią różnicy pomiędzy Polakami a Niemcami”. Borkowicza niepokoił również fakt, że w mieście stacjonują żołnierze radzieccy, nad którymi dowództwo nie panuje: sołdaci plądrują miasto oraz gwałcą kobiety. Pełnomocnik kończył swoją wiadomość: „Daleki jestem od panikarstwa, robotę robimy, ale bez Waszej pomocy nie może być mowy o wykonaniu zadań na Pomorzu Zachodnim”.

Skończyło się szczecińskie prowizorium…

Szybko jednak okazało się, że fala gwałtów i palenie miasta nie jest największym problemem polskich władz. Kilka dni po wystosowaniu pisma przez Borkowicza Rząd Tymczasowy nakazał ewakuację polskiej administracji, która nastąpiła w dniach 17-19 maja 1945 roku. Powodem była nieuregulowana kwestia przebiegu zachodniej granicy – wprawdzie obszary na prawym brzegu Odry miały należeć do Polski, Szczecin jednak leżał po obu stronach tej rzeki. Wraz z opuszczeniem miasta przez polskie władze do Szczecina zaczęła powracać ludność niemiecka. Z sześciu tysięcy Niemców, którzy zamieszkiwali to miasto na początkach maja, liczba ta urosła do dwudziestu czterech tysięcy.

Leonard Borkowicz i władze polskie nie chciały jednak dać za wygraną. Pełnomocnik osobiście prowadził rozmowy z dowódcą 2. Frontu Białoruskiego Konstantym Rokossowskim. To właśnie marszałka w pierwszych dniach czerwca Stalin poinformował o tym, że polski Zarząd może powrócić do Szczecina.

Wytworzyła się więc dziwna sytuacja – po 9 czerwca, czyli powrocie Piotra Zaremby, w mieście istniały dwa Zarządy: polski i niemiecki. Zwiększała się także zarówno liczba polskich osadników, jak i powracających do miasta Niemców. Dwa dni po powrocie władz, 11 czerwca miasto zostało podporządkowane marszałkowi Gieorgijowi Żukowowi.

Trzeba jednak zaznaczyć, że i ten pobyt polskiej administracji w Szczecinie nie był długi – trwał zaledwie 10 dni. 19 czerwca Zaremba wraz z polską administracją znów musiał opuścić miasto.

Na pozytywne wiadomości Zaremba czekał do 1 lipca. Wtedy to Kwatera Główna Radzieckich Wojsk Okupacyjnych w Berlinie powiadomiła go, że zapadła decyzja o przekazaniu miasta polskiej administracji. Dwa dni później Leonard Borkowicz oraz Piotr Zaremba uzyskali potwierdzenie tej informacji w kwaterze Żukowa w Berlinie. 5 lipca administracja polska ostatecznie przejęła władze w mieście. Pierwszy polski prezydent miasta tego dnia odnotował: „W dniu 5 lipca 1945 roku skończyło się szczecińskie prowizorium, trwające sześćdziesiąt osiem dni, od 28 kwietnia począwszy”.

Jak Szczecin wyglądał w tym szczególnym dniu? Oddajmy znów głos Zarembie:

"Ustały już zbrodnicze pożary, choć stan bezpieczeństwa był nadal fatalny. W mieście – oprócz pokojowo nastrojonej większości ludności – znalazły oparcie najrozmaitsze podejrzane elementy (…) Polacy zwartą grupą zamieszkiwali ulice przyległe do Wałów Chrobrego i placu Grunwaldzkiego. Czynnych było już kilka polskich sklepów, w których sprzedawano żywność, przywożoną z dużym trudem z Poznania. Wzdłuż Alei Piastów utworzyło się targowisko (…). Dzielnica Pogodno, począwszy od ulicy Piotra Skargi, zajęta była przez wojsko".

Polska administracja przejęła miasto wraz z 5 613 200 metrami sześciennymi gruzu – w tym ze zniszczoną katedrą oraz zamkiem.

Szczecin siedemdziesiąt lat później…

Piątego lipca Szczecin będzie obchodził siedemdziesięciolecie polskiej władzy w tym mieście. „Dzień Pionierów Miasta Szczecina” mieszkańcy będą świętowali w Ogrodzie Różanym, a punktualnie w południe będzie można poczęstować się urodzinowym tortem. Szczecin jest już w pełni polskim miastem, z czego zapewne cieszyłby się i Borkowicz, i Zaremba – choć trzeba przyznać, że w porównaniu do niemieckiej (a nawet i szwedzkiej) polska obecność jest tu stosunkowo krótka.

Czego życzę swojemu rodzinnemu miastu w siedemdziesiątą rocznicę? Żeby nie wstydził się, że kiedyś był Stettinem. Żeby pamiętał, że jego historia nie zaczyna się wraz z 1945 rokiem. I żeby pamiętali o tym także jego mieszkańcy.

(Autorką tego artykułu jest Agata Łysakowska. Tekst "5.07.1945 czyli jak Stettin stał się Szczecinem" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons)

Czytaj także

 3
  • gościu IP
    Cały ten artykuł jest poświęcony udowadnianiu niemieckości Szczecina-czyżby była to pierwsza jaskółka prób powrotu do vaterlandu?
    • Pawel IP
      Wspolczesni Niemcy czcza swoich Nazistowskich przodkow, a  wraz z nimi Komoruski, zdrajca I szpicel , Stauffenberg pisal o Polakach jako budnej rasie niewolnikow, a Komoruski jedzie teraz 8 Lipca swietowac z nazistami z Niemiec ta niemiecka Nazistowska swinie !Ten brudny szwab bral udzial w agresji na Polske w 1939, zamach na swojego wodza zorganizowal, kiedy szwabskie swinie mialy juz noz na gardle, do tej pory ta szwabska nazistowska swinia wiernie sluzyla Furerowi I Rzeszy, Nazistowskie szwabskie swinie mydla teraz swiatu oczy jacy to oni sa cacy. A oni nadal w glebi swojej parszywej szwabskiej duszy pozostali nazistami I szwabskimi swiniami. Komoruski dolaczdo nich I bydlaku nie wracaj !
      • bielik IP
        Swojego czasu Pres. Mitterand wymusil na Kanclerzu Kohlu uznanie obecnych granic m.n. z Polska.
        Bylo to jednym z warunkow francuskiej zgody na "Wiedervereinigung Deutschland".

        Jak widac pogrobowcy rewizjonizmu maja sie stale dobrze, niemieckie hece nasilaja sie w Polsce, Czechach, Slowacji, Chorwacji, Wegrzech i Rumuni.

        Czytaj także