Kisiel transoceaniczny

Kisiel transoceaniczny

Dodano:   /  Zmieniono: 
7 marca mija 105. rocznica urodzin Stefana Kisielewskiego, którego przenikliwe analizy sytuacji gospodarczej i politycznej długo pomagały nam rozumieć świat.

Kiedy wydawało się, że cały jego dorobek jest przeczytany i „oswojony” – niespodzianka! Kisiel znów wszystkich zaskoczył, niejako zza grobu, pojawiając się w księgarniach z chyba najmniej znaną częścią swojej działalności. Właściwie to została ona kompletnie przeoczona z krajowego punktu widzenia i nieuwzględniana w analizach jego twórczości oraz biografiach. Gdy Kisiel zrezygnował w 1988 r. ze współpracy z „Tygodnikiem Powszechnym”, zwróciła się do niego z propozycją współpracy stacja radiowa WPNB. W efekcie Kisielewski co tydzień wygłaszał z Warszawy przez telefon pogadankę, która była nadawana w „Programie na serio”, a po przepisaniu drukowana też w weekendowym wydaniu polonijnego „Dziennika Związkowego”. Pierwszy z tych mówionych felietonów datowany jest na 1-2 kwietnia 1988 r., a ostatni opatrzony jest datą 30 sierpnia-2 września 1991 r. Stworzyły one wielki, układany na bieżąco wykład na temat przemian zachodzących w Polsce i Europie w okresie upadku komunizmu. I wyjaśnienie tego, co się dzieje, osobom mieszkającym za oceanem i pewnie nie za dobrze zorientowanym w meandrach polityki.

Teraz te felietony Kisiela układane dla polonijnych słuchaczy i czytelników przygotowało do publikacji książkowej wydawnictwo Fijorr Publishing (www.fijorr.com). Prezentujemy obszerne fragmenty ostatnich dwóch felietonów Kisiela z tego nieznanego krajowemu czytelnikowi zestawu – to prawdopodobnie ostatnie publiczne wystąpienia Stefana Kisielewskiego, który w niespełna miesiąc po wygłoszeniu ostatniego z tych tekstów zmarł (27 września 1991 r.).

23-25 sierpnia 1991 Dzień dobry państwu!

Wbrew moim przyjaciołom i znajomym byłem zdumiony, ale nie tym, co się stało w Rosji, ale że stało się to tak późno. Kraj, który przecież od setek lat rządzony był totalitarnie i bez litości: przez Tatarów, potem przez carów, wtrącony w przepaść filozofii Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina – filozofii zastępującej religię, naukę, sztukę, politykę, kraj wpędzony w krwawą wojnę, w której stracił 20 mln ludzi – czy taki kraj mógł stać się od razu sojusznikiem Zachodu, krajem liberalnym, kapitalistycznym, normalnym? Przecież to właściwie było niemożliwe i ze zdumieniem patrzyłem na sukcesy Gorbaczowa, który z początku był przyjmowany na Zachodzie z nieufnością – pamiętam pierwsze spotkanie z Reaganem w Reykjaviku, gdzie patrzyli na siebie wilkiem. I oto Gorbaczow stawał się Zachodowi coraz bardziej sympatyczny, sądzono, że przeprowadzi wszelkie reformy. Dokonał rzeczy faktycznie niezwykłych w polityce zagranicznej: zgodził się na zjednoczenie Niemiec. Przecież Niemcy komunistyczne, NRD, to marzenie jeszcze od czasów Lenina – uważali i za swoją najważniejszą zdobycz. Uważali to za przedsionek komunizmu światowego. A tu Gorbaczow ze wszystkiego rezygnuje, staje się człowiekiem Zachodu, rozumiejąc się doskonale z zachodnimi mężami stanu. […]

Ale […] Zachód do pomocy konkretnej nie spieszył się. Bo Zachód się nigdy nie spieszy, sądząc, że sami sobie dadzą radę ci, którym się źle powodzi. […] Widzieliśmy, jak zawalono w gruncie rzeczy wojnę z Husseinem, jak Ameryka pozwalała, aby w Jugosławii jakieś małe narody krwawiły się w bezsensownej walce, jak Ameryka nie chce być żandarmem świata, bo mówi, że jest liberalna. I ten liberalizm obraca się w pozwolenie na działania niehumanitarne, na działania terrorystyczne, jakich widownią może się stać Europa Wschodnia. Oczywiście tu Zachód dostał coś bardzo konkretnego, dostał zjednoczenie Niemiec, kraje komunistyczne, tzw. satelickie, oderwały się i tworzą nową Europę, więc myślę, że Zachód jednak będzie miał wyrzuty sumienia i wpłynie na to, by ta grupa konserwatywna, prawicowa, nacjonalistyczno-marksistowska – czy jak ją nazwać – nie doprowadziła do terroru krwawego. Zwłaszcza chodzi im o osobę Gorbaczowa. Ja osobiście myślę, że z Gorbaczowem będzie tak, jak było z Chruszczowem – zachowa się go, oszczędzi, z tym że politykę jego zniweczy się lub złagodzi do maksimum. Tu kluczowe jest stanowisko Jelcyna, który, jak się zdaje, chce się rzeczywiście bronić. Ale krew się chyba nie poleje, bo za wielka byłaby to prowokacja nawet jak na obojętność Zachodu, obojętność amerykańską. Ale wszystkim, którzy się dziwią, których zaskoczyło, że stało się to w Rosji [...] dedykuję na zakończenie wierszyk. Wierszyk o mocarstwie rosyjskim:

Ale gdy słońce wolności zaświeci, Jakiż z powłoki tej owad wyleci? Czy motyl piękny wzbije się nad ziemię, Czy ćma wypadnie, brudne nocy plemię.

Ten wierszyk napisał Adam Mickiewicz w Petersburgu. Poznał się na Rosji i jej dwuznacznym, demonicznym charakterze, który nie minie przecież z miesiąca na miesiąc, z roku na roku. Dla nas jest to specjalnie ważne i specjalnie ciekawe, przecież siedzimy na samej granicy. Osobiście sądzę, że Rosja będzie miała zbyt wielkie kłopoty wewnętrzne właśnie z tą młodzieżą, która się pali do nowoczesnego liberalizmu. Zbyt wielkie kłopoty, by znowu próbować zhołdować narody Europy Wschodniej, zwłaszcza Polskę, Węgry czy Czechy. Ale uważać trzeba bardzo i za tydzień może już więcej się w tych sprawach wyjaśni. Na razie dziękuję.

30 sierpnia-2 września 1991 Dzień dobry państwu!

To, co się stało w Europie, przekracza możliwości wyobrażeniowe normalnego człowieka, zwłaszcza ze Starego Kontynentu, przez tyle lat podzielonego między dwa światopoglądy, dwa ustroje, dwa systemy. Spotykam ludzi mówiących, że nie nadążają, że stało się to tak szybko, iż nie są w stanie przestawić sobie myślenia. Upadek marksizmu, komunizm, imperium carów i imperium Stalina proklamowane przez tego marksizmu wieloletnich wodzów, menedżerów? W dodatku sprawa dokonana bez wojny, tylko z cieniem i pogróżką wojen gwiezdnych czy atomowych? To jest niesłychane. Przecież kongres wersalski i kongres jałtański, które zdecydowały o wieloletnich losach Europy, poprzedzone były długimi, krwawymi, straszliwymi wojnami, gdzie ginęły miliony ludzi. Wiadomo było, że świat się przepoczwarza, przerabia we krwi, w olbrzymim wysiłku..., a tu runęło wszystko samo z siebie jak krzywa budowla. Marksizm był błędem historii, ale jakże się to szybko i samodzielnie sprawdziło. Oczywiście to jeszcze nie jest koniec. W moskiewskiej polityce sowieckiej rozpocznie się długa, skomplikowana wojna z Gorbaczowem. W czym właściwie zawinił Gorbaczow? Zawinił w tym, w czym zawiniłby każdy z nas. Bał się, że pośpiechem, że nieostrożnością zawali wszystko. Nie wiedział, że i tak już to dojrzało do upadku. A jego koledzy, współpracownicy i znajomi w czasie tych 72 godzin na Krymie musieli przedstawiać mu całą sytuację walenia się Związku Radzieckiego, musieli go straszyć, musieli mu perswadować, że ich świat się wali, że trzeba ratować, że trzeba wstrzymać klęskę, że on stanie na czele i będzie imitował, będzie z nimi współpracował po cichu. Ja myślę, że może on przez chwilę uległ tej argumentacji ze względów patriotycznych, historycznych. O tym, czy uległ i co tam było, mogliby powiedzieć tylko ci trzej wysocy funkcjonariusze wojska i policji, którzy odebrali sobie życie. Ale polityka personalna to jest jedna sprawa, wcale nie najważniejsza. Bo tymczasem zacznie się w Rosji olbrzymi kryzys gospodarczy połączony z rozpadem państwa. Młodzież z Moskwy czy z Leningradu, która przejęła się amerykanizmem, która tak jak u nas pali się do wolnego rynku, nie wie jeszcze, co to znaczy kapitalizm w kraju, gdzie zlikwidowano chłopów, bogaczy, menedżerów, przedsiębiorców, gdzie myślenie o gospodarce nie istniało. My, w Polsce, także dzisiaj odczuwamy prymitywizm naszego życia gospodarczego, brak aparatów: bankowych, maklerskich, najrozmaitszych, brak tradycji, ale w porównaniu z Rosją to jesteśmy po prostu Zachodem! Co zresztą widać na ulicach, gdzie przyjechało masę Rosjan, żeby się tym wolnym u nas rynkiem napawać. W porównaniu z Rosją jesteśmy więc już rozwinięci. Natomiast tam nie wystarczy odrzucić marksizm, odrzucić partię, odrzucić buntujące się drobne kraje wcielone do Rosji. Trzeba zbudować nowe, skomplikowane społeczeństwo. Społeczeństwo myślące inaczej, myślące po nowemu, myślące po zachodniemu. Jak to zrobić? I wszyscy mówią, że pomóc musi Ameryka. Ja rozmawiałem niedawno z pewną Amerykanką, która z wielką pretensją mówiła: „Czego wy chcecie? Żebyśmy ciągle byli żandarmami waszego świata? Urządzajcie się sami!”. Otóż to jest niemożliwe. Ameryka wyrosła na żandarma i wyrosła na bankiera świata. Glob jest dzisiaj jedną całością i Ameryka nie wykręci się od tej roli. Oczywiście olbrzymie znaczenie mają i Europa, i Niemcy, które są potęgą w tej chwili, ale bez Ameryki glob nie urządzi się na nowo. Przyszły nowe czasy, czasy całościowe i będziemy musieli wszystkie problemy [...] uważać za problemy całego świata. No więc narzucimy Ameryce ten garb, na to nie ma rady. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie, czy prezydent Bush zrozumie, że tu nie wystarczy sypać forsą, dolarami, że tu trzeba posyłać ludzi, aparaturę, tu trzeba szkolić, tu trzeba ściągnąć część aparatu rosyjskiego i nadać mu sensowny, nowoczesny kierunek. Inaczej nic się nie uda i mogą być jeszcze rzeczy straszne. Czego, oczywiście, nikomu nie życzę. Dziękuję.

Okładka tygodnika WPROST: 10/2016
Więcej możesz przeczytać w 10/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0