Rzeczy w sieci

Rzeczy w sieci

Dodano:   /  Zmieniono: 
Internet rzeczy, nowe technologie (fot.everythingpossible/ Fotolia.pl)
Już niedługo wszystko będzie w sieci. Biznes związany z internetem rzeczy rośnie w tempie ponad 200 proc. rocznie. Może to zmienić nasz świat nie do poznania – powstaje matrix, jak z filmu.

Część z was być może o tym słyszała, większość jednak nawet nie wie, co to znaczy, ale wielu już z tego korzysta. Internet rzeczy to dziś jeden z trendów w technologiach, o którym się mówi, że jest „hot”. IoT, czyli internet rzeczy (ang. Internet of Things) czy też zamiennie internet wszechrzeczy, to w skrócie wszystko, co nie jest połączeniem między ludźmi i smartfonami. To wszelkie urządzenia, począwszy od czujników i maszyn w fabryce przez czujniki energii elektrycznej po czujniki mierzące jakość naszego snu, które – poprzez sieć – komunikują się z sobą. Mają one swój adres IP, czyli taki cyfrowy paszport, i przekazują dane między sobą.

Przykłady? Na ostatnich targach elektroniki w Berlinie LG pokazał, jak mógłby wyglądać inteligentny dom. System sterowania jest kompatybilny z inteligentną asystentką głosową Alexa, w którą wyposażony został głośnik Amazon Echo. Dzięki temu możemy mówić do sprzętu AGD i nim sterować. Z kolei przystawka SmartThinQ Sensor połączona jest z urządzeniem Amazon Dash i pozwala użytkownikom na zamawianie artykułów gospodarstwa domowego za pomocą tylko jednego przycisku, a pralka z taką technologią może nie tylko powiadomić właściciela o zakończeniu pracy, ale także zamówić zapas proszku do prania.

Internetem rzeczy są też wszelkie opaski i inteligentne zegarki, które mierzą naszą aktywność: jak śpimy, ile chodzimy i czy uprawiamy sport. Czy chociażby produkowane przez polski start-up Estimote beacony, czyli elektroniczne czujniki pozwalające na wyświetlanie na ekranach klientów sklepów dokładnych informacji na temat sprzedawanych produktów. Są one rzeczami w sieci, które dzięki temu, że przez chwilę „zobaczą” w sieci nasz telefon, wiedzą, w którym miejscu sklepu jesteśmy i co oglądamy. Inny przykład: interaktywna lalka Barbie, która potrafi rozmawiać z dziećmi. Lalka poprzez wi-fi połączona jest z chmurą obliczeniową. Odpowiednie algorytmy wyszukują odpowiedzi i w ten sposób może ona odpowiadać na pytania dzieci czy nawet opowiadać im dowcipy. Zresztą lalka już wzbudziła wiele kontrowersji, bo zabawkę łatwo zhakować i wyciągnąć z niej wrażliwe dane.

Bezpieczeństwo jest jednym z problemów rozwoju internetu rzeczy. Ale nie tylko. To, że dziś wszyscy mówią o IoT, a zapowiadana rewolucja cały czas nie nadchodzi, wynika z dwóch powodów. Po pierwsze cały czas nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania, które pozwoliłoby rozmawiać milionom urządzeń, które już są w sieci, w jednym języku. A po drugie cały czas mamy za słabą sieć, by te urządzenia mogły ze sobą rozmawiać.

– Jesteśmy na etapie, gdzie walczy ze sobą kilku gigantów o to, czyj standard komunikacji się przyjmie. To tak jak wojna VHS i Betamaksu w latach 80. ubiegłego wieku. Ten, kto wygra, będzie miał do uszczknięcia największy tort – mówi Jacek Łukaszewski, prezes Schneider Electric Polska. Wojna rzeczywiście trwa, a w laboratoriach badawczych firm technologicznych wydawane są miliardy dolarów na urządzenia ze sfery internetu rzeczy. Zmieniają się też modele biznesowe, bo firmy „starej gospodarki” muszą się nauczyć żyć w sieci i w modelu tworzenia usług, a nie produktów.

Z produkcji do usług

Aby uzmysłowić sobie, jak potężnym systemem jest internet rzeczy, należy poznać kilka liczb. Szacuje się (są przy tym ogromne rozbieżności), że do 2020 r. na świecie funkcjonować będzie 50 mld urządzeń podłączonych do sieci, 50 razy więcej niż jeszcze pięć lat temu. Już od 2008 r. w internecie jest więcej rzeczy niż ludzi na Ziemi, tylko w tym roku przybędzie ich kolejne 4,9 mld. Do 2020 r. w sieci będzie 250 mln samochodów, 10,2 mln inteligentnych, podłączonych do sieci ubrań. Rynek wearables, czyli „urządzeń do noszenia”, urósł w ubiegłym roku o 223 proc., z takimi firmami jak Fitbit (sprzedał 4,4 mln opasek na rękę) czy Apple, któremu udało się sprzedać 3,6 mln zegarków.

Z raportu GE wynika, że internet rzeczy zwiększy wartość globalnego PKB o 10 do 15 bln dolarów w ciągu najbliższych lat. McKinsey Global Institute przewiduje, że do 2025 r. będzie to 11 bln. Przy czym musimy pamiętać, że internet rzeczy to nie tylko sektor konsumencki, który obejmuje domy, samochody, komputery, urządzenia osobiste i miejsca gromadzenia danych. To także sektor przemysłowy, w postaci inteligentnych fabryk, serwisów, wsparcia rolnictwa czy śledzenia zasobów, oraz sektor publiczny związany z zarządzaniem ruchem ulicznym, energią elektryczną, wodą czy monitorowaniem pacjentów służby zdrowia.

– W sektorze przemysłowym internet rzeczy jest od lat 70., wcześniej to się tylko inaczej nazywało. Ale wtedy też polegało na tym, by skomunikować ze sobą jak najwięcej urządzeń, by przyspieszyć produkcję – mówi Łukaszewski.

Tyle że teraz to wszystkie możliwe urządzenia mają się znaleźć w sieci. Dla producentów ma to znaczenie, bo przesuwa się miejsce tworzenia wartości z samego produktu na związaną z nim usługę. To dlatego Daimler inwestuje w rozwój usług mobilnych związanych z transportem typu car2go, myTaxi czy moovel; General Electric do obsługi urządzeń i fabryk używa systemu pod nazwą industrial internet (internet przemysłowy); LG przygotowuje się na inteligentne domy. W tym wyścigu biorą udział wszyscy: Google kupił za 3,2 mld dolarów firmę Nest Labs, producenta termostatów.

Dla wielu może to jednak oznaczać ogromny skok. Taki Bosch wytwarza ponad pół miliona egzemplarzy różnych produktów z 1500 różnych kategorii. I to właśnie ta firma jest jedną z głównych, jeśli chodzi o nakłady związane usieciowieniem swoich produktów, zwłaszcza tych z zakresu autonomicznych samochodów.

Konkurencyjne konsorcja

O internecie rzeczy mówi się od 1999 r., kiedy to po raz pierwszy użył tego pojęcia Kevin Ashton, brytyjski przedsiębiorca i twórca start-upów. I, niestety, przez te kilkanaście lat tylko się mówiło. Do tej pory nie powstał jednolity system pozwalający na łączność miliardów urządzeń. Dopiero dwa lata temu firmy Atmel, Broadcom, Dell, Intel, Samsung Electronics oraz Wind River połączyły siły i założyły konsorcjum Open Interconnect Consortium (OIC). Równoległe prace prowadzi inne konsorcjum – AllSeen z Microsoftem na czele, które przyjęło pod swoje skrzydła już 50 światowych korporacji z branży samochodowej, inteligentnego domu, zabezpieczeń, telekomunikacji.

Pierwsze efekty tych prac już są: powstał działający na zasadzie wolnego oprogramowania protokół OpenThread. Czy się przyjmie? Nie wiadomo, bo cały czas jesteśmy na wczesnym etapie, który nie ma jeszcze efektu kuli śniegowej. Są też projekty poboczne. Intel Galileo oraz Edison to platformy przygotowane dla programistów, którzy chcą wkroczyć do świata internetu rzeczy. Najnowszym dodatkiem do portfolio Intel IoT jest platforma łącząca urządzenia IoT z chmurą. Do gry włączają się mniejsze firmy i start-upy, takie jak projekt Proxy. Start-up zebrał już 1,6 mln dolarów dofinansowania i skupia się na ograniczeniu do jednej aplikacji potrzebnej do obsługi urządzeń IoT. Napędzany przez Proxy telefon emitować będzie sygnał Bluetooth, który powinny wyłapać czujniki urządzenia podłączonego do internetu rzeczy. W ten sposób będziemy mogli np. telefonem otworzyć elektroniczne drzwi do domu.

Inną sprawą jest cały czas łączność. Aby autonomiczne samochody mogły jeździć po ulicach, potrzebują ciągłej łączności z ogromną chmurą obliczeniową. To połączenie musi być nie tylko stabilne, ale i bardzo szybkie. A co w sytuacji, gdy sieć się zapcha? Z tego powodu mówi się już o wprowadzaniu sieci komórkowych 5G, zresztą przed kilkoma dniami wspominał o tym szef KE Jean Claude-Juncker, obiecując przy tym, że internet w UE przyspieszy do 100 Mb/s.

– Internet rzeczy nadchodzi. Już wkrótce zrewolucjonizuje nasze miasta. Dziś patrzymy na wprowadzanie technologii IoT jak na innowację, ale te rozwiązania staną się w przyszłości standardem. Dziesięć lat temu rozwiązania z obszaru administracji elektronicznej były czymś niesamowitym, teraz to nasza codzienność – mówi Jacek Łukaszewski.

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 38/2016
Więcej możesz przeczytać w 38/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0