Pasja tworzenia

Pasja tworzenia

Beata Drzazga, założycielka BetaMed SA, największej w Polsce placówki zajmującej się m.in. opieką długoterminową
Beata Drzazga, założycielka BetaMed SA, największej w Polsce placówki zajmującej się m.in. opieką długoterminową / Źródło: BetaMed SA
Wytrwałość, pewność siebie, odpowiedzialność, ale przede wszystkim pasja. We wszystkim, co robimy, zwłaszcza w biznesie, pasja jest najważniejsza ‒ mówi Beata Drzazga, założycielka BetaMed SA, największej w Polsce, zatrudniającej dziś prawie 3 tys. osób, placówki zajmującej się m.in. opieką długoterminową.

Oddana pacjentom pielęgniarka po latach pracy w publicznej służbie zdrowia zakłada własną firmę i w niecałe 20 lat buduje medyczne imperium. Amerykański sen w Polsce. Jak to się robi?

Jak się buduje firmę? Najlepiej krok po kroku. Czasem te kroki są bardzo małe, ostrożne, a czasem duże. Na początku nie wchodźmy w ogromne kredyty, nie inwestujmy w pomieszczenia, drogi sprzęt, czy budynki. Zaczynajmy powoli, od czegoś małego, co da nam satysfakcję, co da nam doświadczenie. Ja zaczynałam w małym wynajętym pokoiku, z jednym kupionym na raty urządzeniem. Amerykański sen? Raczej konsekwentna realizacja marzenia z dzieciństwa.

Mała dziewczynka chciała budować wielką firmę?

Chciała pomagać ludziom i ich kochać. Moja ciocia była pielęgniarką. Widziałam, jak rozmawia z pacjentami, jak się o nich troszczy. W jej pracy była tak wielka miłość do drugiego człowieka! Też tego chciałam. Pomagać, być blisko ludzi. Udało się. 11 lat pracowałam w zawodzie.

I?

I wiele razy myślałam, że to, co robię, co wszystkie robimy, można zorganizować jeszcze lepiej, z jeszcze większym pożytkiem i udogodnieniem dla pacjenta. Tylko co z tego, skoro w wielkich szpitalach na pewne sprawy siłą rzeczy nie ma się wpływu. Zrozumiałam, że moje pomysły będę mogła zrealizować dopiero we własnej firmie. Tak powstało Centrum Medyczne BetaMed. Początki były skromne.

Dwoje małych dzieci, niewielkie środki na rozpoczęcie działalności… Nie bała się pani porażki?

Miałam za sobą wiele lat doświadczenia w branży i bardzo wierzyłam, że to, co robię, nie tylko ma sens, ale także przyniesie wiele dobrego pacjentom. Poza tym zakładałam, że będę działać na małą skalę, więc nie musiałam inwestować dużych pieniędzy. Po prostu wynajęłam mały pokój i już. Potem były pierwsze zatrudnione pielęgniarki, większość z nich jest ze mną do dziś. Dalej pozyskane kontrakt z NFZ na opiekę w domu pacjentów. Potem opieka nad pacjentami pod respiratorami, w tym nad dziećmi. Kontrakty w kolejnych województwach. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Okazało się, że zapotrzebowanie na tego typu usługi jest ogromne. Tak jest zresztą do dziś. Po prawie 20 latach BetaMed SA ma 91 filii i zatrudnia 3 tys. osób.

Zrealizowane marzenie?

Tak. I nie chodzi o wielkość firmy. Moim marzeniem nie był rozmach, ale jakość. Jakość opieki nad pacjentem, rodzaj oferowanego sprzętu, ale też coś więcej. Wspaniały personel, dający schorowanym ludziom całą swoją miłość. Podziwiam wszystkie moje pielęgniarki, bo codziennie widzę, ile serca wkładają w opiekę nad pacjentami i jestem dumna z uśmiechniętych twarzy naszych pacjentów. Myślę, że to jest to, czym BetaMed SA różni się od innych placówek tego typu. Jakość świadczonych usług jest bardzo ważna, ale równie ważna jest miłość okazywana drugiemu człowiekowi.

Częścią BetaMed SA jest także dom opieki stacjonarnej.

Chciałam, żeby nasi pacjenci czuli się tu jak w domu. Udało się zbudować nie tylko piękną klinikę, z pięknym budynkiem i wyposażeniem, ale przede wszystkim miejsce, w którym pracują wspaniali ludzie. Pacjenci to czują.

Dwa lata temu otworzyła pani także Drzazga Clinic Laseroterapia i Medycyna Estetyczna. To zupełnie inny rodzaj usług.

Drzazga Clinic miała swój początek właśnie w BetaMed SA. W domu opieki stacjonarnej. To tam narodził się pomysł. Dla naszych pacjentów zbudowaliśmy kawiarnie, kościół, organizowaliśmy dancingi, lekcje tańca. Założyliśmy też ogród. Kupiłam ptaszki, a nawet chomiki, stoły z obrusami w kratkę, dużo kwiatów… i cały czas myślałam, co jeszcze mogę zrobić. Pojawił się fryzjer i spa. Strzał w dziesiątkę. Pacjenci byli zachwyceni. Nie tylko panie. Pomyślałam, że może to dobry pomysł na zupełnie nową firmę, dla ludzi z zewnątrz.

Próba sił w nowej branży?

Lubię wyzwania, wciąż marzę. Tak było ze studiami. Kończyłam jedne i już myślałam o kolejnych. Miałam wykształcenie medyczne, ale uczyłam się dalej w kierunku ekonomicznym. Skończyłam zarządzanie i marketing, a potem wróciłam na specjalizację z geriatrii. Potem znów ekonomia i MBA International. Pracuje też nad doktoratem. Ale poza nowymi wyzwaniami jest coś jeszcze. Pasja tworzenia. Każdy nowy projekt daje bardzo dużo satysfakcji, pozwala też sprawdzić się na nowym polu. Przy tworzeniu Drzazga Clinic postępowałam tak jak w przypadku BetaMed SA.

Czyli?

Postawiłam na jakość. Najlepsze zabiegi i sprzęt. Tylko takie działanie ma sens. Trzeba oferować usługi wyłącznie na najwyższym poziomie i rozpieszczać pięknymi wnętrzami.

BetaMed International w USA to kolejne wyzwanie?

To pomysł, który narodził się już dawno. Kiedy mieszkałam w Miami. Już wtedy myślałam o otworzeniu tam filii BetaMed-u. Po latach zrealizowałam ten plan. Z drobną modyfikacją.

Zamiast w Miami, zaczęła pani w Las Vegas.

Dokładnie. Zaczynam skromnie, od biura i zatrudnienia jednej osoby. Podobnie jak kiedyś w Polsce. Krok po kroku uczę się tamtejszej gospodarki, obserwuję, wyciągam wnioski, zamiast od razu rzucać się na głęboką wodę. Na razie bez wielkiego budynku i setek zatrudnianych ludzi, ostrożnie badam grunt. Daje firmie czas.

Trudno było zacząć działalność w USA?

Kilka lat temu na balu charytatywnym w Miami poznałam konsula honorowego RP Johna Petkusa i przyłączyłam się do misji gospodarczych w Nevadzie. Po kryzysie z 2008 roku Nevada bardzo mocno postawiła na rozwój i otworzyła się na inwestycje z zagranicy. Pomagaliśmy więc m.in. polskim przedsiębiorcom skontaktować się z inwestorami ze Stanów Zjednoczonych.

Skutecznie?

Chyba tak, skoro sam gubernator Nevady, Brian Sandoval, wręczył mi tytuł Pierwszego Ambasadora Biznesu Nevady na świecie. Byłam bardzo dumna. Sama także postanowiłam zainwestować.

Na rynku amerykańskim inaczej traktuje się przedsiębiorcę?

Kiedy władze Nevady dowiedziały się, że jestem zainteresowana ich rynkiem, zorganizowały tylko dla mnie misję gospodarczą. Gubernator i wszyscy dyrektorzy ds. rozwoju przez tydzień oprowadzali mnie po instytucjach, poznawali z właściwymi ludźmi, przekazywali wszystko, co powinnam wiedzieć o funkcjonowaniu w ich stanie. Oprowadzono mnie po szpitalach i szkołach medycznych. Przedstawiano osobom odpowiedzialnym za szkolenie lekarzy i pielęgniarek. Wszędzie mówiono: „To jest pani Beata, silna bizneswoman z Polski, dlatego proszę pomagać, czegokolwiek będzie chciała”. Szef od ubezpieczeń z całą swoją świtą siedział i tłumaczył mi zawiłości amerykańskiego systemu ubezpieczeniowego, mówił, na co zwracać uwagę.

W Polsce to chyba niemożliwe…

Oczywiście. W Stanach przedsiębiorców zaprasza się, otwiera się przed nimi drzwi. Masz pomysł, energię i pasję? Doskonale. Na takich ludzi czekamy.

Plany rozwoju w Stanach pokrzyżowała pandemia?

Nieco spowolniła. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła tam polecieć i działać dalej.

To plan na rok 2021?

Nie robię planów, ale na pewno będę dalej wzmacniać BetaMed International, BetaMed SA i Drzazga Clinic. Myślę też o mojej 12- letniej już inwestycji, czyli domu mody Dono da Scheggia. Tuż przed wybuchem pandemii udało nam się jeszcze wziąć udział w pokazach w Mediolanie i Monako. Niestety do Francji pojechała już tylko nasza kolekcja. My byliśmy on-line. Może wkrótce dopisze nam szczęście i znów polecimy osobiście na pokazy w największych stolicach mody.

Żeby odnieść sukces w biznesie potrzebne jest szczęście?

Szczęście? Nie. Trzeba cieszyć się nim, gdy nam dopisuje, ale liczyć na nie i budować na nim? Nigdy! Wszystko w życiu trzeba budować na pasji i odpowiedzialności. Kiedy robisz coś, co kochasz, chcesz to robić jak najlepiej i to przynosi sukces. Często młodzi przedsiębiorcy pytają mnie o radę, a ja im powtarzam: nie myślcie, że założenie firmy to coś strasznego. Róbcie tylko to, co kochacie, a każdy sukces, nawet mały, będzie dodawał wam skrzydeł.

A jeśli to będzie konkurencja?

Bardzo dobrze! Kiedy zaczynałam, Kasy Chorych powoli ogłaszały konkursy na usługi opieki długoterminowej. Sama pomagałam wtedy konkurencji powstawać i się rozwijać. Część ludzi twierdziła, że usługi opieki długoterminowej w ogóle nie są potrzebne. Dziś jest inaczej, dostępność tej opieki wzrosła, a mimo to ludzie wciąż stoją w kolejkach. Dlatego życzyłabym sobie, żeby firm takich jak moja powstawało jak najwięcej. Jeśli będą działać z taką samą pasją i miłością do pacjenta jak my, będę bardzo szczęśliwa. Pacjenci również.

Artykuł został opublikowany w 37/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także