Jak czytamy, COVID-19 nie był jedynym schorzeniem, z jakim musiał sobie radzić pacjent. 45-latek miał również ciężką chorobę autoimmunologiczną – APS. Zespół antyfosfolipidowy to choroba tkanki łącznej, charakteryzująca się współwystępowaniem zakrzepicy naczyniowej.
Stan zdrowia mężczyzny pogorszył się drastycznie, kiedy zakaził się on koronawirusem. Jak przypominają lekarze, z uwagi na schorzenie 45-latka i przyjmowane przez niego leki, był on w grupie charakteryzującej się najcięższym przechodzeniem COVID-19. „Daily Mail” precyzuje, że medycy obserwowali błyskawiczną mutację koronawirusa w organizmie pacjenta.
Lekarze: Kilka „nawrotów” choroby, błyskawiczna mutacja wirusa
Medycy szczegółowo opisali sposób, w jaki leczyli pacjenta. Jak dowiadujemy się z opracowania, pacjent leczony był aż 154 dni. W tym czasie dochodziło jednak do kilku „nawrotów” choroby.
Pacjent poddawany był leczeniu remdesivirem i gdy jego stan się poprawiał był wypisywany ze szpitala. Po krótkim czasie znów jednak wracał, skarżąc się na zupełnie nowe objawy, niż poprzednio.
Jak się okazało, koronawirus niebezpiecznie szybko mutował, uodparniając się na stosowane przez medyków leczenie. Lekarze wskazują, że to już kolejny przypadek, kiedy koronawirus uodparnia się na działanie leków i przybiera coraz bardziej agresywną postać. Po trwającej ponad pięć miesięcy chorobie, 45-latek zmarł.
Czytaj też:
Utrata węchu i smaku w COVID-19. Skąd bierze się ten objaw?
