Jakie zmiany przyniesie 2017 na rynku aptek?
Materiał partnera

Jakie zmiany przyniesie 2017 na rynku aptek?

Apteka
Apteka
Przepisy dotyczące funkcjonowania aptek zmieniają się w zasadzie co roku. Jednak w 2017 branża farmaceutyczna wchodzi z trakcie trwania wyjątkowo gorących debat na temat kontrowersyjnych propozycji ministerstwa zdrowia.

Czy w Polsce łatwo założyć i prowadzić aptekę? Prawne aspekty funkcjonowania aptek

Prowadzenie apteki, która jest placówką ochrony zdrowia publicznego, podlega wielu regulacjom prawnym. Na założenie takiej działalności należy uzyskać zezwolenie od wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego. Jego koszt w 2016 wynosił przeszło 9 tys. zł, a w 2017 dojdzie do 10 tys. Zezwolenia na prowadzenie apteki nie uzyskają hurtownicy sprzedający leki, a także podmioty lub członkowie grupy kapitałowej prowadzący na terenie danego województwa co najmniej 1% aptek. Zezwolenia nie dostaną także lekarze bądź stomatolodzy, chyba że nie wykonują oni swojego zawodu.

Aby założyć aptekę nie trzeba mieć wykształcenia farmaceutycznego. Jednak już kierownik placówki musi być magistrem farmacji z prawem do wykonywania zawodu i 5 letnim stażem zawodowym albo ukończoną specjalizacją z zakresu farmacji. Klientów apteki także nie może obsługiwać zwykły sprzedawca. Wydawać leki może tylko technik farmaceutyczny lub farmaceuta.

Prowadzenie apteki to również stała współpraca z NFZ, czyli konieczność sprostania kolejnym regulacjom. Aby otrzymać pieniądze za leki refundowane, apteka musi uzgadniać z NFZ ich zbiorcze zestawienie. Przepisy regulują także warunki lokalowe, w jakich prowadzone są apteki. Powierzchnia podstawowa lokalu nie może być mniejsza niż 60 mkw. (w miejscowościach do 1,5 tys. mieszkańców i na terenach wiejskich), oraz 80 mkw. w pozostałych lokalizacjach.

Przepisy dotyczące funkcjonowania aptek często się zmieniają

Apteki często stają się obiektem uwagi polityków. Po pierwsze, stanowią element systemu opieki zdrowotnej, a więc ich działanie wpływa na nastroje wyborców. Po drugie, zatrudniają rzesze pracowników i stanowią z reguły własność polskiego kapitału. A przecież ochrona polskich przedsiębiorców i pracowników leży na sercu wszystkich formacji politycznych, tylko każda z nich ma na tę ochronę inne pomysły. Po trzecie, swoje trzy grosze dorzuca też Unia Europejska, która wymaga od państw członkowskich zmian także w zakresie prawa farmaceutycznego.

W rezultacie zmiany w prawie dotyczącym funkcjonowania aptek są liczne. Często pojawiają się one z początkiem roku. Od stycznia 2016 weszła w życie nowa lista refundacyjna, zmieniły się zasady wystawienie recept oraz odpłatności za leki na receptę. W 2017 branża farmaceutyczna wchodzi natomiast z niezwykle gorącą debatą na temat dwóch pomysłów ministerstwa zdrowia – nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne zwanej potocznie „apteka dla aptekarza” oraz projektu rozporządzenia ws. znacznego ograniczenia możliwości sprzedawania leków poza aptekami np. na stacjach benzynowych czy sklepach.

Apteka (nie) dla aptekarza?

Ministerstwo zdrowia proponuje, by nowe apteki mogli zakładać tylko farmaceuci. Nowe placówki mogłyby się także pojawiać w oddaleniu co najmniej 500 m od istniejących, gdyby w danym województwie liczba aptek przekroczyła 1 na 3 tys. mieszkańców. Jeden podmiot mógłby prowadzić też nie więcej niż 4 apteki.

Do tych ograniczeń z entuzjazmem podchodzą ze zrozumiałych względów środowiska farmaceutyczne, m.in. Naczelna Rada Aptekarska czy Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET, którym zmiany ułatwią walkę z zagranicznymi grupami kapitałowy i konkurencją ze strony zwykłych przedsiębiorców, którzy nie posiadają wykształcenia kierunkowego. Zmiany te doprowadziłyby także do umocnienia pozycji obecnie istniejących aptek. Jednak nowelizacja forsowana przez ministra zdrowia napotkała silnego przeciwnika – wpływowego wicepremiera, ministra rozwoju i finansów, Mateusza Morawieckiego, wspieranego przez część polityków partii rządzącej.

Zdaniem kontestatorów proponowanych przez ministerstwo zdrowia zmian, chociaż dotyczą one nowych aptek, to z czasem dotkną również te już działające na rynku i ograniczą ich liczbę. Poza tym pojawi się dodatkowa bariera wejścia na rynek dla absolwentów kierunków farmaceutycznych. W dodatku ograniczenie liczby aptek prowadzonych przez jeden podmiot może osłabić ich pozycję negocjacyjną w rozmowach z hurtowniami, która i tak nie jest zbyt dobra. Wszystkie te zmiany mogą łącznie doprowadzić do wzrostu cen leków, a co za tym idzie społecznego niezadowolenia.

W rezultacie w sprawie nowelizacji mamy pat. Projekt pozytywnie zaopiniowała 17 stycznia sejmowa komisja zdrowia, a 25 za jego odrzuceniem opowiedziała się nadzwyczajna komisja do spraw regulacji. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że kontrowersyjna nowelizacja nie wejdzie w życie w najbliższym czasie, ale prace nad nią będą kontynuowane w ramach dużych zmian, jakie w ustawie Prawo farmaceutyczne szykuje rząd.

Leki (nie tylko) do apteki?

Kolejny kontrowersyjny pomył ministerstwa zdrowia to zmiana rozporządzenia w sprawie kryteriów klasyfikacji leków, które mogą być dopuszczone do obrotu w placówkach obrotu poza aptecznego. Według badań Polacy bardzo często leczą się sami i wydają na leki bez recepty więcej, niż inne nacje. Pomaga im w tym szeroka dostępność w sklepach czy na stacjach benzynowych różnych specyfików np. na bóle głowy czy biegunkę. Samodzielne próby leczenia powodują też odkładanie wizyty u lekarza, co odwleka w czasie moment postawienia właściwej diagnozy i podjęcia skutecznego leczenia. Gdyby w życie weszło proponowane przez ministerstwo zdrowia rozporządzenie, 90% leków zniknęłoby ze sklepów i stacji benzynowych. Teoretycznie Polacy musieliby więc po leki chodzić do apteki. Ponownie ręce zacierają więc aptekarze, a na alarm biją przedsiębiorcy oraz część polityków.

Krytycy pomysłu ministerstwa zdrowia zauważają, że w wielu małych miejscowościach czy na wsiach w ogóle nie ma aptek. Usunięcie leków z punktów poza aptecznych mogłoby więc sprawić, że ludzie przestaną się leczyć w ogóle lub zaczną korzystać z usług znachorów. Poza tym pomysł ministerstwa to wyrok śmierci dla hurtowni współpracujących z punktami poza aptecznymi. Są to przedsiębiorstwa polskie, które w dodatku w ostatnich latach, także na mocy ministerialnych przepisów, musiały poczynić inwestycje idące w dziesiątki tysięcy złotych, np. w specjalistyczne samochody do transportu leków. Gdy nowe rozporządzenie wejdzie w życie, hurtownicy nie będą mieli komu dostarczać leków, bo apteki mają już przecież swoich dostawców, a duże kredyty do spłaty zostaną.

Nie wiadomo jeszcze, czy kontrowersyjne rozporządzenie wejdzie w życie. Wiele wskazuje na to, że podzieli ono los projektu nowelizacji ustawy Prawo farmaceutyczne.

Apteki internetowe rozwiążą problem sprzedaży poza aptecznej?

Z medialnego szumu wynikać może, że aptekarze tylko czekają na to, aż w biznesie pomoże im minister zdrowia. Tak jednak nie jest. Podmioty prowadzące apteki starają się konkurować z punktami poza aptecznymi chociażby uruchamiając apteki internetowe. Póki co na sprzedaż wysyłkową zgodę ma 285 aptek z 13,5 tys. posiadających aktywne zezwolenie aptek ogólnodostępnych.

Jak wygląda działalność internetowych aptek w statystykach? Największym powodzeniem cieszą się one w województwie mazowieckim, które generuje prawie 30% obrotu. Duże zainteresowanie klientów widać również w województwie zachodniopomorskim (11,72%). Nic dziwnego – to w tym województwie sieć tradycyjnych aptek jest najrzadsza. Na podium znajduje się także województwo śląskie (9,39%). Kto zaopatruje się w aptekach internetowych? Na zakupy leków do sieci udają się głównie kobiety (74%) i osoby młode, do 34 roku życia (57%).

Źródło: http://iapteka.pl

Jak widać, apteki internetowe to bardzo perspektywiczny rynek, cieszący się dużym zainteresowaniem szczególnie wśród młodych klientów. Nic dziwnego, Polacy w sieci załatwiają coraz więcej spraw – opłacają rachunki, wymieniają waluty, zamawiają elektronikę, meble, ubrania, obuwie czy nawet jedzenie. Nie ma więc powodów by nie kupowali przez internet także leków.

Czytaj także

 0

Czytaj także