W akcję zaangażowali się m.in. Lewandowscy, zebrano ponad 500 tys. zł. Okazało się, że chory Antoś nie istnieje

W akcję zaangażowali się m.in. Lewandowscy, zebrano ponad 500 tys. zł. Okazało się, że chory Antoś nie istnieje

Informacja o zbiórce pieniędzy
Informacja o zbiórce pieniędzy
Tysiące osób, w tym Robert i Anna Lewandowscy, Kazimierz Marcinkiewicz, Maciej Orłoś czy Magda Steczkowska, zostało oszukanych wpłacając pieniądze na operację oka u nieistniejącego chłopca. Organizatorem zbiórki był Michał Siniecki, który zaznacza teraz, że nikogo nie chciał oszukać. Zapewnia ponadto, że wszystkie zebrane pieniądze zostaną zwrócone.

W ostatnich miesiącach sieć obiegło zdjęcie małego Antosia, który miał chorować na siatkówczaka. W akcję #bojesieciemnosci zaangażowało się wiele znanych osób, wpłacając pieniądze na rzekomą operację chłopca. W sumie wsparło ją około 6,5 tysiąca osób, dzięki czemu udało się zebrać kwotę 500 tysięcy złotych. W sobotę na Facebooku organizacji „Się pomaga” pojawiła się informacja, że zgłoszenie zbiórki zostało przed kilkoma miesiącami odrzucone przez administrację, jednak pojawiło się w innych serwisach.

W rozmowie z Polsat News Agnieszka Nowik z fundacji tłumaczy, że nikt nie zna chłopca ani jego rodziców. – W sieci jest jedno zdjęcie, nikt nie widział kosztorysu leczenia – podkreśla. Jak dodaje, w styczniu organizator zbiórki Michał Siniecki zgłosił się do fundacji, jednak kontakt z nim urwał się po tym, jak poproszono go o dokumentację medyczną chłopca. Nowik tłumaczy, że wówczas odrzucono jego wniosek. Wtedy jednak akcja trafiła na stronę, na której organizowane są zbiórki na dowolny cel. – U nas zasadą jest, że weryfikujemy tożsamość osób i ewentualnie reagujemy na zgłaszane nieprawidłowości. W przypadku tej zbiorki nie było żadnych – mówi Michał Starzyński z portalu zrzutka.pl.

W sobotę wieczorem głos w sprawie zabrał sam Michał Siniecki. Zaznaczył, że przeprasza wszystkie osoby zaangażowane w akcję pomocy i oświadczył, że wszystkie otrzymane pieniądze zostaną zwrócone. Po jakimś czasie załączył także potwierdzenie dokonania zwrotu kwoty 100 tysięcy złotych przekazanych przez Annę i Roberta Lewandowskich.

Do organizatora zbiórki dotarł portal Polsat News. Mężczyzna tłumaczył, że nie może "na tę chwilę" odpowiedzieć na pytania, kim jest chłopczyk oraz na co miało być przeznaczone pół miliona złotych, które udało się zebrać. Zapewnił ponadto, że wszystkie pieniądze zwróci darczyńcom, jednak prosi o osobisty kontakt na Facebooku.

Czytaj także

 0