Petru wystąpił do sądu o zabezpieczenie materiałów z inwigilacji opozycji. „Za 2 lata PiS wszystko pokaże”

Petru wystąpił do sądu o zabezpieczenie materiałów z inwigilacji opozycji. „Za 2 lata PiS wszystko pokaże”

Ryszard Petru podczas lipcowych protestów
Ryszard Petru podczas lipcowych protestów / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Lider Nowoczesnej chce ujawnienia nazwisk podsłuchujących go funkcjonariuszy, zabezpieczenia dowodów z przeprowadzanych przeciwko opozycji operacji oraz zakazu naruszania jego prywatności. Z wnioskami w tych sprawach wystąpił do sądu.

Po ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” informacjach o prowadzonej pomiędzy 15 a 25 lipca operacji inwigilacyjnej, której jednym z celów był Ryszard Petru, polityk Nowoczesnej udał się do sądu w celu zabezpieczenia dowodów. – Uważam, że moja prywatność musi być chroniona, jako obywatela. Wystąpiłem zatem do sądu o zabezpieczenie materiału dowodowego, sądowy zakaz naruszania mojej prywatności, ujawnienie nazwisk wszystkich inwigilujących mnie funkcjonariuszy – mówił w wywiadzie dla stacji TVN24.

Jak podkreślał polityk, nie liczy na sprawiedliwość już teraz. Ma jednak nadzieję, że niezależny sąd zatrzyma potrzebne dowody do czasu kolejnych wyborów parlamentarnych. – Bo przyjdzie taki moment za dwa lata, kiedy PiS oddając władzę, będzie musiał pokazać wszystko, co zrobił. Ważne jest, byśmy w przyszłości już nigdy nie pozwolili na to, by w Polsce powstało państwo policyjne. Tych, którzy działają wbrew prawu by utrzymać władzę, trzeba będzie ukarać i po to to działanie – tłumaczył.

– Po to były te protesty i nasz sprzeciw w Sejmie, by dziś sąd pozwolił mi poczuć się na tyle bezpiecznie, by wszelkie nazwiska i ślady pozostaną, by nikt z tych, którzy te decyzje podejmowali, nie był w przyszłości bezkarny – dodawał Petru, oburzony faktem inwigilowania go. – PiS nie tylko mnie śledzi, ale i podsłuchuje, odprowadza i wyprowadza z domu. Tak naprawdę to pokazuje, że mamy do czynienia z państwem policyjnym. Podsłuchiwanie obywatela przez pięć dni, bez postawienia mu zarzutów świadczy o tym, że to nie jest państwo demokratyczne – podsumowywał całą sytuację lider Nowoczesnej.

Inwigilacja protestującej opozycji

Według informatorów „Gazety Wyborczej” operacja miała być prowadzona pomiędzy 15 a 25 lipca przy pomocy wszystkich dostępnych sił wyspecjalizowanych w obserwacji. W praktyce oznacza to, że policja miała przygotować bazę wizerunków najbardziej aktywnych protestujących. Następnie ich fotografie miały trafić do specjalnej bazy, którą posługuje się Centrum Antyterrorystyczne ABW. Ponadto, stosowano również tzw. podsłuchy pięciodniowe. Po tym czasie służby zostawiały jedynie te pliki, które zawierały informacje przydatne z punktu widzenia operacji. Pozostałe zebrane dane były niszczone. Policjant z Komendy Stołecznej przekonuje, że doniesienia „Gazety Wyborczej” to bzdura. – Gdyby naprawdę była prowadzona operacja inwigilacji, z pewnością nie użyto by do jej realizacji policjantów operacyjnych – tłumaczy. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” podkreślili, że dysponują nagraniem, które potwierdza informację o inwigilacji Ryszarda Petru i działaczy Obywateli RP.

Czytaj także

 3
  • Bardzo dobre posuniecie, legalnie zbierane materiały policyjne nie powinny być wykorzystywane politycznie, co nie zmienia faktu że Petru najwyraźniej boi się ich ujawnienia :)
    • Paranoja i piana pewnie Pan Petru pomyslal popularnosc podkrecac .
      • Rychu umiesz opowiadać bzdety ludowi, najbardziej zagrażający władzy opozycjonista z poparciem 2% czyli znajomych. Żadnego programu,żadnej wizji,jedynie skowyt i lament no i bankructwo, ciekawy jestem jak spłacacie te 2 mln pożyczki bo raczej nie macie na to środków,może tym interesują się służby oraz US