Porwanie wcześniaka ze szpitala w Białogardzie. Prokuratura wszczęła śledztwo

Porwanie wcześniaka ze szpitala w Białogardzie. Prokuratura wszczęła śledztwo

Szpital, zdjęcie ilustracyjne
Szpital, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. dipok1
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie wszczęła śledztwo ws. zabrania przez rodziców noworodka ze szpitala w Białogardzie. Wcześniej sąd ograniczył ich prawa rodzicielskie, ponieważ nie pozwolili na leczenie dziecka.

– Chcemy przesłuchać rodziców, którzy wciąż są poszukiwani przez policję. Na podstawie zebranych dokumentów wszczynamy śledztwo w sprawie narażenia życia i zdrowia dziecka – przekazał Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Dopiero dziś prokuratura otrzymała wszystkie materiały, które dotyczą sprawy i od razu zdecydowała o wszczęciu śledztwa. – To sprawa niezmiernie trudna, bo nastąpiła tu wyraźna kolizja dwóch stron uprawnionych do opieki nad noworodkiem, czyli rodziców i lekarzy – dodaje w rozmowie z portalem tvn24.pl Gąsiorowski.

Od piątku głośno jest o sprawie dziecka porwanego ze szpitala w Białogardzie po tym, jak sąd ograniczył w ekspresowym tempie prawa rodzicielskie matki i ojca wcześniaka, ponieważ nie wyrazili oni zgody m.in. na jego szczepienie.

Szpital przekazał, że dziecko przyszło w 36. tygodniu ciąży. Kiedy położne chciały zabrać noworodka, aby go obmyć i zaszczepić, matka dziewczynki zaczęła protestować. Nie chciała, aby jej dziecko zostało obmyte, by podano mu witaminę K, zaszczepiono i układano pod promiennikiem ciepła. Nie zgodziła się także na zakropienie dziecku oczu roztworem azotanu srebra (zabieg Credego), co zapobiec ma rzeżączkowemu zapaleniu spojówek.

– Zamiast zakropić jej oczy po porodzie, rodzice chcieli je przemyć swojej córce mlekiem matki. Zabronili nam nawet obmyć po porodzie ich córkę z krwi i śluzu – mówi w rozmowie z dziennikiem „Fakt” ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu w Białogardzie doktor Roman Łabędź. – Temu dziecku grozi zakażenie. Ta dziewczynka jest wcześniakiem i wymaga cały czas nadzoru lekarskiego. Jeśli zostanie pozbawiona właściwej opieki, to za jakiś czas może trafić do szpitala w znacznie cięższym stanie! – zaznacza.

Po licznych protestach rodziców, lekarze postanowili powiadomić o wszystkim prokuraturę oraz sąd rodzinny. W piątek rano sędzia wydał wyrok ograniczający władzę rodzicielską w zakresie koniecznym, by w szpitalu można było wykonać konieczne zabiegi. Uzasadnienie piseme rodzice otrzymali o godzinie 15:00. 52 minuty po tym, zniknęli ze szpitala wraz z dzieckiem. – Ta pani i jej mąż byli przeciwnikami jakichkolwiek szczepień. W stosunku do siebie matka pozwalała wykonywać wszystkie czynności medyczne, ale jeśli chodzi o jej córkę, zabroniła tego – mówi doktor Roman Łabędź. – Dziwne, bo matka sprawiała wrażenie osoby wykształconej – dodał.

Źródło: TVN24 / wprost.pl, fakt.pl
 4

Czytaj także