„Pomoc dla rodziny z Białogardu”. Zebrali już 33 tys. zł dla poszukiwanych rodziców

„Pomoc dla rodziny z Białogardu”. Zebrali już 33 tys. zł dla poszukiwanych rodziców

Dziecko w szpitalu, zdj. ilustracyjne
Dziecko w szpitalu, zdj. ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Anna Ritter
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o szczepieniach Stop Nop zorganizowało na jednym z portali crowdfundingowych zbiórkę na rodziców, którzy porwali w piątek swoje nowo narodzone dziecko ze szpitala w Białogardzie.

Przy ogłoszeniu zatytułowanym: „Zrzutka dla rodziny z Białogardu na pomoc prawną”, opublikowano nagranie wideo, na którym ojciec dziewczynki opowiada swoją wersję wydarzeń. W trzy dni zebrano ponad 33 tys. złotych, mimo że próg zbiórki ustawiony był na 10 tysięcy złotych. „Zbieranie środków na pomoc prawną jest legalne, dlatego nie planujemy podjęcia żadnych kroków” – poinformowali administratorzy strony, na której trwa zbiórka w odpowiedzi na zapytanie Wirtualnej Polski.

Czytaj także:
Rodzice porwali wcześniaka ze szpitala w Białogardzie. Poszukiwany ojciec dziecka opublikował nagranie wideo

Od piątku głośno jest o sprawie dziecka porwanego ze szpitala w Białogardzie po tym, jak sąd ograniczył w ekspresowym tempie prawa rodzicielskie matki i ojca wcześniaka, ponieważ nie wyrazili oni zgody m.in. na jego szczepienie. W poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Koszalinie wszczęła śledztwo w sprawie.

Szpital przekazał, że dziecko przyszło w 36. tygodniu ciąży. Kiedy położne chciały zabrać noworodka, aby go obmyć i zaszczepić, matka dziewczynki zaczęła protestować. Nie chciała, aby jej dziecko zostało obmyte, by podano mu witaminę K, zaszczepiono i układano pod promiennikiem ciepła. Nie zgodziła się także na zakropienie dziecku oczu roztworem azotanu srebra (zabieg Credego), co zapobiec ma rzeżączkowemu zapaleniu spojówek.

– Zamiast zakropić jej oczy po porodzie, rodzice chcieli je przemyć swojej córce mlekiem matki. Zabronili nam nawet obmyć po porodzie ich córkę z krwi i śluzu – mówi w rozmowie z dziennikiem „Fakt” ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego w szpitalu w Białogardzie doktor Roman Łabędź. – Temu dziecku grozi zakażenie. Ta dziewczynka jest wcześniakiem i wymaga cały czas nadzoru lekarskiego. Jeśli zostanie pozbawiona właściwej opieki, to za jakiś czas może trafić do szpitala w znacznie cięższym stanie! – zaznacza.

Po licznych protestach rodziców, lekarze postanowili powiadomić o wszystkim prokuraturę oraz sąd rodzinny. W piątek rano sędzia wydał wyrok ograniczający władzę rodzicielską w zakresie koniecznym, by w szpitalu można było wykonać konieczne zabiegi. Uzasadnienie piseme rodzice otrzymali o godzinie 15:00. 52 minuty po tym, zniknęli ze szpitala wraz z dzieckiem. – Ta pani i jej mąż byli przeciwnikami jakichkolwiek szczepień. W stosunku do siebie matka pozwalała wykonywać wszystkie czynności medyczne, ale jeśli chodzi o jej córkę, zabroniła tego – mówi doktor Roman Łabędź. – Dziwne, bo matka sprawiała wrażenie osoby wykształconej – dodał.

Czytaj także

 1
  •  
    W miastach, gdzie jest już cywilizacja, rodzice są na bieżąco informowani o tym, co będzie działo się z ich dzieckiem i dlaczego. Sami mogą zdecydować jakie zabiegi zostaną wykonane. Tu prowincjonalny personel chciał być na równi z sołtysem i wyszło jak wyszło. Zastanawia mnie, kto zapłaci za czynności policji, które ewidentnie były przesadzone?
    PS
    Dla hebli. Zabiegi, to nie są czynności ratujące życie, tu takich nie było.

    Czytaj także