Piesza potrącona na przejściu na zielonym świetle. Niezrozumiała decyzja sądu

Piesza potrącona na przejściu na zielonym świetle. Niezrozumiała decyzja sądu

Przejście dla pieszych, zdjęcie ilustracyjne
Przejście dla pieszych, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. tksz
Skrzyżowanie w centrum miasta, czekający na zielone światło ludzie. Kiedy się zapala, grupka pieszych wchodzi na jezdnię i...dochodzi do zderzenia z nadjeżdżającym autem. Kto jest winien? Według sądu, piesza. Sprawa jednak nie jest oczywista.

Wyjaśnienie przyczyn wypadku, do którego doszło zimą ubiegłego roku w centrum Ełku, wydawało się niezwykle proste. Karolina Łukuć została potrącona przez auto, gdy weszła na pasy przy świecącym się zielonym świetle. –Przed godziną 12 doszłam do przejścia dla pieszych na Mickiewicza 12. Zatrzymałam się, czekałam, aż zapali się dla mnie zielone światło. Jak się zapaliło, to weszłam. Dalej nie pamiętam – relacjonuje wydarzenia pani Karolina. Jak wspomina, gdy odzyskała świadomość, ludzie podnosili ją już z ulicy. – Powiedzieli, że miałam wypadek – mówi.

Ku zdziwieniu pani Karoliny, śledczy po kilku miesiącach uznali, że to ona, a nie kierowca samochodu, spowodowała kolizję. Od tej decyzji postanowiła się odwołać. –Chodziłem od adwokata do adwokata w Ełku, żeby wynająć pomoc – mówi Bogdan Łukuć, syn pani Karoliny, i dodaje, że gdy tylko prawnicy słyszeli nazwisko kierowcy samochodu, odmawiali. – Mówili: ta sprawa jest nie do wygrania i dziękowali mi – wspomina. Ostatecznie prawnika dla matki udało mu się znaleźć po dwóch dniach.

Odwołanie przyniosło efekt i prokuratura w końcu oskarżyła Piotra J. o spowodowanie wypadku, którego skutkiem była złamana noga pani Karoliny oraz długie i kosztowne leczenie. Jednak proces, w którym obrońcą kierowcy był jego syn - znany w mieście prawnik - oznaczał dla poszkodowanej kobiety pasmo kolejnych szokujących zdarzeń. – Byłam bardzo zaskoczona, jak pani sędzia powiedziała, że to jest bezwzględnie moja wina. Że umarzają sprawę panu J., bo pan J. nie jest winien. Słyszałam, że jest to człowiek bardzo wpływowy w Ełku - mówi pani Karolina.

W końcu, półtora roku po wypadku, Sąd Okręgowy wydał kolejny wyrok. Uniewinnienie kierowcy uznał za błąd i kazał ponownie zbadać sprawę biorąc pod uwagę jej wszystkie okoliczności. Radość pani Karoliny nie trwała jednak długo, a na kolejnej rozprawie wróciły wątpliwości co do bezstronności badających sprawę prawników. – Czy pani przed wejściem na przejście dla pieszych upewniła się, że może wejść na to przejście? – dopytywał sędzia na rozprawie. Pani Karolina potwierdziła. – A jak się pani upewniła, że może wejść na przejście dla pieszych? Co oznacza sygnał zielony na sygnalizatorze? -– padły kolejne pytania. – Że mogę wejść na przejście – mówiła kobieta. -– Ale czy zwalnia on pieszych z obowiązku upewnienia się, czy to przejście będzie bezpieczne? Czy pani wie, czy pani zachowała tę szczególną ostrożność? – dopytywał sędzia. – Ja uważam, że tak, bo czekałam, aż się zapali zielone światło, weszłam nie spiesząc się, pomału, na przejście – tłumaczyła pani Karolina i dodała, że nie pamięta, czy obejrzała się w lewo. – Czyli pani, jak zobaczyła zielone światło, to pani weszła, tak? – drążył jeszcze sędzia. – Zobaczyłam zielone światło, odczekałam moment i weszłam na pasy – powtarzała kobieta.

 11
  •  
    Jeżeli jest to człowiek bardzo wpływowy w Ełku, to powinien być szczególnie potraktowany przez sąd.
    Przed przejściami należy zachować szczególną ostrożność, czyli dostosować sposób poruszania się pojazdu do aktualnej sytuacji i przewidywać możliwość wtargnięcia na pasy. Wjechał na przejście mając czerwone światło więc jego wina jest ewidentna a sąd mógłby kobiecie jedynie zarzucić tylko to, że uszkodziła mu auto ale wziąć pod uwagę okoliczność łagodzącą , że nie zbiegła z miejsca wypadku bo jej złamał nogę i zemdlała.
    Wniosek jest jeden : silny ma zawsze rację, wpływowy obywatel ma szczególną rację. Dobrze by było to jeszcze uwzględnić w kodeksie.
    • Dla leminga, który broni sądów przed reformą PiSu takie patologie to i tak wina PiSu bo sędzina Gersdorft to przecież "pisówa", a sądy są PiSowskie gdy orzekają nie po myśli leminga. Ja rozumiem bo za Tuska i Kooaczowej 7 czy 8 pat po 2 latach rządu Kaczyńskich nadal każde niepowodzenie PO było "winą PiSu", "winą pisowskiej opozycji, która przeszkadza". Więc teraz choćby sam Tusk przyjechał tu i okradł bank mordując strażników to też by była "wina pisu".
      •  
        Do Grzegorz Wilk
        Co to ma wspólnego z "Dobra zmianą" - Sprawa jest sprzed około dwóch lat, czyli przed "dobrą zmianą", a już na pewno przed jakąkolwiek zmianą w sądownictwie. Twoja sugestia jest całkowicie nietrafiona, gdyż sprawca wypadku jest ojcem adwokata, nie należącego do "Dobrej zmiany" tylko do "starej" kasty.
        • Treść została usunięta
          • Treść została usunięta

            Czytaj także