„Największy exodus w historii naszego kraju”. PAN prognozuje katastrofalny spadek liczby ludności

„Największy exodus w historii naszego kraju”. PAN prognozuje katastrofalny spadek liczby ludności

Tłum ludzi, zdjęcie ilustracyjne
Tłum ludzi, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. william87
W ciągu najbliższych 30 lat wszystkie spośród 66 największych miast w Polsce odnotują spadek liczby ludności. Populacja Zabrza, Bytomia, Świętochłowic czy Tarnowa może skurczyć się nawet o połowę - wynika z prognoz Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN.

Prof. Przemysław Śleszyński z PAN, który na potrzeby resortu rozwoju opracował listę 122 miast średnich wymagających szczególnego wsparcia państwa, w związku z tą analizą oszacował również spadek liczby ludności w 66 miastach na prawach powiatu. Chodzi głównie o dawne stolice województw oraz miasta powyżej 100 tys. mieszkańców.

Prognozy dotyczą spadku liczby ludności do 2050 r., a w przeciwieństwie do kalkulacji Głównego Urzędu Statycznego, wyliczenia uwzględniają nierejestrowaną emigrację zagraniczną. Jak wynika z tych szacunków, największy procentowy ubytek liczby ludności dotyczył będzie Zabrza, w którym ludność zmniejszy się o 89,8 tys. (51,2 proc.). Ze 175,6 tys. osób zamieszkujących miasto w 2015 roku, w 2050 roku, według PAN, pozostanie jedynie 85,8 tys.

Ponad 170-tys. Bytom w połowie stulecia ma liczyć zaledwie 86,8 tys. mieszkańców (spadek o 49,2 proc.). Podobna skala depopulacji dotyczyć ma Świętochłowic (49,2 proc.) i Tarnowa (48,2 proc.). Wysokie spadki ludności przewidywane są także w Łomży (44,4 proc.) i Sopocie (42,5 proc.).

W przypadku 18 miast będących stolicami województw, w najwyższym stopniu wyludni się Opole, w którym liczba mieszkańców obniży się z 119 tys. do 72,8 tys. (38,8 proc.). Ponad jedną trzecią ludności stracą Kielce oraz Łódź.

Depopulacja w najmniejszym stopniu dotknąć ma Warszawę. Ludność stolicy w ciągu najbliższych trzech dekad może zmniejszyć się do 1 695 tys. (spadek o 2,2 proc.). Relatywnie niewielki spadek (o 4,3 proc.) dotyczyć ma również Rzeszowa. W trzecim od końca Krakowie będzie to już 11,3 proc., a we Wrocławiu - 13 proc.

Jak podkreślił prof. Śleszyński, spadek liczby ludności w Polce może być jednym z największych na świecie. Zastrzegł przy tym, że depopulacja samych miast będzie wynikała po części z przenoszenia się ich mieszkańców na przedmieścia.

Według szacunków naukowca zawartych w ekspertyzie - o ile nie nastąpi silniejsza imigracja z zagranicy lub reemigracja osób, które wyjechały z Polski po 1990 r. - ludność naszego kraju może spaść nawet do 31 mln w ciągu 30-35 lat. – Spadek o 6-7 mln, czyli o jedną piątą, to będzie katastrofa. Proporcjonalnie będzie to jeden z największych spadków na świecie – powiedział profesor.

Oficjalne prognozy GUS mówią o ubytku ludności rzędu 4,4 mln - do 34 mln. Zdaniem prof. Śleszyńskiego dane są jednak niedoszacowane. Nawet 2-3 mln ludzi figuruje bowiem w rocznikach statystycznych, choć tak naprawdę nie mieszkają w kraju, a zakłada się, że większość z nich nie wróci.

– Polska generalnie jest krajem, z którego ludzie emigrują, ale nie zdarzyło się, żeby tak dużo osób wyjechało w tak krótkim czasie, jak po 1990 r. Ten exodus jest największy w historii naszego kraju – zaznaczył.

Zjawisko masowej emigracji prof. Śleszyński łączy z falowaniem wyżów i niżów demograficznych. Jak wyjaśnił, po II wojnie światowej w Polsce odnotowano bardzo duży, kompensacyjny wyż demograficzny, o sile niespotykanej w innych częściach Europy. Osoby urodzone w tym wyżu decydowały się na własne potomstwo w latach 70. i 80. Wtedy też miał miejsce drugi wyż, który wchodził na rynek pracy po 1995 r., co zbiegło się w czasie najpierw z trudnym okresem transformacji i wysokim bezrobociem, a później z akcesją do Unii Europejskiej i otwarciem tamtejszych atrakcyjnych rynków pracy. „Ten drugi wyż nie urodził już dzieci po 2000 r. w tak dużym stopniu, jak ich rodzice, wręcz przeciwnie, dzietność spadła do poziomów najniższych na świecie” - powiedział prof. Śleszyński.

Ocenił, że obecnie dzietność nie pozwala na zastępowalność pokoleń, mimo wyraźnego pozytywnego wpływu programu Rodzina 500+. Jego zdaniem w tej sytuacji optymizmem napawa natomiast notowane od pewnego czasu przyśpieszenie wzrostu gospodarczego, co widać wyraźnie po liczbie miejsc pracy i wzroście płac.

W jego ocenie od samego spadku liczby ludności groźniejsze jest bowiem starzenie się populacji i uwidaczniająca się luka podażowa na rynku pracy, która w perspektywie roku 2050 może wynieść od 2 do nawet 7 mln pracowników, przy czym najbardziej realna jest liczba 3-4 mln.

– Wierzę, że ekonomia wygra i katastrofa demograficzna ostatecznie w Polsce nie nastąpi właśnie z tego powodu. Dzięki zasysaniu siły roboczej Polska zasili się pewną liczbą imigrantów, a być może reemigracją Polaków, którzy wyjechali za chlebem po 1990 r., a także licznej Polonii – ocenił prof. Śleszyński.

Czytaj także

 12
  • I Ukraincami zond Polski ten spadek nie kompensue.Juz mamy ruh bezvizowy,i prowadzimy negociacje o woljnym dostempie do rynku pracy z EU.No i myszle ze pare lat Ukraincy benda pracowacj w Holandii czy Niemczah za 2000 Euro a nie zlotyh.Lecz z Ukraina est i bendzie eszce gorzei.Kazdy rok u nas ubywa prawie 1 mln ludzi.
    • Więcej promocji aborcji, eutanazji, seksu bez zobowiązań i związków partnerskich.
      •  
        Ocknęli sie czy też im pozwolono w końcu powiedzieć?
        Czas zaczac w koncu mowic o glupocie narodowej.
        Wybranie AWS (przemianowanej na PO) bo obiecali gruszki na wierzbie chociaż Polska rosla bardzo szybko, skonczylo sie wielkim kryzysem dzieki 4 reformom apokalipsy, wprowadzonym przez chłystka nie mającego zielonego pojecia o money velocity.
        Polacy wybrali nie +6% wzrostu tylko negatwne -2%. Bylo to duzo wiekszy spadek niz oszukane minus 2%. Bezrobocie od 25% do 75%, 3 miliony wyjechalo za chlebem. Nie dziadki i chorowici ale w najlepszym wieku produkcyjny. Z moich czworo kuzynow zaden nie wrocil. wszyscy po politechnikach, wileojezyczni wyedukowani, specjalisci. Pracowali w Niemczech, Francji, Szwecji Anglii. Nie maja problemow ze znalezieniem pracy bo sa dobrzy. Kuzynka w Hiszpanii gdzie bezrobocie jest 25% miala do wyboru. Nawet w ciaży chcieli ja zatrudnić. Takich ludzi Polacy nie chcieli, wybrali gruszki na wierzbie. Czas zaczac mowic o tej głupocie narodowj przesladujacej Polske od zaborow.
        Głupota narodowa kazała wybrac gruszki na wierzbie mimo ze cały Zachod zachwycał sie Polska transformacja. Po Balcerowiczowych reformach ucichło, ani słowa o Polsce.
        Wybraliscie AWS i gruszki na wierzbie to nie dziwcie sie ze upadek bedzie bo z tych 3 milionow mało kto wroci. Wszyscy maja dzieci i ucza ja na obywateli kraju ktory im dał prace, chleb i dba o nich.
        PiS stara sie ale czy nie jest za późno?
        A co z głupota narodowa? Znowu wybiora gruszki jak sie poprawi?
        • Tylu mlodych wyjechalo z naszej wioski .
          • Soros to napisal, aby wmowic ludziom, ze Polska musi przyjac kolorowych migrantow i zastapic rdzenna ludnosc brazowym szambem. Kazdy naukowiec wie, ze nie da sie przewidziec trendow demograficznych w tak dlugim okresie.

            Czytaj także