Polka trafiła do irlandzkiego więzienia o zaostrzonym rygorze. Kontrowersje wokół procesu

Polka trafiła do irlandzkiego więzienia o zaostrzonym rygorze. Kontrowersje wokół procesu

Więzienie, zdjęcie ilustracyjne
Więzienie, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. Felix Pergande
Wyjechała do Irlandii, by szukać szczęścia i znaleźć dobra pracę. Ale zielona wyspa tylko przez 7 lat była dla młodej kelnerki miejscem dobrego życia. Od roku Marta odbywa karę dożywotniego więzienia za zabicie kolegi z pracy. Polka nigdy nie przyznała się do winy i walczy przed irlandzkim sądem o zmianę wyroku.

Dublin. Więzienie dla kobiet o zaostrzonym rygorze. To tu od roku wyrok dożywocia odbywa 30-letnia Marta. Polkę skazano na karę dożywocia za to, że z premedytację zabiła kolegę, 31-letniego Csabę, z pochodzenia Węgra. Cztery lata temu kobieta wjechała rozpędzonym samochodem do rzeki, mężczyzna utonął

Wejście z kamerą na teren zakładu jest niemożliwe. Z Polką rozmawiamy tylko, dlatego, że więźniowie mogą telefonować do wybranych osób 2 razy dziennie po 6 minut. – Ciężko było mi tego słuchać. Dużo rzeczy się w ogóle nie zgadza. Wiem, że człowiek zginął, ale żeby mi morderstwo dać... ja się z tym nigdy nie zgodzę – mówi Marta i dodaje, że to nie jest sprawiedliwe.

Oboje mieszkali w Arclow, niewielkim miasteczku na południe od Dublina. Znali się od dwóch lat. Pracowali jako kelnerzy w luksusowym hotelu poza miastem. Mężczyzna obsługiwał gości restauracji. Pani Marta zajmowała się organizacją przyjęć weselnych. – Była wspaniałym pracownikiem. Klienci ją lubili, bo była przyjazna i kontaktowa. Pracowała jako kelnerka w restauracji, gdzie jest duży ruch i dobrze wykonywała swoją pracę – mówi Trevor Wardell, pracownik restauracji, w której zatrudniona była Marta. – Przed wypadkiem to była wesoła, radosna dziewczyna – wspomina współlokator Marty, Mariusz Błaszczyk. Z Węgrem, który zginął w wypadku, słabo się znał. – Nie trawiłem go, dla mnie to był człowiek niezrównoważony psychicznie. Im bardziej ona go odrzucała, tym bardziej on się na nią nakręcał – twierdzi. Jak dodaje, Marta pokazywała miejsce, z którego mężczyzna miał obserwować jej okno. – Nie zgłosiła tego do nikogo. Tyle, co nam się pożaliła – mówi Mariusz Błaszczyk.

„Nie był moim chłopakiem, nie miałam z nim żadnych seksualnych powiązań”

– Ostatnią rzeczą, jaką zrobił, to krzyknął do mnie: you destroyed my last hope – wspomina Marta Herda. Jak twierdzi, z Węgrem nie łączyła jej żadna relacja. – Nie był moim chłopakiem, nie miałam z nim żadnych seksualnych powiązań czy nawet pocałunków. Nie spotykaliśmy się poza pracą. Wszystkie sytuacje się działy po prostu w mieście – mówi. Dodaje, że mężczyzna był zazdrosny o wszystkich, którzy z nią rozmawiali albo np. parkowali obok niej samochód.

Trasę tragicznie zakończonej jazdy samochodem odtwarza dla nas przyjaciółka Marty, Katarzyna. – To jest osiedle, gdzie Marta mieszkała i tutaj wyjeżdżała. Ona często czekała do 5-6 rano, jechała na plażę na wschód słońca i dzwoniła do mamy – opowiada pani Katarzyna reporterce „Uwagi” i relacjonuje wydarzenia tragicznego poranka. – W pewnym momencie pomyślała o Csabie. Zadzwoniła, bo bała się, że mu się coś stanie. On wielokrotnie straszył ją, że się zabije jak ona nie będzie go chciała pocałować nawet. Taki był obsesyjnie zakochany – mówi Katarzyna. – Csaba ją zobaczył z okna i wybiegł na ulicę. Prosił ją, żeby stanęła i żeby jechała z nim na plażę, bo ma jej coś do powiedzenia – opowiada.

W zachowaniu Polki w dniu wypadku pojawiają się wątpliwości. Dlaczego na przykład dzwoniła i zatrzymała się przed domem mężczyzny, którego unikała? – Ja nigdy w życiu go nie prosiłam ani nie zapraszałam do samochodu. Zatrzymałam się, chciałam się z nim dogadać, żeby po prostu było dobrze. To było głupie, żałuję tego bardzo – mówi Marta. – Nie mam na to wytłumaczenia – dodaje.

 1
  • Treść została usunięta

    Czytaj także