Związki Zawodowe w Portach Lotniczych – upadł komunizm – niech żyje komunizm…

Związki Zawodowe w Portach Lotniczych – upadł komunizm – niech żyje komunizm…

Lotnisko Chopina w Warszawie
Lotnisko Chopina w Warszawie / Źródło: Newspix.pl / Darek Nowak / Fotonews
Zmiana ustawy o PPL pozbawiła część Związkowców wpływów o które tak desperacko walczą wbrew zdrowemu rozsądkowi. W związku z tym trwa spór między dyrekcją Państwowych „Portów Lotniczych”, a działającymi na ich terenie związkami zawodowymi. Te ostatnie wysuwają żądania, które zdaniem zarządu spółki przedsiębiorstwa są niewykonalne.

12 tys. złotych brutto dla każdego pracownika –blokada części Związkowców

Robert Szycko jest przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Służb Lotniskowych - jednego z siedmiu działających na terenie Państwowych „Portów Lotniczych” związków zawodowych. W PPL-u przepracował prawie 30 lat i – jak twierdzi - wiele widział. Ale po raz pierwszy jest świadkiem sytuacji, w której to zarząd wykłada na stół prawie 20 milionów złotych na nagrody uznaniowe dla pracowników (ponad 12 tys. zł na głowę), a wypłatę środków blokują… inne działające w porcie związki zawodowe.

- Tonienormalne, że są u nas związki, które utrudniają skorzystanie ludziom z wynegocjowanych pieniędzy. Odpowiedzialny związek zawodowy powinien w takiej sytuacji wyjść ze sporu, aby ludzie mogli z tego skorzystać. Później mogą się przecież znowu dopominać o podwyżki czy wysuwać inne roszczenia wobec pracodawcy – zastanawia się przewodniczący OZZPSL-u.

Kominy płacowe w PPL

Wspomniane związki to: NSZZ „Solidarność’80”, Związek Zawodowy Pracowników Lotnictwa Cywilnego oraz Związek Zawodowy Pracowników Portu Lotniczego Warszawa Okęcie, które w rozmowach z dyrekcją domagają się ośmioprocentowej podwyżki płac dla wszystkich pracowników - bez względu na zajmowane stanowisko - oraz pisemnej gwarancji płacy.

- Podwyżki płac, która obejmowałaby wszystkich lub prawie wszystkich pracowników, nie było od pięciu lat. To, że pracodawca podwyższa dzisiaj niektórym pracownikom wynagrodzenia, wynika jedynie z przymusu rynkowego, tzn. niektórzy pracownicy w PPL tak mało zarabiają, że odchodzą z firmy. Niektórzy zarabiali mniej, niż by to wynikało z przepisów o płacy minimalnej. Stąd pracodawca mówi, że podwyżki są – przedstawia swój punkt widzenia Krzysztof Aniszewski, Przewodniczący OZ nr25 NSZZ Solidarność 80 w PPL-u.

Zupełnie inaczej widzi to Mariusz Szpikowski, prezes PPL-u:

- W naszym przedsiębiorstwie funkcjonują ogromne kominy płacowe. Płace osób zatrudnionych na takich samych stanowiskach, wykonujących te same obowiązki, potrafią różnić się nawet o kilka tysięcy złotych. Gdybyśmy zgodzili się na postulaty związkowców, żeby podwyższyć wszystkim „po równo”, oznaczałoby to, że osoby, które mają przewartościowaną płacę względem swoich obowiązków, dostaną większą podwyżkę, czyli jeszcze bardziej powiększą się kominy płacowe. My tymczasem sukcesywnie wprowadzamy zasadę „taka sama płaca za tę samą pracę”, starając się niwelować ogromne różnice w płacach na tych samych stanowiskach – tłumaczy Szpikowski.

A Robert Szycko z OZZPSL-u dodaje:

- Każdy związkowiec wie, że nie może dopuścić do sytuacji, w której ludzie na tych samych stanowiskach, którzy wykonują tę samą pracę, zarabiają znacząco inaczej. Nasze stanowisko jest takie, że jeżeli znajdziemy pieniądze na podwyżki, to powinny w pierwszej kolejności iść na zasypanie tych różnic. Jednocześnie ci, którzy zarabiają więcej, nie muszą się obawiać cięć, po prostu nie będą dostawali podwyżek, aż ich zarabiający mniej koledzy dojdą do ich poziomu – klaruje.

Wysuwanie żądań w zakresie gwarancji płac to efekt wygaszenia w kwietniu br. dotychczasowych gwarancji. Według prezesa Szpikowskiego od tamtego czasu związki toczące spór zbiorowy straszą pracowników, że bez gwarancji dyrekcja zacznie „ciąć” ich wynagrodzenia.

- Tymczasem mamy grudzień i nikt nie skarży się, że stracił na pensji. Wręcz przeciwnie, dzięki procesowi wartościowania podwyższamy uposażenia. Takie sytuacje już mają miejsce między innymi w Straży Ochrony Lotniska- ten proces sukcesywnie będzie obejmował kolejne obszary – dodaje prezes.

Szpikowski przyszedł do PPL-u w styczniu 2016. Najpierw był naczelnym dyrektorem, a obecnie – po wejściu w życie ustawy o Przedsiębiorstwie Państwowym "Porty Lotnicze" przygotowanej przez posłów PiS, która wprowadziła całkowicie nową strukturę organów PPL – jest prezesem przedsiębiorstwa. Dotychczasowe organy zarządzania PPL - naczelny dyrektor, zebrania delegatów i rada pracownicza - zostały zastąpione przez prezesa oraz radę nadzorczą.

W firmie nieoficjalnie mówi się, że członkowie Rady Pracowniczej do dziś nie pogodzili się z utratą swoich wpływów, czego wyrazem są ciągnące się konflikty.

Część Związków Zawodowych stoi za Prezesem murem

Póki co spór w PPL-u raczej się zaostrza niż wycisza. Związkowcy w wyniku przeprowadzonego referendum strajkowego mają w rękach narzędzia upoważniające ich do podjęcia akcji strajkowej związanej z prowadzonym sporem. Z kolei widmo strajku stoi na przeszkodzie do wypłaty pracownikom firmy nagrody uznaniowej.

- Związkowcy nie przyjmują do wiadomości argumentacji, że aby wypłacić pracownikom nagrodę uznaniową pochodzącą z zysku przedsiębiorstwa, PPL musi mieć stabilną sytuację ze stroną społeczną. A co za tym idzie - gwarancję, że związkowcy nie zafundują np. protestu, w efekcie którego będziemy musieli zapłacić milionowe odszkodowania naszym kontrahentom np. za opóźnione loty. Ewentualne roszczenia będą musiały zostać pokryte z puli przeznaczonej na nagrodę uznaniową. Dlatego, aby ruszyć tę pulę, PPL musi mieć gwarancję, że nie zostanie ona uszczuplona wskutek nieodpowiedzialnych działań części związkowców. Taką gwarancję daje jedynie zakończenie sporu zbiorowego, którego skutkiem było referendum i trwające cały czas pogotowie strajkowe. Jeżeli postąpiłbym inaczej, naraziłbym się na prokuratorskie zarzuty działania na szkodę przedsiębiorstwa – klaruje Szpikowski.

Ale prokurator już bada sytuację w PPL-u, bo w listopadzie br. do Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęło zawiadomienie, w którym związkowcy zarzucają prezesowi PPL-u utrudnianie prowadzenia działalności związkowej.

- Nie zgodziłbym się z tym. W trakcie pracy nie można robić spotkań z pracownikami, bo to równoznaczne z tym, że trzeba ich oderwać od pracy. Jeśli dyrektor mówi, żeby robić spotkania przed lub po godzinach pracy to chyba nie jest powód, żeby zawiadamiać od razu Prokuraturę? – dziwi się Robert Szycko.

On sam nie przystąpił do porozumienia czterech skonfliktowanych z zarządem związków i jest dla związków personą non grata. Ich liderzy mają mu m.in. za złe, że nie wziął udziału w referendum strajkowym. A także, że w mediach nie trzyma ich strony.

Ale zdaniem przewodniczącego OZZPSL-u, bez względu na to co by zrobił, szans na szybkie wyjście ze sporu, nie ma.

- Wynegocjowaliśmy korzystne zmiany do Układu Zbiorowego Pracy, są też inne konkretne rozwiązania, dobre dla pracowników i podpisane już nawet przez dyrektora naczelnego oraz związki, które je popierają. Aby weszły w życie potrzeba podpisów trzech związków. Wprawdzie ich przedstawiciele są ostatnio skłonni to podpisać, ale nie chcą wyjść ze swojego protestu. Dlatego na ostatnich negocjacjach powiedziałem przy wszystkich, że nie widzę szans na porozumienie, w związku z czym proponuję, aby zrobić kolejne referendum – i niech załoga zdecyduje kto ma rację. Tamto referendum było robione już jakiś czas temu i nastroje wśród załogi są obecnie inne, o czym przedstawiciele tamtych związków doskonale wiedzą - opowiada Szycko.

Liderzy związków będących w sporze czują się jednak w żaden sposób winni patowej sytuacji.

- Spór można zakończyć w bardzo krótkim czasie, jeżeli obecny prezes PPL nie będzie unikał rokowań, jak to ma stale miejsce i przystąpi do rozmów z rzeczywistą wolą zakończenia sporu zbiorowego. W ocenie Związków Zawodowych przyśpieszenie zakończenie sporu byłoby możliwe również po zaangażowaniu się przedstawiciela właściciela - Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, tak jak to miało już niejednokrotnie miejsce w przypadku innych resortów – twierdzi Marek Żuk ze Związku Zawodowego Pracowników Lotnictwa Cywilnego.

Jego zdaniem w obecnej chwili nie ma najmniejszych przeszkód prawnych, aby załoga otrzymała wynegocjowane środki.

- Nasze żądania nie mają żadnego związku z jednorazową wypłatą nagrody uznaniowej. To prezes Szpikowski tworzy własne teorie i to on jest jedynym hamulcowym, zarówno wypłaty należnej pracownikom nagrody, jak również wyłącznie on jest odpowiedzialny za trwanie sporu zbiorowego. Ten niczym nie uzasadniony upór doprowadzi w konsekwencji do poważnych następstw – przewiduje Marek Żuk.

Spotykam się ze Związkowcami regularnie a w ostatnich czasie nawet bardzo często aby przekonać do zamknięcia sporu, który umożliwi wypłatę pieniędzy jeszcze przed świętami. Wbrew niektórym opiniom kwestia nagrody uznaniowej – średnio 12 tysięcy brutto na pracownika – nie jest już kwestią relacji między Prezesem, a Związkami Zawodowymi, ani też relacją między samymi Związkami Zawodowymi. Jest tak dlatego, że podpisy pod porozumieniem uruchamiającym wypłatę nagrody uznaniowej, zostały już złożone przeze mnie i część Związków Zawodowych. W tej sytuacji jest to już tylko i wyłącznie kwestia relacji między pracownikami, a tymi Związkami Zawodowymi, które tego porozumienia nie podpisały. Dlatego też odwołuję się do zdrowego rozsądku i zakończenia konfliktu który w żaden sposób nie służy PPL ani jego pracownikom. W ocenie samych pracowników nie ma już sensu toczenia sporu zbiorowego, który blokuje im wypłatę nagrody uznaniowej. Zdecydowana większość pracowników nie rozumie już o co chodzi związkowcom, poza obroną utraconych wpływów. Dowodem tego są docierającedo nas sygnały, że rośnie liczba osób składających rezygnacje z członkostwa w związkach zawodowych - skwitował Szpikowski.

/ Źródło: Wprost

Czytaj także

 2
  • Liberalizm w wydaniu trzeciej RP opiera się na socjalizmie dla elity, polega to na zabezpieczeniu posadki państwowej gdzie dany delikwent pobiera wypłatę socjał a na boczku dorabia sobie przez możliwości wydawania decyzji kto gdzie może zakładać jakieś przedsięwzięcie. Gdyby oni brali większy haracz przy prywatyzacji od wartości sprzedawanego majątku za złotówkę, dajmy na to 10% to byliby bogatsi od Sorosa a tak tacy jak on się wzbogacili a urzędasy które im to umożliwili są coraz bardziej wściekli, sfrustrowani że przez własną chciwość, małostkowość i debilizm obudzili się z ręką w nocniku, trzeba rozliczyć wreszcie trzecią RP. Wreszcie musi zapanować wolny rynek równych szans, równego traktowania obywateli dla wszystkich
    • Wielu działaczy związkowych to komunistyczni oficjele którzy ustawili się aby pod płaszczykiem troski o pracowników doić dla siebie ile się da wykorzystując do tego właśnie tych pracowników którzy niejednokrotnie nie zdają sobie z tego sprawy. Podobnie jest w górnictwie, energetyce, PKP i innych branżach. Swoją drogą PPL ma monopol na obsługę lotnisk i dlatego ich zarobki to 3-4 razy tyle co przeciętna krajowa a usługi na lotniskach i ich wydajność pracy są na poziomie krajów trzeciego świata. Dlatego tak często na lotniskach w Polsce jest brud i smród a samoloty są bardzo często opóźnione. Muszę przyznać że tak samo jest w USA tyle że zarobki nie są 3-4 razy wyższe od krajowej ale struktura zatrudnienia jest podobna. Z reguły monopol, zatrudnianie ludzi przez państwowe firmy lub ich podwykonawców i przesadny wpływ związków zawodowych prowadzi do wysokich cen i niskiego poziomu usług. Poprawa może tylko nastąpić jak się zlikwiduje monopol a to musi być zrobione przez państwo bo to oni kontrolują transport lotniczy i to nie tylko w Polsce.