2,5 roku więzienia za szpiegostwo dla USA

2,5 roku więzienia za szpiegostwo dla USA

2,5 roku więzienia i degradacja - to prawomocny już wyrok za szpiegostwo na rzecz USA w latach 90. dla byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych płk. rez. Zbigniewa Sz. Teraz może on już trafić za kraty.
Obrona nie wyklucza jeszcze kasacji do Sądu Najwyższego.

W czwartek Izba Wojskowa Sądu Najwyższego - działając jako sąd apelacyjny - utrzymała wyrok wydany w październiku 2006 r. przez Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie po tajnym procesie. Jawna była tylko sentencja wyroku Izby Wojskowej SN; uzasadnienie było tajne. Obrona wnosiła o uniewinnienie Sz. lub o zwrot sprawy do WSO; prokurator był za utrzymaniem wyroku.

Po wyroku mec. Krystyna Maliszewska powiedziała, że nie wyklucza kasacji do SN. Według niej, Sz. nie popełnił przestępstwa; co najwyżej "naruszył pragmatykę służbową". "Mojego klienta skrzywdzono; nie zgadzam się z oceną faktów dokonaną przez sąd" - dodała Maliszewska, podkreślając, że z racji tajności nie może ich ujawniać. Oświadczyła, że zgadza się z jednym z poprzednich wyroków WSO, w którym Sz. uniewinniono. "Tamten wyrok to dowód na wątpliwości w sprawie" - dodała.

Maliszewska nie chciała się odnieść do pytania, czy uważa, że sprawa Sz. może być opisana w raporcie z weryfikacji WSI o działalności przestępczej żołnierzy i współpracowników tych służb. Raport ma być odtajniony i upubliczniony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego ok. połowy lutego. "Nie wiemy, jakie będą zasady ujawniania spraw WSI w tym raporcie" - dodała.

Wcześniej SN już dwa razy uchylał wyroki WSO wobec Sz. Raz uchylono wyrok 5 lat więzienia, a raz - wyrok uniewinniający go. W 2005 r. WSO uznał, że nie można przyjąć, iż informacje, których Sz. mógł udzielać obcemu wywiadowi, mogłyby wyrządzać szkodę interesom RP - a tylko wtedy można skazać za szpiegostwo.

Odpowiedni artykuł Kodeksu karnego, z którego odpowiadał Sz. mówi, że "kto, biorąc udział w obcym wywiadzie albo działając na jego rzecz, udziela temu wywiadowi wiadomości, których przekazanie może wyrządzić szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3". Sz. był oskarżony z tego właśnie artykułu o przestępstwo, które miało być dokonywane w Warszawie w latach 1992-1996.

63-letni Sz. nie stawił się w czwartek na ogłoszeniu wyroku. Teraz może być już wezwany do odbycia kary, choć obrona może też wnosić o odroczenie tego do czasu rozpatrzenia kasacji.

Całą sprawę ujawnił w 1999 r. nieistniejący już dziennik "Życie". Według gazety, Sz. - nadzorujący w WSI attache wojskowych za granicą - został zdemaskowany w 1996 r. przez Urząd Ochrony Państwa. Sz. miał współpracować za pieniądze z wywiadem USA. Wcześniej przez wiele lat pracował on w Sofii i Belgradzie. Przez jakiś czas był też wiceszefem wydziału amerykańskiego w pionie operacyjnym wywiadu wojskowego PRL.

Według "Życia", do zdemaskowania doszło przypadkiem. W 1995 r. amerykańskiemu dyplomacie skradziono samochód. Policja odnalazła go i zawiadomiła UOP, bo w aucie był notatnik z zapiskami Amerykanina ze spotkań z oficerem wojska. Obserwacja amerykańskiego dyplomaty doprowadziła UOP do płk. Sz.

Zdaniem "Życia", w 1996 r. ówczesne polskie władze, w tym prezydent Aleksander Kwaśniewski, podjęły decyzję, że Sz. nie stanie przed sądem, i zgodziły się na jego wyjazd do USA. "Za moją wiedzą żaden szpieg jeszcze nie uciekł" - tak komentował sprawę ówczesny prezydent. Mówił, że "tamta decyzja była całkowicie w gestii wywiadu". Józef Oleksy, który do lutego 1996 r. był premierem, mówił w 1999 r., że znał sprawę, ale decyzja o wypuszczeniu szpiega, "nie była decyzją szczebla prezydenckiego". Sprawy nie chcieli wtedy komentować Zbigniew Siemiątkowski - wówczas szef MSW nadzorujący służby specjalne, ani ówczesny szef MON Stanisław Dobrzański.

Po wyroku z 2004 r. skazującym Sz. na 5 lat we "Wprost" napisaliśmy, że skoro go skazano, to realne staje się pociągnięcie do odpowiedzialności karnej "tych, którzy umożliwili mu ucieczkę". Według prawa, każdy - niezależnie od pełnionej funkcji - ma obowiązek "niezwłocznego zawiadomienia" prokuratury o przestępstwie szpiegostwa, o którym ma "wiarygodną wiadomość". Inaczej ktoś taki naraża się na karę do 3 lat więzienia.

Jeszcze przed wydrukowaniem swego artykułu dziennikarze "Życia" złożyli doniesienie o Sz. do prokuratury wojskowej. Wszczęła ona śledztwo, a za Sz., który wyjechał do USA, wydano list gończy. W 2003 r. Sz. wrócił do Polski - po wystawieniu mu listu żelaznego przez WSO. List ten gwarantuje, że pozostanie on na wolności, a do więzienia trafiłby dopiero po prawomocnym wyroku skazującym. Wydanie listu sąd tłumaczył tym, że bez niego podejrzany w ogóle nie stawiłby się w Polsce. We "Wprost" napisaliśmy, że wracając do Polski z USA, Sz. złamał zasady programu ochrony zdekonspirowanych agentów CIA, które wymagają konsultacji każdego ważnego kroku z wywiadem USA.

W 1999 r. prokuratura wszczęła też - z doniesienia prezydenckiego ministra Ryszarda Kalisza - śledztwo w sprawie ujawnienia przez "Życie" tajemnicy państwowej. Od 2000 r. - kiedy wobec autorów tekstu "Życia" na temat Sz. sformułowano akt oskarżenia - ich proces wciąż nie ruszył. Grozi im do 5 lat więzienia.

W 1999 r. UOP zatrzymał trzech oficerów WSI pod zarzutem szpiegostwa na rzecz ZSRR i Rosji. Czesław W. został skazany na 4 lata więzienia i degradację, a Zbigniew P. i Zbigniew H. - na 3 lata więzienia i degradację. W 2005 r. WSO skazał na 3 lata więzienia i degradację innego oficera WSI ppor. Wojciecha S., uznanego za winnego szpiegostwa na rzecz Rosji.

Wśród licznych zarzutów wobec WSI - zlikwidowanych we wrześniu 2006 r. na mocy specjalnej ustawy - powtarzała się kwestia ich infiltracji przez Rosjan.

pap, ss

Czytaj także

 0