RMF FM: Status małego świadka koronnego ceną za wyjaśnienie sprawy Jaroszewiczów

RMF FM: Status małego świadka koronnego ceną za wyjaśnienie sprawy Jaroszewiczów

Zatrzymanie Dariusza S., Marcina B. oraz Roberta S.
Zatrzymanie Dariusza S., Marcina B. oraz Roberta S. / Źródło: Policja
Dariusz S., który zdecydował się na współpracę z prokuraturą w sprawie zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów, otrzymał status małego świadka koronnego. Takie informacje podaje radio RMF FM, powołując się na swoich reporterów śledczych.

Według informacji uzyskanych przez dziennikarzy śledczych RMF FM, Dariusz S. przyznał się do udziału w napadzie na willę Piotra Jaroszewicza i Alicji Solskiej-Jaroszewicz. Mężczyzna miał jednak twierdzić, że nie uczestniczył w zabijaniu, a jedynie dokonywał kradzieży. Przypominamy, że tylko w ten sposób mógł ubiegać się o status małego świadka koronnego. Opcja ta jest wykluczona w przypadku przestępców skazanych za zabójstwo lub kierowanie grupą przestępczą.

Dzięki statusowi małego świadka koronnego Dariusz S. będzie mógł liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary lub nawet warunkowe zawieszenie jej wykonania. W przypadku tego typu współpracy z organami ścigania sąd nie ma innego wyjścia. Warunkiem jest oczywiście udzielenie informacji, dzięki którym możliwe będzie zatrzymanie pozostałych sprawców przestępstwa.

Niewyjaśniona zbrodnia

Zabójstwo Piotra Jaroszewicza i jego żony pozostaje jedną z najbardziej tajemniczych zbrodni lat 90. Do morderstwa doszło w nocy z z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku w warszawskim Aninie. Pytań w sprawie brutalnej zbrodni jest wiele: nie wiadomo, kim byli sprawcy, jaki był ich motyw działania, ani jak dostali się do willi.

Mordercy spędzili w niej wiele godzin, w trakcie których brutalnie torturowali byłego premiera. Nad ranem ciupagą zacisnęli pasek na jego szyi, co spowodowało zgon Jaroszewicza. Alicja Solska została związana i położona w łazience, gdzie przebywała przez cały czas, gdy sprawcy pastwili się nad jej mężem. Nad ranem 1 września zabito ją strzałem w tył głowy ze sztucera. Ciała ofiar odkrył około godziny 23 ich syn.

Początkowo śledczy brali pod uwagę motyw rabunkowy zbrodni, choć nie miało to pokrycia w rzeczywistości – z willi nie zginęły cenne przedmioty, jak np, biżuteria. Policja szybko zatrzymała podejrzanych – czterech recydywistów. W październiku 1998 r., po dwóch latach poszlakowego procesu, ówczesny Sąd Wojewódzki w Warszawie uniewinnił ich z braku dowodów winy. O taki wyrok wnosił wtedy sam prokurator. Już na początku śledztwa popełniono wiele uchybień – nie zabezpieczono śladów w miejscu zdarzenia, nie zbadano zamka do drzwi wejściowych, a także zabrudzeń, które znajdowały się przy wejściu.

Hitlerowskie archiwum

W 2007 roku, po doniesieniach medialnych, Biuro Wywiadu Kryminalnego Komendy Głównej Policji postawiło tezę, że zabójstwo Jaroszewiczów miało związek z archiwum hitlerowskim, którego część Jaroszewicz zatrzymał w Radomierzycach w 1945 jako pułkownik LWP, gdzie dotarł wraz z Tadeuszem Steciem i generałem Jerzym Fonkowiczem. Dokumenty trafiły następnie do prywatnego archiwum Jaroszewicza. Według nieoficjalnych ustaleń, zawierały informacje kompromitujące polityków z różnych krajów. Sprawę opisywał m.in. tygodnik „Wprost”.

Czytaj także:
Zabójcze archiwum

Nowe dowody i śledztwo

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w czerwcu 2017 roku wszczęła nowe śledztwo w związku z pojawieniem się uznawanych za zaginione dowodów. Dziennikarz Tomasz Sekielski poinformował wówczas o znalezieniu folii daktyloskopijnych z niezidentyfikowanymi w latach 90. odciskami palców z miejsca zbrodni. Dokonane przez niego odkrycie skłoniło śledczych do powrotu do tajemniczej sprawy z 1992 roku. Zaginięcie kluczowego dowodu odnotowano pod koniec 2005 roku, kiedy to analitycy z policyjnego Archiwum X zauważyli, że w aktach brakuje trzech folii ze śladami niezidentyfikowanych odcisków palców.

Odciski pochodziły z przedmiotów znajdujących się na miejscu zabójstwa – były na ciupadze oraz okularach Jaroszewicza oraz na drzwiach szafy znajdującej się w jego gabinecie. Wcześniej ustalono, że nie należały one do Jaroszewiczów, ich rodzin, znajomych ani policjantów. Po przeprowadzeniu poszukiwań, udało się odnaleźć tylko jedną folię, zawierającą odciski palców zdjęte z ciupagi. Mimo zastosowania systemu automatycznej identyfikacji palców (AFIS), nie udało się wówczas zidentyfikować osoby, która je zostawiła.

Czytaj także

 0