Łódź. 20-letnia Kaja została brutalnie zamordowana. Policjant usłyszał zarzuty

Łódź. 20-letnia Kaja została brutalnie zamordowana. Policjant usłyszał zarzuty

Policja, zdjęcie ilustracyjne
Policja, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Rafal Olechowski
Ostrowska porkuratura postwiła zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych policjantowi z Łodzi. Chodzi o sprawę brutalnego zabójstwa 20-letniej Kai, którą kilka miesięcy temu żyła cała Polska.

O postawieniu zarzutów niedopełnienia obowiązków służbowych policjantowi z Komendy Miejskiej w Łodzi zadecydowała Prokuratura w Ostrowie Wielkopolskim. – Podczas interwencji w jednym z bloków w Łodzi, jako dowódca patrolu policyjnego nie dopełnił obowiązków służbowych. Ustalono, że mimo posiadanej wiedzy o tym, że w lokalu może być wbrew jej woli przetrzymywana zaginiona, funkcjonariusz zaniechał osobistego dokonania sprawdzenia wnętrza i zabezpieczenia miejsca zdarzenia przed zatarciem śladów. Poprzestał jedynie na uzyskaniu od funkcjonariuszy Straży Pożarnej relacji, wynikającej z pobieżnego sprawdzenia wnętrza – tłumaczył rok. Maciej Meler. – W efekcie wszczęcie postępowania przeciwko sprawcy zabójstwa zostało opóźnione, a mężczyzna pozostawał na wolności. W ten sposób doszło do utraty materiału dowodowego w postaci nagrań monitoringu i w efekcie stanowiło działanie na szkodę interesu publicznego – dodał. Funkcjonariusz nie przyznaje się do winy.

Ofiarę umieścił później w wersalce, na wierzchu której położył jeszcze jedną wersalkę

20-latka została zamordowana w nocy z 14 na 15 sierpnia 2017 roku. Sprawcą przestępstwa był jej chłopak, Artur W. Oprócz pary w mieszkaniu znajdował się w momencie zabójstwa 20-latki, jej 2,5-letni syn. Według podejrzanego, chłopiec spał w trakcie awantury, jednak miał się obudzić później, w nocy. Artur W. twierdzi, że chłopczyk nie widział ani momentu zabójstwa, ani ciała matki. Prokurator przyznał, że śledczy mają jednak poważne zastrzeżenia co do tej wersji. 29-latek ciało zamordowanej partnerki ukrył dopiero następnego dnia. Miał zeznać, że nie miał pewności, czy na pewno nie żyje. Jej ciało skrępował sznurem, na głowę kobiety założył torbę i owinął kołdrą. Ofiarę umieścił później w wersalce, na wierzchu której położył jeszcze jedną wersalkę.

Zanim tragiczna prawda o morderstwie wyszła na jaw, 20-lentniej Kai przez kilka dni szukała rodzina. Strażacy weszli do mieszkania Artura W. przez okno, stwierdzili, że nikogo w nim nie ma. Na tej podstawie funkcjonariusze z Łodzi wysłali do Zduńskiej Woli informację, że mieszkanie zostało sprawdzone i nie ma w nim poszukiwanej. Dopiero 10 dni później na prośbę dziennikarzy i rodziny lokal został ponownie sprawdzony. Wówczas znaleziono ciało 20-latki.

Nikt nie przeprosił rodziny za te zaniedbania

Brat zamordowanej kobiety powiedział w rozmowie z Polsat News, że nikt nie przeprosił rodziny za te zaniedbania. Ponadto, mimo tego, że komendant wojewódzki policji w Łodzi zapowiadał ukaranie winnych, nikt nie poniósł konsekwencji tego, co się stało. Reporterka Polsat News dotarła także do materiałów policyjnych, z których wynika, że dzień po zgłoszeniu przez rodzinę zaginięcia Kai, przerwano czynności na polecenie naczelnika wydziału kryminalnego. Policja twierdzi, że zostały one wznowione godzinę później, jednak nie ma żadnych dokumentów potwierdzających tą tezę.

Ponadto, Artur W. przez kilka dni jeździł po całym kraju. Został zatrzymany przez policję w Rzeszowie za kradzież w sklepie, jednak kilka godzin później został wypuszczony na wolność. Po raz drugi zatrzymany został we Wrocławiu – tym razem za spanie na ławce w miejskim parku. Policjanci znaleźli przy nim dowód zamordowanej dziewczyny. Mimo tego, Artur W. otrzymał tylko mandat za spanie w miejscu publicznym.

Czytaj także:
Mroczna przeszłość poszukiwanego Artura Walasa wychodzi na jaw. W jego mieszkaniu znaleziono ciało 20-latki

Czytaj także

 0

Czytaj także