Amerykanie z Invenergy pozywają Polskę przed międzynarodowym sądem arbitrażowym

Amerykanie z Invenergy pozywają Polskę przed międzynarodowym sądem arbitrażowym

Wiatraki, zdj. ilustracyjne
Wiatraki, zdj. ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Rochu_2008
Zajmująca się energią odnawialną amerykańska firma Invenergy pozwała Polskę przed międzynarodowym sądem arbitrażowym. Chodzi o zerwanie umów i straty na kilkaset milionów złotych. O sprawie pisze „Politico”.

Jak dowiadujemy się z artykułu Ancy Gurzu opublikowanego na łamach „Politico”, przegrana w procesie przed międzynarodowym sądem arbitrażowym może kosztować przegraną stronę nawet 2,5 mld złotych. Firma Invenergy jest jednak zdeterminowana, czy raczej – zdesperowana, ponieważ wyrok polskiego Sądu Najwyższego z 2016 roku nie został przez Energę uwzględniony. SN stwierdził, że spółka skarbu państwa nie miała prawa do jednostronnego rozwiązania umowy z Invenergy.

Spór toczy się wokół unieważnionych w latach 2013-2015 tzw. zielonych certyfikatów. Na ich podstawie energia produkowana przez farmy wiatrowe wzniesione w Polsce przez Invenergy, miała być przez wiele lat skupowana przez Energę i Tauron. Po braku reakcji na wyrok polskiego Sądu Najwyższego w tej sprawie (przyznał rację Amerykanom), Invenergy złożyła w październiku ubiegłego roku formalne zawiadomienie na podstawie traktatu o wzajemnej ochronie inwestycji USA i Polski.

Polski rząd, pomimo wezwań do porozumienia, nie podjał negocjacji z Amerykanami. Firma twierdzi, że usłyszała argument o braku kontroli Tauronu i Energi (spółek skarbu państwa) przez Polskę. – Brak gotowości rządu polskiego do współpracy i zaprzeczanie oczywistym faktom stanowią poważne zagrożenie dla fundamentów zagranicznych inwestycji i prawa międzynarodowego – oceniał główny prawnik Invenergy Michael Blazer. – Polskie podmioty kontrolowane przez państwo otwarcie zlekceważyły ostateczne i wiążące decyzje polskich sądów, w tym Sądu Najwyższego, pozostawiając Invenergy bezsilną w egzekwowaniu swoich praw w polskim porządku prawnym – dodawał. Jak szacuje Invenergy, straty poniesione na skutek zerwania umów przez polskie firmy to około 700 mln dolarów.

Czytaj także:
Prezydent podpisał ustawę antywiatrakową

Czytaj także

 2
  • Istota narzuconych Polsce "umow o ochronie inwestycji" to idea, ze jesli tylko zagranicznym spolkom uda sie skorumpowac polskich oficjeli, tak jak udalo sie skorumpowac PO w sprawie z "zielonymi certyfikatami", to zlodziejstwo jest juz nieodwracalne. Rzad swiatowy wymogl na Polsce usankcjonowanie prawne sytuacji, ze jak zlodziej ukradl, to juz jego i nie wolno mu odebrac, bo to jego wlasnosc i mu sie nalezy. To idee sprzeczne ze zdrowym rozsadkiem, powszechnym poczuciem sprawiedliwosci i nie respektowane w cywilizowanym swiecie, jedynie w republikach bananowych.
    •  
      Spolka nie miala prawa do jednostronnego... ale panstwo mialo.