Współpracownik Korwin-Mikkego zarażał kobiety kiłą. „To nasz partyjny Don Juan”

Współpracownik Korwin-Mikkego zarażał kobiety kiłą. „To nasz partyjny Don Juan”

Janusz Korwin-Mikke
Janusz Korwin-Mikke / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI/FOTONEWS
W rozmowie z portalem Wirtualna Polska Janusz Korwin-Mikke skomentował medialne doniesienia „Faktu” dotyczące swojego współpracownika Grzegorza G., który miał zarażać kobiety kiłą.

– To taki partyjny Don Juan, bawidamek. Taką chorobę musiał gdzieś załapać – stwierdził lider partii Wolność. W rozmowie z Wirtualną Polską Janusz Korwin-Mikke powiedział, że rozmawiał z Grzegorzem G. po tym, jak cała sprawa została opisana przez media. – Zapewniał mnie, że to nieprawda, że świadomie zarażał kobiety. To, że "Fakt" tak napisał o Grzegorzu, o niczym nie świadczy, o mnie pisali kilka razy i zawsze nieprawdziwie – tłumaczył polityk.

Jednocześnie Korwin-Mikke przyznał, że Grzegorz G. zawiesił swoje członkostwo w partii, jednak jak podkreślił, nie zrobił tego z powodu przyznania się do winy, a jedynie dla pewnego porządku. – Czeka na wyniki postępowania prokuratorskiego, na razie żadnych dowodów na jego winę nie ma. Naprawdę, ja się nie zajmuję tym, co robią w łóżku ludzie z mojej partii – zaznaczył szef partii Wolność. Korwin podkreślił, że Grzegorz G. jest bardzo oddany partii, pracuje efektywnie i pomaga. – Jako członek zarządu zajmuje się nadzorem nad prezydium, więc można powiedzieć, że kontroluje również mnie. Z upodobania Grzegorz zajmuje się filmowaniem, jest operatorem w partii – wyjaśnił.

Kim jest Grzegorz G.?

G. pochodzi z Krakowa i jest przyjacielem kandydata na prezydenta Krakowa Konrada Berkowicza, a także członkiem partii Wolność Janusza Korwin-Mikke. Z ustaleń "Faktu" wynika, że zarażał on świadomie kiłą działaczki partii. – Dziewczyny najczęściej spotykał przy okazji imprez Wolności. Robił wrażenie, bo mógł pochwalić się, że ma dostęp do Korwin-Mikkego – mówi w rozmowie z dziennikiem osoba z otoczenia działacza. Mężczyzna miał złapać kiłę i zarażał nią kobiety. Jego działanie miało być świadome. Sprawa jest w prokuraturze.

– Zawiadomienie dotyczyło przestępstwa z art. 161 KK („kto wiedząc, że jest dotknięty chorobą weneryczną lub zakaźną, ciężką chorobą nieuleczalną lub realnie zagrażającą życiu, naraża bezpośrednio inną osobę na zarażenie taką chorobą, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”). Przestępstwo to zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat trzech. Potwierdzam, że takie zawiadomienie wpłynęło do prokuratury, zostało zarejestrowane, w najbliższym czasie prokurator podejmie czynności procesowe – wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prokurator Łukasz Łapczyński.

Czytaj także:
Córka Janusza Korwin-Mikkego została prawomocnie skazana

Czytaj także

 2
  •  
    Od początku działalności Korwina-Mikkego,wiadomym było że ta niby partia,to jedna kiła.