Uwaga! TVN: Wezwali pogotowie, stracili majątek. Ratownicy zatrzymani przez policję

Uwaga! TVN: Wezwali pogotowie, stracili majątek. Ratownicy zatrzymani przez policję

Uwaga! TVN: Wezwali pogotowie, stracili majątek
Uwaga! TVN: Wezwali pogotowie, stracili majątek / Źródło: X-news/Uwaga
Od pół roku przyglądamy się śledztwu ws. trzech ratowników warszawskiego pogotowia, którzy są podejrzani o okradanie starszych osób podczas udzielania im pomocy.

W Warszawie trzech ratowników pogotowia zostało zatrzymanych przez śródmiejską policję. Są podejrzani, o to, że okradali starsze osoby podczas udzielania im pomocy. 91-letni pan Karol, uważa, że jest jedną z ofiar ratowników. Samotny mężczyzna z centrum Warszawy wezwał na pomoc pogotowie, bo upadł w łazience. – Uderzyłem się w biodra, upadłem też na łokieć. Przeczołgałem się i usiłowałem wstać. Nie dawało rady. Przedostałem się do pokoju, do telefonu – opowiada pan Karol.

91-latkowi udało się dodzwonić na telefon alarmowy 112. Ratownicy pogotowia, którzy przyjechali mu na pomoc, dostali się do mieszkania dzięki strażakom, przez wyłamane drzwi. Na podłodze znaleźli pana Karola. – Mogłem rozmawiać, ale bardzo źle było z poruszaniem się. Poprosiłem, żeby posadzili mnie na tapczanie. Pani doktor chciała dowód osobisty. Siedząc, nie mogłem wstać. Poprosiłem jednego z sanitariuszy. Tam leżały dokumenty i torba z pieniędzmi. Usłyszałem, że otwiera torbę i powiedziałem, że to nie tam jest dowód – opowiada pan Karol. W torbie pan Karol przechowywał wszystkie swoje oszczędności. Po śmierci żony odkładał miesięcznie po 700 złotych. W ten sposób uzbierał 78 tysięcy złotych oraz blisko tysiąc dolarów.

„To jest nieprzewidywalne”

Dyrektor Pogotowia Warszawskiego jest zszokowany całą sprawą, uważa, że jego pracownicy zajmują się ratowaniem ludzi, a nie szukaniem okazji do kradzieży. – To jest nieprzewidywalne. Nie znamy powodów działań, żeby coś takiego zrobić. Niejednokrotnie nie ma czasu, żeby ratownicy, którzy jadą do osoby w ciężkim stanie, żeby mieli możliwość interesowania się czymś innym niż zaopatrzenie tej osoby i szybkim dotarciem z nią do szpitala – mówi Karol Bielski, dyrektor pogotowia w Warszawie.

Ratownicy odwieźli pana Karola do szpitala na badania. Po kilku godzinach wrócił do domu. Do mieszkania został odwieziony przez innych sanitariuszy, którzy nie wchodzili do środka. Pan Karol był w domu sam. Krótko po powrocie usłyszał domofon. – Pytam się: Kto tam? Pogotowie. Mówię, że pogotowia nie wzywałem. Usłyszałem, że zostawili glukometr, który kosztuje parę groszy. W dobrej wierze otworzyłem. Przez wizjer zobaczyłem, że mają służbowe ubrania, że to są pracownicy pogotowia. Otworzyłem drzwi. Weszli. I zaczęły szukać – opowiada pan Karol.

Jeden z ratowników miał pilnować pana Karola, drugi miał szukać glukometru. Z relacji pana Karola wynika, że ratownicy wyszli o godz. 00:30. – Otwieram torbę, a tam nie ma portfela. Od razu pomyślałem, że oni mi zabrali. Po śmierci mojej żony odkładałem pieniądze. Starałem się, co miesiąc, tak organizować swoje życie, żeby odłożyć parę groszy na losowe przypadki – opowiada. – To pokazuje, że wystarczy jedno takie zdarzenie, jedna, dwie osoby, które mogą coś takiego zrobić żeby to rzutowało na pracę wszystkich. Ciężką, codzienna pracę, która polega na poświęcaniu się dla drugiego człowieka – mówi Bielski.

Pan Karol zorientował się, że prawdopodobnie został okradziony dopiero następnego dnia. Ze swoim siostrzeńcem chcieli zapłacić ślusarzowi za wymianę zamka w drzwiach.

Czytaj także

 1
  • Nie ma świętych. Tak samo straż pożarna. Zdarzają się od lat kradzieże przy okazji gaszenie sklepów, hurtowni, domów, udzielania pomocy przy wypadkach komunikacyjnych. Strażacy czy ratownicy medyczni to zwykli ludzie więc zdarzają się wśród nich „łowcy okazji”.

    Czytaj także