Tomasz Komenda walczy o odszkodowanie. Zdradził swój pomysł na biznes

Tomasz Komenda walczy o odszkodowanie. Zdradził swój pomysł na  biznes

Tomasz Komenda
Tomasz Komenda / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI
Tomasz Komenda i jego pełnomocnik Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedzieli w czwartek walkę o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Może to być największa kwota w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Co Komenda zrobi z pieniędzmi?

Pełnomocnik skazanego niesłusznie Tomasza Komendy Zbigniew Ćwiąkalski będzie walczył o odszkodowanie dla swojego klienta. Zapowiedział, że chodzi o 18 milionów – milion za każdy rok w zakładzie karnym.

Teraz Komenda żyje z renty specjalnej przyznanej przez premiera. „Większość z państwa przez ostatnie 18 lat zarobiło milion, a może i więcej. Ja nie zarobiłem ani złotówki. Mama kupowała mi kawę i papierosy. Możecie powiedzieć, że byłem na utrzymaniu państwa, ale nawet jedzenia nie dostawałem, bo zabierali mi je współwięźniowie. Najadałem się tylko, gdy mama coś kupiła” – brzmiało oświadczenie Komendy w sprawie odszkodowania. Pytany przez „Super Express” o to, co zrobi, jeżeli uda mu się odzyskać pieniądze Komenda poinformował, że otworzy własną myjnię. – Po prostu mnie to kręci – dodał. – Chciałbym pójść do pracy. Może nawet w myjni samochodowej. Miałem taką pracę, zanim trafiłem do więzienia. Lubiłem ją – mówi o teraźniejszych planach.

Niesłusznie skazany

Tomasz Komenda został niesłusznie skazany za gwałt i morderstwo 15-letniej dziewczyny. Więźniowie skazani z takich paragrafów nie mogą liczyć w zakładzie karnym na taryfę ulgową. – Siedziałem z paragrafem za gwałt na dziecku. To najgorsza kategoria przestępców. Nie ma gorszej. Jeśli współosadzeni chcieliby mnie zabić, to by to zrobili, a strażnicy by im uwierzyli, że to naturalny zgon – mówi Komenda.

Brak szacunku i pogardliwe traktowanie było domeną nie tylko innych osadzonych. Tomek nie mógł też liczyć na wsparcie pracowników zakładu penitencjarnego. Komenda trzykrotnie próbował odebrać sobie życie. Za każdym razem ratowali go współosadzeni. Nawet wtedy, Komenda nie mógł liczyć na wsparcie. – Kilka razy korzystałem z pomocy psychologa. Rozmawiałem z nim o moim stanie psychicznym. On w ogóle nie był zainteresowany moimi sprawami. Mówiłem, a on w tym czasie ścierał kurze, przekładał akta. To było tak, jakbym mówił do ściany – opowiada.

Czytaj także

 2