Uwaga! TVN: Upadek i pęknięta wątroba sześciolatka. Opiekunka nie zareagowała

Uwaga! TVN: Upadek i pęknięta wątroba sześciolatka. Opiekunka nie zareagowała

Uwaga! TVN: Upadek i pęknięta wątroba sześciolatka. Opiekunka nie zareagowała
Uwaga! TVN: Upadek i pęknięta wątroba sześciolatka. Opiekunka nie zareagowała / Źródło: X-news/Uwaga
Sześcioletni Artur upadł podczas zabawy na szkolnym placu zabaw. Mimo iż leżąc przez godzinę na ławce skarżył się na ból brzucha, pilnująca go nauczycielka zbagatelizowała wypadek i o zdarzeniu nie poinformowała nikogo.

Artur we wrześniu został uczniem „zerówki”. Doskonale znał miejsce i swoją opiekunkę, bo oddział przedszkolny, do którego chodził znajdował się w tym samym budynku. – Jedną nogą skoczyłem na ślizgawkę, drugą się potknąłem i upadłem brzuchem na oparcie obok ślizgawki. Poczułem ból. Na początku nie mogłem oddychać – relacjonuje moment wypadku Artur.

Chłopiec po upadku uskarżał się na ból brzucha i złe samopoczucie. Opiekunka kazała mu położyć się na ławce. Artur leżał tak godzinę, do momentu przyjazdu szkolnego autobusu. – Położyłem się na ławce, zasnąłem. Jak się obudziłem, to powiedziałem, że boli mnie brzuch. Zapytałem pani, czy może zadzwonić po moją mamę, ale ona powiedziała, że nie będzie nigdzie dzwonić, bo mojej mamy nie ma w domu. Matka chłopca od razu zwróciła uwagę na nietypowe zachowanie syna. – Wypadek wydarzył się ok. 12.30. Autobus, który rozwozi dzieci do domów przyjechał, jak co dzień o 13.30. Jak wysiadł z autobusu, wiedziałam od razu, że coś się stało. Osunął się, trzymał mnie za rękę. Mówił, że bardzo boli go brzuch – mówi Magdalena Nowaczyk, matka chłopca.

„Siedziałam i płakałam”

Wypadek, do którego doszło na placu zabaw zbagatelizowała nauczycielka. Nie powiadomiła o nim dyrekcji, nie udzieliła Arturowi pomocy. Nie powiadomiła też rodziców chłopca. – Kiedy syn po powrocie opowiedział mi o zajściu zadzwoniłam do tej pani i spytałam, dlaczego nie zostałam poinformowana o wypadku syna. W odpowiedzi usłyszałam, że to było więcej strachu niż bólu – dodaje matka. Matka chłopca wezwała pogotowie. Został przewieziony do szpitala. – Myślałam, że śnię, że to się nie wydarzyło. Byłam pewna, że to tylko kilka dni w szpitalu, wrócimy i nic się nie wydarzyło. Ale jak przyjechało pogotowie, jechaliśmy na sygnale to siedziałam i płakałam, bo wiedziałam, że stało się coś poważnego – wspomina kobieta.

W szpitalu szybko udzielono mu pomocy. Na szczęście, obyło się bez operacji. – Chłopiec przyjechał do nas z podejrzeniem pęknięcia wątroby, które się potwierdziło. Na szczęście lekarzom udało się zatamować krwawienie bez konieczności zabiegu operacyjnego. W tej chwili chłopiec jest w stanie dobrym. Po kilku dniach wypiszemy go ze szpitala – mówi Sylwia Malcher – Nowak ze Szpitala Uniwersyteckiego im. K. Marcinkowskiego w Zielonej Górze.

Czytaj także

 0

Czytaj także