Szokująca historia kobiety, która domaga się rozwodu. Podpalenie, brutalne pobicia i groźby odebrania życia

Szokująca historia kobiety, która domaga się rozwodu. Podpalenie, brutalne pobicia i groźby odebrania życia

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / Tinnakorn
Podpalenie, pobicia i groźby odebrania życia - przez takie piekło przechodzi kobieta, która chce odejść od męża. Co na to policja i prokuratura?

Magdalena mieszkała z mężem w Niemczech. Niedługo po narodzinach córki mąż zaczął ją bić. – Karmiłam piersią, on wszedł do pokoju, prawie wyrwał mi z rąk Weronikę. Zaczął mnie ciągnąć za włosy po podłodze. Moja mama stanęła w mojej obronie i on ją mocno uderzył. Wyrwałam się i pobiegłam na policję. Uciekłam do domu samotnej matki w Lubece. Do dzisiaj nie wiem, jak mnie tam odnalazł, bo adres był zastrzeżony. Klękał przed budynkiem i błagał, żebym do niego wróciła. Chodził na kolanach wokół budynku i prosił, żebym go nie zostawiała, bo on się powiesi – opowiada. Małżeństwo osiem lat temu wróciło z Niemiec do Polski. W kraju para zaciągnęła kredyt na prawie 5 milionów złotych. Za te pieniądze powstał pod Stargardem hotel, w którym organizowane były wesela. Biznes okazał się dochodowy, ale kobieta twierdzi, że mąż wciąż się nad nią znęcał.

„Klękniesz k***o przede mną, już niedługo”

– Rozbijał mi butelki z piwem na głowie, wykręcał ręce, kopał mnie przy gościach. Rzucał mnie przedmiotami. Ma takie powiedzenie, które go bawi: Oderwę ci głowę i nasikam do szyi – przywołuje pani Magdalena. – Rozbijał na mojej głowie pokrywę od kosza. Bił mnie słuchawką telefonu po głowie. W Wielkanoc całkowicie zdemolował recepcję, wyrwał blaty i rzucał nimi. Roztrzaskiwał na mojej głowie – wylicza. – Jak stanęłam w obronie mamy, i ona uciekła to zaatakował mnie. Uderzyłam w rant blatu recepcji i wtedy rozcięłam ucho. Dla mnie to było już normalne, codzienność – mówi Veronica, córka Magdaleny.

Świadkiem przemocy miała być też koleżanka kobiety. – Szarpał za włosy, kopał po gołych stopach, rzucał przedmiotami. Wielokrotnie widziałam jak ją bił. Robił z nią, co chciał. Jak mu się udało, to robił z niej wiatrak. Ma taką krzepę i siłę, że dla niego żaden problem, żeby człowiekiem machać – wylicza. Z powodu ciągłych kłótni między małżonkami, wesela przestały się odbywać. Pani Magdalena złożyła pozew o rozwód, a w maju tego roku zawiadomiła prokuraturę, że jest ofiarą znęcania się ze strony męża. – Wprost mi groził: spalę cię k***w, a trzy dni przed podpaleniem widziałam jak pod gościńcem rozmawia przez telefon. Krzyknął do mnie: klękniesz k***o przede mną, już niedługo. W niedzielę zaczął się palić gościniec – wskazuje kobieta.

„Mówił, że nasze dni są policzone”

Przed pożarem pani Magdalena zainstalowała w hotelu urządzenia nagrywające. Miały one zarejestrować głos jej męża przed pożarem. – Jestem pewna sto procent, rozpoznała go też córka, moja mama, księgowa. Kilka osób go rozpoznało – przekonuje pani Magdalena. Obecnie nagrania z podpalenia są w dyspozycji prokuratury. Tymczasem mąż miał zacząć wynosić z hotelu ich wspólny majątek. Według relacji pani Magdaleny, miał sprzedać za 80 tysięcy koparkę, która była ich wspólną własnością. Kobieta w obawie o dobytek i własne bezpieczeństwo wynajęła do ochrony byłych policjantów. – Kilka dni temu za samochodem pani Magdaleny biegł mąż. Wyzywał ją i groził, że ją zabije. Mówił, że nasze dni są policzone. Jeśli ktoś jest zdolny do podpalenia własnego hotelu, bicia własnej żony w sposób bestialski, myślę, że może posunąć się do wszystkiego – uważa jeden z byłych policjantów, którzy pracują u pani Magdaleny.

Z powodu agresywnego zachowania męża i gróźb odebrania życia pani Magdalena wielokrotnie wzywała policję. Jej mąż zamieszkał u sąsiadów, około 100 metrów od ich hotelu. Dziennikarze „Uwagi” próbowali z nim porozmawiać, bezskutecznie. Podczas nagrywania programu, niespodziewanie dowiedzieli się, dlaczego nie mogli się z nim skontaktować. – Wczoraj po tym, jak wyjechała „Uwaga”, przyjechało trzech panów, prawdopodobnie byli to policjanci, pytali o męża. Wskazałam, gdzie może przebywać, a dzisiaj dowiedziałam się, że został aresztowany – mówi pani Magdalena. Informację o zatrzymaniu potwierdziła prokuratura. – Prokurator przedstawił podejrzanemu zarzut dotyczący przestępstwa znęcania – mówi Joanna Biranowska–Sochalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Dlaczego prokuratura zajmowała się sprawą kilka miesięcy?

– Były prowadzone czynności procesowe w tej sprawie. Zawiadomienie złożone przez pokrzywdzone wymagało weryfikacji – mówi Joanna Biranowska–Sochalska. Prokuratura nie tylko postawiła mężowi pani Magdaleny zarzut znęcania się, ale złożyła też wniosek do sądu o areszt tymczasowy. Sąd rejonowy zdecydował, że mąż pani Magdaleny nie trafi do aresztu tymczasowego. Ale ma zakaz zbliżania się do żony i dozór policyjny. Dziennikarze porozmawiali z nim przez telefon. Zapowiedział, że wyśle film. – Kłócimy się cały czas o pieniądze. Czy to jest w porządku, że ona też mnie bije? – pytał. Mąż pani Magdaleny nie chciał z nami porozmawiać przed kamerą. Niedługo potem sąd wyższej instancji rozpatrzył zażalenie prokuratury i zdecydował, że jednak mężczyzna ma trafić do aresztu tymczasowego na dwa miesiące. Zanim został aresztowany zdążył przesłać do redakcji „Uwagi” nagrania, które jego zdaniem pokazują, że to on był ofiarą przemocy ze strony żony.

Nagrania wykonane przez męża pokazano pani Magdalenie podczas programu telewizji TTV „UWAGA! po Uwadze”. – To są zmanipulowane przez niego filmy. Nosił ukrytą kamerę i prowokował. Wszystko zaplanował, żeby doprowadzić mnie do wyczerpania psychicznego – przekonuje pani Magdalena.

Czytaj także

 0