85. urodziny Władysława Bartoszewskiego

85. urodziny Władysława Bartoszewskiego

B. szef polskiej dyplomacji, pisarz, historyk, w czasie wojny działacz Rady Pomocy Żydom, więzień Oświęcimia, niestrudzony orędownik dialogu polsko-niemieckiego i polsko-żydowskiego. Fenomen witalności i niezłomności charakteru - mówią o nim przyjaciele. W poniedziałek 19 lutego prof. Władysław Bartoszewski kończy 85 lat.

"Wiem co to znaczy emeryt. Wyrastałem w środowisku urzędniczym, a tam wiek emerytalny to było wycofanie się z życia. U mnie wszystko stanęło na głowie" - mówi Bartoszewski w wywiadzie dla specjalnego dodatku najnowszego "Tygodnika Powszechnego", który w całości poświęcony jest jego osobie w związku z 85 rocznicą urodzin.

"Pierwszą podróż zagraniczną odbyłem dzięki środowisku +Tygodnika Powszechnego+, gdy miałem 41 lat. Pierwszy raz objąłem stanowisko państwowe, gdy miałem 68 lat. Ministrem zostałem mając lat 73, a senatorem - 75. Potem drugi raz ministrem - w wieku lat 78. Przestałem nim być przed ukończeniem osiemdziesiątki. A mój ojciec poszedł na emeryturę mając lat 70. (...) Umarł w wieku 75 lat. A ja w tym wieku zacząłem się rozwijać" - podkreślił Bartoszewski w "TP".

Władysław Bartoszewski urodził się w Warszawie 19 lutego 1922 roku. Ojciec był jednym z dyrektorów Narodowego Banku Polskiego, matka - urzędniczką miejską. W wieku 8 lat rozpoczął naukę w prywatnym katolickim Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki. W 1937 roku uzyskał tzw. małą maturę i przeniósł się do Liceum Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego. W maju 1939 roku skończył liceum.

Wydarzenia II wojny światowej wywarły największe piętno na życiorysie W. Bartoszewskiego. Po wybuchu drugiej wojny światowej został pracownikiem Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie.

Wspominając oblężenie Warszawy we wrześniu 1939 roku mówił: "Zostałem noszowym włączyłem się do prac służb sanitarnych. Po prostu brałem nosze z nieznanymi mi mężczyznami, nosiłem rannych, umierających. Brało się nosze i szło tam gdzie spadły bomby.(...) Normalna obywatelska sprawa, ale dla siedemnastoletniego chłopaka bardzo trudna". (Michał Komar "Władysław Bartoszewski - Skąd pan jest"; wywiad-rzeka)

Od 22 września 1940 r. do 8 kwietnia 1941 r. Bartoszewski był więźniem politycznym KL Auschwitz (numer obozowy 4427); został uwolniony z obozu w wyniku zabiegów PCK w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu.

"12 grudnia, w czasie pracy przy czyszczeniu cegieł straciłem przytomność. (...) Byłem wycieńczony, pokaleczony, zbolały. To zgodne z normą oświęcimską. Tak jak normalne byłoby, gdybym zginął od uderzenia pałką, albo od przydeptania gardła butem kapo. Dziwną rzeczą było, że więźniowie zanieśli mnie do Krakenbau i położyli przy schodach. Nie mogli zrobić nic więcej, bo musieli natychmiast wrócić do pracy. Uratowali mi życie" - mówił Komarowi.

W styczniu 2005 r. podczas uroczystości 60. rocznicy wyzwolenia Auschwitz Bartoszewski powiedział, że gdy jako osiemnastoletni Polak stanął we wrześniu 1940 roku po raz pierwszy na placu apelowym Auschwitz I, wśród 5,5 tys. innych Polaków, "nie przychodziło mu w ogóle do głowy, że przeżyje Hitlera i II wojnę światową".

Od lata 1942 r. Bartoszewski uczestniczył w działaniach przeciwko okupantowi w Armii Krajowej i w Delegaturze Rządu na Kraj (Departament Spraw Wewnętrznych). W latach 1942-1944 współorganizował tajną Radę Pomocy Żydom (kryptonim Żegota). Był współredaktorem prasy tajnej, działaczem katolickiego Frontu Odrodzenia Polski; uczestniczył w Powstaniu Warszawskim.

Historyk Krzysztof Kunert w "Tygodniku Powszechnym" podkreśla, że większość z przeszło swoich 1200 publikacji Bartoszewski traktuje jako "wypełnienie nakazu dania świadectwa" czasom wojny. Bartoszewski jest autorem m.in. opracowania pt. "Egzekucje publiczne w Warszawie w latach 1943-1944", który został włączony do materiałów dokumentacyjnych, przygotowanych przez stronę polską na Proces Norymberski.

"Nikt z żyjących obecnie świadków Warszawy owych dni nie zdobył tak kompletnego widzenia ówczesnej rzeczywistości jak Władysław Bartoszewski" - napisał prof. Aleksander Gieysztor w przedmowie do książki Bartoszewskiego "1859 dni Warszawy", będącej kalendarium okupacyjnej i powstańczej stolicy.

Po wojnie Bartoszewski był współpracownikiem Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, a także członkiem PSL "Mikołajczykowskiego".

Lata powojennej Polski to także trudny okres w życiorysie Bartoszewskiego. Prześladowany przez reżim komunistyczny i skazany pod zarzutem szpiegostwa, od listopada 1946 r. do sierpnia 1954 r. - sześć i pół roku - spędził w komunistycznych więzieniach. Został zrehabilitowany w 1955 r.

Współpracował z "Tygodnikiem Powszechnym". W latach 80. uczestniczył w różnych działaniach opozycyjnych, był m.in. współzałożycielem Towarzystwa Kursów Naukowych i wykładowcą "Uniwersytetu Latającego", w latach 1974-1985 wykładał historię Polski na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Aktywny w okresie tworzenia NSZZ "Solidarność", internowany od 13 grudnia 1981 do 28 kwietnia 1982 r. W latach 1983-90 był profesorem gościnnym nauk politycznych na trzech uniwersytetach w RFN: w Monachium, Eichstaett i Augsburgu.

Obywatel honorowy Warszawy, Gdyni i Wrocławia, członek honorowy Światowego Związku Żołnierzy AK; odznaczony Orderem Orła Białego (1995), Krzyżem Wielkim RFN (2001), wysokimi odznaczeniami Austrii, Litwy, Estonii, Węgier, Hiszpanii, tytułem "Sprawiedliwy między Narodami Świata" (1963) w Jerozolimie. W 1991 r. został Obywatelem Honorowym Państwa Izrael.

W latach 1990-1995 Bartoszewski był ambasadorem RP w Austrii, dwukrotnie był ministrem spraw zagranicznych: od marca do grudnia 1995 r. i ponownie od lipca 2000 do października 2001 r. Jest przewodniczącym Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, jest też prezesem Polskiego PEN Clubu.

Autor około 40 książek na tematy historii najnowszej Polski i Europy, w szczególności dotyczących problematyki polsko- niemieckiej i polsko-żydowskiej (po polsku, niemiecku, angielsku), m.in. "Ten jest z ojczyzny mojej", "1859 dni Warszawy", "Dni walczącej stolicy", "Moja Jerozolima, mój Izrael", "Dziennik z internowania".

Jest doktorem honoris causa uniwersytetów w Warszawie, Wrocławiu, Marburgu, PONO w Londynie, Uniwersytetu Żydowskiego w Baltimore.

Laureat Nagrody Herdera (1983) i Nagrody Pokojowej Księgarstwa Niemieckiego (1986), nagrody H.Heinego (1996), R. Guardiniego (1995) i innych.

Podczas obchodów 50. rocznicy zakończenia II wojny światowej jako czwarty w historii obcokrajowiec wygłosił w 1995 roku przemówienie na uroczystym posiedzeniu obu izb parlamentu niemieckiego w Bonn.

Życiorys profesora to historia niezłomności charakteru, odwagi i gotowości niesienia pomocy - mówią jego przyjaciele. Podkreślają witalność Bartoszewskiego.

Profesor słynie z umiejętności oratorskich. "Obdarzony donośnym głosem, potrafi bardzo długo przemawiać nie tracąc przy tym kontroli nad rytmem oracji i jej zwieńczeniem" - mówi Michał Komar. Dodaje, że sam był świadkiem jak profesor mówił do licznego grona słuchaczy przez dwie i pół godziny.

Na pytanie ks. Adama Bonieckiego w wywiadzie w "TP": "A więc udane życie" Bartoszewski odpowiada: "Ja właściwie jestem całkowicie wynagrodzony i to nie jest żadna obłuda. Ponad wszelkie zasługi. Bohaterstwo? Rzeczywiście brałem udział w pomocy Żydom, ale też cholernie się bałem. Straszliwie się bałem. Tego nikt nie wie, bo bym się wstydził przyznać. Inni ludzie robili równie wspaniałe rzeczy, biegali z granatami, strzelali do pułkowników gestapo. Pewnie też się bali. Ja się bałem w inny sposób. Ale to że mogłem w jakiejś mierze, minimalne w stosunku do chęci, pomóc komuś, okazało się w końcu czymś co ma sens".

Kardiolog prof. Andrzej Szczeklik mówi w "TP": "Twierdzę, że prof. Władysław Bartoszewski dysponuje unikalnym ośrodkiem w swoich półkulach mózgowych. To ośrodek przyzwoitości".

pap, ss

Czytaj także

 6
  • akeksander wielki IP
    Żałosne te komentarze, świadczące jedynie o braku życiowego doświadczenia. To nie jest sztuczny wytwór jakiegoś tam uniwersytetu, ale uniwersytet życia. A właśnie to liczy się na świecie. Cóż bowiem może zaproponować ten który szczyci się ukończonymi studiami albo np jakiś dr praw nie byle jakich bez takiego życiowego doświadczenia..
    • BASIA IP
      WIECIE CO POCZYTAJCIE TROCHE O TY CZLOWIEKU A POTEM SIE WYPOWIADAJCIE NAWET JEZELI NIE MA STUDIOW (A O CZYM ONE SWIADCZA)TO ZYCZE WAM BYSCIE BYLI TACY JAK ON SKROMNI POZBAWIENI PYCHY NIKOGO NIE KRYTYKUJACY NA RAZIE POKAZUJECIE SWOJE PROSTACTWO WY LUDZIE Z WYZSZYM WYKSZTALCENIEM
      • Syn Dzieci Zamojszczyzny-prawdziwy IP
        Nic mi się w tym życiorysie nie zgadza-[kończy gimnazjum a jest profesorem,wielki działacz polityczny a z Oświęcimia wyciąga go jakaś tam PCK ,profesor ale latającego uniwersytetu]Dość,. proszę o prawdziwy życiorys,bo takie banały można opowiadać \"studentom\"w przedszkolu.
        • prawie profesor IP
          Czy on się urodził profesorem???bo jeśli nie to nie powinno się tytuować człowieka po maturze profesorem. Ja ukończyłem studia , a on po małej maturze jest profesorem, ciekawe??????????????????????
          • gaianer@gazeta.pl IP
            GDZIE jest mój komentarz ?
            Musi najpierw przejść przez komunistyczną cenzurę ?..

            Z poważaniem - gaianer