Żona Jacka Kurskiego: Mógł zginąć mój syn Filipek

Żona Jacka Kurskiego: Mógł zginąć mój syn Filipek

Jacek Kurski
Jacek Kurski / Źródło: Newspix.pl / TEDI
Żona prezesa Telewizji Polskiej w rozmowie z „Super Expressem” opisała wypadek, do którego doszło w okolicach Opola. – Mogło dojść do strasznej tragedii – powiedziała Joanna Kurska.

W 2017 roku Joanna i  wraz z siedmioletnim synem Filipem i kierowcą wracali z festiwalu w Opolu do Warszawy. W pewnym momencie doszło do niebezpiecznego zdarzenia. Gdy skręcali w leśną drogę, w ich samochód uderzył poruszający się z ogromną prędkością drugi pojazd. – Syn chciał się załatwić. Po naszej stronie nie było pobocza. Dlatego chcieliśmy zjechać na zjazd w leśną drogę, po drugiej stronie jezdni. Kierowca miał włączony kierunkowskaz, rozejrzał się i zamierzał skręcić. Wtedy nagle wjechał w nas samochód. Musiał pędzić ponad 100 km/h – stwierdziła Joanna Kurska w rozmowie z „Super Expressem”. – Mogło dojść do strasznej tragedii. Mógł zginąć mój syn Filipek! – dodała.

Kierowca pojazdu, który wjechał w samochód, którym przemieszczali się Kurscy, nie bierze odpowiedzialności za wypadek na siebie. Przekonuje, że winny jest mężczyzna, który wiózł obecnego prezesa z rodziną. Z kolei kierowca Kurskich twierdzi, że w odpowiednim czasie zasygnalizował intencję skrętu w lewo. Nikt nie przyznaje się do winy. Sąd w marcu orzeknie, kto spowodował wypadek. Wygłoszono już mowy końcowe.

Czytaj także:
Zmiany w zarządzie TVP. Stanecki odwołany

Czytaj także

 3
  •  
    pańcia pomyliła kierunkowskaz z pierwszeństwem przejazdu a poza tym nie sra się po poboczach
    • Winien kierowca kurskiego. Skrecal w lewo. Trzeba bylo uwazac.
      • jesteśmy rozczuleni do ,, łzów '' .